Agnieszka Górska – CEO i Co-founder Ulala Chef. Pierwsze 16 lat swojej kariery zawodowej spędziła w dużych korporacjach różnych branż, od FMCG (Unilever), przez fashion retail (LPP S.A. – Reserved, Cropp, House, Mohito,
etc) po telekomunikację (Orange, Vectra), w tej ostatniej pełniła funkcję członka zarządu spółki
odpowiedzialnego za marketing, strategię i customer service.

 
 
 
 

Opis – Agnieszka Górska:

Pochłonięta pasją do gastronomii, w 2014 roku założyła Ulala Chef – biznes skupia obecnie 150 topowych szefów kuchni z całej Polski, z którymi tworzy wyjątkowe wydarzenia. Podstawową usługą Ulala Chef są prywatne kolacje serwowane przez szefów kuchni w domach Klientów. Usługę tę można zarezerwować przez platformę internetową.

Natomiast na rynku biznesowym Ulala Chef specjalizuje się w tworzeniu eventów premium z wysokiej jakości cateringiem, pokazami live-cookingu i kucharzami celebrytami znanymi z mediów. Flagowym projektem Ulala Chef, zrealizowanym już dwukrotnie, jest stworzenie i poprowadzenie prywatnej restauracji dla międzynarodowych gwiazd
muzycznych Festiwalu Open’er.

Ulala Chef: www.ulalachef.com

Z rozmowy dowiesz się dużo:
* jak to jest zrezygnować z rozpoznawalnego logo na wizytówce i korporacyjnego splendoru i zacząć własny biznes
* jak dobrać sobie wspólników już po otwarciu firmy
* jak planować czas ze znajomymi, by nie dać się pochłonąć biznesowi
* a także o macierzyństwie, spacerach i wspaniałych kolacjach szykowanych przez najlepszych kucharzy w Twoim domu

Dołącz do klubu Greg Albrecht Podcast:
www.gregalbrecht.io/klub

Wideo – Agnieszka Górska:

Zapis rozmowy – Agnieszka Górska:

Agnieszka Górska - Ulala Chef

Siedzi tu ze mną Agnieszka Górska 1, założycielka Ulala Chef 2, 3. Czy Ulala Chef jest ułatwieniem dla szefów kuchni, żeby znajdowali sobie fajniejsze projekty gastronomiczne?

Z perspektywy kucharza tak. To jest po to, żeby dostarczać im kontakty do fajnych klientów i żeby kucharze w swoich zawodach byli szczęśliwi, czuli się spełnieni, bo dzięki nam i dzięki tym klientom tak mogą się czuć. A z perspektywy klienta, to jest platforma, która umożliwia zorganizowanie przyjęcia prywatnego w domu, bo my proponujemy wybór 150 kucharzy w całej Polsce na takie przyjęcia.

Brzmi jak jakieś niesamowicie złożone przedsięwzięcie, już się boję różnych, które mogą być, na przykład skąd pochodzi papryka, której używa szef kuchni? Pojawiają się takie wyzwania?

Myślę, że klienci często o to pytają. Po pierwsze, przygotowując się do przyjęcia wskazują na jakieś swoje dietetyczne ograniczenia, czy alergie i upewniają się, że kucharz będzie to brał pod uwagę, a na miejscu, już w domu, jeżeli kucharz gotuje i przygotowuje kolację, to z pewnością klienci podchodzą, czy gospodarze podchodzą do niego i zadają mu mnóstwo pytań. Ale kucharze są na to przygotowani i też bardzo dbają o źródła odpowiednich produktów.

W jaki sposób poradzić sobie z tym, że czasem ktoś ma specyficzne gusta i po prostu może nie być zadowolony, bo po prostu tak ma. Jak sobie radzisz z takimi sytuacjami?

Myślę, że ważne jest przygotowanie klienta, zarządzenie tym, czego on się spodziewa, pokazanie mu jak to będzie wyglądać, dopytanie go o szczegóły, które są dla niego ważne, zadbanie o to, żeby te szczegóły trafiły do kucharza. Jeżeli klient jest wcześniej przygotowany, lepiej wyobraża sobie tę całą sytuację, to potem też czuje się bardziej komfortowo. A potem to jest rola kucharza, żeby zadbać o to poczucie komfortu już podczas przyjęcia, poczucie komfortu gospodarzy i jego gości.

Czy ten szef kuchni też podaje do stołu i robi całą oprawę wokół tego?

Tak, to jest bardzo ważna część tego przedstawienia, bo to jest nie tylko gotowanie w kuchni i przygotowywanie pięknych talerzy, ale potem serwowanie tego do stołu, opowiadanie o tym gościom, opowiadanie historii tych dań, historii tego kucharza, często bardzo ciekawych historii. Tak, że tak, to jest część większej całości.

Ile osób musi być na takim wydarzeniu, żeby miało to sens z perspektywy kucharza?

Tak to zaprojektowaliśmy, żeby z perspektywy kucharza zawsze to miało sens, czyli dbamy o pewną wartość minimalną zamówienia. I kucharz jest zawsze pewny, że my zadbamy o to minimum, które on ustawił w sposób, który mu odpowiada, my o to minimum zadbamy. Ale z twojej perspektywy, jako klienta, może mieć sens kolacja dla dwojga, zaręczyny, jakaś specjalna romantyczna kolacja, więc tak naprawdę my nie dajemy żadnych ograniczeń klientom w postaci liczby osób przy stole, tylko kwota minimalna, która jest istotna dla kucharza.

Ja nie mam zielonego pojęcia o gotowaniu i o potrawach umiarkowane. W jaki sposób mam z tej bazy 150 szefów kuchni wybrać takiego, który będzie idealny dla mnie?

Wielu klientów do tego tak podchodzi, czyli tak naprawdę mówi, ja się nie znam, polećcie mi kogoś odpowiedniego na moją okazję, na moje potrzeby, i to jest nasza rola, żeby doradzić. Bo oczywiście wybór jest bardzo szeroki, już pomijam ten fakt, że oprócz tego, że mamy 150 kucharzy, to jeszcze każdy kucharz potrafi mieć 10-15 różnych menu, więc dobranie tego, to jest ogromna liczba możliwości. Więc jeżeli klient zdradza swoje pomysły, mówi o tym jaka to jest okazja, jacy goście przy stole, jakie mają preferencje, albo czy on ma jakieś swoje preferencje, to my dobieramy kucharza i menu do niego, bo my mamy tę ekspertyzę po swojej stronie.

Jaka jest przestrzeń do tego, żeby ten biznes był wyskalowany? Bo dopóty dopóki ta ekspertyza jest w głowie twojej i pewnie osób, o których opowiesz, które współtworzą ten biznes, to jest wszystko okej, ale powiedzmy, że nagle potrzebujesz 10 tysięcy zamówień zrealizować w jeden dzień.

– Wiele rzeczy można opisać, można otagować kucharza różnymi przymiotnikami, czy rodzajami kuchni, czy też nawet wręcz cechami osobowościowymi. Można powiedzieć, że to jest showman, a to jest kucharz, który jest bardziej wycofany i lubi pracować w ciszy w kuchni. Takie rzeczy są też istotne dla klientów. Więc wiele rzeczy można opisać, wiele cech można włożyć do systemu, które opiszą kucharza, a potem przez filtry klienci mogą sobie to sami wyłapać i wybrać tych, którzy będą im odpowiadali. Poza tym też czytają opinie innych klientów, a w tych opiniach jest dużo takiej treści, która jest istotna dla klientów, więc spokojnie można zrobić to samemu. Są tacy klienci, który nie lubią rozmawiać przez telefon ani pisać maili, oni sobie sami wolą wybrać, tak jak wybierasz apartament na wakacje, robisz filtry, które cię interesują i wyskakują ci odpowiednie wyniki z katalogu 4, więc to jest bardzo podobne.

Jak onboardujesz nowych kucharzy? Wiadomo, ja mogę się zgłosić jako kucharz, napiszę, że mam 5 gwiazdek Michelin 5, właśnie kogoś w Walencji zatrułem grzybami, ale ogólnie to jestem fascynującym kucharzem, świetnie nawijam makaron i to nie tylko na łyżkę, ale też dobrze gadam, no i co? Jak to weryfikujecie?

To jest bardzo ważne. Mamy taką kilkuetapową rekrutację, która jest trudna dla większości kucharzy, nie przechodzą tego. Poza tym, że sprawdzamy, czy umie gotować, gdzie się tego uczył, ile ma doświadczenia, czy to jest dopiero początek jego drogi – a to jest w warunkach naszych na razie nieakceptowalne – czy jest doświadczonym kucharzem. Sprawdzamy etykę pracy, uczciwość i sprawdzamy background, sprawdzamy referencje nie tylko te, które nam pokaże, nie tylko te osoby, które nam wskaże, które z pewnością wystawią odpowiednią wysoką ocenę, ale też sprawdzamy swoimi ścieżkami informacje o tej osobie. I dopiero wtedy dopuszczamy do takiego momentu, kiedy okej, to w takim razie sprawdzimy teraz na żywo jak gotuje, jaką jest osobą, sprawdzimy jego osobowość i dopiero na koniec zapraszamy do współpracy.

Czyli zjadłaś co najmniej 150 posiłków od różnych 150 kucharzy, których macie?

– Tak. Komuś z boku pewnie się wydaje, że to bardzo przyjemna sprawa uczestniczyć w takiej rekrutacji i to rzeczywiście jest przyjemne, chociaż przy pewnej skali, to już się robi męczące. Więc zaprzęgłam do tego moich przeróżnych znajomych i klientów, którzy razem ze mną testują kucharzy zapraszanych do rekrutacji. Mamy takie kolacje testowe 6, gdzie nie tylko ja, ale 12 innych osób siedzi przy stole i kucharze serwują swoje dania. W ten sposób znalazłam sobie pomoc. Dbanie o linię jest inną rzeczą, muszę sobie z tym radzić sama, ale też próbuję to obiektywizować i jednak przebrnąć przez tak dużą skalę kucharzy, co samodzielnie byłoby bardzo trudne.

Ilu kucharzy przeszło przez filtry, żeby pozostało 150?

Myślę, że można śmiało powiedzieć, że zostaje z nami 10-15% tych, którzy mieli odwagę się zgłosić.

Czyli 1000 posiłków zjedzonych? A nie, bo nie każdego dopuszczacie.

Nie, dużo wcześniej dużą część odrzucamy.

Co wchodzi w skład tej usługi? Ja założyłem, że produkty, ale też czy wyposażenie, talerze, jakby co wchodzi w skład propozycji wartości dla klienta, poza tym, że napełni swój żołądek?

Poza tym, że ustalisz datę przyjęcia, powiesz nam ilu będzie gości przy stole i o której godzinie chciałbyś zacząć, i wybierzesz menu z nami, czy z kucharzem, to jest koniec twojego zaangażowania. Ty możesz odpoczywać, szykować się do przyjęcia. Udostępniasz kucharzowi swoją kuchnię, jak najwięcej wolnego blatu, i to wszystko, działający sprzęt taki podstawowy typu kuchenka i piekarnik, i przygotowujesz stół. Reszta jest w gestii kucharza. Kucharz przyjeżdża ze swoimi produktami, które wcześniej kupił, dobrał u swoich dostawców. Kucharze dbają o to, żeby to były najlepsze produkty, bo to świadczy o nich. Przyjeżdża z zastawą dobraną do menu, ze sztućcami, bo raczej rzadko się zdarza, żeby klient w domu miał na 6-daniowe menu pełną zastawę dla 20 osób. Więc my to zabezpieczamy i kucharz to przywozi. Ty sobie odpoczywasz, czekasz na gości, relaksujesz się, kobiety mogą się ubrać, zrobić sobie makijaż w tym czasie. Zwykle nie masz na to czasu, bo jeżeli przygotowujesz sam przyjęcie, to po prostu do ostatniej chwili jeszcze coś tam robisz w kuchni, a tak to jesteś zupełnie zrelaksowany, masz na to wszystko czas, a kucharz sobie powoli pracuje w kuchni. Schodzą się twoi goście, on się przedstawia, wita, mówi do będzie serwował, możecie do niego podchodzić, pytać o jakieś różne sztuczki kucharskie, obserwować go przy pracy. Jeżeli jesteście gotowi, siadacie i on zaczyna serwis.

Ile średnio trwa taka usługa?

Można przyjąć, że taki kucharz, z którym my pracujemy, jest spokojnie w stanie w 2,5-3 godziny zaserwować 4-5-daniowe menu przy 12-15 osobach przy stole. Ale to jest tak, że to ty sterujesz tempem, bo możesz mieć ochotę zrobić w połowie tego serwisu przerwę dla gości, wyjść na papierosa na balkon, albo dzieci biegają, niech się wybiegają na podwórku, w ogrodzie i kontynuujemy przyjęcie. Więc to gospodarz steruje tempem i mówi kucharzowi, to teraz zróbmy przerwę, albo przyspieszmy, bo gdzieś tam chcemy dalej pójść. Tak to wygląda, ale trzeba zarezerwować sobie jakieś 3 godziny na serwis.

Jeśli chciałbym potem dalej być z moimi gośćmi, ale mam kucharza, którego muszę odprawić, to co, on się sam zawinie ode mnie z domu i już w ogóle go nie będę widział, czyli on zbierze ostatni posiłek, zbierze wszystkie sztućce i zniknie, nie muszę się nim zajmować?

I jeszcze sprzątnie kuchnię tak, że nie będzie śladu po jego pracy, to jest bardzo ważne dla wielu klientów. Więc ty sobie siedzisz z gośćmi przy stole, ostatnie talerze są zabrane, z deseru na przykład, zostajecie sobie, pijecie dalej wino i tak dalej, a kucharz sprząta po cichu kuchnię, sprawdza z tobą, czy może się pożegnać, czy to już wszystko jest, czego oczekiwałeś, i zabiera swoje rzeczy, wychodzi, nie ma śladu w kuchni, że ktokolwiek tam pracował. Jest bardzo czysto, często czyściej niż oddałeś mu tę kuchnię. I sobie swobodnie kontynuujesz przyjęcie.

A powiedziałaś o winie, czy kucharz też dostarcza wino i dobiera je do posiłków, czy to we własnym zakresie trzeba załatwić?

– Często klienci nas o to proszą, żebyśmy dobrali wino do menu. Mamy sommelierów 7, którzy z nami współpracują, widzą wybrane menu i do niego dobierają wina. Możesz sobie zażyczyć tylko dobór sugestii i z taką sugestią idziesz do swojego sklepu winiarskiego, do swojego winiarza, albo nawet do swojej piwniczki schodzisz i sobie tam przeglądasz, czy masz coś takiego, co ci pasuje. A jeżeli masz ochotę, to nasz sommelier też może ci dostarczyć te wina, może ci je zaserwować, może o nich opowiadać twoim gościom. Tak, że tutaj jest pełna dowolność. Jesteśmy świadomi, że naszym klientom są potrzebne różne inne elementy przyjęcia. Możesz chcieć mieć większy stół, czy więcej krzeseł, bo akurat to jest większa impreza, albo chcesz wynająć namiot i postawić go w ogrodzie, bo to jest garden party, może chcesz florystów do udekorowania tego stołu. My to wszystko zapewniamy. Opiekunkę do dzieci, która pomoże ogarnąć dzieci w czasie przyjęcia również.

Czyli na samej usłudze szef kuchni z dostawą do domu, jest nabudowana cała funkcja firmy eventowej?

Tak, takiej firmy, która rzeczywiście dba o to, żebyś mógł się cieszyć swoim przyjęciem, a niekoniecznie, żeby to był dla ciebie jakiś stres.
Ile takich projektów realizujecie na przestrzeni miesiąca?
– Tutaj są wyraźne sezonowości. Mamy też klientów biznesowych 8, 9 i to jest trochę inna sezonowość . Jeżeli chodzi o klientów prywatnych, to szczytem sezonu jest maj i czerwiec, bo wtedy są przyjęcia typu komunie, bardzo popularne w Polsce przyjęcia i coraz więcej osób chce robić to w domach. Więc robimy wtedy kilkadziesiąt przyjęć nawet w jeden weekend w różnych miastach Polski.

Kilkadziesiąt przyjęć w jeden w weekend?

Tak, w różnych miastach Polski.

Jak to jest możliwe, żeby zadbać o dopasowanie do 50 klientów każdego detalu? Jak się prowadzi 50 projektów naraz?

Dużą pomocą jest odpowiednia rekrutacja, po pierwsze – kucharzy, to zdejmuje z głowy bardzo dużo stresu. Jeżeli wiesz, że masz odpowiednich kucharzy na miejscu, to nie musisz zastanawiać się, czy musisz być tam i oglądać każdego z nich z osobna, po prostu wiesz, że odpowiednie osoby wysłałeś do pracy. Więc to dużo wcześniej się odbywa. Trzeba obudować cały proces tak, żeby on był jak najbardziej kontrolowalny, czyli my wiemy, kiedy kucharze kontaktują się przed przyjęciem z klientami, sprawdzamy, czy to już zrobili, czy ten kontakt się odbył. Jakby ten cały proces przed przyjęciem jest kontrolowany przez system i komunikowany z kucharzami przez SMS-y i przez aplikację. Tak to spróbowaliśmy obudować, żeby jak najwięcej rzeczy mieć pod kontrolą i wyłapywać jakieś sytuacje, które są niepokojące. No i dobór partnerów, bo to są nie tylko kucharze, ale to są i sommelierzy, i dekoratorzy, i cukiernicy. Więc jeśli dobrze dobierzesz grono współpracujące i wszystko odpowiednio przygotujesz wcześniej, czyli te ramy ustawisz, to sama realizacja jest już właściwie pochodną tego, jak dobrze zrobiłeś tę pracę domową.

Niesamowite te 50 w jeden weekend, próbuję sobie to wyobrazić. Rozumiem, że macie jakieś własne systemy, które służą do zarządzania tym procesem?

– Tak, własny zbudowany przez nas system, przez mojego wspólnika, Konrada Hałasa 10, 11, który – wydawałoby się trywialny – system bookingowy obudował o całe zaplecze sterujące, zarządzające procesami realizacji przyjęć i potem rozliczania też przyjęć. To jest rzeczywiście duża skala i my się przygotowaliśmy, przygotowujemy się cały czas na to, żeby skalować ten biznes i robić to rzeczywiście w bardzo różnych miejscach, nie tylko w Polsce, i w jeden weekend robić, w dużej skali, w dużej ilości rzeczy, operacje.

A jakieś największe niepowodzenie? Co poszło nie tak?

Ja szybko zapominam o niepowodzeniach, najpierw wyciągam wnioski, potem coś z tym robię, a potem już o tym zapominam. Początki były… To było tak, że zanim odpaliliśmy całą usługę, to się mocno przygotowywaliśmy do tego, co może pójść nie tak. Ja branży gastronomicznej zupełnie nie znałam, dopiero poznawałam poszczególnych kucharzy w trakcie przygotowywania usługi. Różne osoby doradzając mi, mówiły, Agnieszka, to się nie uda z kucharzami, kucharze to jest taka branża, nie można na nich polegać. Jest dużo negatywnych informacji albo przekonań o kucharzach, zwłaszcza w branży gastronomicznej, w branży restauracyjnej, tam dzieje się dużo niedobrego w tej branży. W związku z tym ludzie, którzy byli doświadczeni w tej branży, mówili mi, że to się nie uda, bo będziesz miała sytuację, kiedy kucharz zadzwoni, albo nawet nie zadzwoni, i nie przyjdzie na przyjęcie, klient czeka, goście czekają, a kucharza nie ma, bo miał w wieczór poprzedni imprezę i nie obudził się po tej imprezie. I tego typu historie mi opowiadano. W związku z tym ja się rzeczywiście trochę tego bałam i trochę też budowałam różne backupowe plany, żeby być zabezpieczoną na takie sytuacje. Bo już pomijając taką sytuację, że to może być bardzo profesjonalny kucharz, który nie odurzał się poprzedniego wieczoru środkami różnymi, tylko może mu się wydarzyć wypadek i też może nie dojechać. W związku z tym ja muszę mieć backupy i muszę mieć możliwość w ciągu 2 godzin zorganizowania drugiego kucharza, który jest gotowy pojechać i zrobić to samo, co tamten obiecał klientowi.

I zawsze masz backup w całej Polsce?

Mam taką sieć, że jestem sobie w stanie poradzić i mam to sprawdzone. Już mieliśmy sytuację, kiedy kucharz miał wypadek przy pracy, przed klientem, przed pojechaniem do klienta, odciął sobie kawałek palca, będąc w pracy w innym miejscu rano. I zorganizowaliśmy się tak, że nie było nawet poślizgu, a to był grudzień przed Wigilią, gdzie korki w mieście i tak dalej, dojechaliśmy na czas z innym kucharzem, zaserwowaliśmy na super poziomie kolację. Ta pani, która wtedy była po raz pierwszy naszą klientką jest klientką do tej pory. Tak, że backupy po prostu.

Klienci, takie kluczowe grupy klientów i okazje, które przyświecają im, aby skorzystać z takiej usługi?

Jest kilka takich grup. Taką najbardziej oczywistą chyba jest grupa klientów, którzy muszą zrobić przyjęcie, bo jest taki moment w ich życiu, że to przyjęcie trzeba zrobić, na przykład właśnie przyjęcie komunijne, albo chrzest, i chcą zrobić to przyjęcie w domu. Z wielu powodów wolą dom, bo to jest bardziej komfortowe dla rodziny, dużo lepiej się czują w domu niż w restauracji, mogą dużo dłużej to przyjęcie celebrować, albo mają piękny dom i dlaczego by nie ugościć gości w tym domu. Więc to jest pierwsza grupa, przychodzi moment, kiedy chcą zrobić przyjęcie, myśleliby o restauracji, ale wolą w domu i szukają możliwości, jak to można zrobić w domu na dobrym poziomie, na takim poziomie jaki mieliby w restauracji, jeżeli chodzi o serwowanie dań na świeżo z piękną prezentacją i tak dalej. To jest ta pierwsza grupa klientów. Są też mężczyźni, którzy chcą zrobić niespodziankę żonie, zapraszają na przykład na urodziny żony gości, ale nie chcieliby, żeby to żona musiała stać w kuchni i gotować. On o to dba, on zamawia kucharza, on zaprasza gości, a żona ma po prostu się tylko cieszyć przyjęciem. I to jest całkiem spora grupa. To są specyficzni klienci, bo oni sobie często przypominają w ostatniej chwili, że mają rocznicę ślubu, albo urodziny żona ma pojutrze, więc dosyć trudni są, natomiast bardzo potrafią docenić to, co dla nich robimy i później zostają wiernymi klientami. Są panowie, którzy chcą romantyczną kolację. Wtedy są często sytuacje typu: oświadczyny w szkole podstawowej, w której poznałem swoją dziewczynę. Poznałem ją w 6 klasie podstawówki i w tej ławce, w której ją poznałem chcę zrobić zaręczyny, i tam kucharz ma mi ugotować kolację. Mieliśmy takie coś w Krakowie. I panowie mają tutaj mega fantazję, na plaży zaręczyny, na Helu na pustej plaży, albo na jakimś klifie, albo w jakiejś góralskiej chacie zasypanej śniegiem, kolacja dla dwóch osób, kucharz serwujący kolację i w tym momencie zaręczyny. Więc to jest taka kolejna grupa. Są też na przykład dziewczyny, które robią wieczory panieńskie, gdzie jest na przykład wspólne gotowanie z kucharzem, zanim później pójdą imprezować na miasto. Albo kolację im serwuje kucharz, albo one bawią się w gotowanie razem z nim. I takie bardziej już regularne, normalne spotkania z przyjaciółmi. Czyli po prostu masz paczkę znajomych, z którymi często chodzicie do restauracji, ale macie ochotę też widywać się w domu i zamiast iść razem na miasto, to widzicie się u kogoś z was w domu i to są takie przyjęcia raczej bez okazji, po prostu wasze regularne spotkania.

Jestem pod wrażeniem jak dobrze masz to przepracowane, naprawdę. Rozumiem, że drugą kategorią, która jakoś wydaje się bardziej oczywista, są klienci biznesowi, którzy mają rozmaite eventy i zamiast zaprosić klauna, który będzie żonglował, albo iluzjonistę to zapraszają kucharza i też robią wokół tego show.

– Tak, to są kameralne, ważne dla nich spotkania z klientami biznesowymi, gdzie celebrity chef 12, jakaś znana gwiazda, nazwisko rozpoznawalnego kucharza, gotuje im, siedzi z nimi przy stole i tak dalej.

A kto to jest celebrity chef, bo ja nie oglądałem programów o gotowaniu i nie mam w ogóle wiedzy na temat, że taka kategoria jest. Ile osób jest w takiej kategorii? Powiedzmy, że mógłbym wymienić może ze 3-4 szefów kuchni, którzy przychodzą mi do głowy, których gdzieś kojarzę z telewizji, jak duża jest to kategoria i jacy z nich są u was w Ulala Chef?

Więc tak, im głębiej siedzisz w tej branży, tym znasz większą liczbę nazwisk. Jeżeli jesteś typowym klientem, który nie do końca śledzi branżę gastronomiczną i nie ogląda koniecznie wszystkich programów kulinarnych, no to pewnie właśnie jesteś w stanie wymienić te 3-4 nazwiska i te 3-4 nazwiska raczej z nami współpracują. My działamy tak, że jeżeli masz ochotę na przyjęcie i cenisz wyjątkowo konkretną osobę, czy konkretne nazwisko, to możesz zaraz to nazwisko podać i my prawdopodobnie jesteśmy w stanie ci tego szefa zorganizować, umówić na przyjęcie dla twoich gości.

Czy są też szefowie kuchni spoza Polski?

Mamy takie zapytania, nie robiliśmy jeszcze tego w Polsce, natomiast są klienci, którzy się do tego przymierzają. I rzeczywiście, jak poobserwujesz scenę polską, to coraz więcej tego typu wydarzeń się dzieje, że przyjeżdżają szefowie z gwiazdkami Michelin, z trzema, dwoma, z Francji często i oni stanowią dużą atrakcję wydarzenia w Polsce. Tak, że to coraz częściej się dzieje.

W jaki sposób dotrzeć do tych wszystkich siedmiu co najmniej grup klientów, które wymieniłaś, prowadząc jedną firmę?

W jaki sposób dotrzeć?

Jak dotrzeć do tych różnych siedmiu grup komunikacyjnie, marketingowo, sprzedażowo, bo to są zupełnie różne konteksty, różne potrzeby, w różnym momencie różne osoby podejmują różne decyzje, mają inny budżet, et cetera. Są to różne persony.

– To jest trudne w takim sensie, że jakbym sobie wymyśliła teraz, że chcę powiedzieć wszystkim potencjalnym moim klientom o tym, że mogą taką usługę wynająć, to co z tego, że się dowiesz, jak prawdopodobnie teraz nie będziesz miał tej okazji, żeby z niej skorzystać. Czyli jeżeli dowiadujesz się o mojej usłudze, to musisz pamiętać o niej w momencie, kiedy masz okazję do zrealizowania przyjęcia. Często jest tak, że takie przyjęcia robisz raz na dłuższy czas, jeżeli w ogóle masz taką potrzebę, więc powinniśmy tak się wbić w głowę i tak ułatwić klientom wrócenie do nas w momencie, kiedy mają tę potrzebę, żeby być tam, kiedy oni ją mają i żeby o nas pamiętali, pamiętali jak my się nazywamy i tak dalej. Więc jest to trudne, bo trudno jest też śledzić skąd klienci do nas przyszli. My często widzimy, że klienci widzieli nas w telewizji w jakimś programie, albo czytali artykuł, i to było pół roku temu, a teraz wreszcie mają potrzebę skorzystać z usługi. Więc tę świadomość marki musisz budować bardzo szeroko, ale też dbać o to, żeby ten klient jednak pamiętał dokładnie o tobie. Zrobienie tego pewnie byłoby dużym nakładem finansowym. My raczej opieramy się na tym, że robimy świetną usługę świetnej jakości i naszym głównym kanałem rozchodzenia się informacji o marce są nasi klienci. Oni są tak zachwyceni z tego jaki poziom tej usługi dostają, że potem bardzo o niej mówią swoim przyjaciołom, swoim znajomym. Te osoby, które są u nich gośćmi przy stole, od razu też stają się potencjalnymi klientami i jeżeli dobrze zrobisz ten produkt, dobrze tę usługę ustawisz, to ona się w jakimś sensie sama rozprzestrzenia. Oczywiście my bywamy w mediach różnych i ludzie o nas słyszą, bardzo różni ludzie o nas słyszą, bo mężczyźni, którzy są biznesmenami i mają dla tej żony zamówić przyjęcie, to usłyszą o nas na przykład w Money.pl, w jakimś programie, gdzie opowiadamy o swoim biznesie i pewnie dużą część widowni bodaj będziemy mieć męskiej. A z kolei jesteśmy na przykład w Elle Decoration 13. Czytają ten magazyn kobiety, które planują jakieś przyjęcie na otwarcie swojego nowego domu i dowiadują się o nas.

Czyli rekomendacje i PR jako główne kanały?

Tak, takie media pozyskane, to jest duża dla nas wartość, ale oprócz tego bardzo bliska relacja z klientami, którzy są już naszymi klientami. Czyli w momencie, kiedy stajesz się naszym klientem, to my dbamy o to, żeby tę relację budować, żeby być blisko ciebie, żebyś o nas pamiętał. Wysyłamy newsletter dosyć regularnie, który jest takim wartościowym, mam nadzieję, dla naszych klientów newsletterem, gdzie te treści, które wysyłamy, są dla nich interesujące. I widzimy, że oni są zaangażowani, że ta otwieralność jest duża, że ludzie wracają do nas po takich wysyłkach. Więc budowanie relacji z bazą klientów, tą którą już masz, to jest też duża wartość, też dla nas bardzo ważny kanał marketingowy.

Co takiego znajduje się w mailach, które wysyłasz do klientów, którzy już są waszymi klientami?

Mówisz o tych mailingach, które wysyłamy regularnie. Wysyłam te treści sama, osobiście je piszę. Mocno się zastanawiam nad tym, co może być dla nich interesujące i staram się pokazywać takie treści, w których my się specjalizujemy, w których mamy tę swoją eksperckość, a które mogłyby być da nich pomocne. I to są rady jak się dobrze przygotować do przyjęcia, jak udekorować stół, tego typu rzeczy, które mogą interesować gospodarzy, którzy lubią to zajęcie. Bo są tacy ludzie, którzy lubią gościć w swoim domu ludzi innych, swoich przyjaciół i to jest dla nich tworzenie atmosfery i tak dalej. Więc podsyłam pomysły, podsyłam zdjęcia, inspiracje. Są też tacy klienci, którzy interesują się konkretnymi kucharzami, kibicują kucharzom, których już znają, więc jeżeli tylko pojawia się jakaś informacja o tym, że kucharz ma nowe menu, albo na przykład wygrał jakąś nagrodę, to widzę wyraźnie, że są klienci, którzy naprawdę trzymają kciuki za tych konkretnych, których znają ze swojego doświadczenia, kucharzy i chętnie o nich czytają. Są tacy klienci, którzy w ogóle interesują się bardziej gastronomią i te treści są dla nich po prostu uchyleniem rąbka tajemnicy branży, w której my jesteśmy. Są też tacy, którzy potrzebują po prostu inspiracji, bo na przykład na co dzień nie myślą o tym, nie planują konkretnych przyjęć, ale my im pomagamy i przypominamy, że słuchajcie, zbliża się na przykład okres świąteczny, albo zbliża się okres garden party dobry na przyjęcia w ogrodzie, więc pomyślcie o tym, czy to nie jest dla was coś, co dobrze byłoby już zaplanować i do nas teraz z tym wrócicie, bo teraz jest dobry czas na to, żeby to zaplanować. Po prostu takie przypominanie. I widzę ewidentnie, że klienci mówią, tak, no przecież, oczywiście, że mam to do zrobienia, dobrze, że mi to przypomnieliście, bo pewnie przyszłabym w ostatniej chwili i poprosiła was o to, żebyście mi to zorganizowali. Więc to są takie czasami proste rzeczy.

Czyli łączysz takie treści inspiracyjne z treściami jednak stymulującymi do zakupu.

Tak.

A czy to jest w jakiś sposób personalizowane, bo ja wspomnieliśmy o tych siedmiu czy iluś grupach klientów, no to ci, którzy stale biesiadują i często kupują, rozumiem, to jest jedna grupa, ale dużo jest klientów incydentalnych, dla których tematem są bardziej zaręczyny niż jedzenie. I w jaki sposób oni reagują na te treści?

To jest tak, że oczywiście jest pewna grupa klientów, którzy dużo intensywniej korzystają z naszych usług, albo mają bardziej wysublimowane potrzeby i jeżeli na przykład mamy ofertę, która dla nich jest idealna – bo wchodzi kucharz do naszego grona, do naszej ekipy, z na przykład restauracji, która jest podziwiana przez wielu i nie było jeszcze przedstawiciela tej restauracji u nas w naszej ofercie – to wiem, że mogę informację o tym „słuchajcie, jest nowy kucharz, być może chcielibyście go przetestować, wziąć do siebie na pierwsze przyjęcie”, wiem do kogo taką informację wysłać. Analizujemy to, jak kto czyta treści, wiemy co kto kupuje, więc te informacje można złożyć razem i wiemy, kogo co będzie interesowało. A do szerokiego grona wysyłam informacje takie, które wiem, że są bardziej uniwersalne, ale nie robię tego zbyt nachalnie i zbyt często, znaczy dbam o to, żeby to nie było częściej niż raz w miesiącu, co jak na standardy newsletterów biznesowych, czy marketingowych, to jest rzeczywiście taka bardzo subtelna i delikatna częstotliwość, niezamęczająca, i myślę, że to procentuje w taki sposób, że klienci nie traktują nas jak spam, dwa razy w tygodniu wysyłany, tylko rzeczywiście mają przyjemność w tym, że raz na miesiąc otworzą od nas taki dłuższy newsletter, gdzie są bardzo różne treści.

Poza newsletterem jakie inne techniki kontaktu z klientem, personalizacji, interakcji, jakie narzędzia stosujecie, żeby ten klient miał poczucie bliskości, personalizacji, a z drugiej strony, żeby to było dla was zarządzalne?

Nasz system dba o to, żeby komunikacja z klientem, nie tylko z kucharzami, ale i z klientem, była dobrze zaprojektowana i zadbana, więc na kolejnych etapach zamówienia, czy przygotowania do przyjęcia, klient dostaje od nas pewne komunikaty, albo SMS-em, albo mailem. Widzi, że my dbamy o to, żeby on się do tego przygotował, widzi, że sprawdzamy, czy kucharz już się skontaktował. Więc to są pewne standardowe komunikaty, które wychodzą na poszczególnych etapach. Ale to są też klienci, którzy bardzo doceniają to, że mogą jednak porozmawiać z człowiekiem, ze mną na przykład, a nie tylko ze mną mogą rozmawiać, że chcą się poradzić, zwłaszcza ci, którzy po raz pierwszy kupują usługę, oni chcą zrozumieć jak to będzie, jak to będzie wyglądało, żeby im trochę opowiedzieć. Więc my się przed tym absolutnie nie wzbraniamy i nie będziemy się nigdy wzbraniać, bo ci klienci, to są bardzo wymagający klienci, oni są często po prostu zabiegani, bardzo zapracowani i potrzebują mieć takie poczucie, że ktoś po drugiej stronie, to jest ktoś, kto dba o ich interesy, pamięta o wszystkich szczegółach i potrafi im też wytłumaczyć, doradzić i tak dalej. I to będzie zawsze, myślę, ten element ludzki będzie zawsze w tym kontakcie bardzo istotny.

Jak duża część klientów, to klienci powtarzalni?

Myślę, że około 70% w tej chwili sprzedaży, to jest sprzedaż do klientów powracających po raz kolejny, czyli nowi klienci napływają, bo to jest cały czas nowa usługa, i będą napływać, mam nadzieję. Natomiast jest bardzo duża satysfakcja klientów po pierwszym skorzystaniu z usługi i wracają ewidentnie, większość klientów wraca.

A od tej drugiej strony, czyli na 10 zapytań, 10 zleceń zrealizowanych, ilu klientów jest w stanie znaleźć okazję, żeby kupić ponownie? Bo poza tymi, co lubią biesiadować i mają duży dom, którzy stanowią pewną, rozumiem, już taką stricte premium kategorię, w której to może stać się elementem life style po prostu, sposobu życia, jest jakaś grupa tych tak zwanych incydentalnych. Ciekaw jestem jaki jest rozkład tego, ile stanowią ci, co się, mam nadzieję, raz w życiu zaręczają, oni raczej nie będą musieli tego robić ponownie za rok.

Robisz zaręczyny, potem robisz przyjęcie, na przykład możesz zrobić przyjęcie weselne takie jakieś reception w domu, niekoniecznie musi to być duża rzecz. Później masz chrzciny, potem masz różne inne sytuacje. Więc klient, który do nas przychodzi – może się wydawać, że to jest incydent, bo jednak chce się tylko zaręczyć – a jednak potem zostaje z nami, ja tak na tych klientów patrzę. Więc raczej to nie jest kwestia tego, czy to jest incydentalny klient, tylko raczej jak często może powtarzać swoje zamówienia.

Na 10 klientów ilu powtórzy, uważasz, twoje zamówienie?

To jest inna rzecz z jaką częstotliwością, a inna rzeczą jest, jak często w ogóle powtarzają. Myślę, że z 10 sprzedanych wracających jest 7-8, tylko z różną częstotliwością. Niektórzy właśnie będą wracać już intensywniej, a inni będą czekać do kolejnych dużych okazji.
Ilu łącznie klientów obsłużyliście, ile mniej więcej kosztuje taka usługa na dzisiaj? Ile osób u was pracuje w zespole?

Minimalna wartość zamówienia to jest około 1000 złotych i za te 1000 złotych możesz mieć przy stole dwie osoby, czyli kolacja dla dwóch osób, albo 6 osób. Tak mniej więcej możesz sobie tym sterować i to będzie zawsze to minimum 1000 złotych. Oczywiście przy droższych kucharzach, będzie to odpowiednio droższa sytuacja. Natomiast przeciętne przyjęcia, albo średni paragon w zeszłym roku, 2018, to było 3,5 tysiąca złotych, bo jest też dużo przyjęć dużo droższych, które wpływają na średnią. Największe prywatne przyjęcie w domu około 30 tysięcy złotych. Więc rozpiętość jest bardzo duża. Możesz zrobić przyjęcie małe za 1000 złotych, a możesz zrobić duże za 30 tysięcy. Na to wpływają różne dodatki, które dosprzedajemy, różne elementy, ale też sam kucharz, samo menu, może być tańsze, droższe, bo masz super drogie owoce morza, masz prostsze menu, które jest tańsze w produkcji, w przygotowaniu, więc ta rozpiętość jest duża. Ale możesz przyjąć, że jak robisz przyjęcie dla 10 gości u siebie w domu, to tak do 2 tysięcy złotych spokojnie jesteś w stanie takie przyjęcie mieć. I w tym masz już wszystkie produkty kupione do zrobienia menu, masz pracę szefa, masz wszystkie koszty transportu, masz zastawę, sztućce, masz jego pracę w domu, sprzątanie kuchni i tak dalej. Więc właściwie twoje koszty to jest udostępnienie miejsca i napoje, jeżeli chcesz to zrobić we własnym zakresie, oczywiście możemy to zrobić dla ciebie też.

Drugie moje pytanie dotyczyło liczby klientów obsłużonych do tej pory?

Myślę, że to pewnie dochodzi do tysiąca klientów, którzy wracają i z różną częstotliwością robią przyjęcia, więc pewnie w bazie takich klientów, którzy zapłacili, to jest pewnie obecnie tylu. Pytałeś jeszcze o liczbę osób, które pracują w moim teamie.

Tak.

Ten core team to jest obecnie około 7 chyba osób, które pracują nad obsługą i sprzedażą klientów, tak jak ja, skupiają się na prywatnych klientach. Są ludzie, którzy pracują dla klientów biznesowych, są osoby, które działają w temacie rozliczeń, procesowania, raportowania i tak dalej. Mamy w teamie osobę, która zajmuje się rozwijaniem systemu, czyli programista i mój wspólnik. Mamy osobę, która się specjalizuje i dba o nasze finanse. Więc to jest taki nieduży team, można powiedzieć.

Jaka jest wizja twoja i twojego wspólnika na to, w jaki sposób ten biznes ma wyglądać w przyszłości?

– Mam dwóch wspólników, mam wspólniczkę i wspólnika. Opowiedziałam o Konradzie, który jest programistą, a moją drugą wspólniczką, osobą, która pierwsza dołączyła do mnie w tej spółce, to jest Kasia Wajkowska 14, która ma z kolei background finansowy i kontrolingowy. Więc my się tak uzupełniłyśmy, ona zajmuje się twardymi liczbami i uporządkowaniem po stronie umów, rozliczeń, podatków, cashflow i tak dalej, a ja bardziej rozwojem samej usługi, też jakiegoś drivowania tego biznesowo. Konrad do nas dołączył chyba po półtora roku. Tak wygląda nasza ekipa. Natomiast jeżeli pytasz mnie o wizję, to myślę, że jesteśmy już gotowi, żeby powoli budować sobie pole na rynku poza Polską. Robimy to i zaczynamy nad tym pracować w tej chwili tak ostrożnie, bo to jest jednak biznes bardzo operacyjny, a nie tylko aplikacja, którą wpuszcza się w sieć, więc trzeba się przygotować do operacji na innym rynku, pozyskaniu, zrekrutowaniu kucharzy, logistyce, którą trzeba wokół tego zbudować i zabezpieczyć. Ale myślimy o rynku niemieckim i powoli się przygotowujemy do tego, żeby przymierzyć się do niego.

A w jakim celu?

Dla mnie cel jest oczywisty. Masz fajnie działającą usługę, masz klientów, którzy ją doceniają, bardzo konkretną potrzebę zaspokajasz, to myślisz sobie, że dlaczego nie zrobić tego szerzej i dlaczego nie dotknąć innego rynku i klientów na innym rynku, zwłaszcza, że są poza Polską w Europie jeszcze rynki, które są bardzo gotowe na tego typu usługi. One, te osoby, w różny sposób korzystają z podobnych rozwiązań, ale nie konkretnie takiego rozwiązania jak nasze na rynku niemieckim nie ma. W Europie działa kilka takich przedsięwzięć, więc wydaje mi się, że z dobrej jakości usługą dobrze się tam odnajdziemy.

Nie wątpię, że jest potencjał na tym rynku, chcę zrozumieć…

Dlaczego chcemy tam…

Dlaczego chcecie tam, to znaczy czego wam brakuje tu, czego wam jest za mało lub co chcecie osiągnąć, że uważacie, że poszerzanie na kolejne kraje jest najlepszą metodą osiągania waszych celów? Jakie to są cele?

Chyba zacznę od tego, że jak tworzyłam tę usługę, jak o niej myślałam od samego początku, to nigdy nie myślałam, że chcę zbudować coś tylko w Polsce. Sama koncepcja, która się pojawiła od razu miała w mojej głowie wbudowany ten aspekt, że to jest dużo szersza niż lokalna sytuacja. Więc chyba nad tym się na początku nie zastanawiałam dlaczego, po prostu dla mnie to było oczywiste, że ten biznes może być dosyć szeroko rozdystrybuowany. Z perspektywy biznesu, to oczywiście ta skala, którą możemy osiągnąć przez wejście na taki duży i tak atrakcyjny rynek, jak rynek niemiecki, i potem mamy plany też na inne rynki, ta skala może bardzo pomóc rozwijać, myślę, że… Oczywiście tak kiwasz, dlatego że masz wątpliwości.

Nie, bo zawsze może być tak i tak.

Tak, bo ona też może być obciążeniem, oczywiście, że tak, i stanowić ryzyko.

Dlatego chcę zrozumieć, dlaczego chcecie podjąć to ryzyko?

Nie boję się ryzyka i wręcz myślę, że ono jest immanentną cechą prowadzenia biznesu, ale myślę, że to, co możemy zyskać budując dużą skalę i firmę, która ma dużo więcej mocy przez to, że ma i większe obroty, i większą liczbę klientów, i cashflowowo jest dużo mocniejszą organizacją, to potem pozwala na rozbudowę i tego spektrum usług, i tego zaplecza, którym to realizujesz, że tak naprawdę potem już pewne rzeczy, które chcesz wprowadzić w Polsce, ale które pewnie dla samego rynku polskiego mogłyby być, nie wiem, może nieracjonalne, żeby tak to rozbudowywać i tak w to inwestować, to przy większej skali rozkłada się na dużo większą liczbę klientów i dużo większy potencjał, więc to się wtedy dużo bardziej kalkuluje. Więc ja myślę, że po prostu ta skala jest nam potrzebna do tego, żebyśmy łatwiej rozwijali to, co chcemy jeszcze rozwinąć. Bo my nie chcemy skończyć na tym, co mamy teraz, nawet nie mówię w sensie geograficznym, ale w sensie funkcjonalności, albo zbudowania usługi samej, tego, co my oferujemy. My mamy dużo większe ambicje, natomiast do tego potrzebujemy też większej skali.
Wspomniałaś, że twoi wspólnicy dołączali do biznesu po jakimś czasie, jakby w odcinkach. To jest bardzo interesująca kwestia z mojej perspektywy, w takich wymiarach kilku, które może zaadresuję przydługim pytaniem, a ty opowiesz o tym, co dla ciebie jest w tym ważne. Dlaczego, jak, kto?

Dlaczego w ogóle dołączali?

Tak, dlaczego chciałaś, żeby ktoś dołączył i jak wybrałaś te osoby?

To jest w ogóle ciekawa rzeczywiście droga. Myślę, że na samym początku byłam przekonana, że nie chcę robić tego sama, nie chcę być one man show, pomijam to, że musisz mieć team szerszy, żeby to zrealizować, co chcesz zrobić, ale chciałam mieć partnera, z którym będę ciągnąć i rozwijać tę wizję, i budować tę firmę wspólnie, bo ja jestem osobą, która dobrze pracuje w relacji, potrzebuje w ogóle człowieka drugiego, żeby czuć się w pełni naenergetyzowana. Więc od początku byłam przekonana, że chcę to zrobić z kimś, a nie sama. Pytanie, z kim? Więc to była bardzo taka ciekawa historia, dlatego że sam początek i sam ten pomysł przez pierwsze miesiące rozwijałam jeszcze z kimś innym, z Basią, moją przyjaciółką, która wtedy była otwarta na to, żeby być może popróbować jakichś tematów start-upowych. Po kilku miesiącach okazało się, że Basia nie może tego kontynuować, dlatego że pracowała w korporacji na full time i oprócz tego jeszcze miała małe dziecko, więc za dużo ról do pogodzenia, nie chciała, nie mogła tak naprawdę dać tego, co chciałaby dać, w związku z tym rozstałyśmy się. Ale rozstałyśmy się tak na bardzo zdrowym układzie, mi zależało, żeby ta przyjaźń była okej, a to różnie bywa z takimi sytuacjami, my nadal się mocno przyjaźnimy, to jest jedna z moich najbliższych przyjaciółek. Natomiast moment, kiedy Basia zdecydowała się odejść, to był dla mnie taki moment, okej, dobrze, to ja w takim razie teraz zostaję bez wspólnika i chcę szybko kogoś wziąć na pokład. I zrobiłam, można powiedzieć, casting na wspólnika. Znaczy powiedziałam bardzo szerokiemu mojemu gronu znajomych, że słuchajcie, wiecie, że ja buduję ten biznes, to jeszcze było przed odpaleniem go z usługami, usługi jeszcze nie były dostępne na rynku, ale byliśmy bardzo blisko, słuchajcie, jest miejsce dla wspólnika dla mnie, kto chciałby dołączyć. I zgłosiły się do mnie osoby różne, które po prostu chciały wejść do tego projektu, bo go jakoś tam już kojarzyły, znały, ja opowiadałam tę historię od jakiegoś czasu. Więc rozmawiałam z różnymi osobami i pojawiła się sytuacja, kiedy dowiedziałam się, że moja przyjaciółka, inna przyjaciółka z lat jeszcze studenckich jest teraz w takim momencie, że mogłaby dołączyć łatwo, a ma kompetencje, o których ja wiedziałam, bo spędziła w Wielkiej Czwórce ileś lat audytując i będąc takim specjalistą trochę od kontrolingu i od spraw finansowych, więc to mi fajnie pasowało, jeżeli chodzi o kompetencje. Też bardzo jej ufałam, ufam do tej pory, bo znamy się od lat i wiem, to jest mega istotne, żeby ten wspólnik, to nie była osoba, która ma tylko kompetencje, ale też to jest człowiek, któremu ufasz. Więc po prostu zaproponowałam jej wejście do spółki i od tego czasu Kasia weszła do spółki, jest ze mną. Potem była kwestia Konrada, który tak naprawdę został najpierw zatrudniony jako programista do naszego projektu, ale zdecydowałyśmy z Kasią, że chcemy, żeby Konrad miał większą rolę niż tylko pracownik w tym biznesie. Zaproponowałyśmy to Konradowi, Konrad przystał na to i jest naszym wspólnikiem, trzecią osobą w tym układzie. To jest także pytanie, czy chcesz się dzielić udziałami, dla mnie to jest tak, że budujesz firmę i jesteś na początku, no okej, możesz mieć 100% udziałów, ale to jest jakby 100% udziałów w zerze. Natomiast teraz mam może mniej udziałów, bo oddałam część udziałów wspólnikom, ale wartość moich udziałów jest dużo większa niż gdybym miała te 100 udziałów 4 lata temu. Tak na to patrzę i widzę tę wartość, którą poszczególne osoby wkładają w tę spółkę i to jest dla mnie najważniejsze, bo chcę tę firmę rozwijać, a wiem, że kiedy rozwijajam ją i jej wartość, to potencjalna wartość mojej części tego biznesu rośnie.

A skąd ty się wzięłaś? Powiedz coś o sobie, o swojej karierze, o tym co doprowadziło cię do tego, że dziś prowadzisz platformę, która łączy szefów kuchni z wymagającymi klientami, którzy chcą fajnie spędzić czas?

– Ja się wzięłam z wielu miejsc. Spędziłam prawie 20 lat w korporacjach, bardzo różnych branż. Zaraz po studiach pracowałam w Unileverze, później byłam w telekomunikacji, pracowałam w Orange przez lata. Potem byłam z kolei w branży fashion retail, byłam dyrektorem marketingu w LPP odpowiedzialna za wszystkie marki LPP typu Reserved, Cropp, House, Mohito. A potem wróciłam do branży telekomunikacyjnej szeroko pojętej i pracowałam jako dyrektor marketingu i potem członek zarządu Vectra S.A. Taka jest moja droga korporacyjna, prawie 20 lat tak spędziłam, będąc szczęśliwą osobą w tym miejscu, gdzie byłam. Byłam doceniana bardzo i pracowałam ze świetnymi ludźmi, bardzo się rozwinęłam, bardzo mi to dużo dało. Więc to jest mój background: marketing, strategia, budowanie produktu, strategie marketingowe, strategie konkurowania – to są rzeczy, w których się specjalizowałam. I zarządzanie ludźmi. I nastał taki moment, kiedy dochodziłam do 40 roku życia. Myślę, że podświadomie czułam, że to jest taki moment, kiedy potrzebuję zrobić jakiś duży krok, nie wiem, skoczyć na głęboką wodę, nauczyć się czegoś naprawdę nowego, bo ten czas w korporacjach dał mi tyle rozwoju, nie widziałam tam dużego skoku przed sobą. Potrzebowałam skoczyć naprawdę na głęboką wodę, której nie znam, czyli zbudować firmę od zera według własnego pomysłu, z własną wiarą w to, że to jest potrzebne na rynku i że to się może udać. Zaczęłam obserwować świat start-upowy i stwierdziłam, Boże, będąc w korporacji totalnie nie masz pojęcia, że coś takiego się dzieje. Żyjesz sobie w tym swoim świecie, zarządzasz budżetami 50 milionów złotych na marketing i tak dalej, a jest świat o obok, który działa zupełnie inaczej, na innych zasadach i ludzie bootstrapują 15 przedsięwzięcia na początku, i czasami mają zasięg mediowy podobny do tego, na który musisz wydać, jako dyrektor marketingu, miliony złotych. Więc widzisz, że można robić biznes inaczej. I ja wtedy to zobaczyłam i zobaczyłam, że okej, dobra, to w takim razie to jest coś, czego teraz się nauczę, teraz sprawdzę siebie na tym polu. I z taką determinacją do tego weszłam. Chciałam zbudować własną firmę od zera i tylko była kwestia tego, co to będzie, czym będzie ta firma, czym się będzie zajmowała. Więc spędziłam trochę czasu na myśleniu o różnych pomysłach, testowaniu ich i w momencie, kiedy pojawił się pomysł na Ulala Chef, stwierdziłam, to jest to, to chcę robić, rzuciłam wszystkie inne moje zajęcia wtedy i zaczęłam pracę nad tym tematem.

W jaki sposób podjęłaś decyzję, że to jest ten temat?

Najpierw sobie dałam czas na to, żeby szukać tych pomysłów. Miałam dosyć komfortową sytuację, pracowałam dla korporacji, ale już z wolnej stopy jako freelancer, jako doradca, więc miałam czas na to, żeby w ogóle myśleć i testować różne własne rzeczy, ale równocześnie miałam jeszcze zdrowy dopływ wynagrodzenia z tego źródła dawnego. Komfort polegał też na tym, że mój partner mi dał na to przestrzeń, to znaczy powiedział, dobrze, to ty sobie teraz możesz pomyśleć, pomyśl sobie, ile czasu potrzebujesz, tyle sobie weź. I ja rzeczywiście nie czułam presji, żeby szukać tego pomysłu, żeby szukać tego, co mnie pociąga i żeby testować. Pracowałam z kilkoma start-upami z wolnej stopy, trochę obserwowałam różne metody działania. Wiedziałam, że chcę robić coś z gastronomią, bo to był temat, który bardzo mnie inspirował, pociągał od lat, wchodziłam w niego coraz głębiej jako klient. I pojawił się fajny pomysł na model biznesowy w branży, która mnie tak bardzo pociągała i poczułam, że to jest to, w czym mogłabym nawet pracować za darmo, bo to jest też ważne. Na początku musisz mieć taką determinację, żeby – nawet jeżeli na początku nie masz przychodów ani zysków i musisz dużo reinwestować – myśleć mniej o sobie, bardziej o rozwoju biznesu. To jest taki pomysł, dla którego jestem w stanie na tyle się poświęcić, że okej, nie będę myśleć teraz o tym, czy zarobię, czy nie zarobię, muszę się skupić na tym, żeby to rozwinąć. I jak myślałam o innych moich pomysłach, to nie widziałam aż takiego zaangażowania własnego i nie widziałam takiego płomienia, który rozpala mnie w środku. Ten płomień poczułam przy tym, rzuciłam wszystko i zaczęłam go rozwijać.

Powiedziałaś, że pomysł się pojawił, to jest dla mnie najbardziej kwestia z całej tej rozmowy do tej pory. Co to znaczy, pomysł się pojawił?

A czego nie rozumiesz?

Skąd ten pomysł się wziął? Co to znaczy, że się pojawił? Gdzie się pojawił? Na niebie? Przeczytałaś w gazecie? Wpadłaś na niego pod prysznicem? Co się wydarzyło?

– Byłam przekonana, że moim przeznaczeniem jest branża gastronomiczna i to był taki obszar poszukiwań pomysłów na biznes. Byłam też przekonana, że nie chcę iść tak tradycyjnie w tę branżę, typu otwieram restaurację, sieć restauracji, cokolwiek. Totalnie byłam przekonana, że to nie jest to, myślałam bardziej o nowych technologiach i o tym, w jaki sposób nowoczesny biznes gastronomiczny zbudować. Takie pole sobie wyznaczyłam, ale nie wiedziałam, co to może być. Więc testowałam różne rzeczy, przyglądałam się różnym rozwiązaniom, pracowałam też z start-upami takimi jak Gastronauci.pl, Stoliczku.pl 16, był taki projekt tej samej właścicielki Oli Lazar 17, więc trochę się przyglądałam tej branży z bliska. A pomysł sam pojawił się w bardzo prosty sposób, zresztą jest już z tego zrobiona anegdota. Na temat.pl napisał kiedyś taki artykuł: siedziała na kanapie i wymyśliła pomysł na biznes 18. Bo naprawdę siedziałam na kanapie w domu mojej siostry pod Krakowem, Ilony, która zbudowała piękny dom, duży dom po to, żeby mogła się tam zjeżdżać rodzina i żebyśmy razem spędzali czas. Bo każdy mieszka w innym mieście, ja w Warszawie, w Krakowie moje dwie siostry, moi rodzice jeszcze gdzieś indziej. Ona zbudowała ten dom tak naprawdę dla całej rodziny. I siedzimy sobie, ja siedzę na kanapie, mamy za chwilę spotkanie, przyjeżdżają kolejni goście i myślę sobie „teraz tylko tego brakuje mi, byłoby idealnie, gdyby teraz jakiś fajny kucharz, utalentowany, z jakimiś fajnymi pomysłami na dania, przyjechał do nas i nam zaserwował kolację”. Bo dookoła jest pełno dzieci, jest co robić, my chcemy pogadać ze sobą, moje siostry, ja, moi rodzice, ludzie, którzy się w tym domu za chwilę pojawią, więc niekoniecznie chcę jechać po zakupy, gotować i tak dalej. Chcę spędzić czas z bliskimi osobami, i dlaczego nie oddać tej roli przygotowania kolacji komuś profesjonalnemu. To był taki moment, kiedy w Polsce pojawiły się wszystkie te programy, Top Chef 19, Masterchef 20, widziałam jak dużo utalentowanych kucharzy jest zwłaszcza w młodym pokoleniu, oni wszyscy wchodzą na rynek, oni wszyscy są gotowi, żeby współpracować, więc pomyślałam sobie, że te dwa światy trzeba połączyć. I to jest usługa dla mnie, ona jest fajna dla mnie. Jeżeli jest w stanie być atrakcyjną dla mnie usługą, to prawdopodobnie takich osób jak ja – takich okazji – które mogłyby wykorzystać taką usługę jest dużo więcej. I to było dla mnie takie kliknięcie, wiedziałam, że to jest to.

Jak z perspektywy 20 lat pracy w dużych organizacjach, czułaś się na początku nie mając fajnego logo na wizytówce?

To na pewno jest odczuwalne, że kiedyś pani dyrektor marketingu, pani prezes dużej spółki, wszyscy mają respekt przed samym stanowiskiem i witają cię, bo widzą możliwości współpracy i tak dalej. Tutaj jest zupełnie inna sytuacja. Tutaj wchodzisz i jak wchodzisz do środowiska start-upowego, to nikt nie wie w ogóle, że ty masz taką przeszłość za sobą, po prostu jesteś Agnieszką Górską, która tutaj przyszła się przyglądać rozwiązaniom, słuchać o nowych technologiach i tak dalej. To mnie w jakimś momencie uderzyło bardzo mocno, że znowu buduję od początku swoje nazwisko, wielu ludziom zupełnie od zera muszę być może coś udowadniać. Ale tak naprawdę, jeżeli odrzucisz od siebie te wszystkie apanaże, czy te wszystkie przywileje, które idą w korporacjach za wysokimi stanowiskami, powiesz sobie, dobrze, to są tylko zewnętrzne rzeczy, to nie jest dla ciebie najważniejsze. Najważniejszy dla ciebie jest rozwój i to, żeby sobie udowodnić, że potrafisz robić tak trudne rzeczy, w tak trudnych okolicznościach, zbierając zasoby i zaczynając od zera w jakimś sensie. Oczywiście niezupełnie od zera, ale dużo mniejszymi zasobami to wspierając, niż będąc dyrektorem marketingu dużej spółki. Jeżeli sobie uświadomisz, że niepotrzebne ci są te wszystkie inne rzeczy, a to, co niesiesz ze sobą jest wystarczające, żeby po pierwsze, odnieść sukces, po drugie, zebrać wokół siebie fajnych ludzi, bo ludzie z tobą chcą pracować, bo ci ufają, bo cię znają przez lata już i pomagają ci w tym biznesie. Bo ja mam mnóstwo ludzi wokół siebie, którzy dobrze mi życzą, którzy gdzieś na mojej drodze mnie spotkali i pracowaliśmy razem i tak dalej. I oni trzymają kciuki i oni bardzo mi pomagają w tym wszystkim. Więc tak naprawdę, okej, to było odczuwalne, jakoś ciężkie dla ego, być może mogłoby być ciężkie, ale jeżeli wiesz, po co idziesz i czemu to robisz, to nie przeszkadza ci to. To po prostu wierzysz w to, że okej, to jeszcze raz otrząsam się i robię to, i jest okej.

To jest ciekawe, bo pytam też z perspektywy swoich doświadczeń z jednej strony, gdzie miałem też takie doświadczenia jak ty, że osoby, które poznałem i zbudowałem relacje na przestrzeni lat pracy dla kogoś, bardzo były mi przychylne i bardzo mnie wspierały w procesie startowania swojego pierwszego biznesu. Jak wspominam, to większość moich klientów to byli tak naprawdę moi koledzy z innych firm, którzy realizowali ze mną projekty, bo ja przeszedłem właśnie w obszarze marketingu, jakieś działania. A z drugiej strony widzę osoby, które znam, które, które gdzieś są bardzo wysoko w karierze, wysoko, to znaczy mają bardzo wysokie wynagrodzenia, poważne stanowiska, ładne samochody służbowe, piękne gabinety i fajne rzeczy na wizytówkach i zastanawiają się co dalej. Część z nich ma jeszcze tę pracę, część na przykład ją straciła z jakichś powodów, była jakaś fuzja i nagle ktoś się obudził z ręką, że tak powiem brzydko, w nocniku po 15 latach, że o rany, jest świat zewnętrzny. I chciałbym tym osobom, jeżeli nas słuchają, jakoś pomóc w tym procesie, bo spotykam je zarówno w swojej pracy coachingowo-metoringowej, jak i w różnych sytuacjach i wiem, że to jest poważne wyzwanie. To znaczy, jak znaleźć siebie, będąc panem prezesem, czy panią prezes, jak znaleźć siebie, kiedy to stanowisko zostało zlikwidowane, i jak się otrząsnąć i znaleźć tę drogę. Ty miałaś dość specyficzny kontekst, ale jak byś była znienacka postawiona w takiej sytuacji, to dzisiaj, z perspektywy bycia szefową firmy, jak byś to zorganizowała?

To jest trudne. Myślę, że to nie dla każdego będzie łatwa sytuacja i nie dla każdego rozwiązaniem będzie odnalezienie siebie w roli przedsiębiorcy, bo są osoby, które czują się dobrze w ustawionej sytuacji korporacyjnej i dla nich takie środowisko jest najlepsze i być może po próbach w roli przedsiębiorcy będą chciały jednak wrócić do tego ustabilizowanego światka wypłat co miesiąc gwarantowanych i tak dalej. Więc na pewno jestem daleka od tego, żeby mówić, że to jest dla każdego i że każdy będzie się z tym dobrze czuł. Natomiast rzeczywiście ja ostatnio słyszałam takie ciekawe powiedzenie, że są trzy rzeczy na świecie najbardziej uzależniające, to jest alkohol, dragi i wypłata co miesiąc. I to jest coś, od czego rzeczywiście ciężko się uwolnić, zwłaszcza jak masz rodzinę, jak masz zobowiązania i tak dalej. Więc ten, kto się od tego potrafi uwolnić, od tego myślenia, czy mam stabilną sytuację finansową, czy wpłynie mi wypłata za miesiąc i tak dalej, jeżeli się od tego nie jesteś w stanie uwolnić, to na pewno nie rekomenduję pójścia w ścieżkę przedsiębiorczą. Natomiast jeżeli jesteś się w stanie od tego uwolnić, to jesteś naprawdę wolnym człowiekiem, bo wiesz, że sobie poradzisz, bo już to widziałeś kilka razy w swojej historii w różnych sytuacjach i trzeba się tego trzymać, że, no przecież sprawdziłem się, tam udało mi się, to mi się udało, myślisz o różnych backupowych planach, że jeżeli mi się to nie uda, to robię coś innego, idę tam, albo to. Ja mam zawsze z tyłu kilka różnych planów, które pokazują mi, spokojnie, jeżeli to nawet nie wyjdzie, to zawsze mogę wrócić tu, albo zrobić to. To też jest ważne, żeby sobie takie coś zbudować, taki komfort, a z drugiej strony mieć tę determinację. Ja miałam taką sytuację, że do mnie właśnie dzwonili różni moi znajomi i mówili, Agnieszka, to co, już się nabawiłaś w tych swoich projektach, to teraz wracaj do korporacji, my tu mamy dla ciebie propozycję taką i taką z fajnym warunkami. Ludzie myśleli raczej o tym, że to jest moja taka zabawka, ale jednak dobrze mi będzie wrócić do stabilnego świata korporacji. I wtedy trzeba mieć taką siłę, żeby powiedzieć, okej, ja wiem, po co tu jestem, jeszcze nie chcę wracać, albo prawdopodobnie już nigdy nie będę chciała wracać, ja tak o sobie myślałam, i dajcie mi to zrobić, nie musicie mi współczuć, że jest mi ciężko teraz na początku, ja tego nie chcę, jak chcecie, to okej, to korzystajcie z moich usług, bądźcie moimi klientami, i to bardzo fajnie działa, natomiast nie zapraszajcie mnie z powrotem do tego świata, bo to jest zbyt kuszące i nawet dla mnie było kuszące, więc ja musiałam to odciąć, headhunterów odciąć, odciąć kolegów, którzy mi proponowali powrót. Natomiast nie jestem w stanie, tak jak mnie pytasz, doradzić, jak sobie ma taka osoba poradzić w nowej sytuacji, trzeba się mocno skoncentrować na takiej pewności siebie i zbudowaniu tej pewności siebie, własnej wartości, żeby wierzyć, że niezależnie od tego, czy jesteś tu, czy jesteś tam, to jesteś w stanie dać wartość, za którą w takiej lub innej formie ludzie są w stanie zapłacić i w związku z tym to będzie twoje źródło utrzymania.

Jakie narzędzia, jaka wiedza i jakie inne składniki pomogły tobie zbudować tę pewność siebie?

Sama się wystawiałam w swoim życiu zawodowym na bardzo dużo różnych trudnych testów. Zmieniałam branże kiedy łatwiejszą ścieżką było zostać w telekomunikacji, bo miałam dużo różnych propozycji, nawet odchodząc z Orange, do przejścia do kolejnych graczy na tym rynku. I to była ścieżka prosta, ale ja chciałam coś trudniejszego, bo zawsze dążyłam do dużego rozwoju. Więc zmieniałam branże i przy każdej zmianie pracy to była inna branża, uczyłam się zupełnie czegoś nowego, wystawiałam się na trudniejsze próby niż musiałam. Ale to mi dawało, jeżeli już później udawało się i fajne rzeczy z tego wychodziły, to mi dawało siłę, bo wiedziałam, okej, dobra, to mi się udało, to następne też musi, dlaczego miałoby się nie udać. Więc myślę, że takie wystawianie, testowanie się w różnych trudnych sytuacjach, obserwowanie siebie, szukanie u siebie słabszych punktów i próba rozwoju w tych aspektach, które są dla ciebie trudniejsze. Zresztą to nie jest tak, że jestem doskonała, mam ciągle mnóstwo słabości i są takie aspekty, w których będę się pewnie rozwijać do końca życia i się nie rozwinę tak, jakbym chciała. Jednak świadomość patrzenia na siebie i świadome patrzenie, i szukanie tego co jest moją mocną stroną, z czym sobie świetnie radzę…Musisz być tego świadomy, nie może być tak, że mówisz sobie, dobra, nie wiem, nie doceniam się w żadnym aspekcie. Nie, to jest bardzo ważne, żeby wiedzieć, jakie masz mocne strony, na tych filarach budować, a te deficyty, które masz, bo masz i musisz też być ich świadomy, albo uzupełniasz teamem, albo sam rozwijasz u siebie. I ja na to tak bardzo świadomie patrzę w swoim życiu.

Jest to bardzo inspirujące. A jakie metody, jakie elementy twoich codziennych praktyk, jakie nawyki, jakie działania składają się na twoje powodzenie? Mam na myśli inne rzeczy poza pracą, hobby, dzień pracy, ale też może jakieś inne rzeczy, które cię uzupełniają i które dają ci te kompetencje i tę siłę.

Bardzo dla mnie ważną rzeczą jest ruch w różnych formach, czy to spacery z psem ukochanym, który odszedł ode mnie niestety kilka miesięcy temu, czy długie bieganie typu po 10 kilometrów, taki sport uprawiałam przez kilka ładnych lat, czy teraz inna forma, którą odnalazłam, ten aspekt jest dla mnie ważny, bo to zdejmuje ze mnie stres, a stresu w takim życiu przedsiębiorcy jest sporo. Więc poszukiwanie formy ruchu takiej regularnej. Teraz odnalazłam jogę, która działa nie tylko świetnie na moje ciało, ale na mogą głowę też. To jest w ogóle odkrycie ostatnich miesięcy, jestem zdziwiona, że przez 40-parę lat nie wiedziałam, że coś takiego istnieje i taką dobrą rzecz może dla mnie zrobić. Więc joga regularnie ostatnio. Też odkrywam medytację, to jest początek, to są pierwsze kilka tygodni, można powiedzieć, czy kilka miesięcy może, nie tak regularnych, że codziennie to robię, ale odkrywam to, co to mi przynosi i wciąga mnie ten sposób bycia ze sobą. Więc poszukuję różnych rzeczy, które mnie wyciszają w takim intensywnym życiu na co dzień. Ale są też takie naturalne rzeczy, które są zawsze ze mną i które są dla mnie ważne, typu bycie z moimi bliskimi, nie mówię tylko o rodzinie, ale w ogóle z moimi przyjaciółmi bardzo bliskie kontakty, często się z nimi widuję, dużo bardzo rozmawiamy. Mam grono takich bardzo bliskich przyjaciół, których kocham i czas spędzony z nimi jest mi najbardziej drogi. To jest coś, co mnie napędza, co mnie uzupełnia, co tworzy mnie tak naprawdę. Więc bycie z ludźmi, to jest chyba taka rzecz, którą mam zawsze i która zawsze będzie dla mnie ważna. I to mnie tak naprawdę energetyzuje, oczyszcza, rozwija i daje mi oddech.

W jaki sposób planujesz, czy w jaki sposób masz zorganizowane życie z bliskimi i z przyjaciółmi? Może to brzmi naiwnie czy dziwnie z twojej perspektywy to pytanie, ale dla mnie jest to pewnego rodzaju wyzwanie, bo mam doświadczenia, tendencję do tego, żeby wypełniać swój czas w takim zakresie pracą i powiedzmy treningiem, i trochę czasem z moją najbliższą osobą, że brakuje mi jakichś dobrych nawyków związanych ze spędzaniem czasu z przyjaciółmi. I widzę, że kiedyś one były, a teraz zanikły. Jaki macie sposób spędzania czasu razem?

Myślę, że to jest trochę podobnie jak ze sportem, bo jak sobie planujesz swoje aktywności sportowe, to zakładasz pewną regularność, chcesz biegać codziennie, albo chodzisz na siłownię co dwa dni i to jest regularnie wpisane w twój kalendarz. I ja mam takie wpisane punkty w kalendarzu, na przykład w kalendarzu rocznym, gdzie takie punkty są i one są nie do ruszenia. Na przykład babski rejs, na który pływamy z kilkoma przyjaciółkami co roku na przełomie sierpnia i września zawsze jeden weekend, to jest babski rejs, gdzie spotyka się konkretne grono moich przyjaciółek i spędzamy te trzy dni ze sobą gadając o czym chcemy. I to jest na stałe. Tak samo z moimi najbliższymi przyjaciółkami w Warszawie, z Basią i Agnieszką spotykam się regularnie nie rzadziej niż raz w miesiącu i wpisujemy sobie w kalendarz te spotkania, to jest po prostu nasz stały punkt, taka nasza higiena. I podobnie, myślę, możesz zrobić ze wszystkimi innymi aspektami, typu, chcesz zawsze w weekend, nie wiem, ja chcę zawsze w weekend pójść z moim Piotrem na przynajmniej jedną kolację i spędzić z nim wieczór, i to będzie albo piątek, albo sobota, przeważnie piątek, to jest nasz taki rytuał, zawsze ten jeden wieczór jesteśmy razem. Ja sobie to staram się właśnie w taki sposób zbudować, pilnować tego, bo też mam taką naturę, że bardzo łatwo się zapracowuję, zwłaszcza jak masz swoje własne przedsięwzięcie, no to widzisz, ile rzeczy jest do zrobienia i ciągle jeszcze możesz pracować i pracować. I poszukanie tego balansu jest bardzo istotne, ja się tego ciągle uczę, bo dużo łatwiej było mi w korporacji, teraz mi jest trudniej, ale właśnie wstawienie takich stałych punktów w kalendarzu, to jest jakieś rozwiązanie i to mi pomaga akurat.

To jest super, naprawdę czuję, że dużo dla siebie wynoszę z tego, mam nadzieję, że słuchacze również. A jak to łączysz jeszcze z życiem rodzinnym, bo jesteś mamą, to jest też rzecz, którą mi tutaj zdradziłaś w trakcie, czy wcześniej w kuluarach, i co mnie też mocno zafascynowało, bo to jest kolejny wymiar twojego życia, który w jakiś sposób jest zabezpieczony. Jak to się łączy? Szukam jakiegoś magicznego połączenia i pytam różnych gości o to, nie jest to łatwe, ale może ty już znalazłaś to połączenie?

– Jestem mamą dzieci, które są już dorosłe, więc pewnie jestem na zupełnie innym etapie niż mama, która ma właśnie kilkuletnie dziecko w domu i godzi pracę z obowiązkami domowymi i z wychowywaniem dzieci. Moje dzieci są już wychowane, w jakimś sensie są samodzielne, więc to są inne wyzwania. Ale całe moje życie, praktycznie ich całe życie, to był czas, kiedy ja również musiałam to godzić z pracą. I myślę, że jak porozmawiasz z polskimi kobietami, matkami, to zawsze jest taki aspekt jak wyrzuty sumienia, czy jestem wystarczająco dobrą matką, czy wystarczająco dużo czasu poświęcam dzieciom. Jak idę w pracę, to pewnie jestem złą matką, jak idę bardziej w kierunku dzieci, to pewnie zaniedbuję swój samorozwój i tak dalej. Więc tutaj wiele kobiet jest nieszczęśliwych, bo nie jest w stanie samej się dobrze oceniać.

Ojcowie również, chciałem tutaj dodać, bo po rozmowach z różnymi moimi kolegami, rozmówcami, którzy są ojcami, myślę, że mają podobne, przynajmniej część z nich, podobne przemyślenia. I co w tej sytuacji?

To fajnie, że jesteśmy już na takim etapie dojrzałości, że oni też czują, że to jest temat, bo jeszcze do niedawna było tak, że to rola matki była, a mężczyźni spędzali z dziećmi, niektórzy oczywiście, czas wtedy tylko, kiedy byli potrzebni, albo trzeba było coś załatwić, albo przywołać do porządku dzieci. Dobrze, że jest już teraz trochę inaczej, natomiast nadal jest tak, że rola kobiety, myślę, jest trudniejsza, bo są te ambicje zawodowe i to właśnie, żeby być perfekcyjną matką. Nie mam złotych środków i nie mam tu żadnych złotych recept, natomiast myślę, że przede wszystkim zbudowanie takiej relacji z dziećmi, że dzieci wiedzą, że masz dla nich bezgraniczną miłość i że zawsze mogą przyjść do ciebie, żeby dostać wsparcie wtedy, kiedy potrzebują, to jest podstawa. A jak to się buduje? Po prostu przez bycie z nimi blisko, niekoniecznie spędzanie z nimi bardzo długich godzin, ale bardziej takie jakościowe spędzanie czasu, dużo kontaktu fizycznego, dużo głaskania po głowie. To są takie może trywialne rzeczy, ale po prostu czasami zbyt intelektualnie podchodzimy do rozwijania naszych dzieci, a za mało dajemy im ciepła. Więc bycie z nimi blisko, bycie wtedy, kiedy potrzebują, wyczulenie się na ich potrzeby, ale też nietraktowanie ich jak kogoś, kto jeszcze nie jest do końca człowiekiem. Dziecko to jest człowiek, dla mnie to jest po prostu kolejny, indywidualny człowiek i widzenie w nim człowieka, to jest coś, co było dla mnie zawsze najważniejsze. Więc mam nadzieję, że moje dzieci teraz, dorastając już, będąc w okolicach 20 lat każde z nich, że za jakiś czas będą mogły powiedzieć, że miały fajne ze mną dzieciństwo. Teraz na razie o tym nie wiem, bo to są nadal relacje, które się dopiero kształtują i nadal taki wiek, więc zobaczymy jak to będzie wyglądało w przyszłości. Pewnie ocenię to i one to ocenią dużo później. Ja muszę sobie radzić z tym, jak ja się z tym czuję i staram się czuć z tym dobrze.

Niesamowite, aż trudno mi jest przejść do tego jednego pytania, które chciałbym – finiszując – zadać, a pytanie to jest takie, które dotyczy stricte biznesu. Dotyczy tego, jaka jest jedna prawda dotycząca biznesu, która, uważasz, albo jest mitem, albo właśnie jest prawdą, dotycząca biznesu, którą byś chciała się podzielić z innymi osobami, które prowadzą biznes? Z twojej perspektywy i tych doświadczeń korporacyjnych, i zarządzania dużymi budżetami, i polityki w dużej organizacji, ale też doświadczeń właśnie jako przedsiębiorcy. Jaka jest taka prawda lub mit związany z prowadzeniem firmy i co jest ważne?

Ja myślę, że biznes to też jest fun, że można czerpać z niego radość, że to nie jest coś, czym się musisz zająć, żeby mieć z czego się utrzymać, tylko możesz tam znaleźć pasję, możesz tam znaleźć dużo radości i świetnych ludzi po drodze. I myślę, że to jest ważne, żeby też ten element w tym widzieć. Jeżeli jesteś w stanie tak na to patrzeć, to daje ci tę energię, szczęście i cię dopełnia. Biznes to po prostu jest zabawa, również zabawa.

To na koniec powiedz, czego ci życzyć w tej zabawie?

Życzyć mi, żebym na swojej drodze miała kolejne fajne odkrycia i takie objawienia, że coś nowego się przede mną otwiera, czegoś nowego się uczymy, ja z moim zespołem, nowe drzwi się otwierają i zawsze jest to przygoda, która przed nami się rozpościera. Tego mi życz, bo tak naprawdę po tę przygodę tu jestem.

Super, Agnieszka, bardzo ci dziękuję za wspaniałą rozmowę i super rzecz, którą robisz i kibicuję, żeby to dalej się rozwijało. Dzięki wielkie.

Dziękuję, że mogłam być gościem w tym świetnym podcaście, który śledzę od pewnego czasu dosyć intensywnie i słucham twoich rozmów, jestem pod wrażeniem. I też trzymam za ciebie kciuki, bo robisz bardzo fajną robotę i z przyjemnością słucham rozmów z twoimi gośćmi.

Bardzo ci dziękuję, miło mi to słyszeć. Do zobaczenia.

Odnośniki – Agnieszka Górska:

  1. https://pl.linkedin.com/in/agnieszkagorska
  2. Strona główna https://ulalachef.com/en/
  3. https://www.facebook.com/UlalaChef/
  4. https://ulalachef.com/menus/
  5. Gwiazdki Michelin https://www.eska.pl/news/gwiazdki-michelin-2018-co-to-takiego-kto-przyznaje-restauracje-lista-aa-J5S7-L7gX-bsKR.html
  6. Kolacje testowe https://www.facebook.com/pages/Ulala-Chef-Kolacje-Testowe/976996472324104
  7. Sommelier według sommeliera https://www.ms-sommelier.pl/artykuly/46-kim-jest-sommelier
  8. Klienci biznesowi https://ulalachef.com/dla-biznesu/#customers
  9. Open’er 2018 https://ulalachef.com/dla-biznesu/restauracja-dla-artysow-festiwalu-opener-2018/
  10. https://pl.linkedin.com/in/konradhalas
  11. https://www.facebook.com/konrad.halas?ref=br_rs
  12. Celebrity Chefs https://feast.media/most-famous-celebrity-chefs-of-all-time
  13. Wywiad Agnieszki dla Elle https://www.elle.pl/artykul/ulala-chef-czyli-zamow-szefa-kuchni-do-domu
  14. https://www.crunchbase.com/person/katarzyna-wajkowska#section-recent-news-and-activity
  15. Bootstrapping – finansowanie rozwoju firmy z własnej kieszeni https://businessinsider.com.pl/firmy/slownik-startupowca-co-to-znaczy-bootstrapping-churn-rate-pitch/pl6kgjf
  16. https://mamstartup.pl/aplikacje/7162/stoliczku-pl-zamkniety-czy-polski-serwis-wykonczyla-konkurencja
  17. https://mamstartup.pl/sukces/9338/swoje-biznesy-sprzedali-zomato-a-dzis-dzialaja-razem-storyous-otwiera-sie-na-polske
  18. https://natemat.pl/167313,siedziala-na-kanapie-i-znalazla-pomysl-na-biznes-marzylam-aby-szef-kuchni-ugotowal-mi-obiad-w-domu
  19. https://www.polsat.pl/news/2018-05-09/wiemy-kto-wygral-siodma-edycje-programu-top-chef/
  20. https://nto.pl/masterchef-final-2018-kto-wygral-final-masterchef-7-w-tvn-ola-nguyen-zwyciezca-7-edycji-masterchef/ga/13726460/zd/32637418#styl-zycia

Dodaj komentarz