Jakub Zajdel – prezes firmy doradczej Consulting’n more. Dyrektor PR w agencji Stor9 będącej własnością i odpowiadającej za wizerunek Roberta i Anny Lewandowskich. Partner w klastrze doradczym SAIA Alliance specjalizującym się w komercjalizacji. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, Ingolstadt School of Management, Akademii Leona Koźmińskiego oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Członek Polskiego Stowarzyszenia Public Relations. Autor publikacji eksperckich z zakresu komunikacji marek sensytywnych i zarządzania reputacją osób publicznych. Założyciel i prezes fundacji charytatywnej Platforma Równych Szans pomagającej w wyrównywaniu szans edukacyjnych i życiowych zdolnej młodzieży z całej Polski. Consulting’n more, której jest założycielem, od 2008 roku realizuje strategie komunikacyjne dla firm z kraju i zagranicy. Firma jest jedynym w Polsce członkiem międzynarodowej sieci niezależnych agencji public relations IPREX zrzeszającej 70 firm z całego świata w 115 lokalizacjach przy wsparciu 1800 konsultantów z zakresu komunikacji. Consulting’n more przynależy również do Konfederacji Lewiatan oraz Podkarpackiego Klubu Biznesu.

Zapis Rozmowy

Cześć Kuba!

  • Cześć.

Kuba, jesteś gościem od komunikacji. Opowiedz, co to znaczy i czym się zajmujesz.

  • Więc tak, zajmuję się public relations, tak mówiąc w skrócie. W Polsce nazywamy to PR-em, bo najczęściej takiego skrótu się używa i w zasadzie wydaje mi się, że najczęstsze skojarzenie z PR-em to kwestie polityczne, albo szeroko pojęta manipulacja wizerunkiem. Może tak, wydaje mi się, że u nas jakoś te pierwsze dwie rzeczy przychodzą na myśl. Jestem założycielem i właścicielem agencji PR o nazwie Consulting’n More 1.

I jak to się zaczęło?

  • Zaczęło się w zasadzie jakieś blisko – w tym roku będzie 10-lecie. To bardzo brzmi może górnolotnie, ale w sumie branża jest dość młoda. W sensie branża marketingowa, w której to, powiedzmy w worku można wrzucić część biznesu, którą się zajmuję. Na początku zacząłem, tak jak większość pewnie osób od działalności gospodarczej, literalnie jednoosobowej. To był wrzesień 2008 roku. Pracowałem wówczas jeszcze w strukturach agencji RC2 2, w drugiej, w której pracowałem w swej karierze, czyli tak naprawdę zbierałem pierwsze szlify. Łącznie popracowałem w niej blisko 4 lata. No i już w trakcie jej trwania rozpoczynałem oczywiście za zgodą ówczesnego pracodawcy, działania tak zwane freelancerskie. Bo to też z jednej strony chciałem się uczyć nowych rzeczy, dwa, trafiały do mnie zapytania przez znajomych, czy przez ludzi, którzy już kojarzyli, że zaczynam się zajmować takim obszarem tematycznym. No i to też skłoniło mnie do założenia działalności gospodarczej, co tak naprawdę automatycznie pchnęło mnie do samego faktu posiadania wehikułu, który umożliwiał mi wystawianie faktur, już tak mówiąc bardzo wprost. No żeby jak gdyby pójść krok dalej. Trzeba było wymyślić nazwę, więc powstała trochę z przypadku, trochę nie z przypadku, ale pewnie więcej było na tamte czasy przypadku niż jak gdyby realnego takiego wkładu intelektualnego, dlaczego tak ma się to nazywać a nie inaczej. Ale brzmiało fajnie i do dzisiaj wydaje mi się, że brzmi całkiem nieźle.

A co to znaczy consulting’n more?

  • Jak sobie wcześniej o tym myślałem to tak naprawdę do tej części słowa consulting, czyli szeroko pojęte doradztwo, czyli jak gdyby lwia część funkcjia jaką public relations w biznesie pełnią, dodałem drugi człon, czyli „more”, czyli powiedzmy znowu ładnie marketingowym językiem mówiąc, wartość dodana, czyli tak naprawdę ten taki, mówiąc znowu po angielsku extra mile 3, który się dodaje wykonując dane czynności czy świadcząc daną usługę. Oczywiście z ust osoby zajmującym się PR-em brzmi to mocno autopromocyjnie. Natomiast od samego początku prowadzenia tej działalności starałem się żeby ten element, oprócz oczywiście profesjonalnego wykonywania powierzonych zadań, żeby zawsze te dodatkowe kilka procent klientów, z którymi pracowaliśmy, dawać. Stąd z taką jak gdyby powiedzmy filozofią, którą przybrałem, powstała taka nazwa. No a wiadomo – za nią dalej poszła konieczność ubrania w jakieś wizualia. Powstał logotyp 4, jakaś tam pierwsza strona. Zaczęła się formować oferta i tak dalej i tak dalej.

Consultung'n more
A dlaczego PR?

  • Dlaczego PR? W sumie jest to o tyle… To znaczy ciekawe czy nieciekawe. Ja zaczynałem, studiowałem kilka różnych kierunków, ale takim powiedzmy pierwszym z nich, takim, od którego wyszedłem i tak naprawdę który sprowadził mnie do Warszawy, to był Uniwersytet Warszawski Instytut Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich 5. Czyli tak naprawdę coś, co jest bardzo odległe od tego czym się dzisiaj zajmuję. I w pewnym momencie, dokładnie to było między drugim a trzecim rokiem studiów, wiedziałem… Oczywiście tłumaczenia, umiejętność posługiwania się kilkoma językami, w moim przypadku angielski, niemiecki, no i jeszcze tam na jakimś poziomie rosyjski, ale już chyba teraz bym nie mógł tego powiedzieć, natomiast ówcześnie tak. To było oczywiście bardzo fajne i zawsze się interesowałem. Rosłem na tyle, ile było to czasem możliwe:oglądanie Cartoon Network, kreskówki, dużo tego angielskiego po prostu się tam gdzieś słyszało, filmy amerykańskie i tak dalej. Do tego muzyka od samego początku, zawsze dużo muzyki u mnie w domu było, więc też automatycznie więcej zagranicznej niż polskiej. W związku z tym był to taki naturalny, fajny kierunek i dobrze się z tym czułem. Natomiast po pewnym czasie zobaczyłem, że jest to rzecz, która…, to znaczy jest to obszar, który będzie miał w przyszłości ileś tam limitacji, chociażby ze względu na translatory, narzędzia online’owe i tak dalej. A dwa zobaczyłem, że jednak nie jest to do końca coś dla mnie, gdzie trzeba po prostu siedzieć w miejscu. Bardzo dużo pracować, z dużą ilością dokumentów, dużo rzeczy wolumenowo przetwarzać, więc tak naprawdę, nie ma się wielkiego wpływu na to, w sensie dużo rzeczy trzeba po prostu robić samemu, jako ty. I nie widziałem jak gdyby na tamten czas perspektywy, czy będę w stanie szeroko pojęcie urosnąć. I jakoś tak zainspirowało mnie to do poszukania innej drogi, czy tam zdywersyfikowania swoich, powiedzmy, horyzontów, jeśli chodzi o edukację. No i wybór padł na zarządzanie i marketing – wtedy jeszcze była to Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego, teraz jest Akademia Leona Koźmińskiego 6. No i tak naprawdę od tamtego momentu moje zainteresowania, sieć kontaktów, no i w ogóle mój ogólny focus poszedł w stronę po prostu biznesu szeroko pojętnego, marketingu, tworzenia firm, i tak dalej, i tak dalej. Ten drugi kierunek studiów też umożliwił mi wyjazd na stypendium zagraniczne do Niemiec. To też znowu jakoś tam otworzyło mi oczy. Tam też podjąłem pierwszą pracę w Niemczech, w Monachium konkretnie, w firmie IT gdzie zajmowałem się też między innymi trochę marketingiem, trochę już jakimiś namiastkami PR-u, trochę tłumaczeniami, bo to też były jak gdyby usługi kierowane do polskiego rynku, więc dla mnie idealna rzecz. I na czwartym roku UW, a na drugim Koźmińskiego, bo studiowałem jednocześnie dwa kierunki, co było karkołomne jak wspominam, podjąłem pierwszą pracę i trafiłem do agencji PR, w której popracowałem kilka miesięcy i następnie przeszedłem do agencji RC2, w której byłem 3-4 lata. I tak naprawdę, z której po zakończeniu współpracy, z którą rozpocząłem już taką swoją działalność w pełni, że tak powiem, samodzielnie. Natomiast, dlaczego poszedłem w stronę PR-u? Nie mam pojęcia szczerze mówiąc. Wydaje mi się, że to jak gdyby zacząłem patrzeć w ogóle na marketing i jak bardzo jest to pojemna działka i jak dużąo i interesującą dla mnie rolę odgrywa w całości funkcjonowania biznesów generalnie w życiu firm. A mając też automatycznie inklinacje w stronę kwestii związanym ze słowem pisanym, z mówieniem, no jak gdyby humanistyczne mam na pewno background. Z tego powiedzmy z puli, powiedzmy podbranż, w ramach worka nazwanego reklama, PR był mi tam jakoś najbliższy. Zacząłem się nim najbardziej interesować, więcej o nim czytać. A jak już wszedłem do struktur agencji to tak naprawdę zobaczyłem, że jest to coś czym mogę się w przyszłości zajmować. Oczywiście te języki były w tle i do dzisiaj w sumie cieszę się, że te języki studiowałem, bo dzięki temu do dzisiaj mam umiejętność posługiwania… Wiem, że nie jest to nic nadzwyczajnego, że ktoś zna na powiedzmy bardzo dobrym poziomie dwa języki obce, natomiast bardzo mi to ułatwia chociażby podróżowanie czy wykonywanie działań związanych z pracą z klientami zagranicznymi, czy działaniami, które prowadzimy poza Polską, po prostu bardzo naturalnie się w tym czuję. Podejrzewam, że gdybym tak dużego nacisku przez tyle lat nie miał styczności na poziomie i takiej nauki ogólnej, ale też na poziomie słownictwa biznesowego z tymi językami, to na pewno nie byłbym w stanie dzisiaj traktować ich praktycznie jako mój pierwszy język. Może tak. A dzisiaj dzięki temu mogę…

Czym jest zatem w dzisiejszych czasach PR? Bo mam takie poczucie, że trochę się rynek zmienia, że tradycyjne media – ich wpływ – jednak się zmniejsza. Coraz większy jest wpływ tak zwanych influencerów 7, czyli jakichś pojedynczych jednostek, które odpaliły sobie profil gdzieś na Instagramie, robią fotki, plasują tam różne produkty. Czyli że nastąpiło ogromne rozdrobnienie tego rynku mediowego, i że ten rynek mediowy obejmuje nie tylko prawdziwe media, w cudzysłowie, ale też różnych po prostu przypadkowych gości, którzy zbudowali sobie większy fame lub mniejszy. Co więcej, że papier trochę ginie. Telewizja jest bardzo skonsolidowana, jakoś nie jest tak wcale łatwo się tam pokazać. Więc jak wyobrażam sobie to rola PR-owca przez ostatnie 10 lat, czy ile, ponad 10 już w tym siedzisz? Przez ostatnie 10 lat bardzo się zmieniła. Co dziś robi agencja PR?

  • No tak, na pewno zaczynając powiedzmy przygodę z tą branżą na pewno działaliśmy, czy firma, w której pracowałem, czy później już własna, naprawdę dysponowała zupełnie innym zestawem, nie wiem jakby to nazwać…

Narzędzi.

  • …narzędzi, na pewnie jest to najbardziej fortunne sformułowanie, bo zaczynając tak naprawdę były tam jakieś początki Facebooka, czyli tak naprawdę były jakieś tam namiastki mediów społecznościowych, pierwsze większe kampanie, ale w zestawie narzędzi, gdy klient szedł do agencji reklamowej, nie było czegoś takiego jak kawałek ciastka, nazwany media społecznościowe i panowały te klasyczne układy ATL, BTL 8, że tak powiem, książkowe. Ale z czasem zaczęło się to zmieniać, faktycznie, taką rzecz, którą też obserwujemy, która jest bardzo znamienna dla branży PR, to jest to, w jaki sposób teraz pracują media, w jaki sposób teraz media monetyzują treści, a jak to robiły kiedyś. Jak, powiedzmy, znacznie łatwiej kilka lat temu było opublikować treść PR-ową, redakcyjnie, klasycznie niż teraz. Teraz tak naprawdę coraz częściej konieczne jest albo po prostu wykupienie jakiejś powierzchni, albo połączenie częściowego wykupienia powierzchni w mediach, ze współpracą z redakcją, jest to totalnie działalnie bardzo oficjalne powszechnie przyjęte. No bo tak naprawdę na koniec dnia klienci chcą płacić za efekty, a nie za to, że coś się zrobiło, coś się napisało, coś się wysłało ale de facto, jakaś godzinówka jest zrobiona, jakaś faktura wystawiona ale później na koniec dnia pojawia się pytanie co się z tym wszystkim stało. I coraz rzadziej stwierdzenie pod tytułem, budujemy świadomość, albo dotarliśmy z komunikatem do takich czy takich grup docelowych, po prostu już nie wystarcza. Ludzie są już coraz bardziej, po jednej i po drugiej stronie barykady, mówiąc kolokwialnie, są coraz bardziej wyedukowani i jak gdyby też sposób pracy mediów wymusza zupełnie inne podejście.

Czy to oznacza, że dziś w zasadzie PR – też używamy takiego słowa PR, ale może bardziej chodzi o komunikację, pierwotnie media relations, czy rzeczy takie związane powiedzmy z budowaniem wizerunku, nie poprzez zwykłą reklamę tylko przez inne działania wokół, eventy czy media relations, że trochę ta epoka się kończy i de facto dziś zadania agencji komunikacyjnej, pokrywają się w pewien sposób z agencją reklamową. Czyli wszędzie musi za tym iść jakiś pieniądz. Nie ma już po prostu plasowania produktów w formie bezpłatnej nigdzie?

  • Znaczy na pewno, może nie tak, że jest to obligatoryjne, ale na pewno jest dużo ciężej niż było to jakiś czas temu. Na pewno też wszelkiego rodzaju działania związane z tak zwanym PR-em produktowym, czyli de facto z obszarem, który jest powiedzmy takim naj… Nie chcę mówić najtrudniejszym, ale takim powiedzmy najmniej wdzięcznym, jeśli chodzi o plasowanie w mediach, gdzie tak naprawdę patrząc z perspektywy wydawcy czy patrząc z perspektywy danego medium, dlaczego miałoby opublikować butelkę czyli mówiąc fachowo packshot 9 wody mineralnej czy jakiegoś napoju, gdzie tak naprawdę jest firma, która z perspektywy znowu wydawcy ma dużo pieniędzy i w zasadzie ona mogłaby wykupić sobie reklamę, żeby pokazać tenże napój, więc dlaczego miałby ktoś robić to za darmo dlatego, że jest fajny, ma fajne działania. Każdy produkt jest fajny na swój sposób, każdy ma jakieś unikalne cechy, i tak naprawdę nie są to argumenty, które po prostu trafiają do tytułu. I automatycznie wówczas taka treść, jeżeli nie jest opatrzona jakimś powiedzmy drugim dnem albo jakąś historią do tego dobudowaną, która jest wystarczająco wiarygodna, tudzież ekspertem, który to popiera. Tak naprawdę automatycznie kwalifikuje się do przesłania do działu reklamy, no w zasadzie bardzo chętnie opublikujemy państwa produkt. W załączeniu do maila znajduje się oferta reklamowa. Tak mówię bardzo wprost natomiast na koniec dnia tak się właśnie dzieje.

To jest z jednej strony zrozumiałe ze względu na mechanizmy rynku i próbę pozyskiwania jakiegoś kapitału i urywania, że tak powiem budżetów z rynku z perspektywy mediów, które się osłabiają, bo część tych budżetów, jest powoli przejmowana przez influencerów też przez inne modele komunikacji i szukają tych pieniędzy. Ale co w takim razie poradziłbyś takiej małej firmie, która dopiero startuje, zaczyna i chciałaby się gdzieś pokazać. My na przykład ostatnio uruchomiliśmy personalizowane suplementy Sundose 10. I w ramach eksperymentów różnych z naszym budżetem marketingowym, między innymi niedawno właśnie, wykupiliśmy mały boxik w Newsweeku, będziemy też w Forbesie, nie jest to, szczerze mówiąc, tanie, w skali naszych budżetów jest to bardzo duży wydatek, a szczerze mówiąc, jak patrzymy na taki bezpośredni zwrot to jest on dość znikomy. Więc duże ryzyko finansowe, relatywnie małe zwroty. Jak tu konkurować będąc takim małym graczem z tymi dużymi graczami, dla których pieniądze nie są ograniczeniem.

  • To jest dość w sumie częsta taka sytuacja, z którą się też stykamy, gdzie piszą czy dzwonią do nas firmy, które załóżmy chciały podjąć z nami współpracę i tak naprawdę chcą postawić z jakichś przyczyn bardzo duży nacisk na wsparcie PR. Nie wiem być może wynika to z jakiegoś wywiadu środowiskowego, albo ktoś usłyszał czy ktoś poradził, albo zobaczył konkurencje, nie wziął całej sytuację pod uwagę tylko załóżmy zobaczył, że konkurencja się pokazuje w taki i taki sposób, bo najprawdopodobniej to działa, więc warto żebyśmy też to zrobili. Więc sytuacja, kiedy są to firmy, które tak jak powiedziałeś nie operują dużym budżetem – albo od razu jesteśmy wstanie wyczuć, że nie będą to firmy, które będą w stanie przeznaczyć powiedzmy rynkowe stawki na to wsparcie, a będzie to obszar od którego będą oczekiwali najwyższego wzrostu z inwestycji, najszybszego zwrotu inwestycji, pewnego rodzaju mierzalności, weryfikowalności w bardzo krótkim okresie czasu – to bardzo uczciwe odradzamy współpracę z nami, mówiąc wprost, bo zdajemy sobie sprawę, że lepiej żeby taka firma wydała te pieniądze załóżmy w agencji zajmującej się chociażby social mediami, czy content marketingiem, gdzie tak naprawdę za podobne środki będą w stanie, znowu wracając do tego co powiedziałeś, ulokować je chociażby, nie wiem, wśród jakichś mikcroinflueancerów, czy posłużyć się jakimiś formami płatnymi, które będzie można jakoś zmierzyć, czy nie wiem podlinkować na stronę, ale które tak naprawdę będą gwarantowane, mierzalne i będzie je można wykonać w formie otwieram-zamykam i w krótkim okresie czasu. Bo jak gdyby duże firmy, korporacje czy marki na tyle świadome i zasobne bardzo często wykorzystują po prostu działania PR jako rzecz, którą wypada mieć. Mają taką świadomość, że są na poziomie dojrzałości organizacji, że potrzebują mieć agencję PR do chociażby nie wiem, do zapobiegania sytuacjom kryzysowym, żeby posiadać biuro prasowe, prowadzić politykę informacyjną, komunikować się z rynkiem, czy chociażby odpowiadać na pytania rynku, pytania dziennikarzy, bo to jest mimo wszystko jakieś tam działanie wpisujące się w szeroko pojęte dobre praktyki, jeżeli chodzi o funkcjonowanie firm i komunikację z rynkiem. Tylko że wówczas firmy podejmując współpracę z agencjami PR biorą pod uwagę to na tym poziomie świadomości, że to są, z definicji jak gdyby słownikowej, książkowej, działania o charakterze długofalowym, nie można oczekiwać bardzo szybkich efektów i bardzo często są to działania reaktywne, nie proaktywne, które po prostu muszą być. Ale nie ma z nich bezpośredniego efektu sprzedażowego czy wizerunkowego. Natomiast firma na tym poziomie dojrzałości powinna je wykonywać. Podczas gdy w sytuacji, o której wspomniałeś, podejrzewam, że o tego typu sytuację chodzi, że kiedy jest dość ograniczony budżet i oczekiwania szybkiego efektu, to wówczas lepiej jest zastanowić się dwa razy i ulokować te środki inaczej i po prostu mieć zwrot z inwestycji a nie liczyć na to, że może coś się uda, bo znowu, czynniki zewnętrzne, krótki okres czasu, limitowany budżet i do tego sposób, w jaki pracują media, plus jeszcze jeśli mamy nieznany produkt, produkt który nie ma zbudowanego zaufania czy jeszcze gorzej kategoria, w którym ten produkt się znajduje, który jest powiedzmy kategorią nową, lub jest taką, której media nie będą kojarzyć, to znowu mamy kolejne utrudnienia, które mogą sprawić, że ten budżet nawet odpowiednio, książkowo zalokowany, zastosowawszy odpowiednie narzędzia, może po prostu zostać, powiedzmy, w perspektywie krótkoterminowej wykorzystany bez większych efektów.
  • Jakub Zajdel

To komu w takim razie poradziłbyś skorzystanie z waszych usług. Czyli krótko mówiąc, co definiuje firmę, jakie kryteria, która jest już gotowa, żeby na poważnie podejść do tematu komunikacji tej nazwijmy ją szeroko PR-owej.

  • Znaczy tak, na pewno pierwszy taki obszar gdzie firmy sięgają po PR jest to totalnie naturalne i zrozumiałe są to sytuacje, gdy firma, czy marka wchodzi na dany rynek, lub na przykład wchodzi do nowej kategorii produktowej, czyli producent, który działał do tej pory na obszarze B2B, wchodzi na rynek B2C 11. Następuje premiera nowego produktu, czy nowej kategorii produktowej to wówczas wsparcie PR-owe jest jak najbardziej zasadne i z reguły jest jednym z elementów, które zawsze są stosowane…

Czyli to jest taka firma, która ma już wyniki rynkowe. Ma jakeś solidne przychody i zazwyczaj dobudowuje sobie nowy fragment rynku. Albo przychodzi z zagranicy na rynek polski, albo na rynku polskim wystrzeliwuje nową nogą. Czy można powiedzieć, że PR jest to bardziej narzędzie ekspansji niż narzędzie startowania od 0 do 1?

  • Myślę, że można by było zaryzykować takie stwierdzenie. Plus z reguły firmy, to jest taki wspólny mianownik, że firmy, które już mają jakiś tam establishment, automatycznie mają pewnego rodzaju świadomość, pewnego rodzaju budżety, i też jak gdyby wiedzą, w jaki sposób dane działania prowadzić, albo jak zaadresować jeśli chodzi o obszar marketingu. Tak że tak, wydaje mi się, że na pewno pod kątem ekspansji jest to taka rzecz, która idzie zawsze z nią w parze, znaczy ten obszar. Kolejna taka rzecz od strony firmy, która może sięgnąć po usługi PR-owe, to kryteria jakie taka firma powinna spełniać, to też, że firma powinna być gotowa na obsłużenie współpracy z agencją.

Co to znaczy?

  • No właśnie to też rzecz, z którą się dość regularnie spotykamy. Czyli firma o określonej strukturze, w której powiedzmy marketing nie stanowi dość dużego procenta, czyli załóżmy dział marketingu jest ograniczony do dyrektora marketingu i asystenta, albo powiedzmy tak zwanego juniora. Albo jest to marketing taki powiedzmy stricte wewnętrzny, handlowy, trade’owy, mniej związany z komunikacją. Czyli pierwsza rzecz, jaka może się pojawić, to jest to, że firma ma przede wszystkim ograniczone zasoby do obsługi agencji, już nie mówię o braku powiedzmy świadomości funkcjonowania agencji PR-owych, tego, czego można od nich oczekiwać, bo to jest w ogóle oddzielny rozdział. Tu nic nie można zautomatyzować. Agencję SEM, SEO 12 czy agencję kreatywną, my jesteśmy w stanie w miarę w jakiś tam prosty sposób obsłużyć, czy dać jakieś tam zadania i, no szczególnie z agencjami bazującymi na rzeczach związanych z performancem, to tak naprawdę w dużym uproszczeniu możemy współpracować od raportu do raportu. W sensie ustalamy jakieś tam kryteria, KPI-e 13, budżet, podpisujemy umowę i tak naprawdę tego czynnika ludzkiego, pracy między jedną osobą, a drugą osobą i reagowania w czasie rzeczywistym jest relatywnie mało, nie jest tak, że w ogóle tego nie ma. Natomiast PR ma to do siebie, że duża ilość powiedzmy takiego nakładu czasowego, transferu wiedzy, edukacji, nauki musi też pójść ze strony firmy, która się decyduje na taką współpracę. I często z naszego doświadczenia jest to też taki czynnik, który spowalnia, a czasem nawet zatrzymuje procesy podpisania umów, ponieważ osoby zajmujące się marketingiem wychodzą z założenia, że prześlą do agencji zestaw typu brand book 14, informacje o firmie, linka do strony, odbędą godzinne spotkanie, czy wypełnią jakiś brief 15 i zaakceptują harmonogram działań i wszystko się będzie samo działo. A tak nie jest. Wchodzimy tutaj w obszary pod tytułem sięganie do ekspertów firmy, bardzo często rozmowy z osobami odpowiadającymi za dane obszary kompetencyjne, które muszą w taki a nie inny sposób się wypowiedzieć, zareagować, czy odnieść się do sytuacji rynkowej, do zmian ustawodawczych, i tak dalej. Tego w życiu nie zrobi za taką osobę agencja. Nawet najbardziej kompetentny konsultant, czy agencja ze specjalizacją w danym obszarze, nie będzie nigdy powiedzmy stuprocentowym partnerem do rozmowy w imieniu klienta dla dziennikarza, który się specjalizuje w bardzo wąskiej branży. Więc ten angaż czasowy i na poziomie początkowym, czyli tak zwanego knowleadge transferu 16 i na poziomie współpracy i wspólnego kształtowania, w którą stronę ta komunikacja idzie, reagowania na…, jeżeli jeszcze mówimy o działaniach kryzysowych, to ten kontakt musi być ciągły. Więc tak naprawdę jest mała możliwość automatyzacji tego procesu. I bardzo często albo firmy nie są na to gotowe, albo ich to po prostu organizacyjnie przerasta, albo koszt przystosowania firmy do takiej obsługi wymyka się spod mianownika bycia racjonalnym biznesowo. Bo mieliśmy ostatnio przypadek, gdzie jeden z naszych potencjalnych klientów musiałby, no przynajmniej jeden etat, jak nie ponad jeden etat wytworzyć, żeby tak naprawdę móc wprowadzić współpracę z nami, która była im bardzo potrzebna i dalej jest. Natomiast żeby to miało sens musiałaby się odbyć rekrutacja, nowe miejsce pracy, przystosowana nowa osoba. Od nowa jak gdyby ułożenie struktury, małym, wciąż małym, ale wciąż dziale marketingu i dopiero wtedy można by było podjąć współpracę z tą firmą. A z drugiej strony z wielu przesłanek wynikało, że zatrudnienie osoby, tak zwanego inhouse’a, czyli osoby pracującej wewnętrznie w firmie, która mogłaby by się tym obszarem zająć, było po prostu niemożliwe. To bardzo często wynika chociażby z przyczyn geograficznych, czy po prostu z braku odpowiednich osób, które byłyby w stanie podjąć pracę na pełny etat w firmie działającej w jednej branży.

Czyli podsumowując działalność PR-ową, to rozumiem, że tak z jednej strony jest to know-how, jak komunikować się z mediami, jak strategicznie budować komunikaty, jakiego typu komunikaty mogłyby się sprawdzać. Z drugiej strony jest to taka fachowa koordynacja i trochę wyciąganie wiedzy ze strony klienta i wpychanie tej wiedzy w różne miejsca…

  • W odpowiednie miejsca, tak.

…w sposób umiejętny. Ale to co mnie bardzo zastanawia i zaskoczyło pozytywnie muszę powiedzieć – to to, że od kiedy zaczęliśmy rozmawiać to pokazujesz różne powody, dla których klienci nie powinni korzystać z usług agencji PR-owej. I czy to jest twój sposób na pozyskiwanie klientów?

  • ☺ Nie, ja zawsze staram się być szczery i to są rzeczy, które wynikają z moich obserwacji i też to, co opowiedziałem na początku, że branża, w której funkcjonujemy, branża reklamowa jest stosunkowo młoda. Też wydaje mi się, że szeroko pojęte w ogóle zaufanie do słowa marketing, marketingowcy, spec od marketingu jak przewija się to w mediach to myślę, że dla mnie spec jest od lodówki czy pralki, oczywiście z całym szacunkiem dla tego fachu, natomiast wolałbym słowo specjalista. Bo mimo wszystko są to usługi doradcze, usługi profesjonalne, i wydaje mi się, że często są ze względu na niską świadomość marginalizowane. Plus znowu odnosząc się do branży, do moich doświadczeń. Bariery wejścia do branży chociażby PR, ale zakładam, że do całego marketingu szeroko pojętego, podobnie to funkcjonuje, są relatywnie niskie. W sensie nie chce ryzykować stwierdzenia, że każdy może założyć agencję PR, ale każdy może. Natomiast osoby, które rekrutują do agencji PR są… Nie ma czegoś takiego jak w medycynie czy w prawie, że istnieje pewien zestaw konkretnej wiedzy, którą trzeba pozyskać, czy określone kierunki studiów, które trzeba skończyć. Nie jest to jakoś tam…

Skodyfikowane.

  • Tak, dokładnie. Nie jest to system jakoś tam powiedzmy zamknięty. Oczywiście, z jednej strony nie ma w tym nic złego. Bo mamy też w zespole osoby, które kończyły przeróżne kierunki, od kierunków filologicznych przez kierunki stricte dziennikarskie, socjologiczne, lingwistyczne i nie wiem zarządzanie i marketing, PR, no bo to już też coraz częściej normalny kierunek, który można studiować. Mówię, fajna jest ta różnorodność na pewno, natomiast z drugiej strony wpływa to też na to, że poprzez brak standaryzacji, stosunkowo młodą branżę i też to, że bardzo często firmy są prowadzone przez osoby, które powiedzmy nie mają specjalnego doświadczenia, bo też nie mają skąd tego doświadczenia pozyskać. Świadczą usługi na takim poziomie, na jakim są w stanie prowadzić. Co de facto to daje w zasadzie wizytówkę taką a nie inną całej branży. Ja się czasami już tak szczerze mówiąc nie dziwię, że kontrahenci są w stanie zapłacić określoną stawkę za kilka godzin konsultacji prawnika, mecenasa czy innej osoby, która mimo wszystko reprezentuje zawód zaufania publicznego, już tak wprost mówiąc, niż osobie z agencji takiej czy innej reklamowej, ze względu na chociażby właśnie ten szeroko pojęty, wydaje mi się, wciąż brak zaufania i jednocześnie takiego trochę poszanowania dla tego fachu, którym nie zawsze jest, często jest uzasadnione. Może tak.

To bardzo fajnie, że to poruszyłeś, bo faktycznie myślę sobie reprezentuje firmę, chcę wziąć agencję PR-ową i jak odróżnić jabłka od gruszek?

  • ☺ No tak, na pewno można… No jest sporo kryteriów. Zakładając, że mam osobę, która wchodzi na rynek PR-owy i nie ma bladego pojęcia jak jest ten rynek rozdzielony, które z agencji są agencjami powiedzmy sieciowymi, zagranicznymi, oddziałami, które są małe, które są duże. Czy są związki jakieś organizujące agencję, czy nie ma i tak dalej. Jak gdyby wchodzimy zupełnie z zerową wiedzą, to myślę, że na poziomie jak gdyby rozmów i wyboru takiego kontrahenta na pewno na to, na co bym patrzył to jest pierwsza rzecz portfolio, czyli klienci dla których dana firma pracuje, czy pracowała, tudzież projekty jakie zrealizowała, ale nie na zasadzie logotypy na strony, bo to każdy może sobie na uznaniowej zasadzie wstawić, natomiast realne case’y, realne projekty, które zostały zrealizowane, co wydaje mi się, że na dzień dobry już od razu… Ja nie mówię, że to muszą być od razu marki korporacyjne typu Coca-Cola i tak dalej, natomiast jeżeli firma jest w stanie pokazać, że pracowała dla dużych firm, czy liderów danych sektorów rynków, czy pracowała z nimi przez dłużej niż projekt, czy rok, czy dwa to też determinuje pewnego rodzaju stabilność firmy, stabilność zespołu i też pewnego rodzaju na pewno jakość, czyli jak gdyby mała rotacja agencji po stronie klienta jest też dla agencji dużą wartością. Czyli myślę, że pierwsza rzecz, na którą zwróciłbym uwagę to na pewno realne portfolio. Nie tylko portfolio na zasadzie wspomnianej siatki logotypów…

Powiedz w takim razie coś o swoim portfolio.

  • U nas tak naprawdę mamy dość tak, zbierając to z tych 10 lat, prawie 10 lat, które jesteśmy na rynku, tak naprawdę pracowaliśmy dla… Zaczynając od powiedzmy samego początku od firm małych, od praktycznie start-upów licznych, czy firm skategoryzowanych jako mikro, czy małe. Przeszliśmy tak naprawdę przez również sektor firm średnich, dużych korporacji zarówno polskich jak i zagranicznych. Co też w sumie jest bardzo fajną rzeczą, bo zarówno pokazuje interdyscyplinarność. To też jak gdyby zespołu, gotowość na pracę zarówno na w projektach, które powiedzmy są wyzwaniami, to co wcześniej rozmawialiśmy o tym, czyli chociażby firmy, które muszą w bardzo sprytny i sensowny sposób się zakomunikować albo pokazać jakiś benefit swojego produktu czy usługi.

A konkretniej, jakbyś podał przykład jednego z waszych klientów, z którego jesteś taki dumny i coś fajnego zrobiliście.

  • Mhm, ja ogólnie jest dumny z faktu, że… Będzie to oczywiście bardzo autopromocyjne dla nas czy dla firmy. Ale tak zupełnie szczerze mówiąc jestem bardzo zadowolony z pracy z klientami, z którymi pracujemy przez wiele lat. I przez wiele lat mam na myśli nie rok, czy nie dwa, tylko są to okresy mierzony w latach 5+. I gdzie przy tak naprawdę byciu na rynku od blisko lat 10 i byciu w tym momencie agencją przynależącą do jednej z największych na świecie sieci zrzeszających niezależne agencje PR 17. Tak naprawdę posiadanie klientów, z którymi mamy bardzo bliskie relacje i obsługujemy ich. Jeden przykład jest to marka Meble Wójcik 18. Jest to jedna z największych producentów mebli skrzyniowych w Polsce. Pracujemy. Wydaje mi się, że będzie to 7. rok naszej współpracy Zaczynaliśmy w momencie, kiedy marka pojawiała się na rynku, bo firma ma ponad 30 lat doświadczenia, 32 lata temu została założona, głównie eksportując meble. Natomiast rozpoczęła również działalność w Polsce dedykowaną na polski rynek marką i w zasadzie od samego początku się nią zajmujemy. I tak naprawdę, no z jednej strony zbudowaliśmy bardzo dobre relacje z właścicielami firmy co daje bardzo dużo benefitów i dla jednej i drugiej strony. Bo tak naprawdę A, rozumiemy się bez słów. B, jesteśmy tak naprawdę przedłużeniem działu marketingu 19(foto 2) i jak gdyby komunikacji. C, Możemy tak naprawdę uczestniczyć w kształtowaniu tego, w którym kierunku ta marka się rozwija. Mamy na to realny wpływ, a nie tylko wypełniamy, powiedzmy, jak to często bywa, rolę agencji, która otrzymuje brief i ma to wykonać. Tak że wydaje mi się, że to jest taka najfajniejsza rzecz na którą się mogę powołać. Mamy naprawdę bardzo niską rotację: klienci zostają z nami na lata. Budujemy sobie z nimi bardzo trwałe relacje i dzięki temu tego „more” się też przejawia, bo nie traktujemy firm, z którymi współpracujemy jako, dobra kolejny klient, kolejna umowa, kolejna faktura, działamy sobie dalej, wszystko fajnie, raport, koniec miesiąca, dalej, dalej, dalej. Nie tylko wypełniamy to, z czego jesteśmy rozliczani, ale wychodzimy ponadto i dzięki temu między innymi, że rozmawiamy, mamy stały dialog, bardzo blisko, często się spotykamy, non stop rozmawiamy, słuchamy. Myślę, że bardzo ważne jest w obserwowaniu środowiska w jakim firma się znajduje, działa, dwa, stały kontakt i częste rozmowy, też te spotkania, o których też się wydaje, że w dzisiejszych czasach się zmarginalizowały, czyli takie spotkania osobiste, które są szalenie ważne, bo tak naprawdę z nich wychodzą niuanse, które wydaje mi się, że często decydują o rzeczach, dzięki którym można w taki a nie inny sposób, no jak gdyby rozszerzyć działalność czy zrobić coś, na co by się być może nie wpadło przy takiej normalnej, klasycznej komunikacji, a dobra, zmailujmy się, zróbmy Skype calla, zróbmy wideokonferencję, wszystko fajne, natomiast nic nie zastąpi, pewnie podpiszesz się pod tym też, takiego kontaktu międzyludzkiego gdzie się siada, rozmawia. Nie zawsze jest to godzina, czy dwie, czy trzy super efektywnie spędzone, bo wiadomo, że zawsze się pojawiają dygresje i tak dalej. Ale tylko wydaje mi się, że dzięki takiemu na dzisiejsze czasy oldschool’owemu sposobowi komunikacji można naprawdę robić wyjątkowe rzeczy.

A po co prowadzisz swój biznes?

  • Po co prowadzę biznes? Cóż, pytanie na pewno ma kilka odpowiedzi ☺, których mógłbym udzielić. Raczej przede wszystkim jest to na pewno fajny sposób realizowania się i ja bardzo lubię to co robię. Lubię ludzi, z którymi pracuję zarówno, jeśli chodzi o powiedzmy to otoczenie wewnętrzne, wewnątrzfirmowe jak i otoczenie zewnętrzne, czyli to co wspomniałem, większość firm, z którymi pracujemy, jesteśmy z nimi naprawdę blisko, ja z większością osób się znam po drugiej stronie. Bardzo jest to fajne, bo nie traktuję tego jako taka po prostu praca, którą muszę wykonać, muszę gdzieś pojechać, muszę z kimś pogadać, do tego muszę zadzwonić bo wypada, tylko naprawdę to lubię i naprawdę lubię ludzi, z którymi pracujemy, ja wiem, że to brzmi tak Cliché, natomiast tak faktycznie jest. Więc na pewno jest to fajny sposób na realizowanie się., Dwa, bardzo też często taki benefit personalnie widzę, że mogę sporo fajnych miejsc zobaczyć przy okazji zarówno pod kątem funkcjonowania biznesu, w różnych częściach kraju i za granicą. Ale też trochę pozwiedzać, że tak powiem. Dużo różnych miejsc zobaczyć, przy okazji realizowania projektów czy spotkań, czy pozyskiwania nowych klientów, gdzie tak naprawdę wymaga to mimo wszystko sporej mobilności, a my mamy strukturalnie myślę, że mniej więcej pół na pół są to klienci zlokalizowani w Warszawie, a drugie pół poza Warszawą i za granicami. Tak że to jest personalnie dla mnie taka fajna rzecz, że oprócz samego funkcjonowania firmy pracowania z fajnymi ludźmi, wewnętrznie i zewnętrznie to są to takie benefity już bezpośrednio dla mnie, bo akurat lubię się przemieszczać lubię być w ruchu, lubię nowe miejsca poznawać. Oczywiście też skłamałbym gdybym nie wspomniał o tym, że jest to na pewno po prostu rzecz, która jest źródłem utrzymania i tak naprawdę, no po co się prowadzi firmę? Po to, żeby zarabiać pieniądze. Myślę, że tego też nie można się bać, tego stwierdzenia. Myślę, że każdy, kto mówi inaczej, nie chcę mówić, że kłamie ☺, ale też nie ma co się tego wstydzić. Natomiast bardzo ważne, żeby tym co się robi, się po prostu nie męczyć. A ja się zdecydowałem, nie męczę się, bardzo to lubię i jestem bardzo zadowolony z punktu, w którym dzisiaj jestem, gdzie doszliśmy, szczególnie te aspekty, o których wspomniałem, też międzynarodowe, co daje takie okno, może to zabrzmi bardzo grubo, że takie nawet okno na świat. No teraz akurat się będę wybierał na konferencję do Dubaju, więc mogę już powiedzieć, że jest to świat, a nie tu najbliższe nasze otoczenie. Ale też znowu daje mi połączenie z rzeczami, które lubię, czyli operowanie językami obcymi, poznawanie ludzi z całego świata, słuchanie ludzi. Ostatnio byliśmy, z moją bliską współpracowniczką Kasią, w Berlinie na zjeździe tej europejskiej części sieci, do której firma przynależy…

Jak się nazywa ta sieć?

  • Iprex 20. I rozmawialiśmy z człowiekiem, który założył agencję w Wielkiej Brytanii i założył ją w roku 1974, czyli dokładnie w tym, w którym się urodziłem. Więc fajnie się rozmawia z ludźmi, którzy jak gdyby… Ciekawe jest to, że A, wszyscy mają te same problemy w dzisiejszych czasach, między innymi mam na myśli oczywiście kwestie związane z budżetami, czy z klientami, czy z problemami jeżeli chodzi o rekrutacje, case millenialsowy, HR-owy, i tak dalej. Więc to już jest bardzo ciekawe. Ale też posłuchać ludzi, którzy pracują na zdecydowanie bardziej dojrzałych i świadomych rynkach, powymieniać się z nimi doświadczeniami, posłuchać zupełnie innych Na co dzień nie mamy takich możliwości, no bo pracujemy w takim, kolokwialnie mówiąc, sosie lokalnym, a to daje zupełnie inną perspektywę i daje też taki ciekawy argument nawet tak mentalnie dla mnie samego. Kiedy jest spotkanie, czy prezentacja czy większa dyskusja czy konferencja, jestem w stanie poprzeć się wiedzą, którą pozyskałem od osób, które wiem, że robią to kilkakrotnie dłużej niż ja, na bardziej rozwiniętych, dojrzałych, świadomych rynkach i utwierdza mnie to w przekonaniach, czy w teoriach, które mam i też dodaje mi bardzo często pewności siebie, bo wiem, że nie jest to jakaś wiedza wyczytana z internetu, tylko jest to wzięte bezpośrednio z realnego, żywego źródła, które jest źródłem bardzo wiarygodnym, no bo, jeżeli chodzi o Polskę, na pewno jesteśmy zdecydowanie w tyle, jeżeli chodzi o rynek PR-owy, za takimi krajami, już nie mówię o Stanach, ale chociażby Wielka Brytania, tak że są to bezcenne rzeczy.
IPREX

Źródło: http://iprex.com/

A co to znaczy być w tyle?

  • Myślę, że wielopoziomowe pojęcie. Na pewno być w tyle to z jednej strony jest to, ile lat temu dany rynek się sformował, ile lat temu powstał jak bardzo jest unormowany, wystandaryzowany i tak dalej, to jest jedna rzecz, a druga rzecz, to jest taka na ile, ja przynajmniej tak to postrzegam, na ile dana usługa, czy jej funkcja jest szeroko rozumiana. W Stanach wiadomo, że nawet najmniejsze twory, czy najmniejsze tak naprawdę biznesy, już mówiąc tak kolokwialnie, korzystają z jakichś usług reklamowych, czy PR-owych to jest totalnie powszechne. Tak samo jak się często mówi, że każdy ma „Is my attorney”, w firmach się to często pojawia jest to totalnie standardem. Nikt nie widzi tego jako coś nienormalnego. U nas wydaje mi się, że posiadanie PR-owca przy zarządzie, czy posiadanie agencji PR-owej wciąż jest pewnego rodzaju, no nie chce mówić luksusem, ale nie jest standardem, który nawet bardzo mały biznes ma, no bo jest zupełnie inne myślenie, bo nie ma takiego rozumienia, co to może wnieść, co to daje…

To mi trochę przypomina sytuację, która jest w obszarze rozwoju osobistego liderów. Z jednej strony mamy cały ten najazd na rozwój osobisty i coaching, który jest po prostu wykpiwany. Uważam ze względu na brak świadomości, gdzie z drugiej strony, jeżeli spojrzysz na rynki zachodnie na przykład na rynek amerykański, to tam każdy lider powie ci kto był jego mentorem, u kogo się uczył i tak jak każdy zawodnik sportowy ma swojego trenera, tak każdy właściciel, czy szef firmy ma swojego mentora, ma swojego coacha, kogoś, kto zadaje mu pytania, kto mu pomaga. I prawdopodobnie mamy podobną barierę, to może być taka bariera świadomości tego, że warto płacić za czas innych ludzi aby przyspieszyć swój rozwój. I podejrzewam, że też doświadczasz tego w kategorii PR-owej. A jak już mówimy o rozwoju, wspomniałeś, że fantastycznie cię inspirują ludzie z twojej branży, którzy po prostu są 20 lat czy 30 lat dłużej w biznesie, zjedli na tym zęby i to jest dla ciebie źródło inspiracji. Jakie inne źródła inspiracji czy wiedzy są dla ciebie cenne?

  • Na pewno nie mam takich nazwisk, które teraz z głowy byłbym w stanie wymienić, powiedzieć, o, ten gość sprawił, że zacząłem myśleć tak czy inaczej. Oczywiście Tim Ferriss czy Simon Sinek 21 i tak dalej. Oczywiście każdy trochę siedzący w tych obszarach, w których, no mimo wszystko my wspólnie siedzimy, no bo myślę, że one też na pograniczu…, się łączą. To na pewno mógłbym wymieniać, ale trochę wszystkiego po trochu czytam. W sensie takim, że staram się być na bieżąco z tym co się dzieje zarówno z w trendach, w mediach w technologiach wszystkie Tech-cCrunch 22, też takie powiedzmy, nie chcę mówić, że strony startowe, ale rzeczy, które staram się regularnie przeglądać, bo znowu jest to taka branża w której szybko można zostać w tyle. To jest jedna rzecz, a dwa staram się też sięgać po takie źródła gdzie załóżmy, nie wiem, kupię jedną książkę, trzymając się tego Tima Ferrissa, no ale oczywiście też zrobię tutaj referencje, bo też wiele tych inspiracji od ciebie wziąłem, bo wiele mi jakiś czas temu takich tytułów podrzuciłeś, to potem działa już w taki sposób kaskadowy, że tak naprawdę mam jedną i wystarczy, wejdę sobie na Amazona i już widzę że ci, którzy kupili tą książkę to kupili tą, tą, tą. I tak naprawdę idąc jedna, druga, trzecia, oczywiście w ramach jakichś możliwości czasowych i też chłonności umysłu, no bo to też nie chodzi o to, żeby obkupić sobie książki, porobić sobie zakładki w przeglądarce i się cieszyć, że to wszystko się ma, tylko naprawdę trzeba coś z tym zrobić, tą wiedzę jakoś przetworzyć i co jest tam pewnie najtrudniejsze, wdrożyć. Bo to wszystko na koniec dnia trzeba skorygować o to, jakie się ma priorytety, bo od tego się zaczyna. Natomiast jest to tak zwana rzeczywistość, która później wszystko weryfikuje. Więc nie mam takich dużych, Natomiast pracując na co dzień z ludźmi, dużo korzystając z internetu czy pracując na różnych platformach, chcąc, nie chcąc odwiedzając codziennie YouTube’a, LinkedIna, Facebooka, no nie da się uciec od wszelkiego rodzaju sugestii, a, może posłuchasz tego pana, a może ten pan, o tu jakiś fajny motywacyjny mem i tak dalej. Tak że to są takie rzeczy, które są na szybko bodźcami, które i tak są na co dzień, od których nie da się uciec. A dwa, no to są wszelkiego rodzaju źródła, które wymagają większego nakładu czasowego i skupienia, z których staram się najciekawsze rzeczy wyciągać. Po prostu po trochu wyciągać takie rzeczy, które są aplikowane dla mnie. No na przykład się nauczyłem bardzo fajnej rzeczy, która… Znaczy nauczyłem. Może ją zawsze miałem, ale dopiero po przetworzeniu jakiejś ilości treści byłem ją w stanie nazwać i nazwać ją u siebie jako zwyczaj i coś co faktycznie na mnie działa i wiem, że mi to dużo daje. To są takie rzeczy jak, zacząć dzień od małych zwycięstw. Bardzo prosta rzecz. Nie mówię o stricte metodzie małych kroczków, tylko o tym żeby, jeśli załóżmy, wstajesz rano i nie masz do końca dobrego usposobienie do dnia, nie wiem, z różnych przyczyn, kiepska pogoda, zmęczony, poniedziałek, whatever, tak mówię klasycznie. Zawsze na mnie dobrze działa to, co też wyciągnąłem z paru tych książek, co nie jest oczywiście wymyśleniem koła, ale jak gdyby tworzenie sobie w głowie świadomości, że odnosisz małe zwycięstwo, czyli załatwianie małych rzeczy. Coś złożę, coś załatwię w domu, odpiszę na 3 maile, przeczytam 10 stron czegoś. W sensie małe rzeczy, które się składają w całość, które sprawiają, że bardzo szybko nabieram takiej pozytywnej pewności siebie i mnie to doładowuje. A nie od razu rzucam się w wir, dobra, tu trochę skubnę, tam trochę skubnę. I tak naprawdę przy dużej ilości rzeczy, które się ma prywatnie, czy zawodowo, to tak naprawdę bardzo często wydaje mi się, że można się poczuć po prostu przytłoczonym przez ilość niezamkniętych wątków, być przebodźcowanym, SMS-y, nieodpisane maile, wszelakie możliwe komunikatory, przypomnienia w kalendarzu. I tak naprawdę można zwariować. A to tak naprawdę to wszystko jest do ułożenia to jest kwestia odpowiedniego systemu i żeby to też nie robić w sposób, mówiąc brzydko, przewalając węgiel z jednej kupki na drugą tylko robić to sensownie. No i każdy, myślę, że ma pewnie inny mentalny wytrych do tego. Mój jest taki i między innymi wziąłem go z czytania różnych książek, zaaplikowałem go. Oczywiście mam jeszcze wiele innych takich, natomiast to jest jeden taki, który mi pozwolił w sposób systemowy wdrożyć i on faktycznie działa i wiem, że na mnie działa. Może na kogoś innego nie działa, na mnie działa.

A co jest, twoim zdaniem, ważne w biznesie? Na przykład dla ciebie świetnie się sprawdza, a jak patrzysz dookoła to raczej ludzie to ignorują.

  • Znaczy na pewno co, no… taka rzecz, która, czyli zawsze mi się wydawało, że to takie najprostsze rzeczy o których się może zapomina, bo mogą gdzieś ginąć w gąszczu innych rzeczy, które brzmią fajnie, albo są na czasie. Ale wydaje mi się, że po prostu dialog, rozmowa, szczerość, transparentność, takie strasznie proste rzeczy, ale wydaje mi się, że w tej tak bardzo powiedzmy szybkiej i bardzo zdywersyfikowanej branży wydaje mi się, że te słowa i te wartości, tak górnolotnie to brzmi, ale wydaje mi się, że one się mogły schować pod rzeczami, które…, właśnie takimi rzeczami jak, nie wiem… Profesjonalne podejście i tak dalej, które wszyscy traktują jako standard. Czyli na zasadzie, współpracując z nami przecież masz to w standardzie, przecież normalne jest, że wszyscy są tacy czy tacy, czy wszystkie firmy współpracują z tym i z tym. Wcale nie. Tak że wydaje mi się, że po prostu są to rzeczy o których się zapomina, a są taką milczącą akceptacją przyjętą jakoby były standardem, a standardem nie są.

Masz na myśli na przykład inwestowanie swojego czasu w tworzenie relacji, spotykanie się, zamiast tylko wysyłania powiadomień przez messengery?

  • Przykładowo. Przykładowo, plus oczywiście takie nawet proste rzeczy jak, no to co też na początku wspomniałem, że na przykład nad elementem powiedzmy jakieś takiej zawodowej szczerości jest to, żeby… Jeżeli nie ma się do czegoś przekonania albo się wie, że…, powiedzmy, przychodzi do nas potencjalny klient i my już z góry wiemy, że jeśli wyda, tak wprost mówiąc, te pieniądze u nas, to nie wyda ich dobrze, no nie chce mówić, że przepali, ale wyda je w sposób taki, że A, nic mu to nie da, B, jeszcze będzie najprawdopodobniej złe skojarzenia z branżą, którą reprezentuje nasz podmiot, to tak naprawdę wówczas wolę szczerze powiedzieć, okej, nie ma sensu, żeby pan/pani to w taki sposób robiła. Być może jestem w stanie kogoś polecić, kto będzie państwu w stanie pomóc. Natomiast, szczerze mówiąc, nie ma sensu żebyście państwo abyście alokowali te środki u nas. Albo jeżeli w ogóle nie jesteśmy stanie jakiegoś projektu obsłużyć, a z jakichś przyczyn ktoś chce z nami współpracować, no bo załóżmy, czynnik ludzki, inne aspekty i tak dalej, decydują o tym, że ktoś za wszelką cenę…, a fakt, są naprawdę takie sytuacje, bo wiem, że może to się wydawać trochę dziwnie, ale są. Też wówczas szczerze mówimy, że nie jesteśmy w stanie…. Okej, jeżeli kliencie/klientko jesteś w stanie zainwestować kwartał płacąc naszej firmie za to, żebyśmy się uczyli tego, jak z wami pracować, w waszej branży i tak dalej, bo nie wiemy nic na ten temat, to okej. Natomiast dla pełnej świadomości, transparentności nie będziemy pracować w pełni efektywniej, bo się nie znamy na państwa biznesie, więc polecamy innego partnera, A na pewno jest wiele takich, którzy będą w stanie z marszu jak gdyby wejść do państwa branż, znają uwarunkowania prawne, i tak dalej. I tak dalej. My nie jesteśmy. No i bardzo często jest to podejście doceniane, bo mieliśmy przypadki, że klienci po latach wracali co w ogóle wydawało mi się totalnie surrealistyczne, no bo tak naprawdę jeżeli ktoś przychodzi i chce u ciebie wydać, już tak mówię bardzo wprost – pieniądze, a ty mówisz, że tego nie chcesz. To tak naprawdę albo ktoś myśli, że masz nierówno pod sufitem, a już na pewno ty sobie nie myślisz, że ten ktoś to doceni. A się okazuje, że to się dzieje. Więc gdzieś tak patrząc długoterminowo wolę tak się w tych sytuacjach zachowywać niż zrobić tak zwany skok na proste pieniądze i powiedzieć, dobra, będzie pan zadowolony, będzie pani zadowolona, bo to też jest takie częste w biznesie i jakoś tam damy radę, zrobimy. Tak że to oczywiście krótkoterminowo jest okej. No bo jest faktura, jest umowa, wszystko fajne. Gdzie zadania niedowiezione. Faktura zapłacona, trudno. Drugi raz już się do nas nie zwrócą, życie. Na pewno jest dużo podmiotów, które mogą tak funkcjonować, my staramy się tego unikać, bo na dłuższą metę to po prostu jest niewiarygodne i niczego nie buduje.

Klient
Czyli może się w pewien sposób skończyć porażką.

  • Czyli na pewno, jeżeli widzimy sytuacje gdzie na poziomie jest blisko już podpisania umowy i widzimy jak gdyby oczekiwania, jakie są postawione wobec…, czy tam zadania do wykonania, czy jakieś wskaźniki do wypełnienia. My już wtedy widzimy, że na tym poziomie, z naszego doświadczenia wynika to, że nie jesteśmy w stanie tego dostarczyć. No to tak jak gdyby automatycznie wiemy, że za trzy miesiące padnie pytanie, dlaczego tego nie ma skoro było to, państwo jesteście tacy, takie pieniądze zostały zapłacone. Dlaczego tego nie ma? Więc jak gdyby w pewnym sensie trochę przewidywać przyszłość, bo to tak naprawdę tworzy i złą praktykę wewnętrznie, wpływa i na morale zespołu i osoby, które tym projektem się zajmują. Wiedzą, że do końca nie będą w stanie w taki sposób tego dowieźć. Bo załóżmy klient ma oczekiwania znajomości branży, my ich po prostu nie mamy i nie ma co tego udawać, albo masz jakieś portfolio, albo go nie masz. Tu nie ma nic pomiędzy. Tu jest coś czarne albo białe. Więc tak naprawdę takie cieniowanie biznesowe po prostu donikąd nie prowadzi. Jest automatycznie skazane na porażkę.

A jak mówimy o porażkach, czy masz jakieś w swoim portfolio, w swoim doświadczeniu z tych lat prowadzenia firmy porażki, niekoniecznie z klientami, ale jakieś doświadczenia, w których albo umoczyłeś mocno, albo się bardzo musiałeś stresować ale czegoś się z tego nauczyłeś, które mogłyby słuchaczom pomóc, w rozwoju ich biznesów, aby mogli uniknęli ich w przyszłości.

  • Czy na pewno takim jednym ze zdarzeń, które … No to już chwilę temu, bo dobre kilka lat temu. Jeszcze z moim byłym wspólnikiem, Michałem, zainwestowaliśmy jako spółka w obszar marketingu sportowego, a konkretniej obszar związany z golfem. I z różnych przyczyn ten biznes, który bardzo dobrze wyglądał na papierze, bardzo dobrze wyglądał na prezentacjach, bardzo fajnie też wyglądał u sponsorów, partnerów mediów, graczy amatorów i profesjonalistów. Na koniec dnia z bardzo wielu przyczyn nie zanotował takiego wyniku finansowego jaki byłby satysfakcjonujący. Wiem, że mówię to bardzo naokoło. Ale musieliśmy po prostu w bardzo powiedzmy niefajnych okolicznościach do tego biznesu dołożyć. Też chcąc być fair i między innymi wynikało to niedoskonałości ustaleń, znaczy jak gdyby tej strony formalno-prawnej, tego całego projektu…

Konkretnie, co byś zrobił dziś inaczej, aby tego uniknąć?

  • Zapłaciłbym pięciu kancelariom prawnym za… Żartuję, nie pięciu. Natomiast na pewno zainwestowałbym zdecydowanie więcej czasu, atencji i środków w jak najdoskonalsze zabezpieczenie się i interesów swoich, i swojej strony w porozumieniach zawiązywanych między różnymi stronami, które nie są projektami takimi bardzo standardowymi, tylko trzeba bardzo mocno scustomizować wszelkiego rodzaju scenariusze, do tego co się może się wydarzyć i zminimalizować ryzyka.

Możesz podać jakiś przykład, bo nie jestem pewien czy do końca jest zrozumiałe. Co to znaczy scustomizować w tym przypadku?

  • Generalnie, jeżeli chodzi o realizację projektów, które są projektami na licencji i nie ma zawiązanego konsorcjum, tylko są dwie firmy o różnych osobowościach prawnych, które wspólnie to realizują. Po prostu podpisanie umowy, która nie jest umową, która ma przynajmniej 20 czy 30 stron jest rzeczą bardzo ryzykowną. Może tak powiem. Znowu nie jest to nic odkrywczego, ale to co na pewno mnie nauczyło, bo było to już wiele lat temu, to jest to co się często mówi, dobra, dobra wszystko fajne, dogadamy się, bo to jest też takie polskie i takie często, że wszystko będzie fajnie. Mamy fajnego powera. Dobra, gramy do jednej bramki. Dobra, super to tą umowę sobie później ogarniemy, ale już działajmy, działajmy, bo terminy gonią. Więc moja lekcja z tego była taka, że nawet jak jest fajnie, nawet jeśli bardzo blisko się z kimś znamy, nawet jeśli mamy bardzo fajny projekt, wszyscy się tym, mówiąc kolokwialnie, jarają – to nie ma nic złego w tym żeby po prostu zrobić krok w tył, usiąść sobie przy stole, poświęcić odpowiednią ilość czasu i podpisać odpowiednią umowę dla obydwu stron satysfakcjonującą, bo wydaje mi się, że też mamy, nie wiem czy to jest taka jakaś przypadłość narodowa, czy też nie. Natomiast spotykam się z tym dość często, że negatywnie odbierane jest z jednej strony oczywiście negocjacje, rozmowy o pieniądzach, ale przede wszystkim formalizowanie współpracy, jakby było w tym coś złego

„Nie ufasz mi?”

  • Tak, a coś nie tak, już coś się zmieniło, ale przecież rozmawialiśmy, przecież wszystko ustaliliśmy, przecież mamy na mailu. Jak gdyby kilkakrotnie się spotkałem z sytuacją, w której tak jak mówisz. Dwa razy się zastanawiam zanim poruszę temat sformalizowania jakiejś współpracy, w obawie, przed tym, że zostanie to negatywnie odebrane, jako sygnał braku zaufania i tak dalej. Gdzie w tym momencie z tą wiedzą i z tym doświadczeniem, jakie posiadam nie widzę w tym nic złego wręcz wydaje mi się, że jest to absolutnie rzecz, która powinna być w standardzie i w procedurze zaczynania współprac. Bo jak się ma, tak zwane, wiadomo, umowy są na złe czasy, ale jak masz ten przysłowiowy papier to zawsze masz jakiś punkt odniesienia. Zawsze możesz się odnieść do jakichś liczb, do jakichś terminów. Nie daj Boże, czynniki zewnętrze wpłyną na jedną czy drugą stronę, w taki czy inny sposób, że chciałby wyjść z danej współpracy. Jeśli nie mam punktu odniesienia wchodzimy na poziom odniesienia słowo przeciwko słowu. Pojawiają się emocje ,a powiedziałeś, a nie powiedziałaś. Zaczyna się szukanie maili, czy SMS-ów. A tak masz papier, który otwierasz, i wtedy możesz rozmawiać, nie operujesz na poziomie emocjonalnym, tylko operujesz na konkretach i możesz się do nich odnosić. A nie do tego, co kto myśli, co kto uważa, co jest sprawiedliwe, co jest niesprawiedliwe, bo to wówczas nie ma żadnego znaczenia.

Faktycznie, bo to tutaj może być czasami odbierane podpisywanie umów, jako kwestionowanie relacji. Ale też mam takie doświadczenia, że raczej jest to zabezpieczanie tej relacji. Słuchaj, jutro możemy tego nie pamiętać, tamtego, a zawsze chcemy się rozejść w przyjaźni. Opiszmy to tak jak dzisiaj jest, abyśmy jutro nie musieli się zastanawiać. Może to warto, tak jak mi kiedyś jeden kolega opowiadał jak zakładał firmę, że ze swoim przyjacielem na samym początku zapisali w umowie, warunki, na których się rozejdą, jeżeli temat nie wypali, żeby zabezpieczyć swoją relację. Na szczęście akurat oni nie musieli nigdy z tego korzystać, bo ten biznes się fajnie rozwinął i go sprzedali, i to się skończyło dużym powodzeniem. Ale dzięki temu od razu w tej umowie mieli ustalone, jak ta relacja będzie zabezpieczona. Więc pewnie dla takich osób, które bardzo dbają o relacje, dla których dialog z drugim człowiekiem jest szczególnie ważny to może być dobry argument do tego, żeby nie uciekać od umów, a wręcz przeciwnie te umowy podpisywać, aby się czuć nawet bezpiecznie.

  • Tak, nawet spotkałem się ostatnio ze znajomym, rozmawiałem o tym, i też mówił, że miał takie przypadki z kilkoma klientami, z którymi finalizował rozmowy i wiedział, jak gdyby podświadomie wiedział, że będzie to negatywnie wpływało, albo będzie mogło… No bardzo często, jeżeli też mamy po drugiej stronie, wydaje mi się, osobę, która też nie dysponuje własnymi pieniędzmi, nie bierze pełnej odpowiedzialności za wszystko, no też jak gdyby jest to dla niej kolejna rzecz, którą musi zrobić, kolejna rzecz, którą musi przeprocedować, mówię o takich case’ach bardziej korporacyjnych. I nawet właśnie ten znajomy mi wspominał, że uciekał się do takich argumentów typu, no mamy tu taką zewnętrzną firmę księgową, ona wymaga od nas takich rzeczy, że to niby nie on, ale żeby jednak tą umowę podpisać, żeby nie naruszać po stronie klienta jakiegoś takiego już powiedzmy wysterowanego kierunku do po prostu rozpoczęcia współpracy. Tak jak mówię, to jest taka główna rzecz, której się na pewno nauczyłem. Wiem, że nie jest niczym odkrywczym, ale wydaje mi się, że często może być po prostu bagatelizowana na zasadzie jak jest dobrze, to jest dobrze. Ale właśnie nikt nie myśli, co się dzieje jak nie jest dobrze. I wtedy są właśnie potrzebne umowy.

Te wszystkie aspekty relacyjne związane z klientami bardzo barwnie przedstawiłeś. Ciekawy jestem jak układasz te relacje, jak dobierasz ludzi do swojego zespołu. Bo twój biznes opiera się głównie na ludziach. Bo to nie jest biznes typu postawimy pięć serwerów, napiszemy kod i tam będzie się ściągała co miesiąc jakaś kasa. Tylko jakość twoich usług zależy od jakości i wspólnoty wartości ludzi, których zatrudniasz. Jak dobierasz ludzi do swojego zespołu?

  • To jest już od jakiegoś czasu prowadzone przez pracujące długo u nas osoby. Więc jak to się rzeczywiście zawsze na końcowym etapie pojawiam w tych rozmowach. Natomiast formułowanie potrzeb zespołu, formułowanie ogłoszeń rekrutacyjnych i następnie pozyskiwanie ogłoszeń, long lista, short lista jest właśnie prowadzona przez wspomniane osoby, czy osobę. Wiesz co, tak naprawdę szczerze mówiąc, od jakiegoś już czasu też mamy taką, powiedzmy dość podobnie jak w przypadku klientów, relatywnie niską rotację w zespole. Więc automatycznie wydaje mi się, że trochę łatwiej jest dobierać osoby do kolektywu, który już masz, bo automatycznie patrzysz oczywiście pod kątem przede wszystkim niezbędnych kompetencji, jakie dana osoba powinna powsiadać. Ale też automatycznie patrzysz pod takim kątem, czy świadomie, czy podświadomie, pod takim kątem i trochę charakterologicznym i trochę takim powiedzmy, jak gdyby to powiedzieć, czy ta osoba się po prostu będzie w stanie odnaleźć, czy nie będzie konfliktowa, czy będzie w stanie też wnieść coś nowego do zespołu przy jednoczesnym zachowaniu tego, tak nazwę ładnie, Monitu kultury, który funkcjonuje, więc…

Ale skąd wiesz jak ta osoba się zachowa w praktyce?

  • Myślę, że tu dużo jest takich nienamacalnych rzeczy. Nie jestem w stanie podać jakichś takich kryteriów, czy jakiejś checklisty, którą mamy. To jest bardzo, bardzo indywidualne. Większą część zespołu właśnie zrekrutowała wspomniana Kasia, która ma bardzo dobrą, że tak powiem, rękę do ludzi. Przy tak długim po prostu okresie, kiedy ze sobą współpracujemy, wydaje mi się, że jedna i druga osoba wiedzą czego w danym momencie struktura potrzebuje i jakiego typu osoby się powiedzmy sprawdzą czy nie sprawdzą. Plus oczywiście dochodzą czasami do tego takie rzeczy, które już na rozmowie widzisz, że to nie będzie odpowiednia osoba w ogóle, nawet pod takim kątem mentalnym, czy jeżeli chodzi o usposobienie. Byłem przy paru rozmowach gdzie pierwsze słowa tak naprawdę były już słowami idącymi w stronę szeroko pojętej roszczeniowości, albo takim sygnałem typu ja skończyłem taką i taką uczelnię, znam taki i taki język. I że ja bym chciał w zasadzie to i tamto, a tego bym nie chciał, gdzie tak naprawdę nie jest to do końca pierwsza informacja, którą chce się usłyszeć tylko tak naprawdę zawsze rozmowa kwalifikacyjna ma jakąś tam swoją strukturę. Więc od razu, jeżeli takie coś się słyszy, a niestety, coraz częściej się w dzisiejszych czasach to słyszy, przynajmniej z naszych doświadczeń, więc od razu potencjalnie się widzi, że masz do czynienia z osobą, która będzie bardzo roszczeniowa, albo będzie mogła mieć bardzo zły wpływ na zespół. Więc automatycznie zapala się czerwona lampka, że być może jest to nie najlepszy wybór. A ja jeszcze swoją drogą jestem bardzo uczulony na takie właśnie rzeczy, pod tytułem, że ktoś przychodzi i mówi, co to nie ja, że ja umiem to, a taka uczelnia, a takie języki. Ale tak naprawdę so what? Jeżeli na papierze osoba nic potencjalnie nie wnosi do struktury to tak naprawdę firma musi jeszcze w taką osobę, nie dość, że jej zapłacić, to jeszcze musi w nią zainwestować sporo czasu, czego się często nie bierze się pod uwagę. Ale myślę, że kwestie HR-owe, w branży marketingowej, w ogóle chyba HR-owe w dzisiejszych czasach, to jest temat na oddzielną rozmowę.

A jak duży jest teraz ten zespół waszych z jednej strony pracowników, czy ten zespół wewnętrzny i ten zespół klientów. Jaka jest skala biznesu, jeżeli chodzi o ludzi, z którymi masz kontakt.

  • Zespół obecnie liczy 11 osób. Tak że to jest taka, powiedziałbym, struktura jak na realia branży PR-owej pewnie około średniej. Jeżeli chodzi o strukturę kliencką, pracujemy w tym momencie z, jeżeli się nie mylę, z 14 lub 15 klientami na zasadzie stałych współprac. Czyli tak zwanych Retainerów, abonamentów. No i prowadzimy też kilka takich działań już stricte projektowych o charakterze krótszym. Czyli powiedzmy 2-3 miesiące od rozpoczęcia do zakończenia projektu.

Powiedz, skąd ci klienci się wzięli, bo wiesz, czemu mnie to interesuje? Bo mówisz o tym jak utrzymać z nimi relację, ale zabrakło tego, skąd taki klient się bierze. A mam takie poczucie, że masz wyjątkowe zdolności też przyciągania ludzi do siebie i też tworzysz taką atmosferę wokół siebie swoim pozytywnym nastawieniem. Ale myślę, że wielu przedsiębiorców ma ten kłopot, okej, mam super team, jest ta maszyna, ale nie wiem skąd mam wrzucać tych klientów do środka. Jak to wygląda w twoim przypadku?

  • Ciężko mi się odnieść do tego co powiedziałeś, bo pewnie trzeba by było kogoś zapytać z bliższego otoczenia. Znaczy tak, na pewno przez jakąś tam, wydaje mi się, dość ugruntowaną pozycję firmy, ileś zapytań, czy już bezpośrednio zleceń trafia do nas po prostu z tak zwanego rynku, no wygląda na to, że jesteśmy obecni w sieci, w mediach branżowych. Jesteśmy też członkiem wspomnianej sieci, więc…

Może źle zadałem to pytanie. Skąd się wzięło pierwszych trzech klientów?

  • Z poleceń. Tak naprawdę pewnie na ówczesne czasy nie do końca bazujących na konkretach, no bo gdy zaczynałem działalność, to tak naprawdę moim portfolio była działalność jednoosobowa freelancerska, to było to, czego się nauczyłem i dla kogo pracowałem jeszcze w ramach innych struktur, tak że to było naturalne, że byłem kojarzony z jakąś tam branżą i z rzeczami jakie zrobiłem, którymi oczywiście się mogłem tytułować. I wciąż pracujemy w dużej mierze na klientach, którzy po prostu polecają nas, albo ci, dla których pracujemy kogoś znają, ktoś się dowiaduje o nas, rozmawiamy i tak dalej. Dzięki temu ta rotacja i zespołowa i kliencka jest relatywnie niska, bo rzadko jest tak, że coś komuś próbuje sprzedać czy wymusić, czy jakoś tak bardzo powiedzmy agresywnie, w cudzysłowie, agresywnie zabiegać o to, żeby by ktoś podpisał z nami umowę. Tylko raczej ten powiedzmy klimat nawiązania współpracy jest raczej zawsze dobry lub lepszy niż dobry. Co jest jak gdyby dla wszystkich też pozytywny i też dzięki temu wydaje mi się, że często jesteśmy w stanie uniknąć nieporozumień albo konfliktów na poziomie ludzkim, które na przykład wychodzą później w trakcie już trwania współpracy.

Kuba, co robisz po pracy?

  • Obecnie staram się jak najwięcej czasu spędzać z rodziną. Od prawie 3 miesięcy rodzina powiększyła się o jeszcze jednego członka, córkę Sarę. Tak że jesteśmy tutaj z Martą dość mocno zaangażowani, szczególnie oczywiście, wiadomo, że Marta lwią część tej pracy wykonuje, ale na ile jestem w stanie staram się jakoś tam wspierać. Więc to jest teraz taka część, która najbardziej nas, nas i mnie, automatycznie absorbuje. Ale oczywiście oprócz tego staram się przeznaczać czas na te rzeczy, które lubię, czyli raz na jakiś czas wybrać się na koncert czy za granicę polecieć, bo to też jest taka rzecz, której nie chce w sobie zabijać, takiego dziecka jakie zawsze miałem. Dziecka, w sensie też zamiłowania do muzyki, też chodzenia na koncerty, co jest często kojarzone, tak mówiąc znowu stereotypowo, że o, słuchałem metalu jak byłem w podstawówce, czy coś takiego, bo to akurat jest gatunek, który jest mi najbliższy 23. Tak że to jest to. No i oczywiście regularnie staramy się wyjeżdżać (foto 3), ja się też staram regularnie latać, jeździć, chodzić na mecze, bo też jestem fanem piłki od lat. Dla takiego totalnego powiedzmy odcięcia, co też jest przy tak dużym przybodźcowaniu konieczne część wolnego czasu, często zajmuje po prostu konsola, dzięki której jestem w stanie totalnie zone out’ować mówiąc po angielsku.
  • Koncert

A w jakie gry grasz?

  • ☺ W sumie wyrosłem na PC-ie i na RTS-ach. Natomiast w momencie, kiedy nabyłem Playstation 3 ileś lat temu, to tak naprawdę gatunek Action RPG-‘s chyba jest taki mi najbliższy, czyli wszystkie gry pod tytułem God of War, czy nie wiem, Dragon Age. No generalnie wszędzie tam gdzie są jakieś elementy, albo związane z SF albo z fantasy to jest coś, co lubię.

A jaką płytę metalową poleciłbyś komuś, kto jeszcze do teraz nigdy nie słuchał metalu. Jaka jest twoja ulubiona płyta?

  • No, musiałbym pewnie podać przynajmniej kilka. Ale wydaje mi się, że na przykład KILLSWITCH ENGAGE – Incarnate to mógłbym każdemu polecić. Ale na pewno i tak jest to, taki dość powiedzmy przyjazny metal. Natomiast na pewno nie są to Backstreet Boysi. Na pewno nie dla każdego, ale jako taki entry level, myślę, że coś, co nie jest rockiem, a jest metalem może być okej.

Jaka jest finalna rozgrywka dla Kuby? Czy masz pomysł na to, co chcesz osiągnąć ze swoim biznesem, ze swoją karierą za jakiś czas. Czy bardziej podążasz za tym co jest i jak widzisz swoje kolejne lata?

  • Jestem w tym momencie w trakcie takiego… To znaczy nie mówię jakichś zmian, natomiast faktycznie pojawienie się córki też w pewnym sensie zredefiniowało jakieś tam pewne plany. I też patrzenie na pewny i I też pewnie z czasem przewartościuje angaż czasowy w poszczególne obszary. Tak że na ten moment, oczywiście chciałbym odpowiedzieć książkowo, że za 5 lat chciałbym osiągnąć to. W tym momencie nie dysponuję taką wiedzą. Natomiast intensywnie o tym myślę. Właśnie kończę wiek chrystusowy, tak że czas rozmyślań się pojawia.

A jeżeli chciałbyś powiedzieć jeszcze o czymś, nad czym teraz pracujesz. Albo co będziesz robił w najbliższej przyszłości, to jest to właściwy moment. Możesz powiedzieć też gdzie można cię spotkać w internecie, jak można się z tobą skontaktować?

  • Na pewno można mnie znaleźć na wszystkich możliwych sieciach społecznościowych, LinkedIn, Facebook, to jest to. I na pewno na stronie mojej firmy czyli Consulting’n More. Od dzisiaj będę tą nazwę, zawsze…, nie mówię, że przeklinał, natomiast w sytuacjach, w których należy ją przedyktować osobie, która ma średnią wiedzę z języka angielskiego jest to naprawdę karkołomne.

A to przedyktuj.

  • Wyobraź sobie sytuacje, że jesteś na dalekiej Polsce, na stacji benzynowej, która nie ma wpisanego twojego kodu do faktury i jest pani czy pan, no i jak się nazywa twoja firma? Conuslting, consulting wszystkie możliwe, nie mówię już o zapisie „’n”, które wystąpiło już w kilku konfiguracjach. No ale tak, consultingandmore.pl. to jest strona, natomiast literowanie nazwy firmy jest zawsze dużym wyzwaniem.

Coś o planach? Coś jeszcze co chciałbyś teraz powiedzieć korzystając z okazji?

  • ☺ Nic konkretnego. To znaczy mam kilka rzeczy, nad którymi pracuję, natomiast są na tyle jeszcze rzeczami, na dość dużym poziomie ogólności, że nie chciałbym na ten moment mówić. Ale, no jest kilka ciekawych projektów, które w najbliższym czasie ujrzą światło dziennie.

To czekamy w takim razie z wielkim napięciem. Bardzo ci dziękuję. Moim i waszym gościem był dziś Kuba Zajdel, szef Consulting’n More. Dzięki Kuba.

  1. Aktualna strona firmy Consulting’n More https://consultingandmore.pl/
  2. Agencja RC2 http://www.zfpr.pl/raczkiewicz-chenczke-consultants-rc2
  3. to go the extra mile https://idioms.thefreedictionary.com/go+the+extra+mile dołożyć wszelkich starań
  4. Lifting wizerunkowy agencji 2017 http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/agencja-consulting-more-z-nazwa-consulting-n-more-i-nowa-identyfikacja#
  5.  Studiował kilka kierunków, z czego pierwszy w Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW,  filologie wschodniosłowiańskie  (2003-2008) http://www.ils.uw.edu.pl/index.php?id=instytut
  6. Drugie studia: Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania Leona Koźminskiego (zarządzanie i marketing, 2005-2009) Kuba mówi o sobie dla Akademii Koźmińskiego https://www.youtube.com/watch?v=2gfYxBEl8eU
  7. Influencerzy  http://www.proto.pl/aktualnosci/influencer-marketing-prognozy-2018
  8. ATL BTL https://poradnikprzedsiebiorcy.pl/-tradycyjny-podzial-na-atl-i-btl-a-marketing-xxi-wieku
  9. Zdjęcia produktowe, na przykład http://marszalstudio.pl/packshot/?gclid=EAIaIQobChMIwuzdw_2s2gIV7b_tCh0ttgfGEAAYASAAEgKH3PD_BwE
  10. Sundose – suplementy https://pl.sundose.io/
  11. B2B, B2C https://poradnikprzedsiebiorcy.pl/-sklep-b2b-i-b2c-jakie-sa-miedzy-nimi-roznice
  12. SEM SEO https://poradnikprzedsiebiorcy.pl/-seo-i-sem-co-to-takiego
  13. KPI (KejPiAj) – (ang. Key performance Indicator) Firmowe wskaźniki na podstawie których określa się kierunki prowadzenia działań w firmie http://korpolife.blox.pl/2011/03/KPI-czyt-kej-pi-aj.html
  14. Brand book – księga znaku, jest dokumentem wyznaczającym, w jaki sposób należy za pomocą identyfikacji wizualnej marki komunikować się z klientami, partnerami biznesowymi czy wewnątrz firmy. http://brandpro.pl/co-to-jest-brand-book
  15. Brief – podstawowy dokument zawierający zestaw informacji użytecznych w procesie tworzenia kampanii reklamowe https://pl.wikipedia.org/wiki/Brief_(reklama)
  16. Knowledge transfer – przekazywanie wiedzy, mające na celu obustronnie korzystną współpracę http://www.cam.ac.uk/research/news/what-is-knowledge-transfer
  17. Organizacja, do której należy agencja  – IPREX http://www.proto.pl/aktualnosci/consultingn-more-czlonkiem-iprex-miedzynarodowej-organizacji-niezaleznych-firm-public
  18. Wymieniony stały klient: Meble Wójcik https://www.meblewojcik.com.pl/
  19. Jakub Zajdel, przedstawiciel marki Meble Wójcik z nagrodą za kolekcję mebli Linate http://www.dobrzemieszkaj.pl/dobry_design/konkurs_dobry_design/246/rozdalismy_tytuly_dobry_design_2013,4214-35637.html
  20. Organizacja, do której należy agencja  – IPREX http://www.proto.pl/aktualnosci/consultingn-more-czlonkiem-iprex-miedzynarodowej-organizacji-niezaleznych-firm-public
  21. Lekcje Tima Ferrissa czy Simona Sinka http://thegamechangerpodcast.com/passion/
  22. TechCrunch – https://techcrunch.com/
  23. Kuba jest założycielem/redaktorem naczelnym Rockville.pl http://rockville.pl/o-nas/

2 Komentarze #5 Jakub Zajdel: PR od pracy na etacie do własnego międzynarodowego biznesu

  1. Mateusz Krause

    Nie umniejszając poprzednim rozmówcą i Tobie Greg – najlepszy podcast! 🙂 Nie wiem czy to głos Jakuba, czy sam temat rozmowy, który bardzo mnie zainteresował.. BOMBA!

    Reply

Dodaj komentarz