Krzysztof Machnicki – rocznik 1980, człowiek z pozytywnym nastawieniem do życia, którego inspirują ludzie. W biznesie od 20. roku życia. Samouk w większości dziedzin którymi kiedykolwiek się zajmował. Zaczynał od tworzenia prostych grafik oraz stron internetowych dla małych firm. Późniejsze doświadczenie zdobywał zarówno w biznesie prywatnym, jako specjalista ds. marketingu w dynamicznie rozwijającej się w minionej dekadzie branży komputerowej, jak i podczas dziesięciu lat pracy dla międzynarodowej organizacji – szwajcarskiego lidera w zakresie akcesoriów komputerowych, gdzie odpowiadał za marketing oraz wsparcie sprzedaży zarówno na poziomie lokalnym jak i regionalnym. Kreator ‘doświadczeń’ oraz pasjonat marek, które stanowią dla niego bardzo dużą wartość. Swój biznes prowadzi od 2003 roku. Uwielbia eksperymentować czego dowodem może być obecność biznesowa w różnych projektach. Od szkoły nauki jazdy, poprzez sklepy stacjonarne i internetowe w różnych branżach, po portale informacyjne. Od roku 2012 prowadzi sieć butikowych salonów optycznych pod marką Optique skupionych w dwóch największych miastach w regionie CEE – Warszawie oraz Pradze. Uwielbia sport i koleżeńską rywalizacje. Ambitny triathlonista, uczestnik kilkudziesięciu imprez biegowych oraz triathlonowych. Stawia na codzienne, intensywne treningi oraz zdrową, zbilansowaną dietę, które pozwalają mu nabrać siłę na nadchodzące wyzwania, zarówno w życiu prywatnym jak i biznesowym. Wraz z żoną oraz trójką wspaniałych dzieci mieszka na warszawskim Wilanowie.

Optique

Prywatna kolekcja Krzysztofa.

Zapis rozmowy:

Dziś naszym gościem jest Krzysztof Machnicki, twórca sieci salonów Optique 1. Cześć Krzysztof.

Cześć Greg.

Bardzo się cieszę, że jesteś, bo znamy się nie od dziś i trochę energii wymagało to, żeby cię tutaj siłą przyprowadzić. Jestem bardzo dumny też z siebie i z zespołu, że udało nam się to zrobić. Mam nadzieję, że nie czujesz się przymuszony.

Nie, nie. Przede wszystkim ja dziękuję za zaproszenie. Jest to dla mnie bardzo duży zaszczyt być tutaj, gościć u ciebie. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że już po tym czasie kilku miesięcy od kiedy uruchomiłeś swój podcast, jestem jego wiernym słuchaczem i z bardzo dużą ciekawością i zainteresowaniem śledzę każdy odcinek. Uważam, że zapraszasz bardzo ciekawych ludzi i też – tak jak ci wspomniałem przed rozmową – mam wrażenie po każdym takim odcinku, jakbym w jakiejś części te osoby znał. Oczywiście nie ma takiej możliwości, aczkolwiek bardzo chętnie po prostu bym z tymi osobami przybił przysłowiową piątkę, bo uważam, że robią super robotę. Inspirują ludzi i naprawdę jest to strasznie fajna rzecz.

A propos inspirowania. To ty dla mnie jesteś inspirującą osobą od tylu lat, dlatego, że poznaliśmy się jak pracowałeś w korporacji czy – powiedzmy – na etacie.

Dużo powiedziane korporacja, znaczy organizacja międzynarodowa – ja tak to nazywam. Aczkolwiek struktury zdecydowanie nie korporacyjne. Bardzo małe i bardziej takie rodzinne bym powiedział, jeżeli chodzi o format, ale też i lokalizację, bo to zawsze były jakieś tam domy czy wille, nie takie typowo korporacyjne lokalizacje.

Czyli to była firma Logitech 2, w której zajmowałeś się marketingiem 3. I nagle nastąpiła jakaś wielka zmiana i się dowiedziałem, że jesteś przedsiębiorcą. Powiedz, jak to się stało.

W sumie to nie do końca nagle. Może tak: cofnę się do roku 2001, kiedy to – można powiedzieć – zaczęła się moja kariera biznesowa i w zasadzie zacząłem pracować dla firmy. To była taka – nazwijmy to, sieć sklepów komputerowych zlokalizowana w Łodzi, ale w sumie nie tylko, ponieważ później powstała jeszcze sieć-satelita w innym województwie, złożona z kilku salonów. I ja miałem coś takiego, że byłem zawsze bardzo zaangażowany w to co robię, ale też nie wiem z czego to wynikało do końca, myślę że z ciekawości i chęci rozwijania się i też potrzeby tworzenia i kreowania, więc zawsze było coś jeszcze. Brałem udział w wielu projektach, które albo współtworzyłem albo rozpoczynałem, albo dołączałem. I generalnie było tak, że pracowałem na pełny etat, ale jeszcze było coś oprócz tego. Więc to nie jest tak, że w tym roku 2012 kiedy powstała marka Optique to był początek mojej – nazwijmy to, przedsiębiorczości. W zasadzie od lat 2006, 2007 czy nawet chwilę wcześniej, prowadziłem jakieś tematy. To były różne rzeczy. Zawsze kierowałem się można powiedzieć tym samym celem, czyli tym żeby dać ludziom coś więcej. Coś więcej – zarówno w obszarze produktów jak usług – niż mogą oczekiwać albo do czego mogą być przyzwyczajeni. Wydawało mi się to czymś naturalnym i to chyba w zasadzie jest jeden z głównych obszarów, czy jedna z głównych rzeczy, dzięki którym w ogóle rzeczy się rozwijają. Bo każdy coś chce ulepszyć, każdy coś chce wymyślić, każdy coś chce zmienić. Dzięki temu po prostu świat się rozwija. Nie uważam, żebym w jakimś mocnym stopniu zmienił ten świat, aczkolwiek zawsze o tym myślałem i było to dla mnie bardzo ważne, żeby robić ciekawe rzeczy, które wpływają pozytywnie na doświadczenia ludzi.

Byłeś zatem pracownikiem etatowym powiedzmy, ale równocześnie eksperymentowałeś z różnymi projektami biznesowymi, mówiąc brzydko, na boku. I teraz jakie to były te pierwsze projekty i czego się z nich nauczyłeś?

Pierwsze projekty. Pierwszy projekt to był sklep sportowy, który z moim ówczesnym przyjacielem stworzyliśmy. To była bardzo ciekawa rzecz. Generalnie wiesz jak to jest, jak się ma te dwadzieścia kilka lat – świat stoi otworem. Nie ma takiego strachu i też czasami ten optymizm nadmierny przyćmiewa racjonalne myślenie. Generalnie nie widzisz ograniczeń, widzisz tylko możliwości i chcesz tego spróbować. I w zasadzie nie zastanawiasz się, przynajmniej ja tak miałem, nie zastanawiałem się, czy to wyjdzie czy nie wyjdzie. Po prostu czułem, że to jest coś co ja chcę zrobić, muszę zrobić, a o przysłowiowym Excelu myślałem później. Tak to wyglądało. Oczywiście teraz to wygląda troszeczkę inaczej. Niemniej jednak myślę, że to są bardzo cenne doświadczenia, które wiele mnie nauczyły.

Właśnie, to był sklep sportowy. Nigdy cię o to nie pytałem, ale wiem skądinąd i pewnie też o tym chwilę pogadamy, że bardzo mocno wkręciłeś się w sporty wydolnościowe i to na takim prawie profesjonalnym poziomie. A ten sport już był wtedy na początku. Dlaczego właśnie sklep sportowy?

To akurat zupełnie było nie związane z moją obecną – nazwijmy to, pasją do sportu. Ja wtedy w zasadzie nic nie robiłem związanego ze sportem. Nie mam też takich wzorców pochodzących z domu czy z jakiegoś najbliższego środowiska, które by ten sport w jakiś sposób u mnie zakorzeniły. To była kwestia akurat mojego przyjaciela, o którym wspominałem, który już jakiś czas pracował w sklepie sportowym. I wiesz jak to jest. No, długo się siedzi i zastanawia się, co tu robić. Jak już wspomniałem wcześniej i myślę, że warto to powiedzieć jeszcze raz: świat stoi otworem, nie ma żadnych barier, granic. Nie mając rodziny, nie mając dzieci, troszeczkę inaczej się na to wszystko patrzy. I to takie naturalne, wiesz, od punktu A do punktu B. No dobra, co robimy? To może ty tutaj coś wymyślisz, masz kontakty. Ja mam jakieś tam powiedzmy zaplecze, coś zrobimy razem, spróbujmy. I tak to powstało, to był pierwszy projekt. W miarę równolegle powstał drugi projekt – to była słuchaj szkoła nauki jazdy. To jest w ogóle bardzo fajne, jak o tym teraz myślę. Myślę, że totalnie to nie wyszło. Zresztą mam już na swoim koncie kilka rzeczy, które nie wyszły i myślę, że to też jest bardzo cenna rzecz. Pomysł na tę szkołę był taki, żeby też tak jak już powiedziałem na początku zrobić coś trochę inaczej, dać ludziom coś więcej. Żeby stworzyć jakąś ciekawą wartość. Rynek usług związanych z nauką jazdy wyglądał bardzo kiepsko, to znaczy standardy były bardzo niskie. Myślę, że głównym driver’em na tamten czas była cena. Ja zawsze szukałem, jak można połączyć dobrą jakość z, nie mówię że z najniższą ceną, ale z atrakcyjną ceną, która nie będzie jakimś tam kosmosem i nie spowoduje, że ludzie totalnie cię przekreślą na samym początku. W związku z czym skupiłem się na tym, żeby to były nowe samochody, żeby miały klimatyzację, żeby były regularnie myte i czyszczone w środku, co wcale nie było rzeczą oczywistą, bo sam jako kursant miałem przyjemność, tudzież nieprzyjemność w kilku samochodach jeździć, z których jak najszybciej chciałem wysiąść. Tak samo jeżeli chodzi o salę wykładową – na przykład na każde wykłady kupowaliśmy pączki. Może nie jest to najbardziej fit, ale to miały być takie subtelne małe dodatki, smaczki które spowodują, że ten ktoś kto przychodzi do nas po to żeby się nauczyć jeździć, on się nie tylko nauczy jeździć, ale też będzie miał bardzo pozytywne skojarzenia z tego całego procesu. I będzie mógł zarekomendować nas później swoim znajomym. I generalnie tak to się zaczęło. Wszystkie rzeczy, które na swojej drodze robiłem na początku nieświadomie, myślę że temu kierunkowi właśnie służyły. Takiej świadomości nabrałem pracując na tym etacie, o którym wspomniałeś. Miałem ogromną przyjemność pracować dla genialnej firmy, której bardzo dużo zawdzięczam, nauczyłem się tam bardzo dużo ciekawych rzeczy i to co chyba jest najważniejsze, to że firma o której rozmawiamy pochodzi ze Szwajcarii. Tam też była centrala europejska, jest zresztą do dzisiejszego dnia. Kupa niesamowitych ludzi , bardzo przyjaznych, bardzo otwartych, bardzo inspirujących. Dla mnie zderzenie z taką wielokulturowym organizacją było strasznie ciekawym przeżyciem i bardzo dobrze się w tym odnajdywałem. Ja ogólnie w ogóle lubię ludzi. Nie chcę mówić, że kocham wszystkich ludzi bo wszystkich nie kocham, ale generalnie lubię ludzi i jestem bardzo otwarty do ludzi. Lubię z nimi spędzać czas i generalnie wychodzę z założenia, że ludzie są OK. Że każdy generalnie jest dobrym człowiekiem. Czasami wiadomo, wychodzi to nie do końca tak jak chcemy, ale z założenia każdemu daję kredyt zaufania. I myślę, że takim kredytem ja zostałem obdarzony wchodząc do tej organizacji. Miałem przyjemność współpracować z bardzo fajną grupą ludzi, też jeżeli chodzi o moich bezpośrednich przełożonych. Miałem tą ogromną przyjemność, że zawsze byli to ludzie, którzy nie ograniczali mnie, a wręcz zachęcali do tego żeby się rozwijać, żeby wdrażać swoje pomysły. Nawet w tak dużej i można powiedzieć poukładanej organizacji, miałem ten komfort, że naprawdę mogłem realizować swoje pomysły i wszyscy bardzo mi kibicowali.

A w jaki sposób twoi ludzie w zespole, czy twoi przełożeni odnosili się do tego, że też prowadzisz równocześnie swoje inicjatywy biznesowe? Czy to było w jakiś sposób tępione, czy to było wspierane, czy to było obojętne? Czy ten temat się pojawiał?

Nie pojawiał się, ponieważ dla mnie priorytet był jasny. Pierwsza rzecz i najważniejsza to jest moja praca dla firmy, na bazie podpisanego kontraktu, gdzie oprócz tego słowa pisanego, ja daję pełnię swojego zaangażowania. I w zasadzie myślę, że to nigdy nie było problemem dla moich przełożonych. Myślę, że w pewnych sytuacjach mogło to nawet działać na plus ponieważ osoby, które mnie znały, wiedziały że u mnie w głowie zawsze dużo się dzieje i ja potrzebuję takiej wielowątkowości. Tak więc dzięki temu w organizacji o której rozmawiamy miałem ogromną przyjemność pracować prawie dziesięć lat. Zabrakło mi kilku miesięcy do tego fajnego szwajcarskiego długopisu, który bym dostał. To oczywiście mówię jako żart, ale zabrakło mi do dziesięciu lat i nigdy nie podejrzewałem, że będę w stanie pracować w jednej firmie tak długo. I myślę, że to że miałem te dodatkowe obszary, które pozwalały mi zdywersyfikować pewnego rodzaju uwagę, zainteresowanie po godzinach – bo wtedy to był czas, kiedy mogłem sobie na to pozwolić z racji braku rodziny, pracowałem dużo i intensywnie – to chyba ogólnie wyszło ok. Tak mi się wydaje.

A skąd w twoim życiu nagle wzięły się okulary? Skąd się wzięły okulary?

Skąd się wzięły okulary? Myślę, że chyba zupełnie przypadkowo. Może to wynika z tego, że pracowałem kilka lat w marketingu, może to wynika z jakichś innych rzeczy, nie wiem do końca, ale ja mam coś takiego, że czuję więź emocjonalną z markami. W sensie – nie ze wszystkimi oczywiście – że muszę się z nimi w jakiś sposób identyfikować, utożsamiać. Są pewne marki, z którymi mam emocjonalną relację. I odkryłem to, nie pamiętam w którym to było roku, ale po raz pierwszy spotykając się z marką Oakley 4, którą teraz mam przyjemność oferować klientom i czerpać z tego ogromną przyjemność. Nie wiem co zadziałało dokładnie, ale coś się zadziało takiego, że poczułem bardzo dużą emocjonalną więź z tą marką. Do tego stopnia, że jako kilkunastoletni – bliżej pewnie dwudziestki – chłopak zapragnąłem po prostu być częścią tego. I pamiętam jakieś w ogóle pierwsze maile, które pisałem wtedy do Oakley, do ich centrali w Stanach, że ja w ogóle jestem takim gościem, który strasznie by chciał jakoś z nimi współpracować. Szukałem dystrybutora. Wiesz, zupełnie nie wiedziałem z czym to się je, ale coś mnie do tego ciągnęło. I to była moja, ta nazwijmy to – pierwsza miłość, jeżeli chodzi o relacje z marką. Natomiast później to zostało zastąpione przez moją przygodę z firmą Logitech, która miała genialne produkty i sama marka dla mnie była też bardzo dużą wartością. Myślę, że to spowodowało, że to co robiłem było skuteczne. Wierzyłem w to, że zarówno produkt, jak i cała filozofia marki powodują, że ludziom się lepiej pracuje. Czyli produktywność jest lepsza. Czy jeżeli chodzi o graczy, to ich przyjemność z gry i skuteczność jest lepsza. Jeżeli chodzi o muzykę, to ludzie mogą czerpać z tego więcej dzięki tym produktom. I jakby na chwilę te okulary gdzieś tam zeszły na bok, ponieważ pojawił się Logitech. Ale później na przestrzeni czasu… Nawiążę teraz do tego sklepu sportowego, w którym też mieliśmy markę Oakley. To było bardziej związane ze sportami zimowymi czyli gogle, okulary przeciwsłoneczne i tego typu rozwiązania. Później było tak, że ten sklep nie do końca dobrze funkcjonował, w związku z czym zdecydowałem się jednak tę przygodę biznesową zakończyć. A zanim to zrobiłem, wykonałem analizę – powiedzmy, rentowności jeżeli mogę to nazwać; zupełnie o tym nie myślałem w tamtym czasie. Aczkolwiek zdecydowałem, że z tego wszystkiego co tam było, spróbuję tę markę Oakley wyciągnąć i stworzyć coś na bazie tego sklepu, który funkcjonował, przenosząc to z Łodzi do Warszawy, robiąc to w formie takiego prostego e-commerce’u 5. I w zasadzie tak to się zaczęło. Wynajęliśmy od znajomego jakiś taki pokoik, nazwijmy to. To był rok wydaje mi się 2011. I stwierdziłem, że fajnie by było coś z tą marką zrobić. Natomiast mimo że bardzo chciałem, to nie do końca byłem przekonany, że to jest czas, żeby wyjść poza ten format w którym pracowaliśmy, czyli otworzyć jakiś sklep. To było moim marzeniem, ale wiedziałem, że to jeszcze nie jest ten czas.

A czy te twoje pierwsze kontakty z marką, które były jeszcze zanim zacząłeś pracę w Logitech’u, czy te twoje maile do centrali uzyskały jakąś odpowiedź?

Tak. Nie jesteśmy zainteresowani. Nie szukamy dystrybutora.

No to powiedz, jak to wyglądało potem. Założyłeś sklep sportowy, potem uznałeś, że odpalisz platformę internetową, żeby sprzedawać samą markę Oakley. Czy już wtedy zbudowałeś bezpośrednią relację z producentem, czy kupowałeś to od dystrybutora, jak to wyglądało?

Byłem jednym z wielu dilerów, którzy kupowali produkty bezpośrednio od Oakley.

A czy ten temat tych twoich wczesnych maili kiedykolwiek się pojawił?

Nie, zupełnie nie. Nie sądzę, że w ogóle był sens to podnosić. To była już – można powiedzieć – zupełnie inna rzeczywistość biznesowa i ja też byłem już trochę inną osobą. Nie wydaje mi się, żeby nawiązywanie do tego cokolwiek dobrego tutaj zrobiło.

Byłem ciekaw, bo to jest naprawdę romantyczna historia i w pewien sposób zaskakująca. Bo jeżeli spojrzeć na to z długiej perspektywy tych nastu lat w sumie, to możesz powiedzieć, że to jest taka marka, która gdzieś kiedyś się w twojej głowie zaszczepiła. Podjąłeś pierwszą próbę, która była nieudana. Potem się dużo nauczyłeś. Potem podjąłeś drugą próbę i na bazie tej drugiej próby już zrealizowałeś to w takiej formie w jakiej chciałeś. Czyli dziś masz sklepy, w których jest marka Oakley.

Dokładnie tak. Pomysł na to od początku był taki, jak już wspomniałem. Dla mnie bardzo ważne było to, co marka sobą reprezentuje i co chciałem w jakiś sposób dać konsumentom w Polsce. Oczywiście marka była dostępna: to były jakieś tam szafy, corner’y (narożniki) czy po prostu gdzieś w salonach optycznych te produkty były dostępne, ale nie było tego nazwijmy to experience’u (doświadczenia). Nie było czegoś takiego, że wchodzisz i masz ludzi, którzy faktycznie mają pasję związaną z tą marką. To może być sport, różny sport, bo marka Oakley od zawsze była obecna wokół sportu. Masz do tego naprawdę dobry asortyment, szeroki asortyment, jakieś zaplecze jeżeli chodzi o wiedzę o produkcie, masz kompetencje jeżeli chodzi o sprzedaż. Jesteś w stanie spowodować, że z uwagi na całe to doświadczenie o którym mówię, ktoś kto przychodzi i kupuje u ciebie ten produkt, będzie z tego produktu dużo bardziej zadowolony i spełniony niż jakby ten produkt kupił gdzie indziej. To jest dla mnie w ogóle taki podstawowy wyznacznik. Czyli jak spowodować, żeby dać komuś produkt, ale z tym co tak naprawdę daje marka. I do tego oczywiście potrzebny był sklep, natomiast nie do końca miałem na to pomysł i nie do końca wiedziałem, jak spowodować, żeby to w ogóle biznesowo się spięło. Bo marka Oakley w roku 2011 czy 12, nawet jak spojrzeć na Warszawę, nie była jakoś strasznie mocno znana. Oczywiście byli pasjonaci, którzy kupowali od wielu lat te produkty, ale jednak robiąc proste kalkulacje, biorąc nie wiem koszt czynszu, osób które miałyby tam pracować, jakichś działań marketingowych, no to generalnie to się nie spinało. Więc podstawowy pomysł, nie tyle pomysł ile jakby założenie było takie: OK, co można zrobić, żeby to się obroniło. I w zasadzie analizując tę branżę optyczną stwierdziłem, że jest taka marka jak Ray-Ban 6, która w sumie jest całkiem znana i w sumie całkiem nieźle się sprzedaje. Potem się okazało, że się sprzedaje bardzo dobrze i to kilkukrotnie lepiej niż marka Oakley. I tak naprawdę stworzenie takiego sklepu 2-brandowego spowodowało, że ten temat w jakiś sposób się biznesowo obronił i do tego zaczął całkiem dobrze funkcjonować w zasadzie od samego początku.

Jak to się wydarzyło? Jak dokładnie wyglądało otwarcie pierwszego sklepu, czy ty jeszcze pracowałeś wtedy na etacie, czy już nie pracowałeś? W jaki sposób podjąłeś tę decyzję, moment decyzji. Bo wyobrażam sobie w praktyce, że to jest duża inwestycja finansowa, duże ryzyko. Otworzyłeś sklep tutaj w Warszawie w bardzo dobrej lokalizacji, która jest bardzo kosztowna. Nie miałeś doświadczenia w prowadzeniu sklepu detalicznego, poza tym sklepem sportowym, który nie był zbyt udanym przedsięwzięciem. Jak to było?

Znaczy to był taki chyba trochę zbieg okoliczności. Jeżeli chodzi o Oakley, kupowaliśmy to bezpośrednio. Znaczy Oakley w ogóle, może warto o tym wspomnieć, wtedy jeszcze dzielił się na dwa kanały. Kanał sportowy obsługiwał głównie sklepy sportowe. Jeżeli chodzi o asortyment, to były okulary przeciwsłoneczne, gogle i tzw. apparel (odzież) czyli kurtki, spodnie, różne tego typu akcesoria. I był kanał optyczny, który był obsługiwany i jest nadal obsługiwany przez firmę Luxottica 7, która jest w zasadzie właścicielem marki Oakley. No i żeby wejść w biznes optyczny, wcześniej pracując z kanałem sportowym, ja musiałem zmienić tak naprawdę źródło zakupów. Musiałem przejść z kanału sportowego do kanału optycznego, ponieważ kanał sportowy nie oferował okularów korekcyjnych. I szukając kontaktu do wspomnianego właściciela marki Oakley w Polsce stwierdziłem, że właśnie oni też są właścicielem marki Ray-Ban, więc to się fajnie spinało. Udało nam się umówić na spotkanie z osobą zarządzającą, jeżeli chodzi o Luxotticę w Polsce. I w zasadzie na pierwszym spotkaniu… na które tak prawdę powiedziawszy nie było wcale łatwo się umówić. No bo my byliśmy takimi trochę outsiderami, bo kanał optyczny to wszyscy się znają, bo to – wiadomo – jest taka branża, w której firmy funkcjonują naprawdę wiele lat. Jeszcze powiedzmy ten aspekt rzemieślniczy, on był tam bardzo istotny, i to było często przekazywane z pokolenia na pokolenie, te salony czy też zakłady optyczne, jak to się w tamtych czasach mówiło. Ne było nam łatwo się umówić, bo tak naprawdę byliśmy inni. Przychodziliśmy z zupełnie innymi doświadczeniami, jeszcze w ogóle jakiś e-commerce, o co chodzi, przecież to jest taka branża tradycyjna. A tu jeszcze wiele firm zapisuje na kartkach. Generalnie zderzenie z tą branżą to było zupełnie inne doświadczenie, niż to czego miałem przyjemność doświadczać na co dzień w branży elektroniki konsumenckiej, która była dużo bardziej rozwinięta i wszystko to zupełnie inaczej wyglądało. Ale udało nam się umówić na to spotkanie. Pojechałem do Krakowa, no i rozmawiamy. Ja przedstawiam plan że jest e-commerce, ale ja absolutnie nie chcę tutaj – nazwijmy to, żerować na waszym magazynie, co było w tamtych czasach bardzo popularne. Czyli ktoś robił sklep, zaciągał stany magazynowe od dostawcy i wszystko było „dostawa 14 dni”. I super. I tak naprawdę dostawca wszystko finansował, a żadnej wartości ten sklep nie wnosił. I ja od razu powiedziałem, że to nie tędy droga. Że my już mamy jakąś małą powierzchnię i docelowo będziemy mieli większą, tylko po prostu musimy ją znaleźć. Jak mi się już udało poukładać w głowie te tematy związane z tym, jak to musiałoby wyglądać, żeby taki sklep zadziałał, czyli dwie marki, to okazało się – to chyba w ogóle było taki zbieg okoliczności – że tego samego dnia, którego ja byłem w Krakowie na tym spotkaniu i powiedziałem, że my otworzymy ten sklep, tylko potrzebujemy jeszcze chwilę czasu, to o ile dobrze pamiętam, będąc w hotelu znalazłem ogłoszenie. Wtedy rynek nieruchomości komercyjnych, jeżeli chodzi o centrum Warszawy, wyglądał troszeczkę inaczej niż dzisiaj. Generalnie nie było gdzie przysłowiowego palca włożyć. Galerie handlowe to jest to miejsce, gdzie konsumenci preferują spędzać czas i robić zakupy. No i była taka sytuacja, że faktycznie znalazłem to ogłoszenie – Plac Trzech Krzyży, myślę kurcze, super lokalizacja, no dobra zobaczmy. No i udało mi się umówić z pośrednikiem w zasadzie na drugi dzień, więc rano wstałem, przyjechałem do Warszawy i w zasadzie patrząc na ten lokal powiedziałem „to jest to”. Nie zastanawiałem się, jeżeli chodzi o cały ten model biznesowy, czy to będzie działać, czy nie, nie analizowałem, mówię zupełnie szczerze. Po prostu czułem, że muszę to zrobić. Czułem, że to muszę zrobić. Oczywiście zdarzało się, że intuicja mnie zawiodła, ale mimo wszystko nadal jestem jej dużym fanem i bardzo często podejmuję decyzje właśnie w ten sposób. I tak to się potoczyło. Czyli wynajęliśmy ten lokal, otworzyliśmy sklep, w zasadzie na początku w bardzo małym gronie. Jak najbardziej pracowałem jeszcze wtedy na etacie, tym bardziej było to trudne, bo z braku czasu pewne rzeczy trzeba było robić późnymi godzinami wieczornymi. Ale też miałem bardzo fajny zespół, dzięki któremu od samego początku to wszystko zrobiliśmy. No i co. Pierwszy sklep powstał w 2012 roku, w maju było otwarcie i w zasadzie dosyć szybko się to potoczyło, rozwinęło dalej, bo w tym samym roku powstał kolejny. Potem w następnym roku rozpoczęliśmy swoją przygodę biznesową w Pradze w Czechach. No i tak to się zaczęło.

A jak dzisiaj wygląda Optique? To znaczy ile jest salonów, jak to działa i jaka jest skala tego biznesu? Co takiego możesz powiedzieć, nakreślić? Mam też poczucie, że to był pewnego rodzaju game changer (czynnik zmieniający reguły gry), to znaczy, że takie rzeczy to bardziej biznesy tradycyjno-rodzinne, że to nie działa na nowoczesnych zasadach. A z drugiej strony była taka masówa, byli tacy gracze, już nie będę wymieniał, ale takie sieci, gdzie trzecią parę okularów dostaniesz gratis itd. w centrach handlowych. Czyli byli tacy gracze, którzy mieli raczej charakter masowy. I wy weszliście z czymś zupełnie nowym. To się przyjęło, ale coś co się przyjmuje w jednym miejscu, to jeszcze może być przypadek. Natomiast dzisiaj okazuje się, że tych przestrzeni – ile jest, jak to działa i jaka jest skala?

Przede wszystkim Grzegorz wydaje mi się, że to jest kwestia troszeczkę innego spojrzenia, patrzenia przez pryzmat po pierwsze konsumenta, jego potrzeb, a po drugie tego, że te marki faktycznie mają coś do powiedzenia. I one są i inspiracją dla wielu ludzi i czymś takim praktycznie namacalnym. I to coś my chcieliśmy właśnie w tych sklepach pokazać. Czy nam się to udało? Nie wiem. Myślę, że po części tak, bo jednak mamy bardzo fajną grupę lojalnych klientów, którzy do nas wracają co jakiś czas po nowe okulary, szukając nowości, szukając inspiracji. I to jest fajne. Weźmy pod uwagę też jeden aspekt. To nie jest tylko przyjemność. Nowe okulary przeciwsłoneczne ok, to może być bardzo duża przyjemność. Ale też tu chodzi o komfort widzenia. Tu chodzi o nasz wzrok, o to w jaki sposób my postrzegamy nasz świat zewnętrzny, to co nas otacza. I to jest coś, o czym ja w ogóle na początku nie myślałem, a później to do mnie dotarło, że my tak naprawdę pomagamy ludziom, poprawiamy ludziom komfort funkcjonowania. I w związku z tym cały czas robiąc wszystko co robimy, czy to jest w Polsce, czy w Czechach, czy w jednym salonie czy w drugim, o których zaraz powiem ponieważ funkcjonujemy pod dwiema markami, zawsze chodziło o to żeby właśnie dawać ludziom komfort widzenia. Żeby nie tylko lepiej widzieli, ale też lepiej wyglądali. Mówimy tutaj znowu o tym profesjonalnym doradztwie, jeżeli chodzi o dobór opraw. Oczywiście można sobie w dzisiejszych czasach zamówić coś przez internet, nie wiem – wybrać 5 opraw, zamówić z dostawą do domu, odesłać te, które nam się nie podobają. Natomiast bardzo często, jeżeli chodzi o okulary korekcyjne, to jest jednak bardziej skomplikowana sprawa. Bo to jest kwestia i materiałów i soczewek i tego w jaki sposób je używasz i do czego, a przede wszystkim profesjonalnego i dobrego badania wzroku, które też determinuje chociażby to, jaką oprawę będziesz mógł wybrać. Na samym początku w ogóle o tym w ten sposób nie myślałem, nie miałem nic wspólnego z tą częścią korekcyjną. Nawet w zasadzie nie chcieliśmy tego robić. Pierwsze projekty sklepów zakładały, że będziemy się skupiać na słońcu, bo tego w ogóle w zasadzie nie było. Mój główny partner biznesowy dwa lata później pokazał mi badania, że z których wynikało poparcie mojej tezy: okazało się, że salon optyczny nie jest naturalnym miejscem do zakupu okularów przeciwsłonecznych. I to faktycznie się zgadzało. Zamiast robić gabinet, chcieliśmy zrobić show room. Nie show room tylko, przepraszam, jakiś taki vip room, gdzie w miłej atmosferze będzie można sobie te okulary wybierać. Natomiast spotkałem na drodze wiele ciekawych osób z mojej branży, które zainspirowały mnie do tego, żeby jednak zmienić trochę sposób myślenia. I bardzo jestem im wdzięczny, ponieważ dzisiaj wiem, że bez tych gabinetów i bez okularów korekcyjnych byśmy sobie rady nie dali. Bo to nie jest Hiszpania czy południowe Włochy, tylko jesteśmy w Polsce. I jednak musimy zadbać o to, żeby cały rok być w stanie w jakiś sposób funkcjonować.

No więc wracając do…

Nie odpowiedziałem ci na pytanie.

Właśnie tak mi się wydaje. Wrócę do tego, ale to co powiedziałeś jest interesujące, bo pokazuje jak ewoluował model biznesowy, już po tym jak podjąłeś inwestycję. To też jest ciekawe, że to nie jest tak, że zaczynasz z jakąś wizją i z tą wizją koniecznie skończysz. To znaczy, że był pomysł na walkę ze słońcem, a okazało się, że do tego trzeba było budować tę część związaną z poprawieniem widzenia i ujęcia szerszego. Ale o firmie – jak to teraz wygląda, ile marek, ile sklepów?

W sumie jest to w tym momencie sześć sklepów, cztery znajdują się w Warszawie. Trzy z nich funkcjonują pod marką Optique i to jest dosyć taki nietypowy format w tej branży, ponieważ są to sklepy, w których są dostępne dwie marki, maksymalnie trzy. Czyli skupiamy się na tym, żeby tak jak powiedziałem wcześniej, dać konsumentom maksymalne doświadczenia w zakresie tych konkretnych marek, odpowiedni asortyment i wiedzę, w odróżnieniu od takich standardów rynkowych, gdzie wchodzisz do salonu i masz do wyboru 20 marek czy 15 albo i więcej i z każdej z tych marek masz jakąś tam wąską kolekcję, która jest najczęściej wynikiem doświadczeń i poczucia estetyki osoby, która tę kolekcję zamawia. W naszych markach kolekcje są bardzo szerokie: w jednym salonie znajdziesz na przykład 15 modeli takich, a w innym salonie znajdziesz 20 modeli zupełnie innych. Więc to tak naprawdę pokazuje, że mimo że tych marek jest stosunkowo niewiele, to wcale to nie znaczy, że dwa salony, które sprzedają te same marki, czy też oferują te same marki, mają dokładnie tę samą ofertę. Czyli tak jak już powiedziałem: cztery sklepy w Warszawie, trzy pod marką Optique, jeden pod marką Optique Exclusive, Centrum Okularów Progresywnych 8 – to jest coś, co wygląda troszeczkę inaczej i też jeżeli chodzi o standardy, zarówno wyposażenia, jak i visual marchandising’u 9 i komunikacji z konsumentem. Tutaj aspekt medyczny pełni dużo większą rolę. I są dwa sklepy w Pradze w Czechach – jeden z nich pod marką Optique, drugi pod marką Optique Exclusive 10.

W jaki sposób zarządza się sklepem w Pradze mieszkając w Warszawie?

No nie jest to proste. Na pewno po tych – już w tej chwili pięciu – latach mogę powiedzieć, że jest to trudne i bardzo ciekawe doświadczenie, które wiele mnie nauczyło. Natomiast mogę też powiedzieć, że jest to bardzo kosztowne doświadczenie. Przede wszystkim to jest zespół i nieważne czy to jest Warszawa, czy to jest Praga, czy jakiekolwiek inne miasto. Kluczem w tym wszystkim są ludzie i to w zasadzie najważniejsza rzecz dla mnie jeżeli chodzi o ten biznes. Ponieważ bez zaangażowanych, fajnych ludzi, z którymi masz fajny kontakt, nie jesteś w stanie nic zrobić.

A w jaki sposób współpracujesz z zespołem – czy osobiście zarządzasz wszystkimi salonami, czy masz jakieś osoby kontaktowe? Czy ten sklep internetowy 11, który też macie, czy on jest traktowany jako oddzielny salon? Jak to zorganizowałeś od strony prowadzenia, zarządzania?

Współpracuję ze wszystkimi stronami bezpośrednio. To jest coś, co zmieniło się w zeszłym roku, ponieważ ta struktura wcześniej wyglądała troszeczkę inaczej. Wiem i czuję to, że będąc bliżej ludzi, bliżej salonów, współpracę mam dużo lepszą. Jeżeli chodzi o sam sklep internetowy – teoretycznie można powiedzieć, że jeżeli chodzi o planowanie i mierzenie efektywności czy też inwestycje, to tak, traktujemy to jako oddzielny business unit. Ale jednak biorąc pod uwagę to, że naszymi klientami w większości są ludzie z Warszawy plus jeżeli chodzi o salony, też kupiamy się na Warszawie, to bardzo ciężko jest to oddzielić. Mamy ten model ROPO 12, który w zasadzie w tej chwili to jest chyba jeden z największych trendów, które w tej branży funkcjonują.

ROPO to znaczy Research Online Purchase Offline, albo odwrotnie.

Dokładnie tak, dokładnie tak. I to są rzeczy, które np. mi jest trudno mierzyć – na ile powiedzmy inwestycje w obszarze e-commerce, niekoniecznie pod kątem samej konwersji, ale i na przykład takie działania bardziej powiedzmy brand’owe powodują konwersję w offline’ie. Bo oczywiście masz model click and collect, który jest bardzo prosty do zmierzenia. Natomiast to, na ile klient który robi research online, prawdopodobnie na więcej niż tylko na twojej stronie, trafia do ciebie później do sklepu stacjonarnego i dokonuje zakupu – na to nie mam odpowiedzi, w jaki sposób to mierzyć. Natomiast czuję, że jest to coraz większa i coraz ważniejsza rzecz, nad którą musimy pracować.

A co jest największym wyzwaniem w prowadzeniu biznesu, no nie ukrywajmy, modowego w pewnym sensie. No bo to są zmieniające się kolekcje, to są zmieniające się trendy, zarówno w okularach przeciwsłonecznych, jak i w okularach korekcyjnych. Tutaj wyobrażam sobie, że ta płynność zmiany kolekcji i zmiana oferty, też gusta ludzi, bardzo wpływają na to, że pewnie macie ogromny katalog towarów, macie jakieś wyzwania związane z overstock’iem, z nadmiarem pewnych nietrafionych decyzji jeżeli chodzi o zatowarowanie. Jeśli chodzi też o to, co się ludziom rekomenduje w danym czasie. Jak pokonaliście tego typu wyzwania związane z modowością tego biznesu?

Zgadza się. To jest w zasadzie jedno z głównych wyzwań, to o którym powiedziałeś. Natomiast myślę, że nasza taka otwartość na współpracę z naszymi głównymi partnerami biznesowymi, doprowadziła nas do sytuacji, gdzie powiedzmy to ryzyko jest w jakimś tam stopniu zdywersyfikowane. W zasadzie jako pierwsi w Polsce mieliśmy wdrożony taki system, można powiedzieć automatyzacji dostaw na podstawie dziennego raportowania, który w pewien sposób zdejmuje z nas ryzyko związane z tym, że coś źle wybierzemy, coś źle zamówimy. Mówimy tutaj mniej więcej o 90 procentach naszego asortymentu. Pracujemy w tym systemie już od dwóch lat, od końca 2016 roku. Więc dla mnie nie jest to aż tak duży problem teraz, jak powiedzmy było to nie wiem dwa, trzy, cztery lata temu.

A skąd się wziął taki system? Powiedz coś więcej, bo to nowy wątek dla mnie, i w kontekście rozmów z innymi gośćmi. Ciekaw jestem, czy to był wasz autorski projekt, czy to jest coś z czego korzystają wasi dostawcy, którzy was wdrożyli?

Nie, absolutnie nie nasz. Nie jesteśmy aż tak, powiem, sophisticated (zaawansowani), jeżeli chodzi o ten obszar, powiedzmy software’owy. To też wynika z tego, że zawsze skupiałem się na doświadczeniu przede wszystkim i nigdy nie było też czasu na to, żeby się temu poświęcić. Tutaj z pomocą przyszedł nasz dostawca, który ma takie globalne rozwiązanie, które dostarcza najlepszym swoim klientom. To są na ogół duzi klienci, bardzo duzi klienci na całym świecie. My byliśmy takim powiedzmy pilotażowym projektem. Myślę, że w dużej mierze też chodziło o to, żeby zweryfikować, na ile taki mniejszy biznes jest w stanie też korzystać z tego rozwiązania. Okazało się, że w naszym przypadku sprawdza się to naprawdę całkiem fajnie. Więc tu bardzo duża zasługa mojego partnera. Zresztą pracujemy bardzo intensywnie razem nad różnymi tematami i myślę, że właśnie ta nasza otwartość pomaga przełamywać pewne bariery, czy też stereotypy, które być może w tej branży zawsze funkcjonowały. I z uwagi na to, że ten biznes był taki mocno tradycyjny. W przypadku większości rynku jednak tej otwartości na nowe, na zmiany, na innowacje – nie było. Ja byłem przyzwyczajony do tego, bo generalnie taka ciągła zmiana była mi bardzo bliska i w zasadzie do takiego działania byłem przyzwyczajony pracując w organizacji, o której rozmawialiśmy.

Czy dobrze rozumiem, że to jest coś takiego – jest sobie trochę zastały, trochę anachroniczny rynek. Nagle pojawia się ktoś, kto o tym nie wie, więc robi co innego, czyli nie wie jak ten rynek działa, więc robi coś po swojemu. I teraz wasz partner i kluczowy dostawca mówi „ no uff, wreszcie jest ktoś z kim możemy poeksperymentować, podziałać trochę w bardziej elastyczny sposób, przetestować nowe rozwiązania” i pośrednio jesteś tak naprawdę beneficjentem tej swojej niewiedzy i swojej zarazem wiedzy o tym, że można inaczej, i niestandardowego podejścia. Czyli krótko mówiąc trochę temu dostawcy w jakimś stopniu fajnie spadliście z nieba, też dajecie taką nową możliwość eksperymentowania dzięki swojej otwartości i na tym zbudowaliście przewagę na rynku tradycyjnym.

Ja tak to czuję. O szczegóły oczywiście byś musiał zapytać mojego partnera biznesowego, ale tak jest – wydaje mi się – bo faktycznie spowodowaliśmy lekkie zamieszanie, jeżeli chodzi o tę branżę, które w perspektywie daje korzyści konsumentom, ale też stymuluje rozwój. No bo w momencie kiedy masz ład i wszystko jest przewidywalne i spokojne i wszyscy się znają, nagle przychodzi ktoś, kto troszeczkę robi to inaczej i w jakiś sposób wymusza te ruchy. Czyli wszyscy ci, co oczywiście chcą w jakiś sposób się rozwijać i iść do przodu, muszą tę pracę domową zrobić i zastanowić się, jak to dalej będzie wyglądało. Myślę że byliśmy takim małym zapalnikiem dla tej branży.

Jakie są plany twoje dotyczące kolejnych kroków? Bo mówisz że gdzieś zaczęliście, kiedyś była marka Oakley, potem była wizja współpracy, pierwszy sklep internetowy, pierwszy salon. Dziś to jest 6 salonów, sklep internetowy. Staliście się zapalnikiem dla rynku, dzięki pewnego rodzaju niestandardowemu podejściu. Co będzie dalej?

Co będzie dalej, tego nie wiem. Jest bardzo duża dynamika, jak wiesz, w wielu branżach i tej branży również to nie ominęło. Są różne pomysły na to, co w Polsce z tą branżą będzie się działo. Ja się póki co temu przyglądam, realizuję swoje założenia czyli przede wszystkim dostarczanie tej dodatkowej wartości konsumentom, przede wszystkim w Warszawie i w Pradze. To są te dwa miejsca, na których skupiamy swoją uwagę i uważam, że ten potencjał tutaj jest naprawdę spory. Można jeszcze dużo zrobić, bo mamy fajny know-how, bardzo fajnych partnerów, wiem jak to robić, żeby klienci wychodzili z uśmiechem, widząc po prostu lepiej i żeby do nas wracali. Więc na pewno to jest kierunek, w którym będziemy chcieli dalej iść. Natomiast jak ta branża będzie wyglądać za dwa, trzy lata, myślę że tego nikt nie wie. Następują dosyć istotne zmiany, pojawia się konsolidacja już na etapie produkcji, dystrybucji, na poziomie retail’u również. Więc patrzymy, staramy się być czujni i obserwujemy to, co się dzieje. Myślę, że ciężko powiedzieć, jak to się potoczy, ale raczej patrzę z optymizmem na przyszłość, bo wiem że to jest fajna branża, ciekawe miejsce i przede wszystkim duża wartość dla klienta.

Wielokrotnie wspomniałeś o tej dodatkowej wartości. Czy mógłbyś zdradzić parę takich komponentów, które się składają na tę dodatkową wartość? Bo może jako stały klient twoich salonów pewnie doświadczam tego i nawet tego nie wiem. Więc chciałbym zrozumieć i jeżeli mógłbyś podzielić się wskazówkami dla osób w innych branżach ze swojego wieloletniego doświadczenia w budowaniu doświadczenia marki i właśnie tego elementu budowania doświadczenia klienta, to na co zwróciłbyś uwagę. Co jest tą wartością dodaną? No kurcze idę, kupuję okulary, wychodzę – wydawałoby się. Gdzie jest ta wartość dodana, o co chodzi?

Dla mnie tą wartością dodaną jest przede wszystkim, nazwijmy to shopping experience 13. Czyli kupowanie w miejscu, które dostarcza ci wiedzy o produkcie, dostarcza ci odpowiedniego serwisu – i zarówno jeżeli chodzi o sprzedaż, jak i później tematy posprzedażowe. O to, że jest ktoś, kto dba o twój komfort widzenia, jest w stanie przypomnieć ci o tym, że warto by było np. przyjść na badanie – generalnie, w jaki sposób dba o ciebie. No bo jaki jest problem z oczami, ja może na chwilę zmienię temat, ale myślę że warto o tym wspomnieć. Dzisiaj powiedziałeś, że masz awarię jakiegoś mięśnia i to jest bardzo namacalne. Coś się zadziało, ciebie boli ręka i ty wiesz, że musisz coś z tym zrobić. No bo jeżeli tego nie zrobisz, to będziesz po prostu cierpiał. Jeżeli chodzi o oczy – oczy nie bolą. W większości przypadków oczy nie bolą, wzrok pogarsza się w niewielkim stopniu z dnia na dzień. I to jest coś, o czym bardzo mało się mówi. Czyli ta profilaktyka jest bardzo kiepska. I chodzi o to żeby w jakiś sposób uświadamiać naszych klientów, nie tylko klientów, ale ogólnie ludzi uświadamiać o tym, że warto ten wzrok badać, że warto regularnie odwiedzać okulistę. Czyli to jest tak jak odwiedza się lekarza, żeby zbadać krew czy zrobić jakieś rutynowe badania. I to są takie rzeczy, na które bardzo zwracamy uwagę i te rzeczy chcemy rozwijać. Ja tu przede wszystkim upatruję tej wartości dodatkowej, jakby łącząc te wszystkie rzeczy z tym, co oferuje marka. To mogą być limitowane kolekcje i dedykowane rozwiązania, które są np. dostępne u nas. Chociażby ostatnio pojawił się limitowany model jeżeli chodzi o okulary marki Ray-Ban z kolekcji Wings. To są takie powiedzmy okulary w klimacie vintage, gdzie soczewka jest pokryta 24-karatowym złotem, jakąś powłoką i tych okularów było 500 sztuk dostępnych tylko na cały świat, w tym jeden w Polsce u nas w salonie w Galerii Mokotów. I to są takie rzeczy, które pokazują nasze zaangażowanie i pokazują tę naszą specjalizację, która w dzisiejszych czasach – uważam – jest kluczowa.

Przejdźmy do ciebie jako przedsiębiorcy. Bo sporo dowiedzieliśmy się na temat tego, jak budowałeś firmę, tego co charakteryzuje branżę, nazwijmy ją – okularową, nazwijmy to tak nieprofesjonalnie, i też jak budujesz doświadczenie klienta. Znam cię sporo lat w sumie, tak myślę, bo poznaliśmy się, jak ty pracowałeś jeszcze w Logitechu, a ja wtedy pracowałem w firmie Asus. To były mniej więcej te czasy – jakiś 2006 rok – kawał czasu temu, trochę wody w Wiśle upłynęło. I od zawsze miałem takie wrażenie że jesteś taką osobą niezwykle skupioną, niezwykle skoncentrowaną. Kiedyś, jeszcze bardziej niż teraz, to było odczuwalne w codziennym kontakcie, że robiłeś tylko to, co w danym momencie ciebie interesowało. I to jest coś, co dla wielu osób jest trudne, no bo rezygnujesz z wielu rzeczy po to, żeby poświęcić się jednej rzeczy. W jaki sposób Ty to postrzegasz, ze swojej strony – czy też masz takie obserwacje na temat tej swojej ekstremalnej koncentracji, ekstremalnego skupienia i co cię napędza w tym?

Szerokie pytanie. Jest coś takiego faktycznie, to powiem szczerze, i to można postrzegać jako zaletę, można postrzegać jako wadę. Mam taką cechę, że faktycznie jak się w coś zaangażuję, to wchodzę w to można powiedzieć, all-in (globalnie). I to jest z jednej strony fajne, z drugiej strony bardzo niebezpieczne, co też już mówię na konkretnych moich doświadczeniach życiowych. Tu trochę z pomocą przychodzi sport – uprawiam na co dzień amatorsko triathlon 14, 15, dlatego o tym wspominam, ponieważ są to trzy dyscypliny, które tak naprawdę musisz idealnie połączyć. Tak jak w swoim życiu prywatnym musisz połączyć biznes, rodzinę i swoje pasje, i w zasadzie żeby to robić skutecznie, musisz być w jakiś sposób dobry w każdej z tych dyscyplin, znaczy nie możesz zaniedbać niczego, bo inaczej będzie po prostu klops na zawodach, o ile w takich zawodach startujesz. I to jest ciekawe, bo teraz tak patrząc z perspektywy czasu widzę, że to jest coś co nauczyło mnie pewnej dywersyfikacji uwagi na zasadzie takiej, żeby faktycznie skutecznie łączyć te obszary. Czyli nawiązując do sportu nie mogę zaniedbać pływania i poświęcić się na przykład bardziej bieganiu czy rowerowi, bo akurat to lubię. Muszę tak ten mój czas ograniczony rozkładać, żeby w każdej z tych trzech dyscyplin zrobić konkretną robotę, która spowoduje, że mój poziom sportowy będzie się podnosił, można powiedzieć – równolegle na wszystkich dyscyplinach. I tak samo jest w życiu. Widzę już w tej chwili, że ten balans po prostu musi być, bo jeżeli jego nie ma, to wychodzą strasznie nieprzyjemne sytuacje. A mówię o tym dlatego, paradoksalnie, ponieważ mam wrażenie, że właśnie ten sport, który z jednej strony miał mnie przed tym uchronić – no bo przecież mamy te trzy dyscypliny, musimy ten czas rozkładać i musimy tego pilnować – z uwagi na mój charakter i podejście all-in, o którym ci mówiłem wcześniej, spowodował, że tak naprawdę ostatnie moje dwa lata – do połowy roku 2017 – ten sport mnie pochłonął na tyle, że zaniedbałem inne obszary życiowe. Nie wiem, czy to nie za dużo powiedziane, ale faktycznie byłem tak skupiony na tym, dało mi to pewnego rodzaju samorealizację, strasznie mnie to napędzało, te wyniki się poprawiały, bo pracowałem ze strasznie fajnym trenerem, który dawał mi taki experience, prawie jakbym był jakimś pros’em (zawodowcem), który po prostu na co dzień się tym zajmuje. I to spowodowało, że moja uwaga poszła znowu za bardzo w ten sport, tak teraz to oceniam. Przez to uważam, że np. zaniedbałem tematy związane z biznesem w ciągu ostatniego roku. No i teraz mnie to kosztowało bardzo dużo pracy i czasu, żeby pewne tematy poukładać i żeby pewne rzeczy poprostować. Więc to jest dla mnie taka bardzo ważna nauka, że z jednej strony – super fajnie, że jestem w stanie się bardzo szybko do czegoś zapalić i w stu procentach temu poświęcić, ale ten balans musi być zachowany. Bo jeżeli go nie ma, to jest bardzo źle.

A skąd czerpiesz inspirację do rozwoju jako człowiek i jako przedsiębiorca? Bo pewnie sporo obserwujesz klientów, obserwujesz co się dzieje i na tej podstawie wyciągasz wnioski. Ale czy masz jakieś inne źródła, z których czerpiesz wiedzę lub inspiracje?

Znaczy, inspirują mnie ogólnie ludzie. Tak jak powiedziałem na samym początku – bardzo lubię ludzi, lubię z nimi rozmawiać, lubię słuchać. W ostatnim czasie też, tak jak ci powiedziałem przed rozmową, doceniłem wartość podcast’ów. Nigdy wcześniej ich nie słuchałem, natomiast to jest coś bardzo ciekawego dla mnie. I np. twój podcast i ludzie, których zapraszasz są do mnie inspiracją. Są oczywiście książki, trenując, spędzając godziny w tygodniu na treningu, czy na bieżni, wykorzystuję ten czas przede wszystkim do słuchania – czy to są audiobooki czy podcasty. I ogólnie bardzo dużo myślę. W sensie, to jest chyba taka domena przedsiębiorczości, że w zasadzie nie rozstajesz się z tym swoim biznesem i tym co go otacza w zasadzie nigdy. Jest to z tobą cały czas i cały czas o tym myślisz i zastanawiasz się w którą stronę iść, jak. Chyba to jest właśnie to.

A jak wygląda twój typowy dzień? Czy masz jakiś rytm dnia? Bo żeby przygotować się do zawodów triathlonowych w sposób dobry, popraw mnie jeżeli się mylę, pewnie musisz ponad dziesięć godzin w tygodniu trenować?

Żeby się przygotować na wysokim poziomie sportowym, pewnie tak. Ja nie mam tej przyjemności trenować dziesięciu godzin w tygodniu. Dzięki mojemu trenerowi opracowaliśmy taki system, który mój organizm dosyć dobrze przyjmuje, mianowicie są to krótkie, ale intensywne treningi. To w większości przypadków jeden trening dziennie. Nie planuję odpoczynku, bo najczęściej ten odpoczynek po prostu jest efektem jakiejś sytuacji, czy wyjazdów w pracy, czy jakichś tam obowiązków rodzinnych. Tak, że można powiedzieć, że trenuję codziennie, od – powiedzmy – godziny do półtorej, nie dłużej. Najczęściej robię to rano. Zaliczam się do tych ludzi, którzy dosyć wcześnie wstają i tak lubią rozpoczynać właśnie dzień. Baseny otwierają o szóstej, więc to też jest fajny czas, żeby tak naprawdę już o godzinie 7:30 wrócić do domu i być fajnie pobudzonym, i mieć trening za sobą, i być gotowym na to, co przyniesie dzień. Planuję oczywiście swoje dni. Natomiast to nie jest tak, że mam jakiś rytuał, który codziennie muszę przejść i jak tego nie zrobię, to w ogóle nie wiem co mam robić. Mam jakieś cele, które sobie zakładam, takie większe – powiedzmy – na dany miesiąc, później to rozwijam na tygodnie i pracuję z listą zadań, z kalendarzem. To mi się najlepiej w zasadzie sprawdza i tego się trzymam.

A jak definiujesz priorytety?

W dużej mierze jest to kwestia intuicji. Rozmawiam o tym z zespołem przede wszystkim, bo razem tworzymy firmę i zawsze uważam, że co dwie głowy to nie jedna. No i oczywiście musi być to coś, co w jakiś sposób zbliża nas do tego naszego celu i pomaga nam zrealizować nasze założenia. Nie mam jakiegoś takiego systemu, przez który przepuszczam każdy pomysł. Wiem, że część twoich słuchaczy, bo miałem przyjemność słuchać, takie systemy posiada. U mnie jest to w dużej mierze kwestia – powiedzmy – analizy biznesowej i po części intuicji i tego, czy w danej chwili czuję, że jestem w stanie to zrobić tego konkretnego dnia czy nie.

A masz jakieś swoje ulubione narzędzie biznesowe, aplikację której najczęściej używasz albo jakieś inne narzędzie z którego korzystasz, które najbardziej pomaga ci w działaniu w biznesie? Może wykorzystujecie je w firmie, albo Ty osobiście korzystasz?

Jeżeli chodzi o listę zadań, to osobiście korzystam przede wszystkim z Wunderlist’a 16. Uważam, że to bardzo fajne narzędzie, które pozwala łapać wszelkiego rodzaju pomysły i transferować je do bardziej poukładanych już zadań, bardziej określonych już w czasie. Masz telefon przy sobie, możesz w każdej chwili coś sobie tam dopisać, coś tam zmienić i synchronizuje się to w zasadzie ze wszystkimi urządzeniami na których pracuję – czy jest to tablet, czy jest to komputer, czy jest to telefon. Natomiast korzystam też z tradycyjnego notatnika, gdzie prościej jest pewne rzeczy zwizualizować i być może przeanalizować przelewając je na papier. Ale chyba lista zadań plus kalendarz. Ja mam taki sposób – wszystko z listy, planując na konkretny dzień, przepisuję do kalendarza, automatycznie zaznaczam to zadanie jako zrobione. No i później podsumowując sobie dzień, jeżeli nie udało mi się tego zrobić, to wyląduje to z powrotem na listę i czeka na kolejny dzień, kiedy powiedzmy miałbym czas potencjalnie, żeby to zrobić. Więc codziennie rano takie ćwiczenie sobie wykonuję.

Super. A ten wątek rodzinny, który podałeś jako jeden z tych trzech elementów. Wiemy wszystko, nie wszystko, wiemy trochę na temat twojej pasji, dużo na temat twojego biznesu. W jaki sposób łączy się to z rodziną, bo też masz dość rozbudowaną rodzinę, prawda? Więc to jest jakieś wyzwanie. Zawsze lubię o to zapytać, bo różne słyszałem patenty na to, w jaki sposób być spełnionym rodzicem, partnerem, będąc tak intensywnie zaangażowanym w pozostałych obszarach?

Tak jak powiedziałeś – mam wspaniałą rodzinę – żonę, trójkę niesamowitych dzieci i jest to dużo obowiązków. Moja żona akurat tutaj bardzo mocno mnie wspiera. Zresztą pracujemy razem. Ma swoją część tematów, za które jest odpowiedzialna i to na pewno też pozwala nam być w częstym kontakcie w ciągu dnia. Natomiast myślę, że kluczowe jest to, żeby czas odpowiednio alokować (allocate – przeznaczać). I zawsze staram się czas po powrocie z pracy poświęcić dzieciom, bo są w takim wieku, że potrzebują tego. Ja też chcę z nimi być. Mam taką refleksję – moja córka urodziła się w roku 2008, pierwsze dwa lata jej życia ja byłem bardzo zajęty różnymi tematami biznesowymi. I ta refleksja polega na tym, że może wstyd o tym mówić, ale naprawdę mam mało wspomnień z tego pierwszego jej roku, czy dwóch lat. Oczywiście to jest też czas, kiedy dziecko jest dużo bardziej przywiązane do mamy i więcej czasu z nią spędza. Ale to jest coś, z czego zdałem sobie sprawę właśnie po tych dwóch latach i postanowiłam to zmienić. Więc w tej chwili absolutnie już tego nie ma i ten czas – zarówno dla drugiego syna jak i dla trzeciego – miałem, mam i staram się być dla nich kumplem i wsparciem w codziennych tematach, z którymi się mierzą. No bo mój starszy syn jest w tej chwili, zaraz będzie, w trzeciej klasie, więc tematy się zaczynają trudne, związane z relacjami w klasie, związane z jakimiś wyzwaniami. Też dzieciaki bardzo mocno, tak to czuję, inspirują się tą moją pasją do sportu, co w ogóle uważam, że jest niesamowite i strasznie się z tego cieszę, bo widzą jaką ja przyjemność z tego czerpię. I wydaje mi się, że już od tych najmłodszych lat chcą doświadczać tego samego, co mi w różny sposób sygnalizują – chęcią zapisania się na jakieś zawody. Na przykład mój starszy syn w tej chwili poprosił mnie, żebym go zapisał na imprezę w Gdyni, Iron Kids. To jest 100 metrów pływania w morzu plus 500 metrów biegu, w jego kategorii wiekowej. Nigdy nie pływał w otwartym akwenie, więc mam tutaj pewne obawy, ale poprosił mnie, żebym mu rozpisał trening. Jest w tej chwili u moich rodziców na działce, więc ja mu ten trening rozpisałem – codziennie biega, codziennie rozmawiamy. To jest w ogóle niesamowite przeżycie, jak dzieci inspirują się swoimi rodzicami i dlatego warto o tym nie zapominać.

Właśnie, dzieci tak naprawdę obserwują i robią to co ty robisz, a nie to co im mówisz. Więc jak nie ma spójności między tym co mówisz, a tym co robisz, to będą robiły to co obserwują. I to jest tak naprawdę większe ryzyko. Bo słowa są to tylko słowa – może bardziej dorośli się słowami kierują. A dla dzieci to jest po prostu obserwacja i wdrażanie od tych autorytetów domowych, więc fantastycznie tego słuchać. A jakbyś dzisiaj miał powiedzieć, jakie jest twoje jedno duże marzenie, które chciałbyś zrealizować w swoim życiu zawodowym, czy w ogóle, w którym mógłby ci ktoś pomóc, choćby ze słuchaczy albo rzeczywistość otaczająca. To czy jest taka jedna rzecz o której myślałeś – kurcze, to jest moje wyzwanie, z którym się mierzę, bo to jest moje marzenie, które chcę osiągnąć i chcesz o tym powiedzieć.

Wiesz co Grzegorz, powiem szczerze, nic tutaj nie wysypię z rękawa w tej chwili. Oczywiście mam szereg takich tematów, które są dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniami czy to w życiu prywatnym, w którym wiadomo, nigdy tego czasu dla rodziny nie jest za dużo, prawda? Czy jeżeli chodzi o tematy biznesowe, czy jeżeli chodzi o moją pasję, gdzie już mam ze sobą kilka zawodów na dystansie połowy Iron Man’a, ale cały czas tego głównego, koronnego, długiego dystansu jeszcze nie zrobiłem. I też o tym gdzieś tam marzę, ale wiem, jakie to są wyrzeczenia. Oczywiście pewnie by można było to zrobić, ale gdzieś tam jednak ta moja ukryta ambicja trochę mi to weryfikuje. I jeżeli miałbym to robić wiedząc, że nie mogę poświęcić odpowiednio dużej ilości czasu na przygotowania, to tego po prostu nie zrobię.

Ok. Niesamowita inspiracja, Krzysztofie. I tak się zastanawiam, w jaki sposób mądrze zakończyć naszą rozmowę. Pomyślałem – powiedz, czy chcesz żeby ktoś się z tobą kontaktował po wysłuchaniu tego podcastu, a jeżeli tak, to w jakich tematach i w jaki sposób.

Grzegorz, tak jak powiedziałem, ja bardzo chętnie rozmawiam z ludźmi i jeżeli ktoś ma ochotę umówić się na kawę i pogadać o swoich wyzwaniach, tematach i o sporcie, to zawsze jestem na to otwarty. Oczywiście wiesz jak jest z czasem, więc nie chciałbym tu obiecywać, żeby się później nie okazało, że faktycznie z czasem jest ciężko. Ale jak mówię, bardzo chętnie się spotkam, porozmawiam i wymienię opiniami, czy doświadczeniami, czy to w tematach biznesowych, czy związanych z triathlon’em – może ktoś akurat ma tego typu zajawkę.

Super. Krzysztof – bardzo ci dziękuję. Bardzo się cieszę, że zdecydowałeś się przyjść i odwiedzić podcast, bo jest to dla mnie ważne i uważałem zawsze, że twoja historia jest istotna i warta i tego, żebyś się nią podzielił szerzej. Życzę ci powodzenia w twoich kolejnych krokach, w tych wszystkich obszarach w których zawsze masz pewnie jakiś kolejny cel ukryty, do którego dążysz i za którym biegniesz. I żebyś te wszystkie swoje cele realizował i żeby radość z procesu na co dzień była dla ciebie duża. Dziękuję Ci bardzo za tę rozmowę i wszystkiego dobrego.

Ja też dziękuję Greg. I mam nadzieję że będziemy w kontakcie.

Tak jest.

Greg Albrecht Podcast

Zdjęcie zrobione w dniu nagrania. BOBO Coworking.

Linki

  1. Oficjalna strona internetowa firmy Optique https://optique.pl/
  2. Oficjalna strona internetowa firmy Logitech https://www.logitech.com/pl-pl
  3. Kampania reklamująca Logitech w telewizji, 2008 http://marketing.org.pl/archiwum/index.php/go=2/act=4/aid=m47ff5eb98b289
  4. Oficjalna strona internetowa firmy Oakley https://www.oakley.com/
  5. Definicja e-commerce https://marketingwsieci.pl/slownik-e-marketingu/e-commerce/
  6. Oficjalna strona internetowa firmy Ray-ban https://www.ray-ban.com/poland
  7. Oficjalna strona internetowa firmy Luxottica http://www.luxottica.com/en
  8. Oficjalna strona internetowa firmy Optique exclusive http://optique-exclusive.pl/
  9. Definicja „Visual merchandising” https://pl.wikipedia.org/wiki/Visual_merchandising
  10. Oficjalna strona internetowa firmy Optique w Czechachhttp://optique.cz/Optique-Exclusive-Elisky-Krasnohorske-7-cabout-cze-123.html
  11. Oficjalna strona sklepu internetowego firmy http://www.o-shop.com/
  12. Model ROPO https://www.emarketing.pl/ecommerce/czym-jest-efekt-ropo-raport-e-commerce-w-polsce-2017/
  13. Definicja shopping experience https://nowymarketing.pl/a/3551,shopping-experience-po-polsku
  14. Wyniki Krzysztofa w Triathlonie 2016 https://enduhub.com/pl/machnicki-krzysztof/koncowy-wynik/5150-warsaw-triathlon-triathlon-olimpijski,warszawa,2016,18941,5299114/
  15. Udział Krzysztofa i piękne zdjęcia z triathlonu 2018 http://akademiatriathlonu.pl/mariusz-olejniczak-zwyciezyl-kategorie-m35-39-na-im-70-3-marbella/
  16. Aplikacja Wunderlist https://www.wunderlist.com/

Dodaj komentarz