Przedsiębiorca i Inwestor z 20 letnim doświadczeniem. Obecnie pełni funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej w Grupie Pracuj, w firmie która współtworzył. Dodatkowo, jako Partner Funduszu Innowacyjnego Grupy odpowiada za inwestycje w nowe projekty z poza core działalności. Związany z firmą od początku działalności, najpierw na stanowisku Dyrektora Marketingu przez 13 lat, potem przez 5 lat Chief Innovation and Strategic Growth Office. Współtwórca i Partner funduszu typu „angel investment” – HedgeHog Fund, Ataraxy Ventures. Członek Rady Nadzorczej funduszu MOC. Jest również współzałożycielem i Partnerem Valores, pierwszego w Polsce funduszu venture philanthropy. Ukończył z wyróżnieniem studia MBA na University of Chicago Booth School of Business. Absolwent Zarządzania i Marketingu o specjalności “Zarządzenie Zasobami Ludzkimi” na Akademii Ekonomicznej w Katowicach, Marketingu i Strategii Marketingowych w Szkole Głównej Handlowej. Prywatnie ojciec trójki dzieci, z którymi spędza aktywnie czas. Gorący propagator “Work Life Integration” i użycia konceptów “Behavioral Science” zarówno biznesowo, jak i prywatnie.

Opis:

Zaczynał od organizacji Dni Kariery dla studentów, później sprzedawał luksusowe sery dojrzewające i był pionierem mystery shoppingu w placówkach bankowych.

Dziś Maciej Noga jest przewodniczącym Rady Nadzorczej w Grupie Pracuj i odpowiada za inwestycje w nowe projekty. Jest też współtwórcą i partnerem funduszu typu „angel investment” – HedgeHog Fund, Ataraxy Ventures oraz członkiem Rady Nadzorczej funduszu MOC. Lubi angażować się społecznie, jest współzałożycielem i Partnerem Valores, pierwszego w Polsce funduszu venture philanthropy.

Maciej Noga, współtwórca pracuj.pl, mówi o sobie, że stworzył misję, a nie firmę. Jej głównym miernikiem jest fakt, ile osób, dzięki niej, co roku znajdzie pracę.

Choć jego ojciec był dyrektorem kopalni i cenił produkcję, on zdecydował się zainwestować w biznes wirtualny. Asertywność to jego mocna strona. Maciej Noga nigdy nie bał się ryzyka i podążał za intuicją. Jego niezmienne hobby to kreowanie spółek i biznes.

[3 powody, dla których warto przeczytać/wysłuchać/obejrzeć podcast]

W tym podcaście dowiesz się:
– jak umiejętnie wykorzystywać okazje biznesowe
– czy można przygotować się na nadejście kryzysu
– jak maksymalnie efektywnie spożytkować każdą dobę

Video:

Zapis rozmowy:

Naszym gościem dziś jest Maciej Noga 1, 2 – współtwórca firmy pracuj.pl 3. Ale nie tylko. O tym zaraz będzie opowiadał. Witam Cię Maciek.

Bardzo mi przyjemnie. Dzień dobry.

Pracuj pl. to marka znana każdemu, kto kiedykolwiek poszukiwał pracy. Tak mi się wydaje. Wiodąca na rynku polskim, jeżeli chodzi o usługi związane z pozyskiwaniem pracy. Jak to się w ogóle zaczęło?

To jest taka długa historia, więc postaram się ją skrócić. Dla mnie zaczęło się to w roku ’99. Wcześniej znałem się z Przemkiem Gackiem 4, który był prezydentem AISEC Polska 5, a ja byłem prezydentem komitetu lokalnego w Katowicach. Pomagałem mu tworzyć prezentacje na konferencje narodowe – wtedy to nazywaliśmy krajowe. I tak się poznaliśmy. Przemek zakładając spółkę zaproponował, żebym u niego zaczął pracować. Na początku to była zwykła oferta pracy, a po jakimś czasie przerodziło się to w partnerstwo, w sensie, że stałem się udziałowcem. Wcześniej pracowałem w obszarze szukania możliwości kariery dla studentów, bo tworzyłem dwie edycje Dni Kariery 6, to się tak nazywało. To były targi pracy, które odbywały się w Spodku i były ogromne, bo to były czasy, kiedy do Polski wchodziły korporacje i szukały pracowników. Wtedy trzeba było znać trochę języka angielskiego i można było robić karierę. No i znałem też klientów. Pierwszym naszym produktem był przewodnik po karierze. To był przewodnik, w którym pracodawcy umieszczali takie profile, i to były oferty pracy dla studentów właśnie. Później my je dystrybuowaliśmy na wszystkich uczelniach, w których ci pracodawcy chcieli znaleźć potencjalnych pracowników.

W którym roku to było?

Rozmowy o firmie zaczęły się już w ‘99 roku i wtedy też zrobiliśmy pierwsze strony, bo z nami współtworzył to Rafał Szczepanik 7, który też był w Katowicach w tym samym czasie, i się spotkaliśmy. Jeszcze na początku miałem – ponieważ ja wtedy kończyłem studia – to miałem wątpliwości, czy zaczynać w firmie. Wtedy moim wymarzonym przedsiębiorcą – pracodawcą był McKinsey 8, gdzie już odbyłem wstępne rozmowy. Miałem pojechać na praktykę do Niemiec – taki sobie rok przerwy – i później w kolejnym roku starać się do McKinsey’a. Natomiast Przemek był bardzo przekonywujący i pamiętam jak dzisiaj, że przyjechaliśmy do niego i rozmawialiśmy o jakichś szczegółach, to już był luty 2000 roku. Pamiętam, że on powiedział takie zdanie, kiedy jego mama ścieliła mi łóżko w jego pokoju dużym, bo wtedy byliśmy studentami. Przemek mówi tak „Maciek, ten internet się zaczyna. I ten pociąg za chwilę odjedzie. Jak do niego nie wsiądziesz, to odjedzie bez ciebie.” Pamiętam to do dzisiaj. Nie potrafiłem się zdecydować, bo to raczej opcja McKinsey’a była karierą, której chciałem. Chciałem być konsultantem, chciałem zrobić MBA, co było gwarantowane po paru latach. A po drugiej stronie było coś niepewnego: jako przedsiębiorcy bez żadnych pieniędzy – bo wtedy Przemek wziął swoje oszczędności i złożyliśmy pieniądze razem – będziemy podbijać świat, który jest nam nieznany. Więc to było bardzo z jednej strony interesujące i wyzywające, bo wytrącało mnie całkowicie ze strefy komfortu, co mi się podobało, bo to był challenge. Ale z drugiej strony dużo dawałem, no bo ta kariera…Wcześniej moi koledzy u Arthura Andersena 9 i we wszystkich innych korporacjach – już widziałem jak ten progres nadchodzi i oni właśnie się rozwijają. Tutaj to raczej było przeciwieństwo. Nie wiem tak naprawdę, co mnie w końcu przekonało. Na pewno ta jedna rozmowa była bardzo symboliczna. Ale z drugiej strony była chęć odkrywania, chęć bycia przedsiębiorczym i myślę, że to mnie popchnęło.

I chyba nie wszystko od razu zaczęło się jako jedno wielkie pasmo sukcesów. Były momenty, w których miałeś chwile wątpliwości i myślałeś „Nie, no przecież w tej korpo, na tym wygodnym stanowisku to już bym miał ten piękny samochód, tę złotą klatkę i już bym nie musiał w ogóle znikąd wychodzić.” Były takie momenty trudne?

Przez pierwsze trzy lata – pomimo tego, że realizowaliśmy wszystkie cele – nasza firma rosła tak sobie. W sensie takim, że budżet…Trzeba sobie przypomnieć, że to była epoka kiedy internet miał 15 proc. penetracji, a my sprzedawaliśmy ogłoszenia o pracę w internecie. Więc naszą grupą docelową było 50 korporacji, które wiedziały co to jest internet, no i ciężko się to trochę robiło. Natomiast w momencie, kiedy kryzys się zaczął kończyć – kryzys dot-com’owy 10, który w Polsce się przesunął i tak naprawdę trwał do 2003 roku – wtedy zaczęliśmy widzieć pierwsze oznaki tego, że biznes się będzie bardzo szybko rozwijał. Już wtedy przekształciliśmy się mocno z portalu doradztwa kariery dla studentów, na sprzedaż ofert pracy. Przejęliśmy w międzyczasie jedną firmę, która już miała ugruntowaną markę na rynku, zaczęliśmy aktywnie wychodzić do klientów, i zaczynaliśmy budować taką sprzedaż, którą dzisiaj mamy super rozwiniętą. Ale tak w 2003 roku, kiedy po raz kolejny zbudowaliśmy budżet, to już wtedy przeprowadziliśmy się z domku jednorodzinnego, gdzie było na dole biuro, a u góry mieszkaliśmy, na Ciołka. To był taki stary budynek po Banku Kredytowym, później wciągnięty przez BZ WBK. I to już było dla nas jakieś osiągnięcie. Ale pamiętam, że miałem wtedy takie myślenie, że ci ludzie z korporacji już bardzo odjechali, a ja tutaj dalej jestem i podwyżki nie będzie, bo sam sobie nie dam, bo budżet trzeba realizować. Natomiast faktem jest to, że w 2004 roku był ogromny przełom, bo wtedy wyszedł pierwszy Megapanel 11, gdzie zobaczyliśmy, że jesteśmy trzy razy więksi od pozostałej całej konkurencji. Firmy zaczęły od nas kupować, zaczęły się pierwsze sukcesy, zaczęliśmy być dostrzegani na rynku. Trochę cierpliwości i ciężkiej pracy zajęło, żeby się odnaleźć w tej rzeczywistości.

Maciej Noga

Zdjęcie z prywatnej kolekcji Macieja.

A z czym zaczynałeś, jak był ten moment, kiedy Przemek zaproponował ci wspólne działanie w ramach tego projektu? Miałeś już za sobą parę lat studiów, parę lat jakichś doświadczeń i myślałeś o zostaniu konsultantem McKinsey’a. Co takiego z Twoich doświadczeń zanim rozpocząłeś biznes, myślisz, miało największy wpływ na to, jakim jesteś przedsiębiorcą?

Trzeba jeszcze wrócić do wcześniejszych lat. Przez pięć lat działałem w organizacji studenckiej AISEC. AISEC w latach 90-tych to była bardzo prężna organizacja, gdzie tworzyliśmy projekty i pomagaliśmy studentom wyjechać za granicę, na praktyki, które były zupełnie wymyślone od samego początku. Wymyśliliśmy sobie to, że chcemy w Spodku zrobić Dni Kariery i je zrobiliśmy. Takie przedsięwzięcia pokazywały mi – w sensie doświadczenia – że jestem w stanie poradzić sobie ze wszystkim. Oczywiście będąc organizacją studencką ma się Spodek za jakiś ułamek ceny, z miastem można załatwić wszystkie rzeczy za darmo. Całe wyposażenie i kawa, herbata, rzeczy które się znajdowały na stoiskach, też dostawaliśmy od firm za darmo, w ramach sponsoringu. Więc to było trochę takie przekładanie. Natomiast samo wychodzenie ze strefy komfortu i organizowanie tego wszystkiego, to była moja wrodzona ciekawość tego, gdzie mogę dalej zajść, o co mogę poprosić. I realizacja pomysłów. No i to spowodowało że… Ja nie miałam doświadczenia, jak się pracuje w korporacji. Nigdy. Wcześniej miałem biznesy merchandising’owe, czyli patrzyłem na możliwości, które są do wykorzystywania na rynku i je realizowałem. Równolegle do działalności w organizacji studenckiej pracowałem i organizowałem promocję w sklepach wielkopowierzchniowych – z tego żyłem, i to na tamten czas były bardzo dobre pieniądze. Miałem całą taką sieć zorganizowaną, poświęcałem na to przynajmniej jeden dzień w tygodniu. Praktycznie wtedy w ogóle nie studiowałem – uczyłem się w weekendy i miałem indywidualny tok studiów – i ciągnąłem tę działalność studencką plus działalność zarobkową i to mi pozwoliło wejść, jak wchodziłem w ten biznes z Przemkiem, z jakimiś oszczędnościami. No bo powiedzmy sobie szczerze, my nie mieliśmy nic i tak naprawdę dopiero później, jak szukaliśmy możliwości inwestycji, mój ojciec nam pożyczył pieniądze. Pożyczył w sensie dał mi pieniądze, żebym kupił 20 proc. udziałów i to było właśnie lato 2000 roku. To była jego najlepsza inwestycja życiowa, jakbyśmy policzyli zwrot. Właśnie ostatnio z Przemkiem śmialiśmy z tego, że to on był naszym pierwszym inwestorem – angel inwestorem.

Angel inwestorem z kategorii Family Fools 12.

Ale się okazało, że nie Fools.

Bardzo to była dobra inwestycja.

Tak, najlepsze to jest, to że mój ojciec był taki skromny, że jak starałem się mu te pieniądze oddać, w sensie „kupię Ci za to samochód”, to on mówi no dobrze. Ale generalnie skończyło się na Nissan Qashqai i to był szczyt jego marzeń. Wspominam to z łezką w oku, bo myślę że to była realizacja również jego marzenia, pomysłu. Choć przez długi czas zupełnie nie rozumiał, co my robimy. Wręcz tak gdzieś koło 2004 roku, jak zacząłem opowiadać, że mamy pierwsze sukcesy i co robimy, to on mówi „Synu sprzedaj ten biznes, bo ja nie rozumiem, co ty robisz. I wy niczego nie produkujecie.” Mój ojciec był przez całe życie dyrektorem kopalni, we władzach spółek węglowych. On i jego rodzina – wszyscy wywodzili się z produkcji. Jeżeli coś się tworzyło, wydobywało węgiel, to było coś namacalnego, coś prawdziwego. I dlatego on nie rozumiał, że możemy zarabiać na sprzedaży ogłoszeń o pracę, które są zupełnie wirtualne.

Ale w jakiś sposób i na jego potrzeby spłaciłeś mu ten dług. Przyjął ten samochód.

Ja wiem. Z tamtym samochodem to był taki przykład. Ja z ojcem miałem bardzo dobre kontakty, jeździliśmy sobie na męskie wyprawy, spędzaliśmy na nich wręcz tygodnie. Najdłuższa podróż trwała prawie miesiąc, pojechaliśmy na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych i pokonując kilometry dyskutowaliśmy bardzo dużo, i to była taka nasze sprawa. Więc myślę, że nie musiałem mu nic spłacać, bo on generalnie czuł się dumny z tego, gdzie zaszedłem. Nie byłem dzieckiem i nastolatkiem spokojnym. On zawsze mówił, że się bał, co będzie ze mnie, bo energia mnie roznosiła – ta chęć odkrywania, co później trochę wykorzystywałem w biznesie.

Czyli tym pierwszym Twoim biznesowym obszarem był merchandising? Skąd ten pomysł?

Znaczy generalnie pierwszym takim… Pomysł przyszedł z ulicy. Przyszedł do mnie kolega który już pracował w tym merchandising’u i mówi „słuchaj tutaj jest jeszcze cały obszar do zagospodarowania”. I akurat to były sery President, które firma francuska wprowadzała na rynek polski. A też trzeba sobie przypomnieć, że to były lata 90. Dokładnie chyba 96-97, kiedy zaczynaliśmy. W ogóle sklepów wielkopowierzchniowych to były dwa, jeden w dużym mieście. Więc ja miałem taki obszar od Katowic po Pszczynę, Tychy, Gliwice, Rybnik – ogromne dystanse robiłem wtedy. Natomiast nie zapomnę tego do dzisiaj, że mieliśmy przedstawiciela serów Besnier 13, bo my to tworzyliśmy jako spółka prywatna, a on był takim przedstawicielem, ale nie miał zorganizowanej dystrybucji, tylko przyjeżdżały te sery, był jakiś kontrakt podpisany globalny i on nie miał żadnych pieniędzy, żeby nam płacić dodatkowe premie itd. I on zawsze w serze nam dawał te premie oczywiście. I te sery dojrzewające, one kosztowały majątek, ale ile można było tego sera jeść. I pamiętam, że zawsze w naszej rodzinie mieliśmy pełne lodówki tego sera dojrzewającego i nikt nie chciał tego jeść. Znowu znalazłem się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, i ciągnąłem taką działalność przez kolejne trzy lata, do skończenia studiów. Później w ramach tego samego połączenia – bo to była taka firma która scalała prywatnych przedsiębiorców, którzy po prostu dostawali teren i ten merchandising robili i organizowali te promocje – przeszliśmy do obsługi handlo-banków, takiej nowej marki konsumenckiej co później Bank Handlowy przejął. Byliśmy pionierami mystery shopping 14, gdzie ja też miałem swoich ludzi, którzy po prostu chodzili po pracownikach bankowych, zadawali pytania. Po dwóch latach doskonale się znaliśmy. Pani wiedziała, że jestem, dobrze odpowiadała na pytania. Wchodziłem do tej placówki, ona była studentką, która się właśnie uczyła do egzaminu. Ja jakoś pomijałem ten fakt …Generalnie to pozwalało mi utrzymać standard. Bo już w czasie studiów lubiłem wyjeżdżać, a to były takie czasy, że to wszystko mnóstwo kosztowało, więc to pozwoliło mi realizować pasje.

Mówisz, że twój tata był dyrektorem kopalni czyli pracował w bardzo takiej tradycyjnej dziedzinie gospodarki. Raczej nie kojarzy się to z przedsiębiorczością, ale z innym typem zarządzania, bo jest to inny typ organizacji i też w jakiś sposób osadzony powiedzmy politycznie w sposób naturalny. To jest kluczowy obszar gospodarki. Skąd u ciebie w takim razie chęć bycia przedsiębiorcą?

Wiesz, to jest paradoksalnie, ale jak ja pamiętam mojego ojca – to on był przedsiębiorcą. Jak zabrakło pieniędzy na wypłatę, to on brał świnie do przyczepy i jechał do elektrowni, żeby tam załatwić, żeby wcześniej to spłacili. My dzisiaj górnictwo kojarzymy jako branżę, gdzie biorą co dają. W tamtych czasach – to były lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte – oni mieli i gospodarstwa. Pamiętam, że kwiaty hodowali, mieli tam wszystko, to były ogromne przedsiębiorstwa, łącznie z tymi wszystkimi domami wczasowym. I tego nikt nie wie, ale mój ojciec był jednym z twórców wszystkich wyciągów w Szczyrku. Na terenie, który dzisiaj jest nowoczesnym ośrodkiem były wcześniej wyciągi, które pobudowały kopalnia Knurów i kopalnia Szczygłowice właśnie dla swoich pracowników, włącznie z domem wczasowym.

OK, czyli miałeś konkretną inspirację. Nie wzięło się to znikąd.

Nie, ja cały czas mojego ojca pamiętam…Później dopiero zacząłem rozumieć, że to była praca bardziej stabilna. Natomiast pierwszy okres, kiedy go pamiętam, to tworzył i był wzorem, cały czas gdzieś jeździł, coś załatwiał, gdzieś coś kombinował – tu otwarcie, tam…Był dyrektorem od spraw ekonomicznych i pracowniczych. Więc tak naprawdę to nie było wydobycie, czym ci normalni dyrektorzy się zajmowali, tylko to było właśnie ogarnięcie całego przedsięwzięcia, żeby to działało.

Niesamowite. Był zarazem CFO i HRowcem.

Trochę raczej takim wiesz, ekonomicznym, to się administracyjnie bardziej wiąże.

Wspomniałeś, że znajdujesz się w dobrym miejscu w dobrym czasie.

Tak.

I ja bym do tego dodał słuchając tych dwóch przykładów, o których mówiłeś – pierwszy z merchandising’iem, a drugi z pracuj.pl, że jesteś w otoczeniu i wybierasz dobrych ludzi, do których dołączasz, żeby móc coś fajnego zbudować. I te dwie rzeczy pewnie nie są przypadkowe. Jak działa Twój mechanizm podejmowania decyzji odnośnie tego, czy to jest dobre miejsce i dobry czas i czy to jest właściwa osoba przede wszystkim?

Ostatnio sam zastanawiałem się nad tym, bo to też jest taki hindsight bias 15. Że generalnie dopiero potem jak coś się zadzieje, rozumiesz mechanizm. Powiem ci, że tak. No, z Przemkiem, który chyba jest dotychczas takim moim partnerem życiowym – oczywiście nie pomijając mojej żony – to ja zrozumiałem dopiero po 10-13 latach, że my mieliśmy charaktery, które w pewien sposób były skrajne, ale dzięki temu się równoważyły. Bo ja od samego początku byłem takim buntownikiem, który chciał biec do przodu zupełnie nie patrząc na ryzyko i byłem takim sygnalistą, który mówił „Tu idziemy, tam się rozwijamy”. A Przemek zawsze był człowiekiem, który potrafił uchwycić te wszystkie końcówki i wybrać dla nas drogę. I oczywiście dużo razy było tak, że ja byłem wręcz zdenerwowany na niego, dlaczego on tego nie widzi, ale po tylu latach widzę, że poprzez połączenie tych funkcji możemy się szczycić tym, że koncentrowaliśmy się na odpowiednich obszarach i zajmowali nimi. I dzięki temu – patrząc na innych polskich przedsiębiorców internetowych – jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Nam sodówa nie odbiła, my to raczej łyżeczką niż pełnymi garściami i raczej wolniej w bardzo zrównoważonym rozwoju posuwaliśmy się do przodu. I to myślę, że to jest jeden z powodów naszego sukcesu. My nie robiliśmy i dalej nie robimy i nie będziemy robić pewnie jakiejś szalonej akwizycji, nie będziemy się rzucać na wszystkie rzeczy. To wręcz jest tak, że my gdzieś biegniemy i myślimy, że to jest coś dobrego i potrafimy w ostatnim momencie zrezygnować. Kiedy inni myślą, że to jest coś dobrego dla nas. No i na razie nam to wychodzi. I to też jest połączenie naszych charakterów, bo nasza kultura organizacyjna jest trochę pomieszana właśnie – wynikowa tych charakterów i naszych wartości, które wpoiliśmy w tę organizację i one paradoksalnie bardzo dobrze funkcjonują na tym świecie, w naszej rzeczywistości polskiej.

Obok tego działania, którym jest od lat budowa pracuj.pl, od pewnego czasu zajmujesz się też właśnie inwestycjami – zarówno, jak rozumiem, w ramach pracuj.pl ale także prywatnie jako inwestor, angel inwestor itd. I to wymaga świadomego modelu podejmowania decyzji w ryzykownych sytuacjach, wyboru pewnych osób ponad innymi. Jestem ciekaw czy masz jakąś magiczną metodę na to?

Ostatnio właśnie chciałem sobie zrobić taki after action review 16, bo pamiętam kiedyś w jednej inwestycji wystartowałem z bardzo doświadczoną inwestorką z Silicon Valley. I ona mi powiedziała, że żeby być dobrym venture inwestorem, to trzeba zmarnować 30 milionów dolarów i 7 inwestycji. Ja prawie jestem w tamtym miejscu, biorąc pod uwagę i pracuj.pl, i swoje inwestycje. Więc ta wiedza niestety przychodzi przez doświadczenie. I może dotyczyć też wcześniejszego pytania, że jak patrzę na kluczowe inwestycje, które naprawdę odniosły sukces, to też znalazłem się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie i potrafiłem wybrać. Oczywiście mam taką samą historię na temat tego, jakich inwestycji nie zrobiłem, a mogłem zrobić, a które okazały się sukcesem. Natomiast patrząc z tego punktu widzenia, myślę że to jest po pierwsze, naprawdę, ludzie. Ludzie – gdzie jest coś takiego co jakby przebija się, jest taka stanowczość i mądrość. I umiejętność odróżnienia. Ja dziś na przykład wiem….Miałem taką inwestycję, gdzie super podobał mi się zespół, a founderką była osoba, która była mistrzynią świata w jakimś sporcie w juniorach. No i generalnie myślałem, że sport i ta praca predysponują ją do tego, żeby odnieść sukces. Tutaj się nam nie udało, a po latach zrozumiałem, że ona grała zawsze w indywidualny sport. I w tej firmie też grała w indywidualny sport i przez to niestety nie osiągnęła sukcesu. Bo zawsze było to, co ona chciała. Ciężko pracowała, była bardzo mądrą osobą, natomiast poprzez to, że nie miała jednak… Tworzenie przedsięwzięcia to jest zbitek pewnych umiejętności. I każdemu founderowi mówię, że sam daleko nie zajedziesz. Musisz mieć partnera, przynajmniej jednego, który ci powie, jak sobie radzisz. Ja to widzę na przykładzie moich inwestycji, gdzie staram się na siłę wepchnąć kogoś, kto jest tym sparingpartnerem. Bo niektórzy lubią sporty indywidualne. Natomiast to też zależy od tego, jak otoczymy tych ludzi i w jaki sposób oni słuchają i podejmują decyzje.

No właśnie. Z mojej obserwacji, moich obserwacji wynika że jest czasem w tych firmach założycielskich taki wątek, że ktoś jest świetnym ekspertem w jakiejś dziedzinie, ale jako menadżera widzi siebie jako takiego maxi eksperta. Czyli nie jako menadżera, który będzie wzmacniał innych, ale tego kluczowego eksperta w organizacji, który będzie po prostu najlepszy. Jak to jest, jakie masz doświadczenia z transformacją osób z tej roli bycia pierwszym, bycia najlepszym do roli menadżera i przywódcy służebnego 17 – wspierającego zespół.

Po pierwsze, nigdy nie podjąłem decyzji, aby zainwestować w takiego eksperta. Miałem jeden przypadek, że widziałem, że jego co-founder jest taką osobą, która poprzez delikatne kuksańce (nudges, jak to mówią po angielsku), spowoduje, że pomysłodawca i founder tego przedsiębiorstwa zrozumie, że jest super CTO od produktu, a rolę leadershipową odda drugiej osobie. I raczej w takie osoby inwestujemy. Bo w startupie nie ma czasu na programy korekcyjne i zmianę. To jest tak, że przez pierwszy rok lub dwa jest to sprint. No i w tym sprincie musimy pedałować w tę samą stronę. Jeżeli niestety taka osoba która jest… I to też widzę w polskich przedsiębiorstwach i to też przez doświadczenie. My popełniliśmy dużo błędów w funduszach, gdzie jestem zaangażowany i zainwestowaliśmy w takie osoby, i widzimy gdzie to dochodzi. I teraz już wydaje mi się, że to jest tak jak z wyborem partnera życiowego. Możemy przeczytać milion książek że wybranie jest ważne, i jakie są cechy charakteru, które powinny tam być i co predysponuje do tego, żeby odnieść sukces. Tak jest również w małżeństwie. Ale na samym końcu jesteśmy tylko ludźmi. Mamy taki bardzo mały punkt odniesienia, bo ile kobiet poznałeś zanim się ożeniłeś? To nie jest nawet próbka z testu t Studenta 18, a co dopiero jakakolwiek, która mogłaby świadczyć o predykcyjności danego modelu. I to samo jest jeżeli chodzi o inwestycje. Na sam koniec mamy taki bias inwestycyjny, który mówi, to jest super pomysł i ten team jakoś sobie poradzi i to jest największy błąd. Dzisiaj wiem, że warto czasami w fazie fools and friends, ale już w rundzie sead’owej i w rudzie A widać dokładnie, czy dany zespół będzie w stanie zrealizować dany pomysł. Bo posiadanie pomysłu to jest…Coraz częściej się przekonuję, że jak mówię, że mam super pomysł, a później robię badanie na rynku, to ktoś go już robi. Więc te pomysły następują, jakby te potrzeby istniały w głowach ludzi i one gdzieś tam się realizują. Ale wydaje mi się, że właśnie jest pewien taki zbiór cech charakteru, które powinny się znajdować w zespole, które predysponują dany zespół do tego, żeby odnieść sukces. I też chcę powiedzieć na naszym przykładzie – my nie byliśmy żadnymi ponadludźmi. My ustalaliśmy plan i go realizowaliśmy. Jak popełniliśmy błąd, to robiliśmy after action review, uczyliśmy się na tym błędzie i szliśmy do przodu. I bym powiedział, że popełniliśmy tych błędów mnóstwo. Oczywiście to też jest tak, że jak dzisiaj np. wracamy do tych rzeczy, które kiedyś nam nie wyszły – bo byliśmy firmą innowacyjną i w 2008 robiliśmy rzeczy, które teraz się na przykład realizują, a my byliśmy trochę sparzeni – to jest to powrót do przeszłości, analizowania sytuacji z takiej perspektywy, że to co kiedyś robiliśmy i się sparzyliśmy na tym, to nie jest rzecz, do której nie trzeba wracać. To tak jak ja mówię z kryzysem. No i cóż takie doświadczenie w kryzysie ci przyniosło. Nie będziesz przygotowany do następnego kryzysu, bo ten kryzys zupełnie będzie inny, bo jest tyle zmiennych na rynku, więc ten kryzys przyjdzie i będzie gdzieś indziej. Także to, że przyszedłeś kryzys to jedynie pokazuje, że twój organizm ma wytrzymałość na stres i później działasz w bardziej świadomy sposób. I to jest jedyna nauka, która przychodzi, a ekonomicznie nie ma to żadnego znaczenia.

Maciej Noga

Maciej z rodziną. Zdjęcie z prywatnej kolekcji Macieja.

Wspomniałeś o kryzysie – jakoś czuję ten temat, jest teraz coraz mocniej w różnych mediach, w różnych środowiskach dyskutowany, że na pewno nadejdzie kres, że korekta, że to już jest czas taki, żeby się na to przygotować i zastanawiam się, w jaki sposób to wpłynie właśnie na branżę startupową, branżę inwestycyjną. Czy nie będzie tak, że nastąpi takie wyhamowanie, szczególnie myślę o angel inwestorach? Jak przyjdzie kryzys, to gdzie osoby, które mają kapitał będą ten kapitał lokować? Prawdopodobnie nie promise of tomorrow biznesu 1-miliardowego, ale pewnie z powrotem w jakieś bardziej tradycyjne obszary inwestycyjne. I z tej perspektywy jak Ty postrzegasz potencjał tego że będzie ten kryzys i jak się do tego przygotować?

Na pewno jest na rynku bardzo dużo takich wyprzedzających sygnałów, bo mamy zwolniony kwartał, ale nawet jak mówię, że idę na jakąś konferencję i patrzę, że tam jest mnóstwo właśnie tych startupów. Kiedy do mnie pitch’ują swój pomysł, to ja nie wiem o co w ogóle im chodzi, jaki jest biznes model, kto będzie na tym zarabiał, a wydali na to stoisko 16 tysięcy dolarów. Więc skądś je musieli znaleźć, przekonać kogoś. Widzę dużo takich rzeczy, które właśnie w pewien sposób przypominają mi sytuację z 2008 roku. No i w tym momencie, to jest też tak, że ludzko jest to taki hard investment, jak to z angielskiego, że jeżeli ludzie przesadzają w którąś stronę i to już jest tak naprawdę widoczne, to ten kryzys przyjdzie. No bo to jest wpakowywanie pieniędzy gdziekolwiek. Natomiast wracając do twojego pytania, to jest to pytanie trochę bardziej skomplikowane. Bo jeżeli patrzę na rynek polski, to myślę że my będziemy dobrze ustawieni do kryzysu. No bo właśnie wyszły te wszystkie PFR-owe 19 fundusze, które nie pójdą, bo tych pieniędzy, ja bym powiedział, nikt nie zabierze, bo one zostały zarezerwowane na te fundusze i będą przyznawane. Paradoksalnie KFK 20 nie odczuł zupełnie kryzysu w 2008 roku. Oczywiście z punktu widzenia podejmowania decyzji i inwestorów, odsieje się trochę projektów, które po prostu nie przejdą pierwszej fazy angel’skiej. Rynek angel’ski w Polsce nie jest jeszcze zupełnie rozwinięty. Z przykrością muszę powiedzieć, że pracowałem wspólnie z PFRem nad tym, żeby utworzyć jeden fundusz angel’ski, ale to co z niego weszło na samym końcu, to trochę nie to, co chcieliśmy na początku.

Mówisz o Bizneście 21?

Mówię o Bizneście. I myślę, że po pierwsze jest to zbyt skomplikowane do zrozumienia, po drugie niestety bariery wejścia dla angeli są zbyt małe. To jest dobra struktura dla klubów, natomiast widzę dzisiaj, że te kluby się nie tworzą – takie angel’skie, więc może to jest kolejna odsłona. I myślę, że musi przyjść wyczyszczenie na świecie i takie benchmarki 22, które właśnie w ten sposób działają i one działają bardzo bardzo z sukcesem i są bardzo dobrą częścią ekosystemu, bo wynajdują te małe przedsięwzięcia, z których robi się startupy, profesjonalizuje się i przygotowuje się na rundy sead i rundę A. Polska niestety jest takim krajem, w którym mamy przekleństwo rynku średniego, który jest dość dobry żeby zacząć, ale żeby później przeskoczyć ten czas, zacząć realizować większe przypadki, na to mamy bardzo mało przykładów. A nie myślimy też, że ten nasz system nie jest predysponowany do tego żeby wychodzić za granicę, bo Europa jako całość jest bardzo trudnym rynkiem. Mamy 24 narodowości, jeszcze więcej języków, zupełnie inną kulturę. I tutaj to się przejawia nawet w najprostszych biznesach, gdzie można by było myśleć, że się skopiuje te same metody i to będzie jeden rynek. To nie jest rynek amerykański, gdzie w pewien sposób to idzie z jednego stanu do drugiego, przenosi się i się rozwija dalej. Ja nie potrafię pokazać na przykład jakiegoś takiego sukcesu, który wyszedł z Polski, zawładnął wszystkimi krajami Europy i de facto można to uznać za sukces. My zawsze przeskakujemy do Stanów, jak zobaczyłeś nawet jakieś konkretne przykłady to te Stany są prostsze. Faktycznie, DocPlanner 23, ale to się dopiero tworzy. To jest doświadczenie dwóch, trzech lat. Jak wybierać te kraje Europy Zachodniej i jak tę ekspansję robić. Ja myślę, że to jest odsłona przyszłego rozwoju, że dzięki tym founder’om nauczą się inni fouder’zy i to na przykład realizujemy w MOC-y 24. Że poprzez wyspecjalizowanie się w tych marketplace’ach i w tych czasach, mamy bardzo podobną grę. I tam właśnie optymalizacja wyjścia za granicę i jak podejmować decyzje i jak to robić, organizowanie tej całej platformy wymiany wiedzy między founder’ami – to już predyspozycje do tego, żeby organizacjom szybciej mogło się udać. Bo widzę nawet w kuluarach, jak dyskutujemy, to to jest rozwiązywanie tych samych problemów i nawet poprzez porównywanie sposobu zajmowania się nimi jesteśmy się w stanie nauczyć i przenieść to na nasz biznes. My teraz pracujemy właśnie z MOC-ą nad tym, żeby stworzyć taką szerszą platformę, ja to nazywam mini akceleracyjny program, dla tych firm, które są w naszym ekosystemie i Hedgehog’a 25, i MOC-y, i inwestycji z pracuj.pl, żeby się właśnie dzielić tą wiedzą. Trzy lata temu, kiedy robiliśmy taką ekspansję inwestycyjną za granicę, to bardzo dobrze działało. Kierunkiem był rynek amerykański. Dzielenie się wiedzą, jak można przechodzić, jak można tam sprzedawać, co jest ważne, było częścią tego, że te firmy w pewien sposób, nawet poprzez przekazywanie sobie kontaktów i organizowanie tego całego systemu, było jakąś kroplą w morzu sukcesu, który osiągnęły tamte firmy. I myślę, że tego w Polsce jeszcze nie ma. I to jest właśnie to, że ktoś przeczyta Startup Nation i chce to skopiować – nie podaję broń Boże żadnych przykładów – ale nie możemy kopiować mentalności ludzi. Dzisiaj dzięki takim przykładom jak Michał Sadowski 26, który de facto otwiera się …Jak pierwszy raz przeczytałem trzy lata temu, jak on opisał swój rok, jakie miał pasmo sukcesów i porażek…

Zacząłeś mówić o Michale Sadowskim.

Tak, o tworzeniu się ekosystemu, bo my cały czas mówimy tutaj w Polsce o tym, że tworzymy ekosystem i to się zaczyna już robić. Wracając do swojej kariery, bo ja w 2010 roku w pewien sposób już trochę znudziłem się marketingiem, za który byłem odpowiedzialny i myślałem, że tam już osiągnąłem wszystko. Oczywiście jak patrzę dzisiaj, to jak ktoś do mnie dzwoni i coś mówi, to ja już przestaję trochę rozumieć, co on do mnie mówi z tego marketingu. Natomiast chciałem zmienić właśnie taki profil na profil inwestycyjny i wtedy poszedłem…

Właśnie chciałem o to zapytać – jak to było, ile czasu byłeś w stanie utrzymać swoją uwagę? Kiedyś chciałeś być konsultantem, chciałeś pewnie rozwiązywać ciągle nowe problemy, a firma się zrobiła taka duża, że można było powiedzieć nuda. I czegoś zacząć szukać.

Tak, bo na początku firmy, przez te pierwsze siedem lat, tak do momentu kiedy już się przeprowadziliśmy właśnie na tę Prostą 27, to ja się zajmowałem wszystkim. W sensie takim, że byłem odpowiedzialny za administrację, więc miałem całą flotę, ustawiałem grafik odśnieżania, koszenia trawy w ogródku, przygotowywania i ja – właśnie tak jak mój ojciec – wsiadałem w samochód, mieliśmy takie kombi… Mieliśmy jeden samochód, Przemek nim przyjeżdżał, ja go brałem, jechałem do Makro robić zakupy, żeby wszystko było zorganizowane. I przy okazji robiłem marketing, ale była też organizacja. Myśmy bardzo dużo rzeczy robili ręcznie – typu studenci dookoła, więc organizacja dla nich jakichś spotkań, konferencji. I wszystko to była taka robota, która nie pozwalała mi się znudzić 28. Natomiast kiedy już staliśmy się firmą osiadłą, zaczęły przychodzić takie momenty refleksji, faktycznie. Wtedy zacząłem jeździć do Stanów i stamtąd kopiować; w 2006 rok byłem pierwszy raz. I patrząc, co tam się robi, przychodziłem i mieliśmy pierwszy email marketing. Kupiliśmy pierwsze takie systemy do rekomendacji i to też pozwalało nam odkrywać. Byłem w ogóle pierwszym klientem TradeDoublera 29, który zakrzywiał rzeczywistość i my razem z nim. Byliśmy dobrym klientem, bo eksperymentowaliśmy razem bardzo mocno. Natomiast w pewnym momencie, kiedy to już było robienie trochę tej samej roboty i – pamiętam – te plany wyglądały bardzo w ten sam sposób, i były raczej takie: tu dokręcić śrubkę, tam dokręcić śrubkę, jakąś kampanię zrobić, czy z tej zrobić bardziej edukacyjną, albo że to logo nie może tak mocno być… Więc jak to się zaczęło mi nudzić… Zawsze miałem przeświadczenie do tego, żeby odkrywać nowe rzeczy. I ta działka inwestycyjna w takim sensie, że angażowanie się w coraz to nowe przedsięwzięcia, myślałem że to jest właśnie (myślałem – bo zaraz przejdę do tego, jaka była rzeczywistość), że to jest coś dla mnie. To się zbiegło z moją chęcią do tego, żeby poszerzyć wiedzę. Zawsze chciałem zrobić MBA, i to był czas, kiedy ja sobie po prostu wybrałem MBA na University of Chicago i tam wziąłem taką ścieżkę inwestycyjną. To się nazywało przedsiębiorczość, ale w związku z tym, że my nie lubiliśmy słowa przedsiębiorczość, bo to w ogóle nic nie znaczyło, więc nazywaliśmy wśród studentów, że to było Entrepreneurial Finance and Private Equity 30, bo tak się nazywały te główne przedmioty, które tam były. I wtedy zacząłem się uczyć inwestowania – od wyceny, przez business model canvas, scaling model app i te wszystkie frameworki, bo trzeba przyznać, że University of Chicago jest data driven (opiera się na danych). Podejmujemy decyzję. To tak jak wczoraj zapytał mnie ktoś, że on jest w venture capital i skąd bierzemy wycenę. No tak, bo ten ktoś jest z Polski i tak podejmuje decyzje. I tak właśnie dzisiaj jest, na zasadzie – jak, kto, gdzie by zapłacił. Nie! Są metody, żeby wycenić przedsiębiorcę ze względu na to, jaką będzie produkował – i jak wierzymy w to, że będzie produkował – wartość. To nie jest z nieba i to, że dzisiaj jest tak, a lepsze projekty to jest 8 milionów runda A, gorsze 6 milionów runda A. I taka jest dzisiaj wycena, że nie wiadomo skąd to jest. Natomiast w University of Chicago trzeba było powisieć na krzyżu za to i de facto wiedzieć, skąd to dokładnie jest. Myślę, że to też powoduje przewagę w dyskusjach na temat wyceny i innych, konstruowania umów z funduszami itd. Ale wracając, wydawało mi się, że to jest taka jasna dla mnie ścieżka, że lubię właśnie zaczynać biznesy, więc będę dobrym inwestorem – nie mogłem się pomylić gorzej. Bo inwestowanie to niestety zdobywanie kolejnych doświadczeń. I to nie jest nie ma nic wspólnego z zaczynaniem i takim ekstra podnieceniem się nowościami. To jest tylko na początku, w sensie zrozumienia biznes modelu, ale też bym powiedział, że trochę to powoduje, że masz…

…zakrzywienie percepcji.

Dokładnie, bo właśnie będąc przedsiębiorcą, niestety patrzymy na produkt inwestycyjny, który ma przynieść zwrot z kapitału, jak przedsiębiorcy. Czyli, że to my zrobimy i my będziemy wypracowywać…

…co my byśmy z tym zrobili. Więc narzucamy founderom własną wizję tego, co można by było z tym zrobić, bo widzimy tam szanse, których czasem ci founderzy mogą nie widzieć.

I dzisiaj po tych dziewięciu latach od swojej pierwszej inwestycji – o której może nie będę mówił -zrozumiałem, że z inwestycjami to jest tak. Po pierwsze ludzie, ale później zbudowanie dobrej machiny, która potrafi realizować cele. To są rutyny. To jest robienie przestrzeni do rozwoju. To są kontakty, to jest bardzo duża efektywność, to jest ciągłe udoskonalenie tego, co się robi. I tylko w ten sposób można osiągnąć sukces. Nie jest to zachłyśnięcie się produktem. Nawet najbardziej fascynujący z punktu widzenia poznawczego produkt, to jest tylko produkt, na który najczęściej nie ma rynku.

To jest taka smutna konstatacja, naprawdę, ale świetne. Na który najczęściej nie ma rynku…

…na który najczęściej nie ma rynku. Ja tutaj może powiem taką anegdotę. Miałem przyjemność bycia w jury konkursu Global Impact Challenge 31, który jest robiony przez Singularity University 32. Tutaj wybiera się projekty naprawdę zakrzywiające rzeczywistość. I one w pewnym sensie nie muszą mieć jeszcze rynku, no bo to są projekty, które są impaktowe, bardzo przyszłościowe. Wybraliśmy dwa bardzo dobre projekty i one pojechały na 10-tygodniowy program Singularity w starej siedzibie NASA. Jest to fajne miejsce. I to był pierwszy raz, kiedy polskie zespoły się tam dostały. Natomiast pamiętam, jak tłumaczyliśmy founderom, którzy się nie dostali, że ich projekty nie są impaktowe i one na razie nie mają rynku. Bo mówienie o tym, że robimy nakładkę etyczną na robotę, jest troszeczkę mówieniem o przyszłości. Ale jak widzę tę ich fascynację i – pamiętam – miałem taką konstatację, że oni nie rozumieją, co do nich mówię. Bo oni tutaj latają, a ja ich próbuję na ziemię sprowadzić. Zgadzam się, że za lat 10 potrzebna będzie taka nakładka etyczna na alexę, która de facto nie będzie podsłuchiwała i wykorzystywała w sposób nieetyczny rzeczy o których mówimy, ale to nie jest dzisiaj projekt impaktowy, który spowoduje jakąś różnicę.

Tak, czyli trzeba rozróżniać marzycieli od przedsiębiorcy.

To prawda. A wracając trochę do tego ekosystemu, bo o tym zacząłem mówić. Wtedy robiłem taki projekt właśnie, w którym w pewien sposób mapowałem to co jest na rynku, z tak zwanego Venture Capital. Niestety w tym momencie mieliśmy Enterprise Investors 33, MCI 34 i wszystkie fundusze KFKowe. Tam nie było żadnego ekosystemu, to było na siłę pchanie i myślę, że dzisiaj z perspektywy czasu, oceniam – bardzo w taki sposób surowy – że te pieniądze zostały zmarnowane. Ale to pozwoliło pierwszym zespołom się ukonstytuować. I jak patrzę dzisiaj na te zespoły, które odniosły sukces, to to były te pieniądze. I oni też się uczą i zdobywają doświadczenia w co inwestować. I stworzenie tego systemu jeszcze wymaga czasu. Mamy już zespoły, które w pewien sposób rozumieją co robić. A z drugiej strony zaczynamy jako ludzie – tak jak właśnie Michał Sadowski, o którym mówiłem – zaczynamy sobie pomagać. Tak jak ten Izrael: oni zawsze wiedzieli – to zostało w ich DNA od pradawnych czasów – że jak lądowali jako obcy ludzie na nowych ziemiach, a tym bardziej właśnie w Izraelu wylądowali, to jedyną ich możliwością było, żeby sobie pomóc, żeby wszyscy dookoła mogli zarobić. A tego Polacy niestety w swoim DNA nie mają. W naszym DNA było raczej to, jak tutaj zakapować sąsiada, żeby on nie miał lepiej niż ja. To niestety pokoleniowo musimy wyplenić. i takie rzeczy, które się dzieją dzisiaj na rynku, właśnie z Michałem Sadowski jako najlepszym przykładem tego wszystkiego. I za chwilę za tym idą inne przykłady, bo Netguru 35 przed chwilą też opublikowało – będąc o wiele większą firmą – analizę na rynku. Ja do tego zachęcam wszystkich – do mówienia o swoich błędach, o tym właśnie. Może się trzeba nauczyć na własnych błędach, ale to jest też branie pod uwagę pewnych rzeczy, które warto robić, czerpanie dobrych praktyk, ale też rzeczy, których nie warto robić. Ja zawsze byłem osobą otwartą, przez co nie zawsze z Przemkiem mieliśmy wspólne zdanie, bo ja mówię wszystkim o wszystkim. Dla mnie to jest chęć podzielenia się swoją pasją. Natomiast w ten sposób widzę rozwój polskiego rynku. Widzę na przykład, że teraz – wracając do naszego rynku średniego i jego przekleństwa – jest chęć pomagania innym founder’om, żeby wychodzili za granicę i tworzyli tam spółki. No i się to zaczyna dziać w tym sensie, że nawet nasze rodzime spółki są pewnymi benchmarkami dla innych spółek. Więc mamy się już czym chwalić.

Wspomniałeś o swojej przygodzie z inwestowaniem, że myślałeś że to będzie takie super sexy, dużo intelektualnej podniety i fajnych doświadczeń, a na końcu okazało się że to Excel i w dodatku pomyłki, które są nieuniknione. Jak z tej perspektywy tych wszystkich swoich inwestycji dzisiaj patrzysz na ten temat? Po tylu latach niedużo osób w tym kraju ma takie doświadczenie w VC. Bo tak naprawdę zacząłeś wcześnie i bardzo intensywnie, i też podszedłeś do tego profesjonalnie i edukując się, i też – powiem – ucząc się na własnym kapitale, o tak bym powiedział. Jak dzisiaj patrzysz na to, jak ci się to podoba, chcesz to dalej robić?

Wiesz co, są trzy rzeczy o których bym chciał powiedzieć, odpowiadając na Twoje pytania. Bo to jest tak. Po pierwsze, ja dalej to lubię, ale dzisiaj inwestuję w takich ludzi, u których widzę iskierkę pasji. I to jest czasami zgubne, dlatego że na przykład tam nie ma rynku. Ale ja wierzę, że ten człowiek metodą jakichś zwrotów tam dojdzie. I nawet mam taką inwestycję, gdzie zainwestowałem w człowieka, on poległ straszliwie, na samym końcu mnie nie posłuchał, więc zbankrutował, mocno się z tego podnosił. Natomiast to doświadczenie pomogło mu zbudować firmę, która dzisiaj bardzo mocno… i on osiągnie sukces. Już beze mnie niestety, i trochę nie miałem w tym udziału, w sensie nie będę miał w tym udziału w przyszłości. Natomiast z punktu widzenia tworzenia samego przedsiębiorcy, no to jest sama radocha. Bo zawsze mogę powiedzieć, że mam tę satysfakcję, że inni nie wierzyli, a ja wierzyłem w tego człowieka. I to jest pierwszy typ. Drugi typ to jest coś takiego, że ja wierzę w to, co jest napisane w książce Outliers 36, gdzie generalnie spędzimy te 10-20 tysięcy godzin i że jesteśmy w czymś wyspecjalizowani. Bo wracając dziś do takiej filozofii, którą myśmy się w pracuj.pl posługiwali. To był Jim Collins Good to great 37, ten Hedgehog Concept 38, że musisz mieć pasję, musisz być najlepszy na świecie, ale jeszcze musi być motor wzrostu ekonomicznego, żeby to wszystko spiąć i odnieść sukces. Dzisiaj ja się poruszam już tylko w takich przedsięwzięciach HR Tech i Ed Tech, gdzie jest moja pasja, gdzie ja wiem jak pomóc we wzroście, bo tam jestem w stanie razem z founderem skoncentrować się i pomóc mu w rozwoju. I to jest to co lubię – zaczynać, początek, pomagać w pewien sposób, dzielić się wiedzą, jak na samym początku pchnąć i później founderzy znajdują swoją przestrzeń i dalej to realizują. A już wtedy tracę zainteresowanie tą nowością. I trzeci typ, to jest coś takiego gdzie widzę, że jest to inwestycja w rozwój czegoś większego. Na przykład misją dla mnie jest to, żeby w miejscu pracy ludzie byli traktowani i czuli się tak jak w domu. To jest work-life blending 39. Tutaj jest dużo zagadnień, ale jednym z nich jest inwestycja w benefity, w wellness, from wellness to well being performance. Jest to kolejny obszar – gdzie już nie mam może takiej szerokiej perspektywy – ale tak, tutaj mamy wspólną inwestycję w Sundose 40 , a to jest coś w co bardzo wierzę. W to, że możemy się zbadać i celując w suplementy diety lepiej się czuć, bo przeszedłem to na własnej skórze. I to są rzeczy, gdzie chciałbym – poprzez inwestycje – żeby inni z tego skorzystali dla ogólnego dobrostanu. I to jest trzeci typ inwestycji.

Ciekawe jest rzeczywiście – bardzo konkretnie wyspecjalizowałeś się w kilku obszarach i też czujesz po prostu naturalną pasję do tego, że jest jakiś powód. Jakiś silny powód, który sprawia że chcesz zainwestować, zaryzykować i zainwestować trochę swojego czasu, który jest dobrem szybko zbywalnym i nigdy nie powracającym, w to żeby wspierać tych ludzi, właśnie tych konkretnych founder’ów.

To też jest nauka, zrozumiałem znowu poprzez doświadczenie, że dzisiaj jak ktoś przychodzi z super pomysłem, że on będzie zakrzywiał rzeczywistość, to ja mu mówię, że mam trójkę dzieci i że czas jest dobrem rzadkim, i chciałbym z dziećmi spędzić teraz czas, póki jeszcze mogę, bo za chwilę one nie będą chciały. Poświęcam dzisiaj czas na to, żeby wnieść coś od siebie i żeby był ten fit. Tak jak mówimy, że pasujemy do siebie, tak ja chcę pasować do tych inwestycji, które robię i jestem w stanie coś wnieść. Bo wiem, że wcześniej miałem coś takiego, że przez przypadek znalazłem się gdzieś i później zupełnie źle się z tym czułem. Dzisiaj już nie robię takich inwestycji i otwarcie mówię do ludzi, że inwestuję tam gdzie moja pasja może być, bo na samym końcu nie chcę być tylko inwestorem, ale chcę też brać udział w tworzeniu pewnych rzeczy. I już tak z punktu widzenia tylko, bo jak tworzyliśmy Hedgehog z Marcinem Zabielskim 41, to de facto tam miałem jeszcze pasję, żeby pomagać kolejnym konkretnym firmom. Ale dzisiaj już to chcę robić na bardziej zagregowanym poziomie, stworzyć platformę na której oni wymieniają się wiedzą, bo ja już nie jestem w stanie jeździć od jednego do drugiego i im pomagać. Tylko chciałbym zorganizować miejsce, gdzie się te idee spotkają i bardziej zachęcić ludzi do wymiany wiedzy, bo ta wiedza się zmienia bardzo szybko – cały czas odkrywamy nowe sposoby tworzenia pewnych rzeczy. Tutaj nie ma też w start-upach doświadczenia, mogę dziesiątki przykładów podać, że jak ktoś mnie pyta „No, a jak wyście osiągnęli tę przewagę, w tym pracuj.pl – taką trzy razy więcej”. To ja najpierw mówię „nie wiem, bo nie mierzyło się jeszcze wtedy internetu, więc jak zaczęli mierzyć internet, to już byłem trzy razy większy.” I to jest na przykład ta rzecz. Ale mieliśmy …nie wiem gdzieś tam w Alamie siedzieliśmy z Mateuszem i tak mówiliśmy „kurde że tam coś nie idzie” i nagle generalnie jest zakrzywienie rzeczywistości. Ja się pytam jak to zrobiłeś, bo to trzeba skopiować w innych miejscach. Nie ma. To był właśnie taki chain reaction to sided network effect, jakby to nie ma wzoru na to, żeby powiedzieć, a czy tam jedna osoba więcej wejdzie i to nagle generalnie zacznie się ten ruch do przodu. To jest jakby największe, szczególnie w marketplace-ach, to jest chyba największa tajemnica, którą może w przyszłości będzie można zgłębić.

Czyli gdzieś jest ten tipping point, ale w zasadzie tyle czynników na niego wpływa, że trudno jest wyizolować jeden i powiedzieć „ok, to jest ta jedna rzecz, która tak naprawdę popchnęła tę kulkę, bo pracowaliśmy tyloma elementami”. A w świecie napędzanym przez analitykę znowu, bardzo chcielibyśmy wiedzieć co to było, ale niestety nadal jest trochę magii w tym.

Tak, oczywiście. Dzisiaj ja to nazywam data grinders („rozdrabniacze danych”), bo to nie są naukowcy, tylko grinders, którzy potrafią nad sprawdzeniem pewnych zależności siedzieć dniami. Ale to jest też fascynujące, że już mamy taką ilość danych, że jesteśmy w stanie zobaczyć korelacje. Oczywiście widzę dzisiaj, że testowanie, pchanie tego wszystkiego, że to już jest sukces. Kiedyś to się nam jakoś zadziewało, a dzisiaj przez to że mamy dane, jesteśmy w stanie na nie patrzeć, jesteśmy bardziej predysponowani do tego, żeby sprawdzać i wiedzieć, co od czego zależy. Oczywiście na samym końcu – tak jak we wszystkim – jest jakaś utility card, krzywa zaczyna się wypłaszczać i nie wszystko działa. I trzeba znowu szukać kolejnego czegoś, co de facto tę krzywą przeniesie na wyższy poziom. Natomiast myślę, że dane dzisiaj pomagają. Powinniśmy patrzeć na to. I mitem jest to, że my mamy data analytics. Dzisiaj tak naprawdę jest walka o to, żeby mieć real data, a firm które używają predictive analytics jest może od 2 do 4 proc. I to są wielkie firmy, które na tym zarabiają.

Maciej Noga

Zdjęcie z prywatnej kolekcji Macieja.

Ile w sumie masz inwestycji czy inwestycji w których pośrednio lub bezpośrednio zainwestowałeś?

To trudno powiedzieć, bo to jest tak, że jestem związany z trzema funduszami. Hedgehog, który już nie inwestuje. Tam jest inwestycji dziesięć. I cały czas te firmy się rozwijają. Później w MOC-y, gdzie jestem już tylko w Radzie Nadzorczej. Jak mówię, bardziej na zagregowanym poziomie, bardziej jesteśmy odskocznią dla teamu, który jest bardzo hands on (praktyczny) i to on faktycznie zakrzywia rzeczywistość, a my się przyczepiliśmy i mówimy „Hi, płyniemy z Wami tutaj na tej fali”. Ale tutaj z tego miejsca chcę powiedzieć, że oni robią bardzo dobrą robotę. Bo to jest Market One Capital – tak MOC, Moce jak się nazywa, natomiast Market One Capital. Jeszcze tutaj pewnie mało znany fundusz, gdzie jest moje serce, to jest Valores 42 – to jest pierwszy fundusz filantropijny, który tworzymy wspólnie z chłopakami z Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych 43. Nazywam ich chłopakami, ale to są już dość poważni dżentelmeni, którzy kiedyś byli dla mnie wzorami inwestorów. I tutaj właśnie są przedsięwzięcia bardzo mocno impaktowe. Ale też lubię patrzeć na to, pomagać tym przedsiębiorcom społecznym osiągnąć sukces. W Polsce jest to bardzo trudne, bo mamy przekleństwo takie, że przedsiębiorstwa trzeciego sektora są z jednej strony wspomagane przez państwo, ale w pewnym momencie te dotacje się kończą, zmieniają się władze, nie mamy zupełnie tego rynku poukładanego, ani też prawa, które działa w sposób taki bardzo… jeżeli jest dobry incentive alignment dla tych organizacji, żeby się tworzyły i jakieś dobra się tworzyły. Ale mamy kilka takich sukcesów jak np. jest Integracja 44 i tutaj chcę wspomnieć świętej pamięci Piotra Pawłowskiego 45, który niedawno umarł. To on był właśnie takim dla mnie wzorem tego, że można w każdej dziedzinie, nawet w organizacji pozarządowej szukać pewnej wartości, za którą ktoś zapłaci. No i Piotr przy pomocy dużej ilości osób z Valores, wcześniej właśnie z PSIKa…

I wracamy do tematu integracji, czyli jednego z obszarów: powiedziałaś o inwestycjach społecznych.

I mówiłem o Piotrze Pawłowskim, który jest flagowym przykładem inwestycji Valores, gdzie dzięki z jednej strony pieniądzom zainwestowanym, ale też z drugiej strony pomocy, Piotr Pawłowski potrafił znaleźć model biznesowy dla organizacji pozarządowej, w której wytwarzając wartość potrafił za nią brać pieniądze. I też mówiłem o tym, że Piotr z jednej strony uważał nas za swoich mentorów biznesowych, a z drugiej strony patrzę na to, że on też dla nas był przykładem tego, że pasja, która go napędzała do tych wszystkich jego przedsięwzięć…No i będzie mi trochę jego brakować. Ale podsumowując, Valores jest to właśnie drugi typ inwestycji – całym sercem tutaj na wszystkich spotkaniach pojawiam się i poświęcam swój czas, bo też myślę, że ten rynek musi się jakoś ułożyć.

A trzeci typ inwestycji to twoje inwestycje prywatne.

Tak. Tak jak powiedziałem wcześniej, chcę się angażować tylko w te, na których się znam i opisałem je. Jedna jest szczególna, bo też właśnie z rodzaju misyjnych – to jest Digital University 46, który ma charter Singularity University. Myślę, że w Polsce mamy bardzo dużą przestrzeń do tego, żeby pomóc firmom, korporacjom i przeprowadzić je przez tę transformację cyfrową. Dzisiaj nie mamy nic na tym rynku, a wierzę, że właśnie możemy się zmienić z takiego outsourcing center w naród, który tworzy wartość. Mamy bardzo dobrych informatyków, mamy bardzo dobrych matematyków. Myślę, że moją misją jest postawienie centrum AI i R&D (Centrum sztucznej inteligencji i prac badawczo-rozwojowych). Teraz wspólnie z Digital Poland 47, i Digital University i Coders Lab 48 chcielibyśmy stworzyć platformę do tego, żeby przekształcać naszych zdolnych matematyków w data scientist’ów. Widzę, że dzisiaj wyczerpaliśmy zasoby jeżeli chodzi o software development i myślę, że mamy value creation, ale nie mamy value capture: produkujemy 80 procent dla Europy, 50 procent dla Stanów Zjednoczonych. Są już dziś sukcesy pojedyncze w tym, że stworzymy jakąś wartość, ale myślę, że jesteśmy dobrzy i powinniśmy ten sam model przerzucić na coś innego, co jeszcze będzie bardziej efektywne.

Tak, żeby samemu wykorzystywać ten kapitał, który budujemy.

Dokładnie. Dzisiaj pracujemy dla innych organizacji. Bardzo podobnie jest ze wszystkich outsourcing centers, tych takich white collars czy dla banków inwestycyjnych czy dla nawet R&D Samsunga tutaj. Myślę że de facto jesteśmy w stanie nauczyć się na tym przykładzie, pomóc trochę w wykreowaniu tego ekosystemu, wykształceniu data scientistów i dzięki temu stać się w ogóle takim właśnie… Bo jeżeli chodzi o sytuację geopolityczną – nawet można powiedzieć, bardziej geo niż polityczną dzisiaj, bo mamy również warunki sprzyjające do tego, że jesteśmy w środku między Stanami Zjednoczonymi, Europą i Azją i jesteśmy w stanie tę naszą pozycję wykorzystać dzięki tym mądrym ludziom. Bo cały czas wierzę w to, że naszą przewagą konkurencyjną nie powinna być tania siła robocza i produkcja. I widzę, że na szczęście to się kończy. A jest właśnie wykorzystywanie potencjału ludzkiego. Gdzie jak się patrzy na jakieś długofalowe trendy, to ludzie dążą do tego, żeby mieć wyższe wykształcenie. I żebyśmy pociągnęli dzisiejszy trend, to w 2050 połowa siły roboczej będzie miało wyższe wykształcenie. I to jest bardzo dobry trend i myślę, że ten trend możemy przekuć w sukces dla Polski.

To niesamowite. Maciek, coś o tobie. Jesteś zaangażowany mniej lub bardziej inwestycyjnie w kilkadziesiąt projektów, równocześnie jesteś współzałożycielem ogromnej spółki i jeszcze ojcem trojga dzieci. Doba ma 24 godziny. Chyba że Twoja ma więcej. W jaki sposób organizujesz swój czas? Na przykład znalazłeś dziś dwie godziny na to, żebyśmy na spokojnie porozmawiali. Jak to się robi?

Ja myślę, że to jest coś, czego uczyłem się przez ostatnie 20 lat. I dzisiaj chyba to jest doprowadzone już do takiej – no nie powiem że perfekcji, bo w naturze ludzkiej leży to, że się człowiek wywraca i później wstaje. Ale trzy lata temu przeszedłem transformację mentalną, gdzie zrozumiałem, że muszę trochę tej energii w czasie tych 24 godzin wyciągnąć więcej. I bardzo mocno zacząłem otaczać się… Bo myślę, że wszystko to jest problemem architektury naszego życia, mogę tak powiedzieć szeroko. Czyli jak sobie układamy pewne rzeczy. Bo jak mówią Amerykanie „everything is a design problem” – żeby się zdrowo odżywiać, żeby ćwiczyć, żeby generalnie dobrze funkcjonować, żeby znaleźć dwie godziny, to musimy mieć rutyny, które otaczają nasz świat, posunięte do takiego momentu gdzie generalnie wszystko dzieje się dookoła nas w taki sposób, na który nie musimy poświęcać energii. Czyli ja wstaję między 5:45 a 6:15 w zależności od tego, który to jest dzień. Zawsze rano ćwiczę – nie jakoś długo, bo to jest przeważnie od 30 do 45 minut w zależności od tego czy biegam, czy ćwiczę siłowo. I robię to w domu, żeby nie musieć nigdzie wychodzić, żeby nie tracić czasu, bo chcę zjeść z dziećmi śniadanie. Później medytuję, bo pomaga mi to w pewien sposób się skoncentrować, a w związku z tym, że mam dużo rzeczy, to ten spokój umysłu jest bardzo potrzebny. Paradoksalnie moja spółka, którą kiedyś kupiłem, nazwa mi się podobała, i nie wiedziałem co znaczy, nazywała się Ataraxy 49. Ataraxy znaczy spokój umysłu. I to też jest symboliczne, że ja dopiero po czterech latach zacząłem tłumaczyć, bo to jest z greckiego. Ale ten spokój umysłu jest potrzebny. Ja widzę naprawdę bardzo duże benefity tego, że medytuję – i rano i wieczorem. I też nie poświęcam na to 20 minut. Medytuję tyle ile mi potrzeba. Jak się czuję już spokojny, zrelaksowany rano – to jest od pięciu, ośmiu do dwudziestu minut – to po prostu przestaję medytować. I to samo wieczorem – jak nie potrafię zasnąć, bo mam skłębione myśli, dokładnie to samo robię. I to naprawdę działa. Do tego dieta i też taka dieta, że przyjeżdża firma, która przygotowuje mi. A w związku z tym, że wyjeżdżam, to również firma mi mówi, gdzie mam pójść – w sensie moja dietetyczka. Mówię, że jadę do – powiedzmy sobie – Chicago i będę w tym hotelu, to dostaję listę restauracji dookoła, w których powinienem zjeść i co powinienem zjeść. Więc de facto ten design problem i podejmowanie decyzji jest eliminowane. Ja nie muszę wtedy pomyśleć o tym że wyląduję na dole w restauracji i zjem jakieś frytki, bo po prostu muszę zjeść. Nie, ja mam to zaplanowane. I to jest tylko kwestia tego, żeby to poukładać i później udoskonalać. Oczywiście wiadomo, to jest też tak, że przez to podróżowanie to nie wszystko pójdzie tak jak jest, natomiast większość czasu jest w ten sposób ułożona i na samym końcu efekty są widoczne. Przez tę dobrą energię całkowicie się oczyściłem. Dzisiaj mam pomielone super foods i biorę suplementy diety i widzę, że to mi daje do półtorej godziny więcej energii w życiu. I dzięki temu jestem w stanie np. tę energię spożytkować na to, żeby z dziećmi więcej przebywać, żeby spotkać się z tobą, żeby coś innego zrobić. I oczywiście to też jest pęd, ale radzenie sobie ze stresem i nieznajdowanie zamienników – bo najprościej jest znaleźć sobie zamienniki, które nas uspokajają – tylko w świadomy sposób kierowanie życiem. I tak, jasne. Gdzieś tam ten stres powoduje, że z jednej strony mam dużo energii i mam pasję. I to mnie pcha do przodu. Ale z drugiej strony też nadmiaru muszę się pozbyć. I przez tę medytację i przez ten sport, jak się zmęczę, oczyszczę tę swoją głowę, to się realizuję. I ja na przykład mam tak, że hobby – o hobby mnie ludzie pytają. Moje hobby to jest kreowanie spółek i biznes i to, że ja mogę o tym z pasją opowiadać. Że inni ludzie siedzą ze mną na tym MBA, czytając case’y, to dla nich była powiedzmy akademicka dyskusja na temat, a dla mnie to była potrzeba, jak układają się pewne wzorce tych posunięć, i co trzeba zrobić, i jak dany biznes działa, i co zostało zrobione. I to jest dla mnie takie pasjonujące. Ja tutaj tylko jedną rzecz chcę wspomnieć, że na tej uczelni amerykańskiej…. i w ogóle amerykańska edukacja jest w ten sposób ułożona, że jak się zrobi tę one extra mile, to bardzo dużo przynosi. I to jest właśnie to, że dostawałem dwie podstawowe książki i dwie były takie dodatkowe. I jak te dwie dodatkowe czytałem w uzupełnieniu, to one dawały mi prawdziwe zrozumienie pewnych rzeczy. I to było pierwszy raz, kiedy naprawdę uczyłem się dla siebie. Ale to też mi dało to, że dzisiaj mam taką pełną świadomość mechanizmów, które nas otaczają, które spółki robią. I oczywiście wiadomo jest też rynek, gdzie jak Warren Buffet mówił: jak się dobry menadżer spotka ze złym rynkiem, to rynek zawsze wygra. I to jest prawda, że to jest numer 1 decyzja do podjęcia. Jak mamy dobry team to musimy zobaczyć czy jest wystarczająco rynku czyli potencjału, żeby ten pomysł zrealizować i jak to zrobić. Ale z drugiej strony ja wierzę w to, że jesteśmy w stanie i zgubiłem wątek tutaj…

Powiedziałeś o tym że napędza Cię pasja, napędza cię to że te wyzwania, że to jest tak naprawdę twoje hobby. Więc nie szukasz hobby, bo to hobby masz 24 godziny na dobę.

Tak. I prawdą jest to, że właśnie pozostałe rzeczy, to są rzeczy, na które bardzo długo czekałem, że mogę uprawiać sport z moimi dziećmi. Dzisiaj gramy w piłkę i to dla nich jest bardzo fajny sposób spędzenia czasu. Praktycznie teraz siedzimy w naszym Klubie Sportowym całe weekendy. Kiedyś szukałem tylko możliwości wyjechania z Warszawy, a teraz bardziej przeszedłem w taki stacjonarny tryb życia, bo ten czas jest dla nich fajny i to jest dla mnie fajne. I to jest też w pewien sposób przeczyszczenie umysłu. No i to się tak wszystko składa do kupy. Tak jak mówiłem, że też jedną z misji jest ten work life blend – żeby ludzi przekonywać, że to się da zrobić. I oczywiście wiadomo, że jak patrzę na dzisiejsze korporacje, to w pewien sposób przez to hierarchiczne ułożenie odpowiedzialności i tworzenie wartości, to trochę to trudne jest do zrobienia. Natomiast zachęcam wszystkich do bycia sobą. Atmosferę w pracy i stosunki kształtujemy codziennie i nie możemy ulegać. Jak się nam nie podoba, to powinniśmy zmienić pracę. Mamy teraz taki nowy slogan w pracuj.pl, bardzo dobry „Sprawdź czy nie szukasz”. To jest dobra maksyma, że jak jest nam źle, to żeby zmienić pracę i patrzeć na to. Bo ja wierzę, że tak jak na świecie jest dla nas idealny partner, tak jest też idealna kultura organizacyjna, w której się odnajdziemy. I jesteśmy trochę przyzwyczajeni do bardzo tradycyjnego pojmowania pracy, jako wyodrębnionego zagadnienia, które powoduje, że możemy później realizować nasze prywatne hobby czy zainteresowania. I to jest najgorsza rzecz, jaką robimy w życiu.

Tak, bo budujemy pewnego rodzaju konflikt pomiędzy jednym a drugim i wartościujemy jedno jako lepsze i drugie jako gorsze i budujemy sztuczny mur w sobie. A tak naprawdę stanowimy tylko jedną osobowość.

Oczywiście. I ja dzisiaj, w zeszłym tygodniu – nie, to było w zależności od tego bym powiedział… w anglosaskim to było w tym tygodniu, bo to było w niedzielę, w polskim systemie to było w zeszłym tygodniu – miałem właśnie taką rozmowę z moim kolegą, który osiągnął sukces w tworzeniu klinik dentystycznych. I on się mnie radził, bo dostał ofertę, żeby sprzedać to z bardzo dużym zyskiem. No i dyskutowaliśmy na ten temat – ja mu powiedziałem „oczywiście racjonalne jest to, żebyś to sprzedał, ale z drugiej strony to jest tak…”. On mówi to jest tak, że jak dziś jest niedziela, to już myślę, że w poniedziałek pójdę do tej pracy i tam jeszcze jest tyle rzeczy do zrobienia. To mnie tak pasjonuje. I to jest właśnie coś takiego, co ja mam wewnętrznie, i to odróżnia mnie i jego od takich ludzi, którzy tylko pracują. Bo oni w niedzielę myślą o tym, że właśnie się weekend skończył i będą musieli iść na tydzień do pracy i już są załamani, mają ten stres przed pójściem do pracy. I tutaj właśnie jest taki dobry mechanizm, który można w sobie znaleźć. Ja polecam taką książkę, to się nazywa Designing your life 50. I to jest książka razem z podręcznikiem, która została napisana przez jednego z profesorów na Stanford University. On jest dziekanem wydziału Design Thinking. I na tej podstawie pisze, jak można ułożyć swoje życie, jak zmienić w ten sposób, żeby ono stanowiło całość z jednej strony i żebyśmy poświęcali na te 5 najważniejszych sfer – to jest praca, rodzina, duchowość, przyjaciół, miłość – żebyśmy potrafili w pewien sposób ułożyć dla siebie pewien wzorzec i tak zaprojektować życie w sensie rutyny codziennego dnia, żeby później je realizować. I dzięki temu na samym końcu, jak się dzień kończy, to kładziemy się z pewną taką mission accomplished (spełnioną misją). Może dzisiaj nie osiągnąłem dużo w pracy, bo miałem jakieś rzeczy, które powiedzmy sobie czasami trzeba popchnąć i one są rutynowe, ale spędziłem dobry czas z dziećmi, albo zrobiłem coś ciekawego. Takie rzeczy, planowanie sobie jednej rzeczy, którą dzisiaj muszę zrobić, żeby wieczorem kładąc się spać móc powiedzieć, że to była dobra rzecz i dzięki temu osiągnąłem coś. To jest jakby nasza natura, skonstruowana w ten sposób, że cały czas czegoś szukamy. A jak nie znajdujemy, jesteśmy z tego niezadowoleni. Ale to też jest projektowanie sobie pewnych rutyn i uczenie – i w pewien sposób znowu behavioral science – na zasadzie: jak kierujemy naszym życiem powoduje że jesteśmy na samym końcu z siebie zadowoleni. I to jest to, do czego każdy człowiek dąży. I to nie są rzeczy materialne, to są rzeczy bardziej duchowe. I pamiętam, że w zeszłym roku przez przypadek trafiłem na taki wykład South by Southwest 51 – to jest taka konferencja o przyszłości wszystkiego, gdzie amerykański przedsiębiorca opowiadał o stworzeniu swojej firmy, która dzisiaj odniosła wielki sukces na rynku i on już dzisiaj poświęcił się, bo to była agencja reklamowa, temu żeby zrobić impaktowe reklamy. I pamiętam, że – tam siedziało parę tysięcy ludzi na tej Sali – on mówił o tym, że nigdy w życiu nie stawiał sobie żadnych celów finansowych. Zawsze robił przedsięwzięcia z misją. Krótkofalowo to było zrobić jakiś tam projekt, a długofalowo to było jaka jest misja. No i oczywiście to jest też tak, że ta misja nas niesie. Bo my zaczęliśmy tworzyć firmę i pamiętam to było w budynku, w którym Mark Preston pożyczył nam salkę. To był jeden z pierwszych wieżowców, to było w maju 2000 roku. I tam właśnie stworzyliśmy naszą misję, którą mamy do dzisiaj. Tak, że my chcemy pomagać ludziom znaleźć pracę i realizować ich potencjał wewnętrzny. I chcemy firmom pomóc w tym, żeby znalazły najlepszych i pasujących do nich pracowników. I to jest misja, która niosła nas, żeby na samym końcu za tym przyszły konkretne działania. I dzięki temu oczywiście jesteśmy ludźmi ambitnymi i tam pewne KPI były, mówiły o tym, że trzeba tyle zrealizować przychodów. Ale na samym końcu to się sprowadzało do tego, i dzisiaj głównym miernikiem jest to, ile osób dzięki nam w każdym roku znajduje pracę. I to jest taki miernik, który pokazujemy: że każde działanie w naszej firmie jest właśnie powodowane tym czy dzięki temu ktoś dodatkowo znajdzie pracę, czy przyciągniemy dodatkowo kandydata i on za pomocą tej naszej aplikacji będzie w stanie, nie znudzi się nią, że zaaplikuje i dzięki temu znajdzie pracę. I to są takie fajne przedsięwzięcia z misją.

A Ty. Jaka jest Twoja wizja siebie? Bo sprawiasz wrażenie osoby bardzo spełnionej. To jest też wspaniały widok – osoby która osiągnęła już dziś duży sukces w biznesie, ale nie spoczywa na laurach tylko dalej szuka sobie nowych wyzwań i nowych ciekawych obszarów do realizacji. Trochę po prostu w innej roli, trochę bardziej jako takiego enabler’a, niż jako kreatora, który swoimi rękami dziś buduje różne nowe rzeczy od zera. Jak widzisz siebie za 20 lat? Zastanawiasz się nad tym jak widzisz siebie za 20 lat?

Oczywiście. Trochę odpowiedziałeś na to pytanie. Od dwóch miesięcy jestem przewodniczącym Rady Nadzorczej – mam zupełnie inną rolę i jest to rola właśnie trochę, bym powiedział… Znowu przejście do rutyn, bo u nas w grupie pracuj.pl traktujemy Radę Nadzorczą na równi z radą doradców i faktycznie zarząd potrzebuje pewnej inspiracji i szerszego spojrzenia na to, jak się dalej rozwijamy, bo to już jest 19 lat i my cały czas szybko się rozwijamy i są pewne obszary, w których jesteśmy gorsi, lepsi, popełniamy błędy ale idziemy do przodu. I tutaj widzę swoją rolę jako dobrego nadzorcę z jednej strony tych rutyn, które powinniśmy wykonywać, żeby pomagać obecnemu zarządowi, żeby się rozwijał. I to jest – powiedziałbym – dalej taka moja rola, że wyszedłem już z tych operacji, wyszedłem już całkowicie z codziennych obowiązków i zadań, które kreowały wartość – w bardziej rolę doradczą. Dodatkowo te wszystkie moje inwestycje. I myślę, że tutaj też raczej chcę się skoncentrować na paru, żeby je dobrze zrobić. Oczywiście nie mówię o tym, że nie będę inwestował w rzeczy, które mi się podobają. Żeby zrealizować swoje wizje i misje i dorzucić ten kamyczek do ogródka – na pewno. Natomiast myślę, że dzisiaj chciałbym poświęcić czas na parę takich dobrych przedsięwzięć, tak jak powiedziałeś będąc enabler’em pewnych sytuacji, gdzie już przeszedłem tę ścieżkę i wiem jak pomóc. Tak, że ja widzę tak swoją rolę. Teraz mam 42 lata, mówi się że w wieku 44 lat człowiek najbardziej potrafi swój potencjał realizować. Widzę to w sobie, że przez to, że tego doświadczenia jest tak dużo, że kiedyś się czytało książki, cytowało te książki. Dzisiaj już jestem w stanie łączyć pewne fakty, które wynikają z mojego doświadczenia i z doświadczenia przedsięwzięć, w które jestem zaangażowany. I tę wiedzę nakładać na siebie. I dzięki takiej syntezie podejmować decyzje. I to jest fajne, bo coraz więcej takich przebłysków wychodzi. Dla kogoś innego – to trzeba odkrywać na nowo, dla mnie – ja to rozumiem, bo tyle tych rzeczy jest w głowie, że zaczynają one się układać w pewne wzorce. I dzięki tym wzorcom możemy lepiej podejmować decyzje. Tak, że ja myślę, że ja mam jeszcze parę lat na realizację, tam gdzie jestem w pełni zaangażowany. Ale zobaczymy. Mój ojciec na przykład pracował do 67 roku życia i dla niego największym problemem było to, żeby odejść na emeryturę. Jeszcze właśnie w górnictwie to było to, że wszyscy jego koledzy już od dwudziestu lat siedzieli na emeryturze, jak on dalej przechodził pokolenia, że w zarządach byli synowie ludzi, z którymi on zaczynał pracować. Więc to jest takie śmieszne. Jestem człowiekiem energetycznym i mam partnerkę, która też widzi to, że ona musi w pewien sposób – no nic nie musi, natomiast bardzo dobrze współgramy ze sobą – że ona rozumie tę moją pasję tworzenia i w ten sposób się dogrywamy że ona pewne role pełni, ja pewne role pełnię, ale przez to jesteśmy szczęśliwi, bo poświęcamy czas na właściwe rzeczy.

To jest wspaniałe mieć takie uzupełnienie w życiu i mieć przestrzeń i możliwość do tego żeby realizować się w tym co ten człowiek chce.

Tu znowu mówimy o całościowym podejściu do życia. Ja nie powiem, że my jesteśmy idealną parą i idealnymi ludźmi, bo nikt nie jest. Wydaje mi się, że – ostatnio mieliśmy taką rozmowę – też krzyknę czasami na dziecko, ale jestem w tym autentyczny, bo się naprawdę zdenerwuję i nie robię tego z punktu widzenia, żeby na nim coś wymóc. Natomiast wyrażam swoje emocje. I to jest chyba najważniejsze, że w naszym związku jesteśmy ze sobą prawdziwi. Dziś uznaliśmy, jak to chyba mówił Saint Exupery, że najlepsze związki to są takie, że jesteście ze sobą, ale jesteś w stu procentach wolny. My też to osiągnęliśmy: ta wolność wynika z tego, że my jako partnerzy szanujemy swoją odmienność i potrafimy znaleźć w tym wartość, że ta odmienność jest. I oczywiście jak bym popatrzył na to, to tutaj się pokłócimy, tam się przytulimy, tam porozmawiamy jak partnerzy, tutaj będziemy trochę źli na siebie, ale na samym końcu jest coś, co powoduje, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi. I chyba inaczej nie potrafię sobie wyobrazić takiego związku.

Tak, rozumiem. To jest też taka pewnego rodzaju po prostu bezwarunkowa akceptacja w pewnym sensie drugiej osoby taką jaką ona jest. Moment w którym przestaje się zastanawiać jak by ją zmienić i pod siebie zmienić, a po prostu przyjmujesz że jest jaka jest w pełni i to ci daje przestrzeń do tego żeby cieszyć się i nie budować jakichś fałszywych oczekiwań.

No i ja myślę, że ja tego też ludziom życzę, bo muszę powiedzieć, że miałem jeden rozwód i on był podyktowany tym, że żyłem oczekiwaniami w stosunku do drugiej osoby, tak jak ja byłem skonstruowany, a nie tym, co w tej osobie jest. I ja nawet tego nie dostrzegłem. Dzisiaj na przykład mogę się przyznać do tego, że nie znam swojej pierwszej żony, pomimo że byliśmy ze sobą lata w związku. Natomiast mogę powiedzieć, że moją nową żonę bardzo znam, ale też ją codziennie odkrywam na nowo. To nie jest też tak, że ja nie wiem, czy my jesteśmy w stanie się sobą znudzić. Bo to jest tak, że nawet jak się pokłócimy – jesteśmy obydwoje bardzo wybuchowymi ludźmi – to jest też tak, że jesteśmy w stanie przez to lepiej się komunikować. Komunikujemy sobie swoje potrzeby, czasami w sposób bardziej emocjonalny niż inni, ale dzięki temu ten związek jest taki pełny. Ale słuchamy się i to jest najważniejsze, że słuchamy się, rozumiemy. I właśnie to co powiedziałeś – to jest ważne, że nie oczekuję konstruowania czegokolwiek. Zgadzam się z tym i w pełni akceptuję jaka ta druga osoba jest. Oczywiście ja jestem takim człowiekiem zadaniowym, nastawionym na zadania. Dlaczego tego nie zrobiłaś, to ja może zrobię to za ciebie. Kiedyś miałem właśnie takie opinie i czasami taki program wraca na zasadzie…Natomiast z drugiej strony szanuję tę odmienność i wiem, że Marta w swoim tempie zrobi to, co uważa za stosowne.

Każdy idzie swoją drogą. A wracając do tej drogi. Czy dla osób które nas słuchają, oglądają – przedsiębiorców, ludzi którzy są w biznesie, którzy podejmują trudne decyzje – może dzisiaj mają gdzieś tam bardziej skomplikowaną sytuację biznesową – jaka byłaby jedna rada może nietypowa, może jakaś jedna rzecz, która uważasz że jest istotna, taka puenta dla osób, która wynika z twojego doświadczenia?

Wydaje mi się, że to już padło podczas tego spotkania. Ja myślę, że trzeba być sobą, trzeba być autentycznym, trzeba podążać za swoją filozofią i odnajdywać. Bo ja myślę że – czego nie powiedziałem kiedy podsumowywałem swoją karierę – to że potrafiłem zdecydować i podejmować decyzje i iść w kierunku, gdzie czasami podejmowałem ryzyko, ale robiłem to bardzo świadomie, w taki sposób, że tam była misja. I to właśnie dążenie za tą misją powodowało, że to było fascynujące dla mnie. I jeżeli mamy dwie rzeczy do wyboru, to moim przesłaniem jest: idźmy tam gdzie jesteśmy w stanie być sobą, być autentycznym, realizować swoje mocne strony. Taka samoświadomość jest bardzo ważna, bo z punktu widzenia człowieka i konstrukcji umysłu – ja dzisiaj wyobrażam sobie siebie jako inżyniera, który konstruuje roboty i maszyny lotnicze, ale z drugiej strony muszę też zdawać sobie sprawę z tego jak jestem skonstruowany i jakie mam doświadczenie. Widzę wielu młodych ludzi, którzy podejmują wyzwanie i rzucają się na coś, co jest im zupełnie obce. I na samym końcu, po pięciu latach próby, budzą się z przeświadczeniem, że to była porażka. I dlatego myślę, że trzeba być sobą i układać życie pod siebie, żeby zdawać sobie sprawę ze swoich mocnych i słabych stron i podążać. Czasami jesteśmy w stanie szybciej podjąć decyzję, czasami wolniej. Czasami dane środowisko, otaczanie się pewnymi ludźmi – to też jest ważne. Kiedy chcę być sobą, to znaczy że cała energia tego świata mi sprzyja. Jestem w tym miejscu geograficznym, w którym chcę być i widzę, że to dla mnie działa. Obojętnie czy to jest Islandia, Hongkong, Chiny czy Polska – otaczam się ludźmi którzy mnie wspierają, tak jak powiedziałem o kulturze organizacyjnej. To są ludzie przeważnie, nie ma co tracić życia na przebywanie z ludźmi toksycznymi i złymi dla osiągania takiej pełności. Potem właśnie rozumienie siebie i przez to jestem w stanie lepiej zaprojektować swoje życie. I projektowanie życia według tego: popełnianie błędów i ciągły program naprawczy. Ja przerobiłem to z Julką Kołodko 52, którą pozdrawiam bardzo serdecznie, która właśnie na mnie ćwiczyła jakąś tam metodę coachingu. Ale ona wykorzystywała to żeby zmienić moje nawyki złe na dobre. I to jest bardzo proste, oczywiście potrzeba coach’a takiego jak Julka, która pokazała mi – to są twoje złe nawyki, a to są twoje dobre nawyki i teraz to jest takie bardzo proste. Te złe nawyki zastąpisz tymi dobrymi nawykami i wystarczyło stworzyć listę tych nawyków i de facto później to się stało rutyną. Że jak myślę o tym złym nawyku, który mógłbym zrobić, od razu mam listę tego, co mi sprawia przyjemność i zastępuję to tymi przyjemnościami. I później to jest tylko kwestia przekucia w rzeczywistość. Gdzie ja na przykład.. Taką najbardziej odprężającą rzeczą dla mnie to nawet nie jest medytacja, tylko masaż. No, ale to jest masaż, który musi się znaleźć pomiędzy moją podróżą tu i tam. Ale dzięki temu, że zacząłem o tym myśleć, okazało się że w Stanach jest aplikacja takiego Ubera w masażach, że ja przyjeżdżam do hotelu i tam pani już czeka na mnie, żeby mnie masować. Ja idę spać, zamiast jakiegoś – powiedziałbym – złego nawyku, który wcześniej miałem, żeby odpocząć. Także to jest właśnie ulepienie świata, który de facto z każdej strony nas wspiera i robienie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność i myślenie o tym. I cały czas właśnie. Bo nie skończyłem też o tej książce – taki właśnie dzienniczek – co robiłem i co mi sprawiało przyjemność. I dzięki temu jestem w stanie za pomocą prób i błędów dojść maksymalnie do tego, że jestem szczęśliwy. I oczywiście to nie jest posunięte do jakichś tam…. nie jestem robotem. Bo zmieniam, przez trzy miesiące coś tam znowu dorabiam i nie jestem doskonały w tym co robię, bo czasami wracam do jakichś starych programów. Ale jest OK, trzeba teraz zobaczyć te nawyki, popatrzeć jak się układa i na samym końcu być spójnym we wszystkich tych obszarach.

Maciej chciałbym z tobą rozmawiać jeszcze kolejne dwie, trzy godziny, ale czuję że docieramy gdzieś do limitu zdrowego rozsądku.

I że nikt tego do końca nie wysłucha.

Zaskakujące jest to, że właśnie bardzo często słuchacze słuchają do końca i to jest chyba siła moich szanownych gości, którzy są takimi wspaniałymi rozmówcami i mają dużo ciekawych rzeczy do powiedzenia. Także będziemy finiszować. Bardzo Ci, Macieju, dziękuję za to że zdecydowałeś się na tę rozmowę i opowiedziałeś mnóstwo niesamowitych rzeczy i otworzyłeś się przed nami w tematach biznesowych i osobistych, różnych. I mam nadzieję że ta rozmowa będzie służyć innym, a mam nadzieję że i Tobie posłuży i coś się dzięki niej w Tobie otworzy.

Ja również dziękuję. Dziękuję. Chciałem Ci też podziękować z punktu widzenia właśnie takiej misji dzielenia się z innymi, te podcasty naprawdę niosą jakąś wartość, bo jesteśmy w stanie zajrzeć i zobaczyć jak inni ludzie odnieśli sukces, co robią. Tak, że z tego miejsca również Tobie chciałbym podziękować za to.

Bardzo Ci dziękuję. Dzięki za rozmowę i powodzenia.

Maciej Noga

Po nagraniu podcastu, Maciej i Greg.

Linki:

  1. Maciej Noga, biogram http://www.digitaluniversity.pl/prelegenci/maciej-noga/
  2. Maciej Noga na Facebook’u https://www.facebook.com/maciej.noga
  3. Pracuj.pl, strona główna https://www.pracuj.pl/
  4. Wywiad z Przemysławem Gackiem, Forbes 08/2017 https://www.forbes.pl/przywodztwo/pracujpl-wywiad-z-tworca-grupy-pracuj-przemyslawem-gackiem/f70s3kf
  5. AISEC, strona główna http://www.un.org.pl/aiesec-polska
  6. Dni Kariery teraz https://dnikariery.pl/about_us
  7. Rafał Szczepanik http://www.rafalszczepanik.pl/
  8. Firma McKinsey https://mckinsey.pl/
  9. O firmie Arthur Andersen https://www.rp.pl/Doradcy-podatkowi/305229895-Andersen-wraca-na-rynek-doradztwa-podatkowego-w-Polsce.html
  10. Dot-com boom, dot-com bubble (ang.) – bańka internetowa https://pl.wikipedia.org/wiki/Ba%C5%84ka_internetowa
  11. Megapanel https://pl.wikipedia.org/wiki/Megapanel_PBI/Gemius
  12. Pierwsi inwestorzy w start-up’y, 4f: fools, friends, family, founders http://crowdfunding.pl/2010/12/06/glupcy-inwestuja-w-start-upy-zasada-4f-founders-family-friends-fools/
  13. Besnier – do 1999 roku, obecnie Lactalis: firma produkująca m.in. ser President https://www.forummleczarskie.pl/RAPORTY/016/2/rynek-francuski-mleczna-czolowka/
  14. Mystery Shopping https://pl.wikipedia.org/wiki/Mystery_shopping
  15. Hindsight bias (ang.) – efekt pewności wstecznej https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_pewno%C5%9Bci_wstecznej
  16. Technika After Action Review http://prooptima.pl/artykul/52-jak-szybko-uczyc-sie-na-doswiadczeniach-czyli-technika-after-action-review-aar
  17. Przywództwo służebne https://pl.wikipedia.org/wiki/Przyw%C3%B3dztwo_s%C5%82u%C5%BCebne
  18. Test t Studenta http://pogotowiestatystyczne.pl/slowniczek/test-t-studenta/
  19. Polski Fundusz Rozwoju https://pfr.pl/pl
  20. KFK – Krajowy Fundusz Kapitałowy http://www.kfk.org.pl/
  21. https://www.pfrtfi.pl/pfr-biznest-fiz/
  22. Benchmark, w finansach https://pl.wikipedia.org/wiki/Benchmark_(finanse)
  23. Wywiad z twórcą DocPlanner https://www.forbes.pl/przywodztwo/mariusz-gralewski-znanylekarzpl-docplannercom-wywiad/8swxr4l
  24. Market One Capital http://moc.vc/
  25. Hedgehog Fund, strona główna http://www.hedgehogfund.pl/
  26. Wywiad z Michałem Sadowskim https://www.forbes.pl/przywodztwo/michal-sadowski-z-brand-24-przedsiebiorca-o-ktorym-wiesz-wszystko/ed1s8c1
  27. Biuro pracuj.pl, ulica Prosta 68 https://noizz.pl/biznes/jak-wyglada-biuro-pracujpl/dnmzxqk
  28. Historia firmy pracuj.pl https://grupapracuj.pl/company-history/
  29. Tradedoubler https://en.wikipedia.org/wiki/Tradedoubler
  30. Opis kursu https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=11271
  31. Global Impact Challenge https://natemat.pl/239203,konkurs-global-impact-challenge-2018-innowacyjne-pomysly-na-zmiane-swiata
  32. Singularity University https://su.org/
  33. Enterprise Investors https://www.ei.com.pl/pl/
  34. MCI Capital http://mci.pl/
  35. Netguru https://pl.wikipedia.org/wiki/Netguru
  36. Outliers – Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu; Autor: Malcolm Gladwell; Tłumaczenie: Rafał Śmietana; Wydawnictwo: Znak 2009 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/57614/poza-schematem-sekrety-ludzi-sukcesu
  37. Good to Great; Autor: Jim Collins; Wydawnictwo: HarperBusiness 2001 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/272538/good-to-great
  38. Hedgehog Concept https://www.mindtools.com/pages/article/hedgehog-concept.htm
  39. Work-life blending https://www.psychologytoday.com/us/blog/click-here-happiness/201805/work-life-blending-does-it-work
  40. Sundose https://pl.sundose.io/
  41. Marcin Zabielski – zespół Hedgehog Fund http://www.hedgehogfund.pl/zespol
  42. Valores http://www.valores.pl/
  43. PSiK – Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych https://psik.org.pl/pl/
  44. Integracja http://www.integracja.org/
  45. Piotr Pawłowski https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Paw%C5%82owski_(dzia%C5%82acz_spo%C5%82eczny)
  46. Digital University http://www.digitaluniversity.pl/
  47. https://www.digitalpoland.org/
  48. Szkoła IT Coders Lab https://coderslab.pl/pl/
  49. Ataraxy Ventures https://www.crunchbase.com/organization/ataraxy-ventures-limited#section-overview
  50. Designing Your Life – Dobrze zaprojektowane życie; Autor: Bill Burnett, Dave Evans; Tłumaczenie: Natalia Pola Ciołkiewicz; Wydawnictwo: Galaktyka 2017 https://www.galaktyka.com.pl/product,,886.html
  51. Konferencja South-by-southwest https://www.festicket.com/festivals/sxsw-south-by-southwest/2019/
  52. Julia Kołodko http://www.juliakolodko.com/pl/

Dodaj komentarz