Paweł Kosowicz – zarządza dwiema firmami: Yope współtworzy od początku z żoną, a firmę rodzinną Profil prowadzi od 2005 roku z matką. Urodzony w 1981 roku w Słupsku, mieszka i prowadzi biznes w Warszawie. Studiował w Akademii Leona Koźmińskiego, program MBA zrealizował w Szkole Głównej Handlowej. Wierzy w naturalność, autentyczność i dobry produkt.

W podcaście rozmawiamy o historii firmy Yope, która m.in. ma butik w Hong Kongu, a w 2019 roku marka planuje 28 M zł przychodu.

Opis odcinka – Paweł Kosowicz (Yope):

Z odcinka dowiesz się m.in.
– w jakim kanale najłatwiej na początku ulokować produkt konsumencki,
– czy kulturę małej firmy i doświadczenia z korporacji da się pogodzić,
– na co zwrócić uwagę szykując się do ekspansji zagranicznej,
– jak to jest zarządzać dwiema firmami równocześnie,
– co jest najważniejsze marketing, dystrybucja czy produkt,
– jakie role pełnią członkowie zespołu odpowiedzialnego za (fantastyczny) marketing Yope.

Dołącz do bezpłatnego klubu Greg Albrecht Podcast:
https://www.gregalbrecht.io/klub

Wideo – Paweł Kosowicz (Yope)

Transkrypcja – Paweł Kosowicz (Yope):

Dziś w Greg Albrecht Podcast – Paweł Kosowicz 1, współzałożyciel firmy YOPE (wym.: jołp) 2. Cześć Paweł.

Cześć.

Dobrze wymówiłem nazwę firmy?

Tak, dobrze.

Chciałem się upewnić czy to tak, czy może jest jakoś spolonizowana.

Wielu ludzi różnie wymawia, a nie mamy reklam w telewizji, gdzie byśmy powtarzali tę nazwę non stop, więc to zostawiono do interpretacji przez użytkowników. Naszym założeniem… jak to tworzyliśmy, to mówiliśmy YOPE (jołp), ale jesteśmy z tym bardzo okej, jeżeli ludzie wymawiają w inny sposób.

A skąd ta nazwa?

To była trochę gra słów. Naszym pierwszym produktem było mydło – soap, yope – soap, jakoś tak to powstało. Nie ma tam żadnego ukrytego znaczenia, litery nie składają się w jakieś jedno dynamiczne hasło, nic takiego za tym nie stoi, to była trochę gra słów.

A skąd w twoim, waszym życiu pojawiły się na początku właśnie ekologiczne kosmetyki?

W naszym życiu? Czy w momencie, kiedy zakładaliśmy firmę i kiedy kreowaliśmy tę markę, bo myślę, że tu bardziej chodzi o sferę biznesową? Ja od 2005 roku pracowałem w firmie rodzinnej, która zajmowała się produkcją usługową i pakowaniem usługowym dla innych firm. To była firma założona przez mojego tatę w 92. roku, więc jakiś czas temu. Wtedy to jeszcze była całkiem niewielka firma. Byłem po swojej pierwszej pracy i byłem strasznie przemądrzały, wydawało mi się, że wszystko wiem, bo skończyłem szkoły biznesowe i pracowałem w korporacji, więc myślałem, że wszystko będę wiedział lepiej niż tata i tę firmę od razu super poukładam. Zacząłem pracować w tej firmie, gdzie robiliśmy po prostu dla innych firm produkcję i widziałem, jak inne firmy kształtują swoje brandy, jak kształtują produkty, jak podchodzą do swoich produktów. Patrzyłem jak wygląda rynek, jakie są produkty na rynku, patrzyłem jak wyglądają rynki zagraniczne, jakie są fajne produkty, które powstają na świecie i pomyślałem sobie, że, kurczę, mam – razem z Karoliną, z żoną – mam poczucie, że moglibyśmy zrobić coś innego, zrobić coś swojego, zrobić coś fajnego, z czym moglibyśmy się utożsamiać. Dużo myśleliśmy co to w ogóle mogłoby być. W związku z tym, że w tamtej drugiej firmie robiliśmy dużo mydeł w płynie, to pierwszym produktem, o którym myśleliśmy, były mydła w płynie – z założeniem, że możemy zrobić je całkowicie inaczej. Rynek był strasznie gęsty, bardzo dużo produktów było, mało ciekawy, więc powiedzieliśmy sobie, że okej, zróbmy to mydło w zupełnie inny sposób. Jak kreowaliśmy całą ideę tego produktu, jaki on powinien być, to chcieliśmy, żeby ten produkt był dobry i sami chcielibyśmy go używać, żeby był dla nas przyjazny, żeby był takim czymś, co łączyłoby kosmetyk naturalny, naturalność tego produktu. Staraliśmy się zrobić, żeby to była formulacja, ale żebyśmy my też czuli się bezpieczni używając tego produktu w domu, dla naszych dzieci i żeby to był produkt, z którym możemy się utożsamiać. Takie były właśnie fundamenty, założenia idei tej marki.

A co skłoniło ciebie do przejścia z korporacji do firmy rodzinnej i potem do założenia swojej własnej? Jakie były przemyślenia za tymi decyzjami.

W tej korporacji byłem naprawdę w bardzo początkowej fazie. Jednocześnie widziałem jak obok tata prowadzi firmę i czułem, że on trochę już jest tym znudzony, trochę szuka wsparcia. A ja byłem przemądrzały, bo naczytałem się książek i myślałem, że wszystko wiem. Okazało się, że to zupełnie jest inaczej w życiu niż w książkach, bo na pewno jest tam dużo mądrości, w książkach, ale jednak doświadczenie też jest potrzebne. Byłem w początkowej fazie w korporacji i tak pomyślałem, okej, może spróbuję te moje mądrości wszystkie przerzucić do firmy taty. Umówiliśmy się, że okej, jeżeli ja wchodzę do firmy, to on musi z niej wyjść, bo się razem pozabijamy. Taki był początek. Dlaczego wtedy? Dlatego że myślałem, że dużo wiem, dużo będę mógł wnieść, a czułem, że taka w tamtej firmie była akurat na to potrzeba. I była potrzeba, bo na początku byłem naprawdę mało doświadczony i wiele błędów popełniałem, ale jednak miałem wizję kierunku, do którego dążyłem, wdrożenie większego profesjonalizmu w firmie. Szczególnie, że to była firma, która produkowała i pakowała usługowo, więc tu musieliśmy mieć systemy jakościowe, obsługi klienta na coraz większym poziomie. Miałem tę wizję do czego chcieliśmy dążyć i mimo wielu, wielu braków, które miałem, miałem wizję kierunku, do którego szliśmy.

A jak ta firma oryginalna miała się na początku do waszego projektu YOPE, czy było to powiązane, czy od razu powiedzieliście, nie, zakładamy oddzielny biznes, robimy to osobno.

Firmę Profil 3 4, tak się nazywa firma oryginalna, chcieliśmy wydzielić z wielu aspektów. Oczywiście na początku, jeżeli firma Profil miała wymogi odnośnie ilości, płatności i tak dalej, to my łamaliśmy te wymogi, robiliśmy mniej niż wynosiła minimalna ilość zamówienia, mieliśmy dłuższy termin płatności. Firma Profil bardzo na wstępnym etapie pomogła, żeby to wykreować, żeby ruszyć z miejsca. Ale chcieliśmy to wydzielić, bo to są dwa różne biznesy. Profil jest firmą produkcyjną, gdzie pracuje się na bardzo niskich marżach operacyjnych, gdzie głównym kosztem jest praca człowieka przy maszynie, to są nieruchomości, to są inwestycje w maszyny. Wydatki na marketing, wydatki na komunikację marketingową – nie ma czegoś takiego w ogóle, zero. Jest dział sprzedaży, ale nie było totalnie zrozumienia, czym jest w ogóle marketing. Jeżeli chodzi o brand YOPE, tutaj zupełnie to jest inaczej, tutaj musimy być aktywni marketingowo, musimy wydawać pieniądze w innych miejscach, więc ważne było, żeby to wydzielić, żeby na te biznesy totalnie spojrzeć z innej perspektywy. Bo jak wrzucić wszystko do jednego garnka, to by się to mogło wszystko pomieszać. Druga rzecz, że firma oryginalna, firma Profil jest firmą, którą mam z moją mamą, a tę firmę wspólnie z moją żoną. Więc to też musiało być…

A jak dziś, mając na talerzu z jednej strony firmę, która aktywnie działa w jednym segmencie, a z drugiej strony współtworząc drugą firmę oddzielnie, w jaki sposób łączysz te dwa światy, myślenie o dwóch światach? Czy to jest jakaś konkurencja o uwagę twoją?

Firma Profil jest zdecydowanie dużo bardziej rozwinięta, firma YOPE jest w trakcie kształtowania, my budujemy, bardzo szybko rozwijamy się i musimy budować profesjonalny zespół, profesjonalne procedury. Mam to szczęście, że w firmie Profil mam osoby, które weszły w fazie dojrzałej organizacji, dalej prowadzą ją do przodu, ale już nie ma drastycznych zmian. W firmie YOPE dużo więcej jest drastycznych zmian, gdzie my budujemy jeszcze cały czas fundamenty organizacyjne. Mogę sobie na to pozwolić, żeby firmie Profil poświęcać mniej uwagi niż firmie YOPE, również dzięki temu, że mam tam dobre osoby, które operacyjnie nadzorują wszystko. Ale w tej firmie też myślę o pewnych rzeczach strategicznych, jak to rozwijać na przyszłość, jak ta spółka powinna wyglądać za parę lat do przodu. Więc jest może jakaś walka o moją uwagę, tak, ale staram się to rozsądnie wyważyć zważywszy też na potrzeby tych spółek, w jakich one są momentach.

A czy jest dziś, na tym etapie, jakaś korzyść i kompetencja, którą firma Profil czerpie z tego, że budujesz YOPE? Rozumiem, że na początku ważnym elementem, chociażby żeby zacząć produkcję i zdobyć jakieś know-how i tak dalej, było to, że zaczęło się to od tamtej firmy, powstanie firmy YOPE. Czy dzisiaj jest tak, że jakieś rzeczy, których się uczycie w YOPE można implementować do firmy pierwszej, większej?

Myślę, że są dwa aspekty tego. Po pierwsze, Profil ma klienta, który rośnie, który się rozwija, więc to jest wartość sama w sobie. A po drugie, ja nadal jestem na czele jednej i drugiej organizacji, czyli tu z mamą, tu z żoną, ale jestem na czele tych organizacji, co oznacza, że to, czego się nauczyłem w YOPE… że potrafię tę wiedzę wykorzystywać w Profilu. Nie jestem w stanie powiedzieć konkretnie co, ale sposób myślenia, który zdobyłem dzięki pracy w YOPE, zrozumienia czym jest marketing, czym jest współpraca z sieciami handlowymi, czym jest kwestia budowania marki, czym jest budowanie sprzedaży eksportowej, tę wiedzę posiadam i staram się wykorzystywać ją w mądry sposób również dla Profilu.

YOPE na początku to było mydło do rąk ekologiczne, można tak to nazwać?

Tak.

A dziś ja wygląda gama produktów? Ile jest produktów, ile jest różnych rzeczy, które można pod tą marką kupić i dlaczego?

Jeszcze pomyślałem o tym, czy to jest produkt ekologiczny? Tak. Ale przede wszystkim mówimy, że to jest produkt naturalny. Jednak, kreując nasze produkty, sugerujemy się nie tylko naturalnością, żeby tam było jak najwięcej naturalnych składników – bo najbardziej naturalna to jest woda, może to być 100% wody i to będzie 100% naturalne – tylko dla nas bardzo istotna jest jakość działania produktu. Często przyglądamy się temu co jest na rynku, testujemy różne produkty, i czasami widzimy produkt, który jest strasznie, strasznie syntetyczny, w ogóle nie ma w sobie nic naturalnego, ale jest świetny w działaniu. I my staramy się robić naprawdę nasze produkty tak, żeby one były jak najbardziej naturalne, ale z bardzo wysoką jakością działania. I przy kolejnych produktach cały czas kierujemy się tą filozofią. Teraz w portfolio mamy bodajże z 55 różnych produktów i cały czas rozwijamy to portfolio. Pracujemy też nad obszarem, żeby tempo rozwoju produktów było może trochę większe, bo firmy kosmetyczne tworzą 200 nowych SKU-sów 5 rocznie, a my raptem 8 czy 9. Ale jesteśmy trochę innym konceptem, bo tworzymy produkty, które nie są bardzo sezonowe – że teraz jest moda na maseczkę glinkową, to my robimy maseczkę glinkową, a za chwilę jest moda na CBD 6, to my robimy CBD. My chcemy tworzyć produkty, które są naprawdę na długi, długi czas. Więc nie wypuszczamy aż tak dużo produktów w skali roku, ale co chwilę coś nowego powstaje. Na razie to jest bardziej uzupełnienie naszego portfolio, mamy wizję naszego portfolio, jakie ono powinno być, jakie kategorie powinno obejmować, i ciągle jeszcze, myślę, może jesteśmy w połowie budowania tego portfolio. A nie jesteśmy na tym etapie jeszcze, żeby co chwilę wymieniać produkty, żeby szatkować tymi produktami, żeby umacniać się w danej kategorii. Tego jeszcze tak bardzo nie robimy, bardziej skupiamy się, żeby dojść do zbudowania całego portfolio.

Z perspektywy stricte biznesowej w tej kategorii rozumiem, że dwa najbardziej krytyczne aspekty to są, jeden – dystrybucja, a drugi – marketing i komunikacja marki, tak, żeby konsumenci mieli skojarzenie, że to jest fajny, dobry produkt, a z drugiej strony, żeby on był dostępny w sklepie koło ich domu, lub w innym miejscu, gdzie dokonują zakupu. W jaki sposób pokonywaliście bariery w każdym z tych aspektów?

Uważam, że trochę inaczej podeszliśmy do tego wszystkiego i to też nas wyróżnia. Dla nas naprawdę fundamentalną rzeczą jest produkt, jest produkt i kreacja, dążenie za naszym DNA. Naszym DNA jest to, że chcemy mieć dobry produkt, z którym czujemy się komfortowo, który się wyróżnia, który jest naturalny, który super pachnie, to jest nasze DNA jeżeli chodzi o produkt. Ale poza tym jest ta cała kwestia estetyczna, my chcemy być bardzo dobrzy estetycznie. Kreujemy nasz produkt, żeby wizualnie był zgodnie z tym co chcemy robić, ale również wszystko co kreujemy, wszystkie materiały marketingowe, wszystkie social media, wszystko co robimy, staramy się tworzyć na jak najwyższym poziomie zgodnie z naszą estetyką. I to nie jest bajer, bo to jest prawda. Jesteśmy tak podzieleni z Karoliną, że ja odpowiadam za części biznesowe typu komunikacja marketingowa, czy budowanie dystrybucji, i zaraz do tego wrócę, a ona odpowiada za kreację produktu i całą kwestię estetyczną, wizualną. I naprawdę ona jest ważniejsza. Mamy ten podział i to ona jest ważniejszą osobą, bo zawsze staramy się nie iść na kompromisy sprzedażowe, nie to, że zrobimy coś takiego, że chwilowo nam to podniesie sprzedaż, ale nie będzie zgodne z naszym DNA, tylko przede wszystkim chcemy stworzyć coś, z czego będziemy dumni. Trochę czujemy się, okej, przesadzam, ale jak Beatlesi kreowali swoją piosenkę, to nie myśleli, gdzie oni ją sprzedadzą, do kogo ona jest targetowana, tylko chcieli zrobić świetny album, świetne piosenki. To jest przegięcie, nie porównuję się do Beatlesów, absolutnie, nie o to chodzi, ale cały czas narzucamy sobie ten sposób myślenia. A jeżeli chodzi o bardziej przyziemne rzeczy: budowanie dystrybucji, budowanie komunikacji marketingowej. Komunikacja marketingowe trochę wynika z budżetu jakim się dysponuje, więc jeżeli sprzedajemy więcej, mamy większą dystrybucję, większą sprzedaż, to możemy pozwolić sobie na trochę lepsze rzeczy. Przy komunikacji marketingowej przede wszystkim staramy się tworzyć rzeczy, które są zgodne z naszą estetyką, zgodne z naszym DNA. Teraz zrobiliśmy filmik reklamujący nasze mydła antybakteryjne 7, gdzie przede wszystkim myśleliśmy, żeby zrobić coś fajnego. Nawet może trochę błędnie do tego podeszliśmy, robi się to inaczej, najpierw trzeba mieć pomysł na mediaplan, na budżet, dopiero potem kreujemy filmik, a my podeszliśmy do tego z drugiej strony, bo mamy poczucie, że kurczę, chcielibyśmy zrobić fajną piosenkę. Zaprosiliśmy do współpracy siostry Wrońskie 8, które uważam, zrobiły to bardzo fajnie, nagrały tę piosenkę, jesteśmy bardzo zadowoleni jak to wyszło. Animację zrobił nasz Paweł Przybył 9, który z nami cały czas jest od początku, zrobił świetną animację. Potem dobieraliśmy do tego cały mediaplan i jak to komunikować. Trochę zamierzamy to uporządkować, żeby jednak nie robić rzeczy marketingowych, które późnej będą wydawane bez sensu, ale nawet – to dla nas jest bardzo ważne – że jak będziemy komunikować to marketingowo, żeby robić to na bazie materiałów, z których naprawdę jesteśmy zadowoleni. Jeśli chodzi o budowanie dystrybucji, to początki były strasznie ciężkie, przez pierwsze pół roku nie mogliśmy sprzedać ani jednego produktu, naprawdę. Pamiętam, to był chyba lipiec 2014 roku, kiedy miałem pierwszą butelkę w ręku i poczułem się naprawdę fajnie z tym produktem, bo byłem z niego zadowolony, jak finalnie wyszedł. Bo widzi się to na projektach, na próbkach i tak dalej, to tego nie widać, a miałem tę butelkę, to chyba jeszcze było mydło Verbena 10 i poczułem, kurczę, taką moc, że to jest coś ekstra. Później staraliśmy się to sprzedać i okazuje się, że ja myślę, że to jest ekstra, ale nikt nie chce tego kupić. Tak naprawdę było. Potem, po pół roku, zdecydowaliśmy się na zatrudnienie handlowca, który będzie jeździł w teren i tam starał się to sprzedawać. Po miesiącu zdobył klienta, który wziął ten produkt w komis. Jakiś niewielki sklep w Słupsku, bo akurat handlowiec był ze Słupska, wziął ten produkt w komis, to znaczy, że wziął 4 kartony produktu, ale miał nam zapłacić dopiero jak się ten produkt sprzeda. Takie były początki. Ale z czasem, krok po kroku robiliśmy te kroki w tym kierunku. Oczywiście w rozmowach z sieciami handlowymi nie było w ogóle dyskusji, bo jak oni mieli te duże brandy, które za tym stały, duże korporacje, to nie mogli – i ja doskonale to rozumiem – że nie mogli wyrzucić dużego brandu i wstawić nieznaną markę YOPE, bo muszą odpowiadać za wyniki, więc była duża niepewność związana z tą marką. Ale krok po kroku, budując tę sprzedaż tradycyjną… Również chyba kluczową rzeczą dla nas na początku był e-commerce, nie przez nasz sklep internetowy, ale przez wiele firm, które nie mają ograniczeń, jeżeli chodzi o miejsce na półce, bo sieć handlowa to wyliczony zarobek z każdego milimetra na półce, a e-commerce może wprowadzić nowe produkty. Oczywiście też ma ograniczenia, ale był bardziej otwarty na wprowadzenie nowych produktów, szczególnie, że szukali nowości, szukali produktów, które byłyby ciekawe, inne niż dostępne w masowych kanałach dystrybucji. Od tego zaczęliśmy, więc sklepy internetowe zaczęły tam sprzedawać. Potem braliśmy udział w różnych targach lokalnych, gdzie ludzie mogli przyjść, spróbować produkt. Mieliśmy ten komfort, że kto produkt spróbował, to mu się ten produkt podobał. Naprawdę mieliśmy w ręku dobry produkt i krok po kroku e-commerce, sklep tradycyjny… Bo po jakimś czasie, trafiliśmy do sklepu Alma, to był nasz pierwszy większy klient. Alma zamówiła, zaczęła sprzedawać, regularnie domawiała, a w pewnym momencie zbankrutowała, nie zapłaciła faktur, więc to był nasze pierwsze doświadczenie z kanałem nowoczesnym, tak to mówią, które wyszło dosyć ciężko. Później, wraz ze wzrostem rozpoznawalności, który był dzięki budowaniu sprzedaży tradycyjnej, dzięki e-commerce’owi, również dzięki naszym działaniom komunikacyjnym – gdzie też zaczęliśmy, że jest jakaś blogosfera, że są ludzie, którzy piszą o kosmetykach, recenzują kosmetyki, pisali o nas – my nie wiedzieliśmy wtedy, jak to się działo. Do dzisiaj jesteśmy strasznie wdzięczni tym ludziom, że oni po prostu sami z siebie zaczęli pisać o produktach, te recenzje nas strasznie cieszyły, jak ktoś napisał, to było dla nas bardzo, bardzo przyjemne, gdy ktoś nasz produkt, nasze dzieło, wziął, kupił sam za swoje pieniądze i spróbował, i opisał, i jeszcze pochwalił. Na tamtym etapie było to strasznie emocjonujące, bo tak mówiliśmy, że to jest nasz produkt, daliśmy w to serce i komuś się podoba. Ludzie zaczęli to opisywać, pojawiały się recenzje, to wszystko jakoś się kumulowało, budowało tę rozpoznawalność marki, co pozwoliło nam później rozmawiać z większymi sieciami handlowymi, gdzie po dłuższych rozmowach zaczęliśmy być dostępni.

Ile czasu trwał ten okres od wymyślenia marki YOPE, stworzenia pomysłu na markę YOPE, do momentu, kiedy możesz powiedzieć, okej, teraz to już jakoś przeszliśmy punkt krytyczny i to działa. Wiem, że nadal się rozwijacie, że budujecie portfolio, że to nie jest jeszcze skończone dzieło i pewnie nigdy nie będzie, ale jest taki moment, w którym czujesz, że to, że tak powiem, zażarło. To nie jest ten moment, w którym masz coś fajnego, a jeszcze się nie sprzedaje, masz coś fajnego, ale jeszcze widzisz, że tutaj ktoś ci nie zapłacił. Gdzie był taki moment, że poczułeś, okej, to już jest flow, to już jest firma. Ile czasu to zajęło?

Myślę, że kiedy zaczęliśmy myśleć o marce i konstruować koncept w głowie, co to w ogóle może być, to był rok 2012. Pierwszą butelkę mieliśmy w 2014 wyprodukowaną, w połowie 2014, czyli to było 2 lata od momentu wymyślenia do powstania. A taki moment, kiedy sobie spojrzeliśmy z Karoliną w oczy i powiedzieliśmy, kurczę, chyba nam się udało zrobić coś fajnego i to było naprawdę fajne poczucie, że udało się zrobić coś fajnego, to myślę, że to było jakieś 1,5 roku temu. Kiedy to jeszcze nie było finansowo ułożone, tak jak mówisz, ale już mieliśmy poczucie, że chyba coś fajnego udało nam się zrobić. Czyli 1,5 roku temu, więc mamy połowę 19, więc to może był początek 18 roku, tak sobie myśleliśmy, że chyba coś z tego będzie. Więc odpowiadając na twoje pytanie, chyba 6 lat.

6 lat od pomysłu, 4 lata od pierwszej butelki.

Chyba tak.

Czy jest jakaś konkretna sfera, z której czerpaliście pewność i cierpliwość do tego, żeby kontynuować, pomimo to, że wiadomo, że było trudno, rynek był przyzwyczajony do innego typu produktów, dystrybucja na początku was nie chciała, jak to było?

Myślę, że czuliśmy dużą moc, dzięki temu, że ten produkt był tak fajnie dobrany na początku, że zrobiliśmy te kilka produktów i popatrzyliśmy na to, że, kurczę, to chyba jest coś fajnego, tak my to poczuliśmy. Ci blogerzy, te osoby, które nas kupiły zrecenzowały nas samymi pozytywnymi uwagami. Kiedy nasi znajomi testowali, pokazywaliśmy te produkty, mówili, kurczę, to jest coś fajnego, i sami to chcieli mieć. Poczuliśmy, że okej, jeszcze nic nie sprzedajemy, ale czujemy, że chyba trzeba trochę cierpliwości, bo to jest coś fajnego. To było coś takiego, że mam takie poczucie, takie wsparcie ludzi dookoła. Zresztą mówi się dużo o hejcie, który jest, i pewnie trochę jest, im się jest bardziej sławnym to hejt się pojawia, ale na tym początku miałem wrażenie, że ludzie są naprawdę wspaniali, że piszą, recenzują, wspierają, dają dużo ciepła dla nas, dla tego, co robimy, to było dosyć mocne dla nas. Nasi znajomi – mamy paru znajomych, którzy robią rzeczy zawodowo – i tym co robili nam pomagali. Robiąc te rzeczy pomagali nam nieodpłatnie, z sympatii. Natomiast mieliśmy wrażenie, że mamy to szczęście, że otaczamy się fajnymi ludźmi i to nam dawało dużą moc, taką, że okej, róbmy to, nie sprzedaje się, ale róbmy to. A potem pierwsza sprzedaż, potem zwrot, bo się w jakiejś hurtowni w ogóle nie sprzedało, ale jakoś to, czym ludzie nas wspierali, dawało tę moc do działania.

Rozumiem, że od początku czuliście, że produkt dobry, mieliście to wsparcie, na początku, jak zawsze, byliście we dwoje, a potem pojawili się ludzie w waszej firmie. Jak wygląda dzisiaj skład firmy YOPE, ile osób liczy i jakie są najważniejsze role w tego typu firmie?

Ludzie? Myślę, że mamy bardzo fajny zespół 11. Gromadzimy wokół siebie ludzi, którzy też znajdują jakiś fun z tego, że są z nami, sam fakt, że są w tym brandzie, że robimy rzeczy, w które wierzymy, że nie fokusujemy się aż tak mocno na sprzedaży tego, ale na robieniu rzeczy, które są dla nas wartościowe. Mam wrażenie, że pracujemy z naprawdę świetnymi osobami, jeżeli chodzi o kwestię zaangażowania, motywacji, nazwałbym często naszymi prawie że przyjaciółmi, że razem to kreujemy. Mamy to szczęście, że coś takiego udaje nam się stworzyć. Jeżeli chodzi o podział organizacyjny, to wydaje mi się, że nasze fundamenty to jest dział marketingu, który kształtował się bardzo dynamicznie. Teraz przyjdzie człowiek, który będzie szefem całego działu marketingu, będzie jakoś to układał tak, żeby to było trochę bardziej może uporządkowane. Do tej pory czuliśmy potrzebę, że coś trzeba zrobić, więc stawialiśmy osoby i teraz dział marketingu…. Jest osoba, która zajmuje się social mediami, ale to jest w sumie już zespół osób, są teraz trzy osoby, plus są osoby, które z nami współpracują, są odpowiedzialne za generowanie kontentu zdjęciowego, copywriting, moderację, to są osoby z zewnątrz. To jest zespół social mediowy, jest brand manager, który zajmuje się planowaniem całego kalendarza komunikacyjnego, współpracą z działem handlowym, współpracą z trade marketingiem 12, żeby nad tymi rzeczami panować, jest osoba, która jest odpowiedzialna za trade marketing, która de facto siedzi z nami w dziale marketingu, ale bardziej podlega pod dział sprzedaży. I do działu marketingu jeszcze są dwie osoby, z których jedna zajmuje się komunikacją zagraniczną, czyli współpracuje z naszymi agencjami PR-owymi zagranicznymi i współpracuje z naszymi dystrybutorami zagranicznymi planując wdrażać kalendarz komunikacyjny za granicą, co jest bardzo trudnym zadaniem, ponieważ tam jeszcze nie mamy tak dużej rozpoznawalności, nie mamy tak dużych budżetów, prowadzimy działania na wielu, wielu frontach. To jest taka osoba. Jest jeszcze osoba, która zajmuje się pracą nad rozwojem nowych projektów, która też należy do marketingu, czyli naliczyłem osób 6, to jest dział marketingu. Jest dział graficzny, to są 3 osoby, które pracują nad kreacją tych wszystkich rzeczy, folderów, GIF-ów, ulotek, standów, plakatów, naklejek, wszystkich rzeczy, które my robimy, to są 3 osoby. Ale mamy jeszcze Pawła Przybyła, który pracuje z nami na zewnątrz, jest naszym kreatorem całej koncepcji wizualnej marki, czyli on robi nam animacje, robi projekty opakowań, ale też pracujemy z nim blisko, kształtując strategię estetyczną, to co my chcemy robić. Jest dział sprzedaży polskiej, to są 4 osoby, które są rozsiane po Polsce. Jest szef tego działu, który jednocześnie odpowiada za współpracę z największymi klientami, są 3 osoby, które są regionalnymi kierownikami sprzedaży. I jest osoba, która jest u nas odpowiedzialna za sprzedaż do e-commerce’u. Czyli to łącznie jest 5 osób w sprzedaży. Jest dział logistyczny, który ogarnia wszystkie faktury, wysyłki, takie rzeczy. Jest dział sprzedaży eksportowej, który obsługuje całą sprzedaż zagraniczną. Taka jest nasza cała struktura obecnie.

Czyli około 20 osób?

Około 20-25 osób. Mamy dział jeszcze produkcji, są jeszcze osoby, które zajmują się… jeżeli nasz dział kreatywny wymyśli sobie coś fajnego, to dział produkcji musi to wykreować, tak? Czyli jeśli chcemy na przykład wystawiać na targach śniadaniowych, to nam zależy na tym, żeby zrobić piękną ekspozycję, która będzie zgodna z naszą filozofią i nie tylko żeby przyjść, sprzedawać, ale żeby stworzyć to wszystko zgodnie z naszą estetyką i to dział kreacji musi wymyśleć, a dział produkcji musi te wszystkie fanaberie działu kreacji wdrożyć w życie.

Jeżeli chodzi o dobór osób do zespołu, bierzecie osoby mniej doświadczone i je kształtujecie, czy raczej przyjmujecie osoby z doświadczeniem na przykład w dużych brandach, żeby przy okazji zaczerpnąć trochę know-how? Jaka jest wasza strategia?

To jest mix jednego i drugiego. Wiele osób, które mamy nie ma aż takiego dużego doświadczenia i uczą się z nami, ale często czujemy, że potrzebujemy pozyskać osoby, które mają doświadczenie, które wiedzą jak takie rzeczy budować. Więc nie ma definicji. Ale to jest właśnie mix jednego i drugiego.

Czy mieliście kiedyś jakieś wyzwania kulturowe związane z różnicą pomiędzy tym jak kreowana i tworzona jest wasza firma, a tym, że ktoś, kto chciał dołączyć, czy dołączył, miał zupełnie inne wartości w związku ze swoim doświadczeniem w dużej organizacji, albo po prostu z innych powodów?

Mamy, uważam, strasznie fajną kulturę i ludzie, którzy przychodzą do nas, dobrze się z nami czują. Mogą pojawić się czasami osoby, które przychodzą z większych organizacji. Pochodzą z organizacji, gdzie wszystko jest bardzo dobrze poukładane, gdzie znają swoje miejsce w organizacji i są elementem w procedurze i w taką procedurę jest zaangażowane 5-7 innych osób, które dokładnie wiedzą, co mają robić i wszystko jest super poukładane. U nas nie ma tego poukładania, czasami tu jest zgrzyt, że takie osoby chciałyby funkcjonować w tym… mają oczekiwanie, że oni zrobią swoje, a wszystko wokół nich się wydarzy, tak jak to powinno się wydarzyć. A my jednak te rzeczy budujemy. I one mają rację, że tak to powinno wyglądać, ale muszą jednak uzbroić się w cierpliwość, że my to dopiero budujemy. Tu czasami mamy może zgrzyty. Ale, znowu, mamy kulturę organizacyjną, gdzie ludzie się dobrze czują i dają nam kredyt zaufania, że my to poukładamy, a oni sami się angażują w to, żeby poukładać to tak, jak to powinno wyglądać.

A jakie konkretne aktywności i działania wpływają na tę kulturę organizacyjną, na to dobre samopoczucie? Co takiego konkretnie robicie, czy są jakieś konkretne wydarzenia, aktywności, spotkania i inne rzeczy, zadania, kluczowe zasady? Co się składa na to, że ta kultura wasza jest taka spójna i tak fajna?

Ważną rzeczą jest to, że robimy produkt, w który wszyscy wierzymy, robimy produkt, który…, albo inaczej, kreujemy markę, która ma pewne wartości i ludzie…, my naprawdę wierzymy w te wartości i naprawdę wierzymy, że to co mówimy czasami w wywiadach, to tak jest, my uczciwie to kreujemy. Robimy teraz akcję #beeYOPE 13, gdzie zachęcamy ludzi do siania łąk, natomiast naprawdę jest ważne to, żeby ci ludzie zasiali te łąki. I myślę, że ta uczciwość, która pochodzi od Karoliny, ode mnie, ludzie widzą, że jest w nas ta uczciwość, że my naprawdę chcemy robić te rzeczy w sposób uczciwy i te wartości, które są, to są rzeczy, z którymi ludzie chcą się utożsamiać. Poza tym, nie wiem, staramy się jakoś tak być blisko siebie, nie przesadzać z formalnościami. To jest pewnie mix wielu, wielu drobnych rzeczy, które są, które sprawiają, że organizacja jest taka, a nie inna. Może jak ktoś by przyszedł z korporacji, jak byśmy mieli kogoś, kto jest u nas i pochodzi z korporacji, to potrafiłby to lepiej wymienić, a my po prostu, nie wiem, jesteśmy jacy jesteśmy. Jesteśmy naturalni w pracy, chcemy w pracy czuć się dobrze z Karoliną, chcemy zrobić taki nastrój, żeby tutaj ludzie czuli się dobrze. Nie wiem, jesteśmy na imprezach naszych integracyjnych, to są naprawdę fajne imprezy. Tak że fajnie się w nich czujemy, z tymi ludźmi, nie mamy z nimi dystansu, więc nie wiem. Może oni by powiedzieli…, potrafiliby to lepiej opowiedzieć, ale po prostu jesteśmy naturalni w tym wszystkim i może to też daje nam tę możliwość. Ale to nie są jakieś zamierzone rzeczy, po prostu staramy się być w tej firmie naturalni, być sobą i tak się z ludźmi kontaktować, tak z ludźmi rozmawiać, tak wszystko układać po drodze. Więc, nie wiem, może to jest to.

A z kontekstu zrozumiałem, że poza zbudowaną już dużą rozpoznawalnością, relatywnie dużą rozpoznawalnością na rynku polskim, też jesteście obecni na innych rynkach. W jaki sposób klientów…, pierwszego klienta na rynku zagranicznym pozyskaliście?

Pierwszego klienta, to było tak, że czuliśmy, że mamy dobry produkt, znowu, że mamy dobry produkt i czujemy się, że, okej, jesteśmy polską marką i Polacy często mają taki kompleks wobec tego co jest na świecie, że wszędzie tam to jest fajnie, a my tu jesteśmy tacy… Ale my jakoś tego nie czuliśmy, my czuliśmy, że dużo podróżowaliśmy po świecie, spotykaliśmy różnych ludzi, w różnych miejscach, z różnych krajów i mamy poczucie, że my jesteśmy naprawdę spoko ludźmi, mamy spoko produkt i nie musimy się tego wstydzić. Powiedzieliśmy, okej, popracujmy nad eksportem, ten produkt się obroni nawet na bardziej wymagającym rynku. Zaczęliśmy szukać sobie przez internet potencjalnych klientów, co dawało znikome rezultaty, więc zaczęliśmy jeździć na targi. Zaczęliśmy jeździć na targi w różnych krajach po całym świecie, i tam ten produkt przez potencjalnych dystrybutorów był odbierany dobrze. Wielu ludzi do nas podchodziło i pytało się, i chciało z nami współpracować. Dystrybutorzy, jak przychodzą, to oni chcą wyłączność na dany rynek, co tak realnie oznacza, że nie możemy sprzedawać nikomu innemu. Ale ten dystrybutor może mieć dwa sklepy i nie robić żadnej sprzedaży, a może być naprawdę poważnym dystrybutorem, który zatroszczy się o promocję, komunikację marketingową, zatroszczy się o to, że ma dobrą sieć dystrybucji, więc zaplanuje całą strategię dystrybucyjną. Mogą być różni dystrybutorzy. Nie chodzi o to, żeby wejść do pierwszego lepszego dystrybutora, który zamówi kilka kartonów, później będzie cisza, tylko żeby budować sprzedaż na danym rynku w konsekwentny strategiczny sposób. A to zajmuje czas, żeby z takim dystrybutorem przejść przez te wszystkie dyskusje, uzgodnić całą strategię, to jest długi proces, ale na pewno warto go robić. Więc nasze początki z eksportem były takie, że coś tam sprzedawaliśmy, ale to nie było nic wielkiego. Potem, po tych wyjazdach na targi zaczęliśmy już coraz więcej prowadzić poważnych rozmów. I mogę teraz zdecydowanie powiedzieć, że już powoli, powoli to wygląda całkiem poważnie, bo nie to, że sprzedajemy po prostu na 100 rynków śmieszne ilości, tylko skupiamy się na tym, żeby budować na kilku rynkach poważną komunikację marketingową, poważną rozpoznawalność.

Jakie to są rynki?

Jesteśmy całkiem szeroko dostępni w UK, co więcej jesteśmy dostępni w sieci Waitrose 14, to jest całkiem duża sieć handlowa, ale też jesteśmy po rozmowach z paroma innymi sieciami, już teraz przez dystrybutora, i już planujemy poważnie podejść do komunikacji marketingowej. Jesteśmy na rynku niemieckim, byliśmy na akcji w jednej z większej sieci, ta akcja skończyła się, ale już jesteśmy na rozmowach z kolejnymi sieciami o tym, żeby już wejść na stałe, tu też rozmawiamy przez dystrybutora. Jesteśmy na rynku szwedzkim, w kilku, dwóch dokładnie porządniejszych sieciach, i też planujemy ruszyć z większą komunikacją marketingową. Jesteśmy dostępni całkiem szeroko, może jeszcze nie aż tak szeroko, ale lada moment powinniśmy być całkiem szeroko dostępni na rynku czeskim. Hiszpania, to jest rynek, gdzie też powoli wchodzimy do sieci handlowych i ruszamy z większą komunikacją marketingową. Włochy są rynkiem, gdzie mamy już jakąś rozpoznawalność, dystrybucyjnie jeszcze nie weszliśmy do nikogo większego, ale mamy bardzo fajnie zagospodarowany rynek mniejszych concept store’ów, sklepików, sklepów ekologicznych, więc tam, powoli, konsekwentnie to budujemy. Na rynku rosyjskim teraz jesteśmy na etapie wejścia do fajnej sieci handlowej, podobnie na rynku ukraińskim. Tak jeszcze myślę o tej Europie, i to jest to. Potem, myśląc o tych dalszych rynkach, jesteśmy w Japonii. Pojechaliśmy na targi na początku 2018 roku, gdzie tak trochę – gdzie my do Japonii? To jest w ogóle… Żadnej polskiej marce jeszcze się chyba nie udało. Może, okej, były pojedyncze przykłady, ale raczej mało komu się udaje na rynku japońskim. Ale zainteresowanie dystrybutorów było spore. I teraz jesteśmy dostępni w nastu miejscach offline’owo, nasz dystrybutor rozwija też sprzedaż internetową, i chyba jesteśmy w jednym pop-up store’ze 15, naszym własnym, czyli jest sklep YOPE w sieci handlowej. W Hongkongu z 2 dni temu otworzyliśmy z naszym dystrybutorem sklep, butik YOPE. Zaprojektowany według naszego projektu, zrobiony bardzo podobnie do tego butiku, który mamy na Mokotowskiej 16 w Warszawie, ale duża inwestycja. Zrobiliśmy butik YOPE w Hongkongu, z czego jesteśmy strasznie dumni, bo to jest prestiżowa sieć handlowa, nowe miejsce, więc uważam, duże wow, że tam jesteśmy. To jest często mylone przez polskich konsumentów. Hongkong to nie jest rynek chiński, tam nie ma testowania na zwierzętach, zupełnie tego nie ma. Wiele firm, które tam sprzedają, dostaje taki feedback, ale to nie jest prawda. Spokojnie, nie musimy się o takie rzeczy bać. Sprzedajemy również do Malezji, Meksyku, w Tajlandii były jakieś sprzedaże. Mamy wiele sprzedaży do różnych rynków, tylko żeby na poważnie podchodzić, to możemy się sfokusować na budowaniu jednego, dwóch, trzech rynków jednocześnie. Teraz mamy poustalać, co jest dla nas priorytetem i w którą stronę chcemy pójść, co chcemy komunikacyjnie budować. Teraz spędziliśmy trochę czasu w Stanach, Karolina, ja i dwie osoby od sprzedaży, po to, żeby tam się rozeznać. I wiemy, że mamy duży potencjał, żeby tam zadziałać. Zarejestrowaliśmy się jako spółka, jesteśmy na etapie dostosowywania naszych etykiet, żeby produkty mogły być dystrybuowane na rynku amerykańskim. Jak tylko to zrobimy, to cały czas mamy dużo kontaktów, dużo sieci handlowych, dużo mniejszych firm, które chcą u nas kupować, ale najpierw musimy dostosować te etykiety. Więc mamy bardzo fajny odbiór. I też czujemy ten power, że musimy tam pojechać i to się musi udać. Nie wiem, ile tych rynków naliczyliśmy, pewnie to jest 20-25 różnych rynków, na których my sprzedajemy.

A jaka jest w ogóle cała wielkość teraz biznesu YOPE?

W kontekście sprzedaży?

Sprzedaży, tak, jaka to jest skala, żeby móc sobie wyobrazić. Nie wiem, w jakiej jednostce możesz powiedzieć?

Myślę, że ten rok chcielibyśmy zamknąć na poziomie około 28 milionów złotych, więc to jest to co mamy teraz. Cały czas rozwijamy się i to w dużym tempie, ale na ten moment jesteśmy na etapie około…, myślę, że uda nam się na poziomie około 28. Zależy jak nam pewne rzeczy wyjdą z dystrybutorami zagranicznymi, jak pewne rzeczy sprzedażowe w Polsce wyjdą. Chociaż one są bardziej przewidywalne, a to co jest z eksportem, to jak pojedziemy do jakiejś sieci, czekamy na potwierdzenie, to może być nagle kilka dużych zamówień, które może tę cyfrę trochę podnieść.

Jakie było największe wyzwanie, historycznie, w procesie tworzenia biznesu YOPE, które najmocniej zatrzęsło podstawami, może jakiekolwiek wątpliwości zrodziło w waszej głowie, czy dacie radę?

Szczerze, już nie pamiętam jakie rzeczy. Mieliśmy jakieś wątpliwości, jak próbuję sobie przypomnieć, to chyba cały czas byliśmy pewni, że powinniśmy iść w tym kierunku. Może dlatego, że nie mieliśmy takiego celu, że to ma być biznes, który będzie sprzedawał za 100 milionów złotych i to jest nasz cel, bo jak byśmy sobie stawiali, to może by były wątpliwości. My chcieliśmy po prostu robić produkty, sprzedawać je. Nie wiedzieliśmy jak szeroko one zaistnieją, ale myśleliśmy, że to będzie się ciągnęło, niezależnie od skali. Może w którymś momencie powiedzieliśmy okej, trzeba będzie zweryfikować, że może ta skala jest za mała na prowadzenie biznesu, ale nie mieliśmy takiego nastawienia stricte prowynikowego. Chcieliśmy robić te produkty, chcieliśmy je sprzedawać. Stąd nie mogę sobie przypomnieć wątpliwości.

A jakiś trudny moment, z którego czegoś się nauczyłeś?

Dużo trudnych momentów było przy budowaniu organizacji, gdzie tworzymy organizację od zera i z jednej strony chcemy mieć fajnych ludzi, którzy mają podobny flow do nas, chcemy mieć profesjonalistów i sprawiać, żeby poszczególne obszary naszej działalności były coraz bardziej profesjonalne. Budowanie tego zespołu i uczenie się wielu rzeczy, na czym polega sprzedaż eksportowa, bo też dużo nauczyłem się od osób, które teraz prowadzą ten obszar, na czym polega w ogóle marketing, czym jest komunikacja marketingowa, jaki jest tego cel. Nie miałem większego pojęcia, tego się uczyliśmy. Trudne momenty to było budowanie zespołu. I czasami były może problemy organizacyjne, że ktoś nas zostawił, bo myśleliśmy, że ta osoba będzie z nami pracowała przez długi czas i na niej oprzemy coś, a ta osoba nas zostawiła i powiedziała, że ona jednak chce pracować gdzie indziej. Z czasem uczyliśmy się na czym to polega, uczyliśmy się, zrozumieliśmy, że okej, skoro ta osoba nas zostawiła, zastąpmy ją lepszą osobą, zastąpmy ją osobą, która będzie miała większe doświadczenie i nie patrzmy na to jak na to coś złego, co się wydarzyło, tylko na szansę, którą możemy wykorzystać. Więc, nie wiem, myślę, że budowanie zespołu, szczególnie w obszarze, o którym my nie mieliśmy większego pojęcia, było dla nas ciekawym wyzwaniem, dużym wyzwaniem.

A pod kątem koordynacji tych zadań, koordynacji współpracy w zespole, czy jesteście, jako założyciele, zaangażowani, mniej lub bardziej, we wszystkie procesy? Czy jest sporo działań, które zespoły realizują samodzielnie?

W moim odczuciu jesteśmy osobami, które chcą dużo zostawiać wolnej ręki pracownikom. Dzięki takiemu założeniu mogłem w ogóle myśleć o zrobieniu nowej firmy, bo tam naprawdę osoby bardzo samodzielnie zarządzają, co ma pewnie wady i zalety. Ale raczej odbieramy siebie jako osoby, które dają dużą wolną rękę wydziałom i pracownikom.

A co chciałbyś swoim całym doświadczeniem i karierą biznesową pozostawić po sobie? Jest jakaś idea, którą chciałbyś wykreować? Zastanawiasz się nad tym?

Coś jak już umrę?

Jak umrzesz, albo jak ci się znudzi. Będziesz chciał może kiedyś robić co innego.

Chciałbym, żeby marka, którą tworzymy, była pewnego rodzaju fenomenem, który inaczej podchodzi do prowadzenia biznesu, inaczej podchodzi do kreowania produktu, gdzie kreacja produktu jest traktowana jako element artystyczny. Gdzie my nie tylko chcemy zrobić produkty, które odpowiadają na zdefiniowane potrzeby marketingowe wynikające z badań, albo żeby stricte osiągać cele marketingowe, tylko kreujemy produkt z wizją tego, że ten produkt spełnia nasze wartości. My chcemy być brandem 17, który cały czas trzyma się swojego DNA, który trzyma się swoich wartości. I to może być – mam nadzieję, że będzie – fenomenem, że jak można, ktoś mógłby pomyśleć, jak można prowadzić firmę, którą rządzą artyści? Chcielibyśmy tak do tego pochodzić. Dwa, chciałbym, żeby samo prowadzenie organizacji, to, jak komunikujemy się z ludźmi, jaką tworzymy kulturę organizacyjną, też było unikatem. Często mamy już takie naleciałości – czasami zastanawiam się, jak coś robię, okej, ale jak by to zrobili w dużej firmie, jak by to zrobił ktoś inny. A potem myślę sobie, że kurczę, ale my mamy tę szansę tworzyć historię, my możemy to robić w zupełnie inny sposób. Może to jest moją wizją tego, co chciałbym dać. Oczywiście jest to daleko idące i daleko mi do tego, bo nie jesteśmy biznesem, z naszymi obrotami, który podbija świat. Ale może, opierając się właśnie na tych rzeczach, jak by nam się udało zrobić to na globalną skalę, to tak, to byłoby moje marzenie, żeby coś takiego osiągnąć.

Skąd czerpiesz wiedzę na temat tego, jak prowadzić firmę?

Nie wiem, ale mam poczucie, że cały czas się uczę. Analizuję, patrzę na to jak działamy, widzę rzeczy, które moglibyśmy poprawić i staram się znajdować osoby, które mogłyby przyjść i wnieść dużo wartości w tę organizację i trochę pokazać swoim doświadczeniem, jak te rzeczy moglibyśmy zorganizować. Jeżeli już to zorganizujemy, pojawią się kolejne rzeczy do poprawienia i staramy się działać tym samym modelem, że znajdujemy osoby, które kształtują tę organizację razem z nami. Więc, nie wiem, trochę czujemy to, trochę obserwujemy, trochę podchodzimy do tego z pokorą, że my naprawdę jeszcze niewiele wiemy i musimy się uczyć, to są te rzeczy, które nam pozwalają iść do przodu.

A co, twoim zdaniem – jak obserwujesz swoją firmę, swoje obie firmy, które też mają zupełnie inny profil, ale też na pewno przy okazji spotykasz innych przedsiębiorców, czy obserwując biznesy, które cię zaciekawiły – co twoim zdaniem jest taką prawdą o biznesie, która być może nie jest powszechnie znana, lub jest, lub jest też mitem na temat biznesu, który jest powtarzany jak mantra, a w ogóle nie jest prawdą. Czy jest taka jedna rzecz, która ci się pojawia w głowie?

Nie, nie potrafię tego powiedzieć. Uważam, że cały YOPE jest taki trochę, niebiznesowy. Jesteśmy skupieni na kreacji, teraz powoli dopiero staramy się ubrać to w ramy biznesowe, żeby to wszystko tak było…. bardziej podejście do tego biznesowe, ale wydaje mi się, że nie jestem dobrą osobą, żeby odpowiedzieć na takie pytanie.

Może właśnie w tym tkwi siła waszego biznesu, że nie mierzycie go, czy nie patrzycie na niego perspektywą jego, jako biznesu, a po prostu skupiacie się na doświadczeniu klienta, na dobrym produkcie.

Moim zdaniem tak, to jest ewidentnie nasza siła, ale nie da się tego przełożyć na mantrę biznesu, czy na mądrość biznesową, ponieważ to nie zawsze musi zadziałać. Chyba że jesteśmy wyjątkiem od reguły, więc jeżeli bym wrzucił kilka mądrości z YOPE, to myślę, że to totalnie mogłoby nigdzie indziej nie zadziałać i to mogą być antymądrości, że to były raczej wyjątki od reguły niż reguła.

A czy kiedyś zaświtało ci w głowie, rany, co ja robię w ogóle w tych wszystkich kosmetykach, dlaczego tym się właśnie zajmuję. Miałeś tę naturalną ekspozycję w pierwszej firmie i drugą stworzyłeś i nagle mówisz, o rany, tworzę takie właśnie produkty. Na ile to, jaki to jest produkt, jest dla ciebie ważne, a na ile chodzi po prostu o pewną ekspresję kreatywną swoich wartości?

Jak się budzę rano i zadaję sobie pytanie, dlaczego w tym jestem? Nie, chyba już nie zadaję takiego pytania, bo już w tym jestem. To już po prostu nie widziałbym pewnie siebie gdzie indziej, tak w to wrosłem i czuję to, i dlatego w tym jestem. Żeby tak nagle wszystko – jakbym miał taką opcję – wszystko sprzedać, zrobić jakiś nowy biznes, no może. Ale to pewnie jak z małżeństwem, że nikt sobie nie zadaje pytania, dlaczego w tym jestem, bo już w tym jestem, ale pewnie jak by się skończyło, to może wtedy dałoby się to inaczej poukładać. Ale trudno sobie to zwizualizować będąc w tym, więc nie wiem. Tak po prostu jestem w tym, i to czuję, i nie wyobrażam sobie na razie niczego innego.

A jaka droga doprowadziła cię do tego spokoju, który od ciebie bije? Bo jest wielu przedsiębiorców, którzy mają różne wyzwania i bardzo reagują intensywnie i wydają się być nieustannie podenerwowani, a z ciebie bije duży spokój. Czy to jest prawda, czy to tylko taka powierzchowność?

Chyba prawda, bo wiele osób mi to mówi… Uważam, że to są plusy i minusy, że są ludzie, którzy potrafią naprawdę być cholerykami i być crazy, co czasami potrafi być skuteczne. A ja jakoś tak wszystko to na spokojnie i staram się myśleć, nie wiem, nie cholerycznie, tylko długofalowo. Więc jeżeli jest jakaś sytuacja, to nie reaguję, staram się nie reagować chwilą, tylko poukładać to sobie w głowie i patrzeć na to bardziej długoterminowo. Skąd to pochodzi? Nie wiem. Myślę, że po prostu taki jestem. Myślę, że taki jestem, ale fakt, że tak jest, bo wielu ludzi zwraca mi uwagę, że jestem strasznie wyluzowany. Co nie zawsze musi być dobre.

Ale zdarza ci się denerwować czymś?

Oczywiście, że tak, nie jestem buddyjskim mnichem, żeby być aż taki spokojny. Bardzo często się denerwuję, często się irytuję. Wchodzę w interakcje z ludźmi napięte, oczywiście. Jednak to jest mniejszość, staram się nawet wchodząc w takie interakcje z ludźmi, podejść do tego bardzo na spokojnie, postawić sobie wspólny cel i na tym się skupiać. Jeżeli ktoś konsekwentnie nie nadaje ze mną na tych samych falach na poziomie wizji i realizacji tej wizji, to uważam, że drogą nie jest krzyczenie i drogą nie jest bycie cholerykiem, tylko może po prostu ten związek nie ma sensu i może to nie jest właściwa osoba. Albo może trzeba by było bardziej popracować nad tym, żeby tę wizję lepiej przedstawić. Ale raczej nie ma sensu kogoś cały czas popychać i popychać, tylko trzeba, jakby ciągnąć samemu, a nie popychać. Tak na to patrzę.

Czy jakieś książki dotyczące biznesu, które kiedyś przeczytałeś, zapadły ci w pamięć i przydały ci się?

Książka, którą czytałem na temat biznesu? Kiedyś na studiach czytałem książki Billa Gatesa i podobały mi się, jego podejście i wizja tego, jak można kształtować rzeczywistość. Ale żebym miał jakiś tytuł, który mnie tak naprawdę ukształtował, to nie, to nie potrafię. Nawet, szczerze powiedziawszy, w młodości bardziej starałem się czytać książki Dostojewskiego niż autorów biznesowych. Więc nie, nie mam takiego tytułu, który by mnie ewidentnie ukształtował.

A dzisiaj, co robisz poza pracą? Jak dzielisz czas i jak znajdujesz balans?

Jak się ma dzieci, to odpowiedź na takie pytanie jest dosyć prosta, ponieważ dzieci bardzo angażują czasowo. Szczególnie w tym wieku: córki nasze mają 6 i 8 lat, starsza będzie miała za chwilę 9, jednak to jest czas, który trzeba… One są angażujące czasowo. Teraz jesteśmy na tym etapie, że staramy się znaleźć balans w naszym życiu, żeby spędzać dużo czasu z dziećmi i spędzać go w sposób, który dawałby nam również frajdę. Bo jak się ma małe dziecko, to każdy trochę tak chciałby się od niego wyrwać: bo takie małe, 3-letnie dziecko, to tylko problemy, płacze i jest takie trudne. Ale z czasem chcielibyśmy z naszymi dziećmi mieć fajną relację, gdzie byśmy wszyscy znajdowali przyjemność ze wspólnie spędzonego czasu. Więc dzieci są czymś, co nas bardzo angażuje. Oprócz tego, staram się czytać, staram się prowadzić różne sporty. Teraz byliśmy przez 6 tygodni w Stanach, gdzie staraliśmy się rozkręcać nasz biznes, no i mieliśmy to szczęście, że mieszkaliśmy w Kalifornii, niedaleko plaży. Dzieci zawoziliśmy na jakiś camp i codzienne rano o 7:00 wstawałem, brałem deskę surfingową i starałem się pływać na desce surfingowej. Czasami udaje mi się wyjechać na zjazdy kite’owe z kolegami, rodzinnie wyjeżdżamy na narty, teraz bardzo nam zależy na tym, żeby wejść w temat rowerów, żeby z dzieciakami pojeździć rowerami po górach, żeby zorganizować kilka takich wyjazdów. Staramy się robić dużo fajnych rzeczy. Kiedyś się strasznie fascynowałem literaturą, kinem, szczególnie kinem, dużo do kina chodzimy, zresztą też może – jak już córki wejdą w ten wiek – to wkręcę się w bardziej ambitne kino autorskie, i będziemy chodzić nie tylko na filmy Disneya, ale wprowadzę je… nie wiem, pójdziemy na film Akiro Kurosawy, czy pójdziemy sobie na coś totalnie niezależnego i będziemy razem się w to wkręcać. Mam taką nadzieję.

I wszystko wskazuje na to, że tak będzie?

Póki co dzieci nie są zbyt entuzjastycznie nastawione do moich pomysłów o kinie Akiro Kurosawy; ale jeszcze będę nad tym pracował.

To tego na pewno ci życzę, w tym powodzenia. A powiedz, czego jeszcze życzyć tobie i firmie YOPE w najbliższym czasie? Jaka energia od słuchaczy i ode mnie powinna dopływać?

Nie wiem, chyba to, żebyśmy dążyli do naszego celu. Jak zadałeś pytanie o tę naszą spuściznę, co chcielibyśmy finalnie stworzyć, to ta wizja jest dla nas motywująca sama w sobie, jest dla nas czymś, co nas naprawdę kręci. To jest coś, do czego chcielibyśmy krok po kroku, rok po roku się zbliżać. Tego bym sobie życzył.

Super. To tego w takim razie ci życzę, dziękuję ci bardzo za tę rozmowę pełną inspiracji artystycznych i za ten odświeżający powiew artyzmu w świecie biznesu. I fantastycznie jest obserwować, jak to dobrze się rozwija i jak to pracuje. Tak, że wielkie gratulacje i bardzo ci dziękuję za tę rozmowę.

Dziękuję. Aczkolwiek zaznaczam, że w tym związku artystą jest moja żona, ja tylko gadam o tym, ale ona jest tą prawdziwą osobą, która te rzeczy naprawdę kreuje, a ja tak sobie mogę fajnie opowiadać o tym. Ale łączy nas też ta wizja, bo bez tej wizji, gdyby ona była zepchnięta na drugi plan, to też by nam się nie udawało. Ale dziękuję bardzo.

To gratuluję również żony, i żonie, i jeszcze raz wszystkiego dobrego. Dzięki.

Dzięki.

Odnośniki zewnętrzne – Paweł Kosowicz (Yope):

Inne odcinki z osobami, które stworzyły międzynarodowe marki:
Krzysztof Machnicki – Optique
Karolina Murdzia – My Magic Essence
Izabela Lewandowska – La Millou
Kacper Sawicki – Papaya Films

  1. https://www.youtube.com/watch?v=nOSfyXBPI38
  2. https://yope.me/pl/filozofia
  3. https://profilgroup.com/
  4. https://www.pb.pl/gazele/gazela/16356
  5. https://pl.wikipedia.org/wiki/SKU
  6. https://www.spidersweb.pl/2017/03/olej-cbd.html
  7. https://www.youtube.com/watch?v=FEaU_1DpK4U
  8. https://pl.wikipedia.org/wiki/Ballady_i_Romanse
  9. https://www.facebook.com/siedemzerocom
  10. https://yope.me/pl/yope-mydlo-werbena-500ml.html
  11. https://www.linkedin.com/company/yopesp.zo.o./people/
  12. https://www.praca.pl/poradniki/lista-stanowisk/marketing-reklama-pr/specjalista-do-spraw-marketingu-handlowego-trade-marketing-specialist_pr-1269.html
  13. https://yope.me/pl/zrobmy-cos-dobrego-beeyope
  14. https://www.waitrose.com/ecom/shop/featured/offers/household-beauty-offers
  15. https://serwisy.gazetaprawna.pl/msp/artykuly/853830,pop-up-store-czyli-sklep-na-chwile-moda-czy-pomysl-wart-uwagi.html
  16. https://www.elle.pl/decoration/artykul/flagowy-butik-yope-w-warszawie
  17. brand, branding (ang.) – marka, kreowanie marki https://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/branding

Dodaj komentarz