Przemo Łukasik – Medusa Group – posłuchaj podcastu:

 

Przemo Łukasik – Medusa Group – opis odcinka:

Gościem 124. odcinku Greg Albrecht Podcast jest Przemo Łukasik, współtwórca Medusa Group – biura architektonicznego, które powstało w 1997 roku, budując nową architekturę Śląska. Od tego czasu biuro zatrudniło 100 osób i zdobyło wiele prestiżowych nagród – m.in. Office Superstar 2019 (I nagroda w kategorii “Biuro Branży Finansowej”) czy Nagrodę Architektoniczną Prezydenta m.st. Warszawy za najlepszy budynek użyteczności publicznej.

Przemo mieszka w budynku na granicy kopalni, projektuje z zespołem dla Roberta de Niro i CD Projektu, a wolne chwile spędza trenując triathlon.

W podcaście Przemo opowiada m.in.:
• co sprawia, że biuro architektoniczne może odnieść sukces,
• czym jego zdaniem jest piękno i w czym się wyraża,
• na czym buduje się pewność swojego projektu,
• dlaczego ważny jest szacunek dla klienta,
• co wpłynęło na to, że został architektem,

Dołącz do Klubu Greg Albrecht Podcast, aby mieć dostęp do ekskluzywnych materiałów, spotkań i wpływ na kształt tego podcastu: https://www.gregalbrecht.io/klub

Masz pomysł na temat odcinka? Znasz kogoś, kto powinien być moim gościem? A może chcesz zostać sponsorem podcastu? Napisz do mnie: gregalbrechtpodcast (at) gmail.com

Wideo – Przemo Łukasik – Medusa Group:

 

Transkrypcja:

Dzień dobry! Dziś w Greg Albrecht Podcast Przemo Łukasik, twórca Medusa Group, biura architektonicznego, nie skłamałem jeszcze?

Nie, współtwórca.

Współtwórca, bardzo dobrze. Cześć Przemo!

Cześć, dzień dobry!

Bardzo mi miło, że tutaj jesteś, bo tematy piękne i funkcjonalne zawsze mnie przyciągają, gdyż nie bardzo jestem sam człowiekiem, który potrafi takie rzeczy robić i dlatego z podziwem oglądam i ciekawi mnie co takiego sprawia, że biuro architektoniczne odnosi sukces.

Przede wszystkim, trzeba byłoby zdefiniować czym jest to piękno. Bo jedna z tych takiej definicji, która mi jest przede wszystkim bardzo bliska to, która też przy okazji opisuje to jak jest to złożony element. Piękno to jest to w czym mamy upodobanie i prawdopodobnie my we dwójkę to piękno gdzieś ustawimy sobie na jakimś różnym poziomie, estetycznym, poziomie doświadczeń. Więc z tym pięknem jest trudno. Każdy chce mieć pięknie, ale każdy to piękno może definiować na swój własny sposób. Sukces znowu, to jest coś co też jest dla mnie zagadnieniem, z którym nigdy czy na który nie pracowałem specjalnie. To znaczy sukces, jeżeli takowy się zdarza, jest zawsze jakimś produktem ubocznym wcześniejszych działań, a czym mógłby być sukces dla architekta, projektanta to też dosyć złożona rzecz. W moim odczuciu to nie jest okładka miesięcznika branżowego, czy jakieś gazety lifestylowej, czy nie wiem, niesamowita ilość lajków na tych wszystkich naszych mediach społecznościowych przy pokazywaniu projektu. To co ja uważam za sukces, co uważamy razem z Łukaszem za nasz sukces, który daje nam jakąś mobilizację do dalszych działań to jest przede wszystkim zadowolenie klienta. Bo mamy klientów, którzy nie pozwalają pokazywać niektórych projektów. Musimy je zachować w jakiejś poufności, tajemnicy. Nigdy nie wylądują na stronie internetowej, ale i tutaj w tym zakresie nigdy tego sukcesu, który często ludzie mogą łączyć właśnie z popularnością danego projektu, jego ciągle rozpoznawalnością, nie zaistnieje. Zaistnieje sukces wtedy, kiedy rzeczywiście klient w projekcie, który mu zaoferowaliśmy, stworzyliśmy, czuję się dobrze i to może być dom jednorodzinny, to może być budynek biurowy czy przestrzeń biurowa w budynku biurowym albo grupa mieszkań w budynku wielorodzinnym. To jest dosyć dla mnie prosta definicja sukcesu. Jeżeli klient jest zadowolony, a jeżeli zatem przyjdzie jeszcze coś co nas najbardziej motywuje do działań to jest sytuacja, w której klient przychodzi po kolejny projekt. To jest takim dobitnym dla mnie sygnałem, że mój klient, osoba albo instytucja z tego projektu wcześniejszego, albo ze współpracy zadowolone. Co nie jest takie oczywiste dlatego, że projektowanie, budowanie to nie jest taka piękna równa, równia pochyła, po której po prostu się ześlizgujemy i zawsze jest miło. To jest proces, który okupiony jest czasami nerwami, nieporozumieniami, wątpliwościami, za którymi stoją pewne zobowiązania finansowe, czasami bardzo duże, więc sam proces budowania tego projektu, później realizacji jest też okupiony kolejnymi nieporozumieniami, czy to z wykonawcą, czasami z urzędem. Więc to nigdy nie jest miła i piękna przygoda. Jest piękna, kiedy kończy się dobrze i klient przychodzi po kolejny projekt.

A co takiego, uważasz, decyduje o tym, że jesteście wybierani? Jeżeli ktoś jest na tej drodze gdzieś wcześniej i myśli sobie: “chciałbym też być wybierany, chciałbym być tym, który rzeczywiście dochodzi do punktu, w którym realizuje projekty wyjątkowe, projekty, o których za chwilę, niektórych na pewno porozmawiamy”. To jaką radę byś dał komuś takiemu?

Nie wiem, czy w ogóle mogę dawać jakiekolwiek rady. Sam widzę, że pomimo tego, że nasza współpraca z Łukaszem Medusa Group trwa już ponad 20 parę lat. Czyli mógłbym z tego jakieś wnioski wyciągnąć, mógłbym podzielić się jakąś dobrą poradą. Nie ma czegoś takiego, nie ma jakiegoś takiego złotego środka i antybiotyku, który rzeczywiście spowoduje, że będziemy mieli więcej pracy, więcej zleceń. Ja dzisiaj nie wiem jak to będzie wyglądać za dwa, trzy miesiące. Za każdym razem się o to gdzieś tam martwimy. I tak, nie wiedzieliśmy jak przyjdzie do nas i jak przyszedł do nas pierwszy projekt w Gliwicach. Myślę, że warto wierzyć w to co się robi, warto być temu możliwie szczerze oddanym, bo klient wtedy też będzie zadowolony. Znaczy nie ma gorszej sytuacji, kiedy jest projektant, który ma problem z uwierzeniem w swój własny projekt. Musi być przekonany dlatego, że za tym idą naprawdę często poważne konsekwencje, ludzie decydują się przeprowadzić, ludzie decydują się coś wyburzyć, ludzie decydują się zainwestować dużo pieniędzy, ale też dużo swoich własnych marzeń i uczuć, więc projektant który ma wątpliwości, no powinien jeszcze się gdzieś tam upewnić, przygotować do tego. Nasze projekty, które dostawaliśmy jeden po drugim, a czasami dostawaliśmy już potem parami i mnogość tych zleceń postępowała, po prostu to jakoś… nie wiem, nie znam mechanizmu, którym to, nie reklamujemy się, nie mówię “przyjdźcie ludzie, mamy fajne pomysły”. Startujemy w konkursach, startowaliśmy w konkursach. Na początku kiedy wróciliśmy z Paryża, z Berlina po prostu angażowaliśmy się w konkursy, dostawaliśmy drugie, trzecie miejsce, a jak wiecie drugie, trzecie miejsce czy wyróżnienie nie gwarantuje realizacji, wygrywa pierwsze miejsce i to pierwsze miejsce decyduje o tym czy Twój projekt będzie mógł być realizowany, więc w którymś momencie nawet z Łukaszem uknuliśmy taką dla swoich takich mentalnych potrzeb definicję, że jesteśmy mistrzami drugiego, trzeciego miejsca. To nas miało trochę wzmocnić, bo byliśmy troszkę załamani, że ciągle ocieramy się o tą możliwość realizacji, ale ciągle jej nie możemy dosięgnąć, więc no jest też coś takiego, że jak już jest jeden czy drugi projekt, jeżeli to są projekty, które stają się jakąś alternatywą dla już wydeptanych wcześniej standardów estetycznych, czy nie wiem konstrukcyjnych, to ludzie zaczynają je gdzieś zauważać na tle tych , tego tła. Ludzie niektórzy chcą czegoś bardziej indywidualnego, czegoś bardziej wyrazistego, to wcale nie musi być jakaś awangarda. Tu chodzi poprostu o to, że każdy z nas ma taką część w sobie, która mówi “chciałbym być troszeczkę inny”. Robimy to na wiele różnych sposobów, ubierając różne koszulki czy, czy buty czesząc się na lewo czy na prawo, zapuszczając brodę czy wąsy, tak to się dzieje.

Dwa tematy związane z pewną pewnością siebie, czy konsekwencją, wybrzmiały w tym co mówiłeś. Jeden z nich, to bądź pewny swojego projektu, a drugie, co powiedziałeś to, że między wierszami, no to, że gdzieś była w Was taka siła i konsekwencja do tego, żeby pomimo to, że byliście mistrzami drugiego miejsca, jednak cały czas kontynuować i iść do przodu tą drogą. Takie dwie rzeczy, które łączą się w pewien sposób w taką twardość wewnętrzną, pewien taki spokój, osadzenie ale szczególnie, szczególnie ta pierwsza mnie ciekawi. Jak to jest? Na czym buduje się pewność swojego projektu? Bo myślę, że to jest rzecz, w której wiele osób może mieć trudności w kontekście każdej pracy, którą wykonuje. Czy ona już jest wystarczająco dobra, bo będąc dobry, wiesz, że zawsze możesz zrobić coś lepiej i masz tę pułapkę, w której myślisz “Czy to już jest dobre wystarczająco? Czy jeszcze powinienem raz to przerysować?” I jak wyłapać ten punkt, żeby samemu przed sobą powiedzieć “To już jest wystarczająco dobre, mogę za to położyć głowę pod topór i iść do klienta”.

No, znowu Ci odpowiem, przede wszystkim bardzo szczerze, że do końca nie wiem jak to się dzieje. Ja powiem jak my staramy się to w sobie przekonanie o tym, że to jest to rozwiązanie, to jest ten projekt, to jest… takie działanie, za którym staniemy murem. Ten biznes, czy jakbyśmy go nie nazwali, prowadzenie pracowni architektonicznej, działanie w niby w przemyśle takim twórczym, ale jednocześnie on jest, no działaniem też związanym z zarabianiem, nie wiem pieniędzy, zatrudnianiem ludzi, płaceniem podatków. Myśmy od samego początku z Łukaszem budowali na takiej chyba mocnej bazie, chyba takich dwóch, chyba najbardziej solidnych dla nas punktów. To przede wszystkim ciągle nas napędzają marzenia. Bez tych marzeń my byśmy się z Łukaszem nigdy nie poznali. Bez tych marzeń nie robilibyśmy pierwszego, drugiego, trzeciego nie wiem, 120 projektu. Jeżeli nie wyzwolisz w sobie takiego poczucia, że nawet prosty, mały, standardowy projekt, który może część ludzi w ogóle nie cieszyć, nie zainteresować, ale dajesz dla niego z siebie i zespołu wszystko i musisz się czasami stymulować, to tak samo, czasami musisz wziąć żel podczas jazdy na rowerze, pomimo tego, że Ci się wydaje, że jeszcze masz trochę siły ale wiesz, że jak Ci go zaraz zabraknie to trzeba będzie trochę odczekać aż cukier znowu zacznie Cię napędzać. Tak samo jest w projektowaniu. Musimy się nawzajem wspierać i ten drugi element to jest to zaufanie i przyjaźń, która jest między mną a Łukaszem. A przyjaźń, która budowana jest też na różnicach i to przekonanie o tym, że jest to chyba lepsze rozwiązanie, byłoby bardzo takie narcystyczne, gdybym był sam i mówił “Tak, ja mam rację”. Mam tą właśnie fajną okoliczność, gdzie mój wspólnik czasami ma to samo zdanie co ja, czasami ma diametralnie różne i ta świadomość i to, że mamy do siebie zaufanie, i że potrafimy przeciwstawić sobie czasami argumenty powoduje, że idąc i prezentując projekt czy to w mieście, czy przed inwestorem, my przynajmniej czujemy, żeśmy ten produkt przepracowali, przedyskutowali i czasami pokłócili się. A czasami rzeczywiście nie było polaryzacji, a poszliśmy absolutnie tą samą ścieżką i to dawało nam poczucie, że no jak wpadliśmy na to we dwójkę i nie mamy tutaj wątpliwości, to troszeczkę nas upewnia. To jest może pozorne, ale mówię uczciwie jak to, jak to jest. Nie mam, nie mam jakby innej odpowiedzi na to pytanie, to jest coś co, co dla nas przynajmniej jest bardzo ważne. Dzisiaj do tego naszego duetu dopuszczamy wszystkich naszych współpracowników, to znaczy asystentów, przyjaciół, architektów, architektki, które z nami pracują, którzy są z nami dwadzieścia, piętnaście, dziesięć lat, a czasami są to studenci, którzy przychodzą na miesięczne praktyki. Oni też nam dają poczucie, że projekt przedyskutowany w grupie, są też Medusa Group, jest chyba lepszy, bardziej zrównoważony. Oczywiście zawsze staramy się, żeby projekt miał taki akcent, żeby był trochę zauważalny, żeby nie był tak wygładzony, dostosowany do wszystkich gustów, tylko żeby rzeczywiście miał to coś, co możemy czasami nazwać jakimś jednym hasłem, ale praca w zespole moim zdaniem jest czymś co troszeczkę odpowiada na Twoje pytanie.

A kiedy po raz pierwszy pomyślałeś o tym, żeby zostać architektem? Bo to już pewnie było dobrych kilka lat temu, jak mówisz prowadzicie ponad 20 lat wspólnie biznes. To jaki był ten pierwszy moment, kiedy w Twojej głowie zapaliła się żarówka, na której było napisane projektowanie?

Oj, myślę, że to z racji na mój PESEL to było dużo więcej niż kilkanaście lat temu. Do dzisiaj przypomina mi coś, co może nie było już takim bezpośrednim sygnałem, że to będzie projektowanie, że to będzie architektura, ale pamiętam w podstawówce w Bytomiu pani nauczycielka, wychowawczyni na lekcji wychowawczej zapytała każdego z nas, kim by chciał zostać i pamiętam tą sytuację, w której przyszła moja kolej i przede mną koleżanki i koledzy mówili, że będą sztygarami bo mieszkamy na Śląsku, będą kosmonautami bo byliśmy w czasie kiedy Hermaszewski poleciał w kosmos. Ktoś mówił, że będzie nauczycielką, pielęgniarką, lekarzem. Chyba prawników nie było w tej wyliczance. Ja jedyny wstałem i powiedziałem, że będę rzeźbiarzem i wszyscy się mocno z tego śmiali. Nie wiem czy ze mnie, czy z tej dosyć wtedy, w tym może moim śląskim, bytomskim krajobrazie abstrakcyjnej wizji zawodu. No i ja to wypowiedziałem nie wiem, nie wiem w sumie dlaczego, ale gdzieś coś było i później pamiętam. To się działo dosyć tak chyba intuicyjnie. Miałem, mam tatę inżyniera budownictwa, którego gdzieś tam zawsze obserwowałam przy desce kreślarskiej, czasami już później pozwalał mi bawić się takimi przyborami, które dziś już nie istnieją rapidografami, kreślić, bawić się po prostu. Miałem dwóch kuzynów, którzy zaczęli najpierw od rysowania, później kształcili się. Jeden z nich został studentem architektury, siedząc gdzieś tam przy nim na wakacjach, podglądałem, patrzyłem i to jakoś tak przyszło intuicyjnie i poszedłem do technikum budowlanego. Z tego technikum budowlanego, czy dostając się do technikum budowlanego już wiedziałem, że tym celem będzie szukanie studiów architektonicznych. One były wtedy dosyć i popularne i ten zawód projektanta, bo to jest chyba taka opowieść, która mnie bardziej interesuje, nie słowo “architekt” czy “architektura”, jest dla mnie trochę za uboga. Ona się większości ludziom kojarzy tylko i wyłącznie z jakąś kubaturą, przestrzenią, a to pojęcie projektowania jest jeszcze bardziej pojemne i myślę, że sam zawód architekta ewoluuje i ewoluować będzie i się zmieni. Mój syn jutro będzie zdawał na architekturę, więc myślę, że jego zawód po studiach będzie wyglądał dużo, dużo inaczej niż ten, który ja dzisiaj uprawiam poprzez technologię, narzędzia, sposób prezentacji, ale też myślenia o świecie, o społeczeństwie, więc u mnie to tak się rozwijało, to nie było takiego jednego, mocnego uderzenia. Pamiętam ten dzień, w którym powiedziałem, że będę rzeźbiarzem. Nie pamiętam dnia, w którym powiedziałem, będę architektem ale czuję, że to było praktycznie cały czas gdzieś w mojej głowie i nie mam takiego, takiego jakiegoś zaznaczonego punktu w kalendarzu, w którym ja to powiedziałem. Muszę to powiedzieć uczciwie też, że jak już wiedziałem, że będę architektem to ja się nie dostałem na uczelnię architektoniczną od razu. Zabrakło mi tych dwóch punktów z matematyki, bo wtedy trzeba było zdawać egzaminy z języka, z matematyki i rysunku i mi tych dwóch punktów z matematyki zabrakło i no to była klęska, to było coś co mnie nawet nie tyle zabolało, co mnie zrujnowało i to chyba też gdyby nie rodzice i ten przewrotny pomysł moich rodziców – idź studiować matematykę stosowaną – był, wydawało się być bardzo abstrakcyjny, ale spróbowałem i w tych, w tej dogrywce we wrześniu zdałem na matematykę i przez rok studiowałem matematykę, która okazała się dla mnie wtedy matematyką czy dziedziną, która jest tak abstrakcyjna, że sztuka, sztuka przestrzeni jaką jest architektura jest no bardzo, bardzo przyziemnym działaniem. No to była przygoda, która właśnie pokazuje, że to nie jest tak, że ma się ten cel, on wisi gdzieś nad głową, nad łóżkiem i się idzie prostą linią, ta linia czasami jest tak dziwna, tak skomplikowana i gdyby nie pewni ludzie, bo potem na studiach też miałem takie momenty, w których potrzebowałem i pamiętam te momenty, od których się odbijałem i one mnie rozwijały, no są potrzebni na tym Twoim szlaku do tego niby sukcesu.

Fascynujące, fascynujące to poczucie, że z jednej strony byłeś trochę zanurzony w tym środowisku, też w domu, a z drugiej perspektywy jednak takie zupełnie nietypowe doświadczenia pozwalały Ci się jakoś tam umocnić w tym dążeniu do tego, żeby robić to, co teraz robisz. Jest taki wątek, który też mnie zawsze ciekawi, intryguje. Co spowodowało, że zostaliście przedsiębiorcami? No bo jednak to nie jest tak jak powiedziałeś, też trzeba płacić podatki, pewnie jakieś faktury wystawiać, PIT-y, inne tam rzeczy tego typu niestety. No i teraz, w jaki sposób dojrzałaś do tego żeby pójść tą drogą? Czy to brak ciekawych opcji, żeby działać u kogoś, czy na początku pracowałeś u kogoś, jak to przebiegało?

Ja to troszeczkę chyba zaakcentowałem w tym wcześniejszym pytaniu czy odpowiedzi na Twoje pytanie. To wszystko bazuje i zaczyna się od marzeń, bez tych marzeń chyba by się nic w życiu nie udało. I to nie chodzi o kwestie zawodowe, to było to co nas napędzało i napędza do dzisiaj, bo myśmy byli wykształceni jako architekci czy byliśmy kształceni jako architekci, kształciliśmy się jako architekci sami, bo będąc studentami Politechniki Śląskiej na Wydziale Architektury angażowaliśmy się już z Łukaszem, jeszcze z grupą paru innych przyjaciół, kolegów architektów, architektek robiąc konkursy międzynarodowe, wysyłając je w świat za pieniądze naszych rodziców, próbując już takiego dotykania tego zawodu. Myślę, że w większości przypadków były to, to były takie zabawne projekty, ale takie się wtedy robi. Później pracowaliśmy w czasie studiów z Łukaszem w Berlinie, będąc na takim indywidualnym toku nauczania, pracując w pracowni i w miejscu, w którym cały świat architektoniczny się koncentrował, bo wtedy Berlin budował się na nowo jako stolica zjednoczonych Niemiec, więc mieliśmy okazję oglądać wystawę, oglądać budowy, chodzić na wykłady architektów, którzy chcieli przyjeżdżać do Berlina i budować, realizować swoje projekty z całego świata, więc widzieliśmy ten świat architektury na tym najwyższym poziomie, więc gdzieś koło niego, gdzieś jak satelity krążyliśmy jako studenci z Gliwic, z Polski trochę przekonani o tym, że jesteśmy drugą, trzecią ligą, ale wyjazd i praca tam i porównywanie się z pracownikami niemieckimi, a później francuskimi, bo przenieśliśmy się później do Paryża. Ja zacząłem studiować w Paryżu, rozwijając jakby też tą swoją, próbując rozwijać swoją wiedzę na temat tego, czym może być w przyszłości ta architektura. To pokazało, że wcale nie jesteśmy drugoligowcami. Absolutnie możemy stawiać czoła, jak nie nawet prowadzić grupę studentów z krajów bardziej rozwiniętych. To było tym kolejnym żelem, który powodował, że no napędzaliśmy się. Przekonywaliśmy się, doświadczaliśmy też oczywiście różnych przykrych też czasami sytuacji i na tym też budowała się nasza myślę wrażliwość, nie tylko jako architekta, jako ludzi, bo w pewnym sensie widzieliśmy co to znaczy być emigrantem, nawet jeżeli byłem stypendystą rządu francuskiego to czułem się jednak jako taki chwilowy dwuletni, trzyletni emigrant mieszkający w Paryżu i to nie było zawsze miłe doświadczenie. Przechowuję oczywiście w pamięci jako fenomenalny okres mojego życia, natomiast tak powoli budowaliśmy coś co i podglądaliśmy pracując w pracowniach architektonicznych tych architektów, którzy chcieli z nami współpracować. Patrzyliśmy na to z perspektywy pracownika wiedząc, że chcemy mieć swoją pracownię bo już w Berlinie z Łukaszem, będąc na czwartym roku studiów, na tym indywidualnym toku studiów wiedzieliśmy, że chcemy mieć swoją pracownię. Szukaliśmy nazwy, to tamtą nazwę sobie gdzieś wymyśliliśmy, no i wróciliśmy z tych naszych pobytów we Francji, w Niemczech do Gliwic i rzeczywiście poszliśmy do Urzędu Skarbowego, założyliśmy w Urzędzie Miejskim naszą spółkę i nadaliśmy tą nazwę, którą wymyśliliśmy w Berlinie. Taka dopiero zaczęła się przygoda z biznesem, bo do tej pory mówiliśmy tylko o architekturze, wszędzie kształcili nas i sami się dokształcaliśmy chcąc być architektem. Natomiast nikt nas nie przygotował jak prowadzić pracownię, jak prowadzić pracownię, która ma personel zbudowany z dwóch wspólników, potem jednego pracownika, trzech, czterech, pięciu, dziesięciu, a dzisiaj powyżej stu pracowników, tego nas nikt nie uczył, myśmy się tego nigdy nie uczyli, chyba bardziej przez podglądanie, ale tak to jest. W dużej mierze ta nasza działalność biznesowa jest bardzo intuicyjna, bardzo improwizowana. Nie zrobiliśmy żadnego MBA, nie zrobiliśmy jakichś dodatkowych fakultetów w tym zakresie ale wierzymy, że to może bazować głównie na takiej solidnej bazie zaufania do siebie, zaufania do naszych współpracowników i naszych klientów, to buduje chyba biznes każdy, nieważne z jakiej dziedziny.

Taki wątek, który poruszasz tej grupy on mnie tutaj przyciąga. Dlaczego? Dlatego, że mam takie stereotypowe oczywiście spojrzenie na pracę twórczą, że tę pracę twórczą często w wielu sztukach napędza jednak pewnego rodzaju egocentryzm, a może nawet narcyzm. Czyli, że wiele sztuk w wielu sztukach rozmaitych tym motorem napędowym, ale też być może tą słabością jest pewnego rodzaju egocentryzm i taki indywidualizm. A mówisz o grupie, czyli o zespole ludzi, którzy budują coś wspólnie co jakby zaprzecza temu, że ktoś z nas po prostu wie jak jest, a cała reszta dla niego coś tam przygotowuje. Czy mieliście takie doświadczenia i czy to rzeczywiście się zdarza w środowisku w otoczeniu, że jest ten narcyzm? Jak sobie z nim radzić, żeby ta wspólnota, wspólnota pracy w czymś co jednak jest twórcze, istniała?

Jest takie zabawne stwierdzenie albo opowieść o tym jak poznać architekta jadącego na rowerze przez Warszawę nocą. Podobno po tym, że ma jako jedyny zwróconą latarkę na siebie, a nie na drogę.

Haha

To troszeczkę jest ślad tego co powiedziałeś. Byłoby to dalece nieobiektywne by twierdzić, że chcemy być wszyscy tacy zrównoważeni w tych swoich decyzjach. Tak do końca chyba nie jest, ale to też nie jest jakaś gonitwa za tym, żeby być naprawdę innym, bardziej dziwnym. Jeżeli to nie jest oparte o taką szczerość to myślę, że od dzieci, studentów, kończąc na inwestorach, byłoby to wyczuwalne jako pewnego rodzaju fałsz, zakłamanie i momentalnie przyniosłoby to więcej przeszkód w rozwijaniu pracy projektanta, prowadzeniu biznesu niż gdyby to było rzeczywiście jakąś grą z zaplanowaną strategią. Tak nie jest. Ludzie są bardzo, bardzo, bardzo wrażliwi na fałsz w przyjaźni, w miłości ale w pracy również, stąd też ta grupa ludzi, która jest z nami, to nie jest przypadek. To są ludzie, którzy też są przede wszystkim ciekawi i interesujący. Oni nie przyszli tutaj tylko i wyłącznie po pieniądze, po wypłatę. Przychodzą tutaj dla tej przygody, dla tych marzeń, szukania nowych rozwiązań dla budynku, dla przestrzeni i poniekąd tworzymy jakąś tą grupę, która naprawdę zbudowana z różnych płci do różnych doświadczeń, jest jakimś takim, myślę zgranym organizmem. Chociaż tak powiedziałbym, my się często sprzeczamy, różnimy. Oczywiście ostateczne zdanie pozostaje po stronie Łukasza i mojej stronie. Natomiast bardzo lubimy słuchać i chcemy dawać tą przestrzeń szczególnie jak widzimy, że nasi współpracownicy chcą zabierać głos, bo to też nie jest taka oczywistość. Na pewno wszystko zależy od nas. Ta grupa zbudowana jest z różnych indywidualności. One mają jakąś swoją podstawową bazę, która powoduje, że ciągle trzymamy się razem. Nie rozpadamy się, nie odchodzimy od siebie, bo rotacja w Medusie jest wydaje mi się, bardzo mała. Każdy z nas sam sobą wizualnie reprezentuje czasami mainstream a czasami rzeczywiście wychodzimy poza jakieś takie, czy to estetyczne, czy nie wiem, charakterologiczne nawiasy. Mieszkamy nie zawsze w domach, nie zawsze w willach, czy mieszkaniach. Ja mieszkam na kopalni ale dlatego, że po prostu to był jakiś jeden z moich pomysłów na życie. Pracownie mamy również w Bytomiu, w przestrzeni odzyskanej, zrehabilitowanej i to jest też ta kontynuacja tej opowieści, tej szczerości, którą oferujemy sobie nawzajem w pracowni, ale też naszym klientom. Jeżeli mamy proponować naszemu klientowi rozwiązanie, które wychodzi poza taki standard. Używamy technologii albo materiału, który do tej pory był używany w inny sposób, albo do innych celów, to każdy klient widzi w tym pewnego rodzaju ryzyko. Pyta się: ,,Ale czy to ktoś gdzieś już zrobił? Ile to będzie kosztować? Czy to nie odpadnie? Czy nie zniknie po miesiącu, dwóch, czy paru latach? Ja w to inwestuje swoje pieniądze, pieniądze moich inwestorów”. I my zawsze mamy tą bazę w sobie i tą pewność dzięki temu zyskujemy, że wiele tych eksperymentów najpierw zdiagnozowaliśmy, czy przeprowadziliśmy przez siebie, czy to właśnie mieszkając w domu, który nigdy nie był projektowany jako dom a miał być lampiarnią na kopalni, czy pracując nie samemu, ale z grupą kilkudziesięciu architektów w przestrzeni, która miała być magazynem, warsztatem, a dzisiaj jest w miarę nowoczesną przestrzenią, w której produkuje się idee, pomysły. Do tych przestrzeni przychodzą nasi klienci, więc jak oni widzą, że niektórych ścian nie trzeba tynkować, że instalacje widoczne na zewnątrz wcale nie muszą być problemem, że dobrze się w nim nam pracuje a jemu się spotyka i dyskutuje nad jego projektem. To też daje to wsparcie, jest tym właśnie takim upewnianiem się i upewnieniem klienta, że nie boimy się mu zaproponować rzeczy, które wcześniej nie baliśmy się zdiagnozować i przepracować u siebie samych.

Czuję tę autentyczność, bo to też mi się kojarzy nawet i z moją pracą. Myślę, że poprzez własne doświadczenia zawsze wierzyłem, że własne doświadczenia to jest taka prawda, którą można głosić, bo cała reszta jest tylko wyczytana. Z tej perspektywy można budować swoją wiarygodność, ale też mieć to przekonanie o którym wcześniej mówiłeś do tego, że to, co rekomendujesz jest dobre. To wychodzi z Twojego doświadczenia ze środka.

Tak. Ja myślę, że mówimy o rzeczach, w które po pierwsze wierzymy, a po drugie doświadczamy już w sposób taki wyabstrahowany od działalności gospodarczej. Na tym buduje się związek, na tym się buduje ojcostwo, na tym się buduje przyjaźń. W tym musi być ta baza autentyzmu i szacunku dla klienta. W pracy projektanta rzeczą, którą my od samego początku uważamy za jedną z najważniejszych jest szacunek dla klienta. Nie można dzielić tych klientów na lepszych, gorszych, bogatszych, mniejszych, większych. To jest po prostu nonsens. To jest coś co powoduje, że potem się już nic nie uda. Jeżeli nie ma się dla swojego klienta, kimkolwiek on by był, jak bogaty by on był, jak dużą działkę chciałby Ci poświęcić dla Twojego projektu, Twojej idei. Ty musisz mieć do niego szacunek, również w sytuacjach, w których czasami masz wrażenie, że on Cię tym szacunkiem jeszcze nie obdarzył. Gdzie u niego pojawia się czasami zwątpienie, czasami jest rozstrojony zirytowany, że coś trwa dłużej, że Ty zmieniasz czasami pomysł, ale jeżeli on wie, że to robisz po to tylko, żeby na końcu ten efekt był dobry i jego efekt dla niego to wtedy naprawdę znowu wracamy do tej równowagi, która jest bardzo, bardzo, bardzo potrzebna. Krążymy wokół może jakichś takich banałów, ale tak jest. Może właśnie dlatego nie trzeba może specjalnie kończyć studiów na jakichś wydziałach ekonomicznych, zarządzaniu żeby móc prowadzić pracownię jako pewien mechanizm również finansowy, biznesowy, ale koncentrując się głównie na projektowaniu. Bo my tylko na tym się koncentrujemy. Oczywiście jest nas na tyle dużo, że już musieliśmy zbudować jakąś strukturę firmy. Nie można było wszystkiego rozwiązywać takim działaniem szeregowym, że wszyscy jesteśmy w jednej linii na froncie z naszymi pomysłami, klientami. Musieliśmy zbudować pewnego rodzaju piramidę. Nie zawsze się z tym mogliśmy dzielić i zgadzać, czuliśmy się zawsze dobrze. Marzyło nam się, że będziemy o wszystkim decydować z Łukaszem, od dużej formy kończąc na jakiś małym detalu. Wiem, że na to po prostu nie ma czasu. Co więcej też, nie w każdym z nas jest tyle pokładu intelektualnego, żeby rzeczywiście w każdej z tych małych rzeczy móc się wypowiadać. To ewoluuje, ten nasz i biznes i to projektowanie ciągle zmienia się, bo jedyną rzeczą, która w architekturze jest stałą, a jednocześnie ciągle zmienną to jest kontekst. Kontekst, czyli miejsce uwarunkowania, to są uwarunkowania ekonomiczne, polityczne, przestrzenne estetyczne, kulturowe, ale też i ukształtowanie nie wiem terenu, stron świata, które mówią jak ten projekt musi się w nich odnaleźć. No i rzeczą, która chyba też dla projektanta jest niezmiernie fascynującą rzeczą, a jednocześnie trudną to jest to, że projektant zawsze musi być o krok do przodu. Nie dlatego, że on jest taki wyrwany z tego kontekstu i nie dlatego, że tak wysoko zadziera nos. Tylko jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, że praca nad projektem jakimkolwiek by on nie był skali, zajmuje miesiące. Potem jego realizacja przez firmy wykonawcze trwa czasami kolejne miesiące, jak nie czasami lata. To musimy mieć pewność i przekonanie, że ten produkt, który się ziści za te parę lat, będzie in time. Chociażby z tego powodu musimy być nie tyle trendsetterami, co właśnie mieć świadomość tego, że to jest proces, który powstanie za określoną ilość czasu i musi mieć przekonanie, że on zadziała wtedy.

A jakie są narzędzia, które sprawiają, że ludzie w Waszym zespole i Wy czujecie, co będzie aktualne za 5 lat?

Chciałoby się powiedzieć  kobieca intuicja, ale w moim przypadku z brodą brzmi to dosyć kuriozalnie. Projektant, w tym również architekt to jest przede wszystkim człowiek. Człowiek, który w odróżnieniu od innych bacznie obserwuje, bacznie powiedziałbym, czasami podgląda, to co się dzieje wokół niego. To, co się dzieje z nami jako ludźmi, społecznościami. Ja to robię na swój prywatny, indywidualny sposób przez wziernik mojego aparatu fotograficznego, czy podróżując razem z nim, czy jeżdżąc na wakacje, będąc w podróżach służbowych w Polsce, ale i na świecie, gdzie czasami pewne działania na mieście, na tkance, na urbanistyce odbywają się w dużo szybszym tempie. Z tego można wyciągać wnioski. Zawsze mówimy, że podróże kształcą i to jest prawda. Można szukać tych rzeczy w podcastach, można tych rzeczy szukać w serialach filmowych, w literaturze. Człowiek, który chce być projektantem, który chce tworzyć przedmioty, który chce tworzyć, ogólnie rzecz ujmując, okoliczności do tego żeby się nam ludziom żyło lepiej, bezpieczniej i wygodniej, musi być tym, który jest w stanie poprzez tę obserwację zdiagnozować te potrzeby i problemy. Nasi klienci nie przychodzą z konkretnym tematem, nie mówią co chcą, żebyśmy im pomogli rozwiązać. Oni czasami mówią (i nie zawsze) ile mają na to pieniędzy i jaki chcą program. Czasami oczekują również od nas pomocy w tym, żeby ten program, który może jest tylko tak naszkicowany przez nich zacząć rozbudowywać. Upewnić ich, że te funkcje w tym miejscu będą komplementarne i będą lepiej oddziaływały, przynosiły czasami zysk albo były okolicznością dla życia rodzinnego, bo jest to na przykład domek jednorodzinny. Zaprojektowaliśmy również co najmniej dwie budy dla psa i suki, więc  naprawdę zajmujemy się różną skalą, różnych problemów. One są naprawdę fascynujące, bo jednego czego nie chcielibyśmy to popaść w taką jakąś pułapkę jakichś repetycji, powtórzeń, a to się dzieje wtedy kiedy pracuje się ciągle albo z tym samym klientem albo z tą samą funkcją, z tą samą skalą. A kiedy da się to czasami mieszać z takimi właśnie, czasami można byłoby powiedzieć mało ambitnymi wyzwaniami, ale zaprojektować dobrą budę dla psa, to też jest, wydaje mi się zadanie dla bardzo dobrego projektanta. Tak samo jak zaprojektowanie galerii handlowej, którą większość znanych czy uważających się za wielkich architektów pracowni chce omijać. Chce tylko budować może wielkie gmachy Muzeów Sztuki Współczesnej, chce budować najwyższe budynki w centrum Manhattanu. Ale wydaje mi się, że trzeba się też zajmować rzeczami, które są no takimi projektami codziennymi. Mówi się, że dobry design to jest ten, którego nie zauważamy. On po prostu nam tak dobrze nam służy, że nie zastanawiamy się czy to jest żółte, czerwone, z drewna, czy z plastiku, czy ten budynek ma taką elewację. Jak jesteśmy dobrze przez tę przestrzeń obsłużeni, to jest chyba ten rezultat zadowolenia i sukcesów.

A jakie projekty Waszej grupy, z jednej strony możesz powiedzieć, prawdopodobnie są najbardziej powszechnie rozpoznawalne, że jak ktoś sobie wpiszę w Google, to je rozpozna, a może nie musi nawet tego robić, bo był w jakimś miejscu i je widział? A z drugiej strony, jakie… (wiem, że to jest straszne zawsze pytanie) Jakie Ty osobiście uważasz za najciekawsze? Może nie najlepsze, bo lepsze to zależy od kontekstu, tak jak mówiłeś natomiast powiedzmy najciekawsze, czy najbardziej wyzywające? Żeby ktoś, kto teraz słucha, czy ogląda, mógł sobie coś wyklikać w Google albo też potem możemy to dodać do notatek z rozmowy i obejrzeć, zilustrować sobie trochę obrazami naszą dyskusję.

To jest trudne odpowiedzieć na to pytanie. Po pierwsze, tak jak powiedziałem w ciągu tych kilku naszych już minut rozmowy, że my czasami się nawzajem musimy prowokować do tego, żeby nawet wyzwalać w sobie taką chęć, pragnienie, żeby każdy projekt był tym projektem, o którym mógłbym teraz wymieniać. To znaczy nie chciałbym sytuacji, w której miałbym powiedzieć: “A no to na pewno ten”. To by znaczyło, że coś może poszło nie tak, więc czy to jest projekt dużej, małej skali czy to jest ostatni projekt, który oddawaliśmy w konkursie na garaż wielopoziomowy w centrum Katowic w Strefie Kultury, był dla nas okolicznością, w której chcieliśmy się zmierzyć z czymś, co przyniesie coś więcej niż tylko parking, niż tylko miejsca postojowe oświetlone jarzeniówkami. Chcieliśmy czegoś, co może okazać się jakimś elementem który spowoduje, że za te parę lat oczywiście zaczniemy wychodzić z tych naszych aut a ten budynek będzie stał, żeby mógł być czymś więcej albo w miejscach, czy w tych częściach kalendarza, w których nie przyjeżdżamy po to żeby pracować czy uczestniczyć w jakichś spektaklach. Ten garaż mógł być czymś innym, czyli coś, co chyba też jest taką naszą ogólną potrzebą społeczną, żeby nie budować już budynków, które mają jednoznacznie określone funkcje. Widzimy, jak będą zmieniać się chociażby te wymienione przeze mnie centra handlowe. Coraz więcej kupujemy w internecie i architekt projektem musi to zauważać. Musi to zauważyć wcześniej, niż zda sobie z tego sprawę inwestor i rynek. W innym przypadku będzie już spóźniony, a to nie jest dobre dla tego zawodu. Natomiast projekt, który gdybym powiedział i w jakiś sposób miałbym też skomentować, nawet to, co dzisiaj, o czym dzisiaj rozmawiamy i miałby być wyrazem niby tej szczerości, o której tyle powiedziałem, chyba musiałbym powiedzieć Bolko Loft, czyli dom w którym mieszkam z rodziną. On opisuje chyba kilka ważnych rzeczy, o tym jak można myśleć o środowisku, jak można myśleć o rozwiązywaniu problemów miasta, w którym wydobycie, kopalnie były jego solą a ta cała ekonomiczna polityka spowodowała, że jest to miasto z problemami. Jak to wpływa na architekturę, jak to wpływa na urbanistykę, jak to wpływa w końcu na człowieka na rodzinę. Moja rodzina to nie jest rodzina samych architektów, wręcz odwrotnie i to jest opowieść również o oszczędności, o takim pragmatycznym, bardzo prostym myśleniu jak podporządkować sobie przestrzeń, której do tej pory nikt nie uważał za taką, która może być domem, w którym będą rodzić się dzieci, a ksiądz będzie przychodził na kolędę. To jest Bolko Loft w Bytomiu, który powstał w czasie, kiedy zamykano kopalnie w Bytomiu, było ich kilkanaście. Stoi na skraju kopalni i jeszcze miasta, gdzie jego sąsiadami nie są tak naprawdę mieszkańcy a górnicy, którzy codziennie koło mojego domu przechodzą, z którymi się witam i moje dzieci również, ale to jest przestrzeń, która jest ujarzmiona. Jest autentyczną przestrzenią poprzemysłową, w której my się dobrze czujemy, którą dalej uważamy ją za dom. Do której wracamy z różnych naszych podróży, ciesząc się, że wracamy do domu. To jest chyba taki projekt. Dużo o mnie mówi, dużo mówi też o moim myśleniu o architekturze, dużo mówi o mnie jako człowieku, myślę. Też o rodzinie i chyba też miał wpływ na moją rodzinę dlatego, że jak przypominam sobie rysunek mój z przedszkola domku, który często panie przedszkolanki zadają swoim podopiecznym, to ja narysowałem piernikową chatę z dymem z komina, który się wydostawał. A moje dzieci narysowały prostopadłościan na słupach, oderwany od ziemi i prosty, bez żadnych firanek w oknach. Coś co mi kiedyś do głowy nie przyszło, a co dzisiaj mnie troszeczkę cieszy bo za sprawą publikacji takich dwóch sióstr książki Domek, która pokazuje dzieciom młodym, jak można patrzeć na przestrzeń domu poprzez pryzmat kilkunastu projektów znanych architektów na świecie, w których znalazł się między innymi dom na kopalni, czyli Bolko Loft, jest taką miłą sytuacją. Tym bardziej, że od czasu do czasu, mam te wycieczki przedszkolaków za rączkę, pod tym domem, którym pani tłumaczy, że ktoś tutaj mieszka. One jeszcze nie rozumieją ale myślę, że to mogłoby mieć na nie wpływ w przyszłości, nawet jeżeli nie będą architektami, projektantami. To ten horyzont jest mocno rozszerzony w stosunku do tego, który ja miałem, który ja musiałem sam rozpychać, rozpychać, rozpychać. A w tym przypadku, chociażby moich dzieci, już to zostało zrobione tak troszeczkę przypadkowo, incydentalnie.

Rozumiem, że trochę jakby odwróciłeś sytuację. To jest bardzo takie, brzmi dość przewrotnie, czyli że spojrzałeś na rzeczywistość, która nie zawsze była wesoła i jakby przekornie wykorzystałeś pewną przestrzeń, pewien kontekst do tego żeby właśnie przebudować się w miejsce przyjazne i je udomowić w pewien sposób.

Tak, bo mówiliśmy, że piękno jest subiektywne i to jest ten wyraz tego, że w substancji którą większość ludzi w Bytomiu mijało, mija do dzisiaj, ja ją też mijałem, nie zauważyło tego potencjału, w tym dla mnie pewnego rodzaju piękna. Bo piękno to nie tylko jest coś, co jest po prostu ładne. Piękno potrafi się wyrażać w cyfrach, potrafi się wyrażać w charakterze. Ten budynek jest z charakterem, to jest budynek który nie wiadomo dlaczego został oderwany od ziemi, odspojony. To jest budynek, na który trzeba się codziennie wdrapywać. To jest budynek, który jest z sześciu stron wyziębiany zimą. To jest budynek, w którym zostało wiele atrybutów przemysłowych, wiele atrybutów które kiedyś służyły ludziom, którzy przygotowywali lampy czołowe dla górników, którzy zjeżdżali do pracy. a ja dzisiaj jem tam spaghetti bolognese, więc tak to jest. Ja tym pięknem, ja się dalej nim upajam. Chociaż jestem przekonany, że to nie jest piękno które jest rozumiane przez wszystkich, w tym patrz, przez moją mamę która złapała się za głowę kiedy tłumaczyłem jej że tu będę mieszkał, ona będzie tu przyjeżdżać na Wigilię i nie tylko.

A jakie budynki w Warszawie, w takiej przestrzeni powszechnej funkcjonują Waszego autorstwa lub będą funkcjonowały w niedalekiej przyszłości? Takie projekty nad którymi pracujecie.

Przygoda z Warszawą jest dla nas też jakąś może nie tyle nowością ale musicie wiedzieć, musisz wiedzieć, że ja z Łukaszem będąc na Śląsku, za pracą, za projektami jeździłem poza Śląsk. Teraz powoli nas cieszy to, że Katowice, Śląsk jest też tym obszarem w którym ludzie zaczynają myśleć, inwestować, rozwijać, też cieszyć się z tego powodu, że ta praca jest poniekąd za pracownią, tuż obok i wpływa też na nasze środowisko Śląska, które bardzo czujemy, ale Warszawa była. Myśmy w którymś momencie przenieśli część naszej pracowni, stworzyli tu drugą pracownię za naszymi klientami, za projektami które nam powierzono. Zaczęliśmy pracować nad Halą Koszyki, współpracując z Niemcami. To są autorzy budynków biurowych, a nam powierzono pracę nad wnętrzami i skomponowaniem jakby tej substancji wewnętrznej, klimatu, nowego klimatu, rehabilitacji dawnej hali troszeczkę jakby zmieniając jej charakter, ale nie zacierając jakby tych śladów. Troszeczkę jak w tym Bolko Lofcie to działanie wydawało nam się takie bardzo właśnie podobne, tak? Chcemy tego, tej, która nie jest kolejnym centrum handlowym, a ma swój klimat ma swoich klientów. Pozyskuje ciągle nowych klientów, więc to był taki projekt, nad którym pracowaliśmy wspólnie, z tymi naszymi przyjaciółmi architektami JEMS. W tym samym czasie udało nam się wygrać konkurs na szkołę, Prywatne Liceum w Wilanowie Akademeia High School, gdzie też bardzo w szybkim tempie musieliśmy stworzyć przestrzeń dla no takiej niestandardowej szkoły, niestandardowej edukacji, mówię w tym sensie niestandardowej, w której my jako projektanci kiedyś się wychowaliśmy będąc uczniami liceum, techników czy studiów i to było też ciekawe zagadnienie. Trzeba było się cofnąć trochę do tych lat młodzieńczych, ale nie mogliśmy się oprzeć o nasze doświadczenie, dlatego że tu trzeba było stworzyć całkowicie nową sytuację. Projekt, który praktycznie został zakończony i z którego też się bardzo cieszymy, bo miał też kilka swoich różnych ścieżek, to jest Hotel Nobu Warsaw, który stoi na ulicy Koszykowej u zlotu Koszykowej, ulicy Wilczej. Zamyka taki wyszczerbiony już po II wojnie światowej narożnik, który kiedyś wieńczyła stacja benzynowa Orlen, CPN Orlen, a dzisiaj jest rozwinięciem dopełnieniem istniejącego już wcześniej hotelu Rialto, więc udało nam się stworzyć jakąś przestrzeń dla właśnie obsługi turystów, gości, którzy do Warszawy przyjeżdżają i chcieliśmy jakiegoś takiego też indywidualnego spojrzenia na tą Warszawę, na Warszawę, która z okien hoteli nie zawsze jest obserwowana, a myśmy chcieli jednak ściągnąć użytkowników, gości hotelowych do okna po to, żeby na tą Warszawę popatrzeć, popatrzeć zawsze przez pryzmat roślin, które są na pierwszym planie. No i tutaj ta okoliczność współpracy z grupą Nobu, która no wprowadza też ten trochę egzotyczny element, bo to jest kuchnia jednak japońska, kultura japońska, stąd też musieliśmy tą Warszawę połączyć troszeczkę tak transkontynentalnie, poprzez estetykę zachowując, taką powściągliwość również, która do tej kultury japońskiej jest mocno przepisana. Z tych wielkich fantastycznych przygód które w Warszawie myślę, że są jeszcze przed nami, to współpraca z Bjarke Ingels Group BIG, przy pracy nad terenem Towarowej 22, tworzenie jakby no czegoś więcej niż w budynku, tylko zespołu budynków, prawie dzielnicy, która też mogłaby tą część Warszawy na nowo uformować, tchnąć w nią nie tylko życie biurowe, ale zrównoważyć je tymi funkcjami, które no powodują, że dzielnica nie umiera, nie wygasa, a synchronizuje się również bardzo mocno społecznie z zabudową mieszkaniową, która też dziś na jej obrzeżach ciągle istnieje i dobrze ją też uszanować i włączyć ten cały proces, żeby to nie było tylko i wyłącznie city, ale żeby to była no zrównoważona dzielnica, w której można pracować, odpoczywać, mieszkać, czasami bawić się chodząc do kina, czy teatru. Pracujemy nad fenomenalnym, wydaje mi się też projektem, bo dla też otwartej grupy inwestorów bardzo rozpoznawalnej to jest CD Projekt, ludzie którzy stworzyli no potężną firmę, potężny produkt w postaci chociażby cyberpunka, czy Wiedźmina dla których próbujemy stworzyć przestrzeń do pracy dla ich pracowników. Pracujemy nad koncepcją. Mam nadzieję, że ta firma będzie z tej przestrzeni zadowolona. Mam nadzieję, że to się też nam ładnie zamknie dobrym budynkiem. Przede wszystkim budynkiem który spowoduje, że w jego przestrzeni powstaną kolejne ciekawe gry, które będą cieszyć chociażby moich synów, więc to tak jest, że potem pojawiają się kolejne projekty, nie o wszystkich mogę mówić. Nie chcę też specjalnie tutaj zanudzać, ale no przygoda z Warszawą jest przygodą, która no powoduje, że możemy trochę doświadczeń ze Śląska przynosić ale musimy myśleć troszeczkę inaczej. To jest inne miasto, tu inaczej się troszeczkę żyje, są też inne konteksty, które trzeba wziąć pod uwagę. No i to też jest fascynujące.

Niesamowicie, jak w tym wszystkim co robisz odnajdujesz czas dla siebie, odnajdujesz spokój, odnajdujesz przestrzenie do tego, żeby też zasilać te swoje marzenia, bo też no konsumujesz te marzenia tworząc nowe rzeczy. Co takiego Cię na co dzień napędza, czy równoważy w kontekście bycia przedsiębiorcą jednak, prowadzenia biznesu, projektowania?

Ktoś kiedyś powiedział, że jak chcesz przeżyć życie, nie wiem… ciekawie, nie chcę powiedzieć łatwo, bo to jest niedobre stwierdzenie, to wymyśl sobie taką pracę, która przynosi Ci dużo przyjemności i satysfakcji. Ja taką mam pracę, że to wyjście do pracy z domu wcale nie jest jakąś okolicznością, która mnie męczy. Oczywiście ta praca ma swoje też te strony ciemniejsze, to jest oczywiście w dużej ilości jakiś stres, czasami kłopot, problem do rozwiązania, to nie jest tylko wymyślanie, wymyślanie i tworzenie. To tak nie jest. To wymyślanie po raz kolejny, cofanie się, optymalizowanie naszych rozwiązań, nie tylko finansowo. Więc praca jest dla mnie takim ważnym elementem, ale byłem już w takim trudnym okresie, w którym no wiedziałem, że to też jest pułapka i to też pułapka, nie wiem, zdrowotna i potrzeba jakiegoś takiego odbicia się na chwilę, oderwania od maili, od szkicownika. No i w tym wszystkim oczywiście pomaga rodzina, w tym wszystkim pomagają podróże. No i też chyba nie będę tutaj odkrywczy, pomaga też sport i ten sport zawsze gdzieś tam był przy mnie obecny, jeszcze kiedy chodziłem do szkół, studiowałem. To była oczywiście inna kategoria sportu, a później gdzieś pojawił się triathlon i on jakby dawał mi, o dziwo, szanse na uporządkowanie rzeczy, dlatego że zajęcie się triathlonem i sortowaniem w tych no trudnych zawodach Iron Mana wymaga dyscypliny, wymaga konsekwencji w trenowaniu regularności, co przy pracy projektanta nie zawsze jest łatwe, ale staje się okolicznością, która wpływa pozytywnie też na pracę, dlatego że wtedy człowiek musi sobie ten czas dobrze zaplanować, zagospodarować, tą przestrzeń na pracę, na trening, nie obarczając tym też rodziny. Trzeba wstawać wcześniej, trzeba uporządkować sobie tą pracę, żeby późnym wieczorem wyjść na 5 godzin roweru, a na tym treningu, podczas tych kilku godzin jazdy na rowerze czy pływaniu tam i z powrotem na basenie, w głowie pojawiają się różne przemyślenia. One po prostu przychodzą, to nie jest tak, że dzisiaj sobie przepracuję w głowie. To się dzieje, to się dzieje również podczas samych zawodów. Tym takim rywalem na co dzień nie tylko w sporcie, ale w pracy jest głowa. Od niej się wszystko zaczyna i na niej wszystko się kończy, więc to nie sama tężyzna fizyczna, ale ta odporność w głowie jest bardzo ważna w sporcie i potem też w pracy, więc może być to taką okolicznością, która jest fajna. Mnie bardzo mocno ładują podróże, tak jak powiedziałem, obserwowanie ludzi, przyglądanie się innym kulturom. Zawsze z podróży wracam z takim poczuciem no załadowanej baterii i chęci do pracy, do zmierzenia się z jakimś nowym problemem, a czasami w tych podróżach też uprawiam sport. Zawsze zabieram ze sobą, tak jak powiedziałem, aparat fotograficzny i buty do biegania, bo to jest najprostsze. Rower trzeba spakować do drugiej walizki, nie zawsze jest na to czas i miejsce, ale podczas tego biegania nawet w miejscach, do których nie raz przyjeżdżałem, można przypadkowo trafić na miejsca, na budynki, na przestrzenie, których wcześniej nie zauważyłem i one też stają się jakimś takim później, jakąś bazą do rozwijania się projektowego, więc tutaj też chyba nie ma nic specjalnie odkrywczego w tym wszystkim, bo chyba duża część ludzi tak działa uprawiając jogę czy inne dyscypliny sportu. 

Ponieważ czuję też jesteś, że czujesz się tym projektantem, a poniekąd przedsiębiorcą przy okazji, może tak nadinterpretuję, takie mam poczucie, co mnie bardzo inspiruje myślę, że to jest inspirujące, dlatego że czuję że to jest taka prawdziwa substancja, która stoi za tym co robisz, a przedsiębiorczość jest jej tylko wehikułem i z tej perspektywy ciekaw jestem jaka jest twoja perspektywa, znowu na przedsiębiorców, na różnych przedsiębiorców i biznes, który spotykasz i może masz jakąś taką refleksje, jakąś jedną prawdę, którą widzisz lub jakiś mit, który jest powielany przez przedsiębiorców, czy w kontekście biznesu, który nie jest prawdą, taką jedną refleksje o biznesie z perspektywy kogoś, kto z jednej strony jest w samym centrum prowadząc 100 osobową firmę, a z drugiej strony jednak duchem jest bardziej, w tym co kreuje.

Rzeczywiście to jest ten wehikuł, w którym się poruszam i on mi służy tylko i wyłącznie, dlatego żeby realizować te nasze wspólne marzenia Łukasza i moje, a poniekąd dzielimy je już z grupą naszych współpracowników i to że nas jest dzisiaj tylu to nie, dlatego że to było naszym celem, to jest tylko po prostu konsekwencja tego, żeby te marzenia realizować, chcieć zająć się tym i tym projektem, tej skali, tego inwestora, w tym miejscu, w Polsce i na świecie. Potrzebujemy zgranego, dobrego zespołu wspaniałych ludzi, którzy z nami pracują. A jest ta druga strona, o którą pytasz. Nasi klienci to przede wszystkim osoby prywatne, to instytucje, to fundusze, korporacje, czyli przede wszystkim podmioty skomplikowane, złożone, bo nawet jeżeli projektuje się dom jednorodzinny, to jest współpraca nie z wyimaginowanym klientem. To jest mąż, żona, często dzieci. To też jest trudność, dlatego że każda z tych osób ma naprawdę swoje marzenia, które mają może wspólną bazę, ale ciągną czasami koncepcję w przeciwnym kierunku. Tak samo staje się to kiedy pracujesz dużym klientem biznesowym, który ma swoją strukturę, od prezesa zarządu kończąc na project managerach, gdzie musisz po pierwsze dobrze rozumieć tego klienta, jego potrzeby, ale czasami móc dobrze przeprowadzić ten projekt przez tą całą hierarchię, szanując tą kolejność, ale jednocześnie powodując, że ten projekt dalej jest charakterystyczny, ciekawy dla niego i to, co mógłbym powiedzieć, czego sam się muszę ciągle uczyć i trzymać na co dzień i co mógłbym chyba polecić może nawet naszym klientom, to ciągle żeby jednak nie bać się wychodzenia poza poza jakąś taką bezpieczność. To musi być odpowiedzialne wychodzenie poza jakiś nawias, poza standard ale takie są myślę, że szczególnie dzisiaj okoliczności, w których musimy uciekać przed czymś. Nie powinniśmy się dostosowywać do tego, ale już być o krok do przodu i to często w tych instytucjach, które są bardzo mocno ugruntowane, mają tą swoją hierarchię, strukturę, tekst zależności, decyzyjności, finansowania. Trudno czasami przekonać od razu moich klientów, że to rozwiązanie, które trochę różni się, bo to jeszcze raz powtarzam to nie chodzi o budowanie jakiejś awangardy, bo na to trzeba sobie zasłużyć. Trzeba być po prostu na to gotowym po stronie projektowej, ale po stronie również inwestorskiej, ale szukanie czegoś co spowoduje, że nasz klient zajmie inną pozycję na rynku, odkryję coś, co do tej pory nie było tym faktorem, musi powodować, że oni muszą chcieć łamać sobie te swoje kręgosłupy jak niefinansowe, to kręgosłupy pewnych bezpieczności w biznesie. Wiemy dobrze. Ja to czuję tylko jakby intuicyjnie, że biznes to jest przestrzeń, która musi być rozwijana w oparciu o wizję, o wizjonerów, oczywiście z drugiej strony bardzo mocno ugruntowana tymi narzędziami finansowymi które powodują, że rzeczywiście ta nawet odskocznia od standardów jest dalej bezpieczna, ale to jest bardzo ważne. Środowisko pracy się zmienia. Nie możemy być ciągle w tym samym miejscu. My się zmieniamy jako ludzie, my tego czasami nie zauważamy. Dopiero potrzeba takiego zwierciadełka żebyśmy zobaczyli, że pracujemy inaczej, odżywiamy się inaczej, kupujemy inaczej niż kiedyś i w gruncie rzeczy też mieszkamy inaczej, a to będzie się ciągle zmieniać.

Dzięki, jest jakaś rzecz, którą chciałbyś na koniec dodać, coś jeszcze powiedzieć o Waszych marzeniach, o tym czego jako słuchacze, widzowie powinniśmy Wam życzyć, albo o czymś innym co jest dla Ciebie ważne i czym chciałbyś się podzielić.

Przede wszystkim chciałbym podziękować, podziękować tej grupie ludzi z którymi ciągle możemy te marzenia realizować i po nie sięgać. Bo bez nich to by nie powstawało, nie powstawać będzie kolejny projekt i to jest ta rzecz którą jestem winien, bo to tak zawsze właśnie jest, że któreś z nas, Łukasz czy ja stoimy na jakimś wystąpieniu, wykładzie, idziemy odebrać jakąś nagrodę, czy prezentujemy projekt, a cała reszta grupy siedzi w pracy i zajmuje się kolejnym tematem, wtedy kiedy my w cudzysłowie błyszczymy, a prawda jest taka, że budujemy to wspólnymi rękami i tu chciałbym właśnie móc podziękować tym ludziom, bez których na tą scenę, po ten dyplom bym nie mógł nigdy wyjść. To jedna rzecz i druga rzecz, którą zawsze życzę moim również synom, żeby ich życie, ale też życie moich współpracowników, ale i moich inwestorów napędzały właśnie te marzenia, bo one zawsze nas prowadzą trochę w jak i nowe rejony. Musimy do nich zaaplikować nowe rozwiązania. No i życie jest po prostu ciekawsze i takie z pełną dozą witaminy.

Przemo, bardzo dziękuję!

Ja również.

Dziękuje Ci za tą rozmowę i trzymam kciuki. Powodzenia!

Dziękuję bardzo.

Dzięki.

Dodaj komentarz